czwartek, 16 czerwca 2016

NOWE OPOWIADANIE

Pisze opowiadanie fantastyczne. O Justinie, który nie jest do końca człowiekiem i dziewczynie, która właśnie przeprowadziła się do LA z rodzicami by zacząć nowe życie.
Co się stanie jeśli się bliżej poznają? Czy Jennifer pozna prawdę o nim i o sobie? Czy będą razem? A może wszystko pozostanie tajemnicą? Dowiecie się czytając
I AM MONSTER

niedziela, 6 lipca 2014

Information hyhy

hej :3
To ja...zastanawialam sie czy moze nie macie ochoty na wiecej moich opowiadań.
Teraz pisze o dziewczynie, która pochodzi z dobrego domu, jednak jej rodzice nie maja dla niej zbyt dużo czasu.
Ona jest bardzo mądra i zawsze miska najepsze stopnie. Miala marzenie by byc bardziej zauważalną i tak tez sie stalo gdy poszla do liceum i dostala kapitanka drużyny cheeleaderek. Ma najprzystojniejszego chlopaka w szkole, a jej oceny nadal są calkiem dobre.
Pewnego dnia w szkole pojawia sie Justin, który obraca jej życie do góry nogami.
Dziewczyna dowiaduje sie straszliwej prawdy i jej życie sie wali, ale Justin jest przy niej i ja wspiera...co miedzy nimi będzie? Czy wszystko sie jakos ulozy i znów będzie szczesliwa?
Dowiecie sie czytajac http://zagubiona-opowiadanie.blogspot.com/?m=1

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdzial 54

od autorki: hej hej...to ostatni rozdzial i mam nadzieje ze sie spodoba. Polecam czytanie przy tej piosence http://m.youtube.com/watch?v=YiHkeQsbHkY
----------------------------------------
(Amy)
Zastanawialiście sie jak to jest po drugiej stronie? Jak jest....w niebie?
Jak narazie podoba mi sie tu. Jest cisza, spokój. Ale brakuje mi Justina. Chcialabym do niego wrócić. Znów poczuć smak jego ust i znów spojrzec w jego czekoladowe oczy.
Nie wiem czy dam rade i czy mozliwy jest powrót. Chyba umarłam.
Mam nadzieję, ze Justin przeczyta list i zrozumie jak wiele bym dala by byc teraz przy nim.
Kocham go i moja rodzine, ale na mnie przyszedl juz czas. To byl moment w którym musialam zrobic miejsce dla kogoś innego.
(Justin)
Nic wokól sie nie liczyło. Mialem juz dość wszystkich i wszystkiego. Amy usnęła. Nie obudzi sie, odeszła. Tak bardzo mi jej brakuje. Tak bardzo chcę ja przytulic, pocałować i powiedzieć, ze wszystko będzie dobrze, ale nie moge, bo jej juz nie ma. Nie ma mojego skarba. Mojego serca. Bóg mi ja zabral. Dlaczego? Co ja takiego zrobilem? Chcielismy byc po prostu szczesliwi. A co z tego wyszlo?
Odkad dowiedzialem sie, ze operacja sie nie udała, nie moglem przestac plakac. Czulem jakby caly swiat załamał mi sie pod nogami.
Dzisiaj byl pogrzeb mojej ukochanej. Ostatni raz widzialem jej piękne ciało. Ostatni raz moglem dotknąć jej zimniej teraz raczki.
Byla taka blada...mimo to na twarzy miala lekki usmiech co sprawiało, ze również w pewnym sensie sie usmiechalem. Mam nadzieje, ze tam gdzie jest ma dobrze i nikt jej nie krzywdzi.
-Przepraszam...-nagle uslyszalem za sobą dziewczęcy glos.
-tak?- otarłem swoje mokre od lez policzki.
-Mam na imie Stefani i jestem pielęgniarka w szpitalu, w którym zmarła Amy. -powiedziala, a ja zmarszczylem brwi.
-O co chodzi?- spytałem.
-Amy przed śmiercią napisala list...
-Jaki list?- przerwałem jej zdziwiony. Moj glos nadal byl zachrypnięty przez płacz.
- List do pana i rodziny. Prosze -wyciągnęła dwie koperty. Obie pachniały Amy. Jej perfumami. Na jednej bylo napisane "Dla rodziców" a na drugiej "Dla Justina".
-Dziekuje. -powiedzialem, a dziewczyna tylko kiwnęła głowa i odeszła.
Nie wiedzialem czy otworzyć. Chciałem to przeczytać ale nie wiedzialem czy bd w stanie.
Z cmentarza ruszyłem w stronę domu babci Amy.
-Jestem. -powiedzialem i wszedłem do kuchni gdzie rodzice i babcia Amy, siedzieli przy stole, ze smutkiem wypisanym na twarzy.
-Byles na cmentarzu? - odezwała sie mama Amy i wstała by zalać herbaty.
-Tak. Musialem pomyslec i pożegnać sie z Amy. -powiedzialem i usiadłem na wolnym krześle.
-Herbaty? -spytała.
-Nie i tak zaraz wychodze. Chciałem tylko wam cos dać.-powiedzialem.
-Co takiego? -spytała zaskoczona.
-List od Amy.-opuściłem glowe- spotkalem pielęgniarkę, która zajmowała sie Amy i powiedziala, ze Amy przed śmiercią napisala list do mnie i do was, wrazie gdyby umarła.- powiedziałem i wyciągnąłem jedną z kopert.
-Dziekuje. -powiedziala i wziela list w ręce.
-Ja juz pójdę. Musze jeszcze cos zalatwic.- powiedzialem i zaraz potem wyszedłem.
Potrzebowałem samotności i miejsca, gdzie moglbym pomyslec co dalej robić.
Amy zawsze wiedziala co w takich chwilach robić. Zawsze mnie pocieszała...i zabierała w jej ulubione miejsce.
Tam tez sie udałem. Usiadłem na lawce obok drzewa i wyciągnąłem kopertę. Przez chwile zastanawiałem się czy otworzyć czy po prostu zostawic tak jak jest. Jednak zdecydowałem się otworzyć. Ona by tego chciala.....
(Amy)
Widzialam go. Nie wiem jak ale widzialam jak siedzial na naszej lawce. Trzymam w ręku list. To ten list co napisalam przed śmiercią.
"Drogi Justinie...
Kochanie...sama nie wiem jak zacząć i co powiedzieć. Jeśli to czytasz, znaczy, ze operacja sie nie udała i mnie juz nie ma. Przepraszam cię.
Przepraszam, ze tak to sie skonczylo. Uwierz mi, ze gdybym mogla cofnąć czas....moze udałoby mi sie jakoś zmienić przyszłość.
Kocham cię jak nikogo innego. Jestes całym moim światem i gdyby nie ty...moje życie byłoby szare i smutne jak zawsze.
Dziekuje, ze sie mna opiekowałeś i dziekuje, ze byles przy mnie gdy cię potrzebowałam.
Strasznie za tobą tęsknię. Chcialabym cię przytulic i powiedzieć, ze wszystko będzie dobrze....
Prosze...bądź ostrożny. Kocham cię...Amy. "

Widzialam jego lzy. Czulam jego smutek i zal. Wiedzialam, ze nie będzie mu latwo, ale chce by byl szczesliwy, mimo wszystko.
(Justin)
Tak bardzo mi jej brakuje. Chce ja przytulic. Byc blizej niej. Dlaczego Bóg nas rozdzielił? Dlaczego to wszystko sie tak kończy? Nie rozumiem!
Z tylnej kieszeni spór o wyciągnąłem mój scyzoryk. Zawsze go przy sobie mialem.
Wstałem i powolnym krokiem podszedłem do drzewa.
Obok serca, które kiedyś wyrylismy z Amy, obok dopisałem datę jej śmierci oraz dzisiejsza datę z dopiskiem "Nawet śmierć nas nie rozłączy"
Rozpłakałem jej jeszcze bardziej. Uklęknąłem przed drzewem i spojrzałem na swoje nadgarstki.
- Skoro ona odeszła to ja do mniej dołączę.-Powiedziałem i podcialem sobie żyły.
Moje ciało słabo. A ja coraz bardziej czulem obecność Amy. Krzyczała, ale mnie to nie obchodziło. Pragnąłem byc znów blisko niej.
Koniec.
---------------------------------------------------
Hej kochani. Placzecie? Bo ja tak. Hah piszac to musialam nawet poplakac sie troche. Mam nadzieje, ze podobal sie wam ten rozdzial. Wiem, ze chcieliście (niektorzy) wiecej ale brak pomyslow i czasu oraz brak sprzętu do pisania, zmusiły mnie do skończenia tego opowiadania.
Przepraszam za bledy ale pisze na telefonie i zapraszam do mojego innego opowiadania. http://niebezpiecznie-zakochana.blogspot.com/?m=1

wtorek, 6 maja 2014

Rozdzial 53

(Justin)
Juz od kilku dni Amy leży w szpitalu, a wokól niej ciągle kręcą się jacyś lekarze. Badania trwaja wiecznie, a gdy skończą ona nie ma juz siły na nic i śpi.
Ona słabnie, widzę to. Najgorsze, że nie mogę nic z tym zrobić. Staram się być jak najbliżej i wspierać ją w trudnych chwilach.
Dużo wymiotuje i zaczyna mieć zaburzenia wzroku.
Jej rodzice juz wiedza. Razem z synem przeprowadzili sie do domu babci Amy.
-Justin...-uslyszalem cichutki glos ukochanej.
-Tak skarbie?- spytałem pochylając się nad jej łóżkiem.
-Podałbyś mi wody? -spytała, a ja od razu spełniłem jej prośbe.
-Czegoś jeszcze potrzebujesz kicia?-spytałem z troską.
-Jesteś naprawdę kochany. Dziekuje, ze tu jesteś. -powiedziala, a ja ucałowałem ja w czoło.
-Wszystko dla ciebie skarbie. Jesteś dla mnie najważniejsza. -położyłem się obok niej i leżeliśmy wtuleni w siebie.
-Justin? -spytała Amy bawiąc sie moją koszulka.
-Tak skarbie? -głaskałem jej włosy
-Kocham cię.-wyszeptała ziewając.
-Ja ciebie tez misiu. Spij kochanie.-powiedziałem, a juz po chwili bylo sluchac jej lekkie pochrapywania.
Przyznam, że nigdy mi się to nie znudzi. To jest takie słodkie. Kocham ją najbardziej na świecie. Gdy ona odejdzie...nie! Ona wyzdrowieje. Wiem to. Nagle do sali weszła pielęgniarka. Widząc nas leżących razem, uśmiechnęła się i lekko zarumieniła.
-Ja tylko przyszłam sprawdzić dane i zaraz wyjdę. -Powiedziała z zakłopotaniem
-Nic się nie stalo. Amy wlaśnie zasnęła.-powiedziałem.
-To silna dziewczyna.-powiedziala zapisując cos na kartce.
-Wiem. Bardzo silna.-zerknąłem na śpiąca dziewczynę i się uśmiechnąłem.
-Miejmy nadzieję, że wyjdzie z tego. -powiedziała i uśmiechnęła sie przelotnie, po czym wyszła.
Chwilę tak leżałem i myślałem nad wszystkim co ostatnio sie wydarzyło. Gdyby nie ten wypadek...ona byłaby zdrowa. Eh...gdyby nie Ian...to wszystko inaczej by się potoczyło.
Tak bardzo żałuję, że wcześniej nie zająłem się nim. Mogłem się domyślić. Moglem...cokolwiek zrobic.
I z tymi myślami zasnąłem.

(Amy)
Caly czas nie mogłam dać dojść do świadomości, wiadomości, ze mam guza mózgu. Wiem, że to jest powazna sprawa. Wiem, ze prawdopodobnie umrę. Ale...boje sie. Strasznie sie boje tego co będzie dalej.
Będę musiala zostawic babcie, mamę, tatę...brata, a tym bardziej...Justina.
Nie chce go zostawiać. Chce byc z nim i mieć dzieci i zostać jego żona.
Czemu Bóg nas tak każe?
Nie wiem jak on zniesie to, ze pewnego dnia odejdę. Co będzie jeśli sie zabije? Nie moze umrzeć.
Caly czas miałam zamkniete oczy. Nie miałam siły ich podnosić. Chciało mi się caly czas spać, a moje ciało traciło siły.
Co będzie dalej?
***
Juz miesiąc...caly dlugo miesiąc leżę w tym szpitalu i caly czas robione są mi badania.
Jutro będę miała jedna z operacji. Boje się.
Jest szansa, ze umrę tam, podczas operacji.
Ale jest tez szansa, ze wyjdę z tego i to przedłuży mi okres życia.
Nic mi nie chcą powiedzieć, żebym sie nie stresowała, ale ja wiem i czuje, ze mam Malo czasu. Postanowilam wiec napisac list. Do Justina i do moich rodzicow.
Gdy pielęgniarka, która od początku się mna zajmuje, przyszla sprawdzić mój stan zdrowia poprosiłam ja o dwie kartki i długopis oraz żeby pomogła mi usiąść.
eh...no to zaczynam.
*****
(Justin)
Amy jest juz na sali operacyjnej. Strasznie się o nią boje. Nie wiemy ile to będzie trwać.
Nie spałem całą noc. Nie moglem zasnąć a teraz jeszcze nic nie jadłem. Chodze po korytarzu caly poddenerwowany i nie moge znaleźć sobie miejsca.
Wszystko o czym myślę to Amy i to żeby z tego wyszla. To musi sie udać.
Po kilku godzinach nieustannego czekania z sali wyszedl lekarz, który operował moja księżniczkę .
-Doktorze...co z nią? -spytałem, a lekarz spojrzal mi w oczy.
________________________________________
Kolejny rozdzial napisany z telefonu. Przepraszam za bledy, staralam sie i mam nadzieje, ze sie spodoba. Nie jest mi latwo pisac, ale jakos wychodzi.
czekam na komentarze i proszę o przesyłanie linku z nowym opowiadaniem http://niebezpiecznie-zakochana.blogspot.com/?m=1
To opowiadanie niedlugo koncze bo juz brak pomyslow.
Mam nadzieje, ze mnie zrozumiecie. Pa i milego czytania.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdzial 52

(Justin)
Ten dzien zapowiadał się dość normalnie i nie sądziłem, że moze wydarzyć się coś złego.
Miałem wlaśnie iść pomóc babci Amy w kuchni, gdy nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- spytałem jak gdyby nigdy nic.
-Dzien dobry z tej strony lekarz Amy...-zaczął
-Tak? -spytałem z wiekszym zaciekawieniem.
-Amy zemdlała i leży teraz w jednym z pokoi i odpoczywa. Chciałem tylko przekazac żeby państwo sie nie martwili. Mozna oczywiscie do niej przyjechac i ja odwiedzic...po za tym musze również porozmawiac z rodzicami lub...kims bliskim Amy...
-Tak oczywiscie zaraz będziemy.-powiedzialem, po czym pożegnałem się i rozłączyłem się.
Nie myśląc zbyt dlugo zacząłem sie ubierać.
Bylem przerażony. Amy co prawda od jakiegoś czasu czula sie źle, ale nie mdlała...mam nadzieje, ze nic jej nie jest i bede mógl zabrac ja do domu. Czuje się troche winny...nie powinienem tak olewać tego jej zlego samopoczucia. Powinienem od razu zabrac ja do lekarza i nie sluchac jej sprzeciwów.
Teraz błagam tylko aby wyzdrowiała i już nie spuszczę z niej oka.
-Justin? Gdzie idziesz? Kto dzwonił?-z rozmyślań wyciągnęła mnie babcia Amy, zadając kolejne pytania.
-Musze jechac do szpitala. Dzwonił lekarz Amy i powiedział, że ona zemdlała i leży w jednej z sal.
-Moja Amy? -spytała niedowierzając.
-Tak...ja...ja musze tam jechać. Sprawdzić czy nic jej nie jest.-powiedziałem poddenerwowany.
-Rozumiem...jak będziesz cos wiedział od razu do mnie dzwoń.
-Dobrze.- ucałowałem kobiete w policzek, po czym pobiegłem do swojego samochodu i ruszyłem przed siebie.
Tak strasznie sie o nią boje. Nie wiem gdzie, co i jak?... Nic...gdy lekarz powiedział imie Amy i ze zemdlała, nie słuchałem dalszej rozmowy.
Chciałem być juz obok niej i przytulic ja mocno. Poczuć jej usta na swoich po czym zabrac do domu i tam zadbać o jej zdrowie.
Gdy dojechałem pod znany mi już szpital, szybko wybiegłem z samochodu w stronę recepcji.
-Dzien dobry- powiedziałem zdyszany.
Za biurkiem siedziała dość młoda dziewczyna i bawiła się długopisem. Miała blond wlosy i moim zdaniem nie wyglądała ba zbyt madra.
-No hej przystojniaku- powiedziała i puściła mi oczko, na co się momentalnie skrzywiłem.
Była ładna, ale nie w moim typie.
-Możesz mi powiedzieć gdzie leży Amy...
-Justin?
Odwróciłem sie i zobaczyłem lekarza, który dzwonił do mnie w sprawie Amy.
-Doktorze...gdzie jest Amy? Nic jej nie jest? Moge ja zobaczyć?- zacząłem wypytywać, a lekarz opuścił głowę z westchnieniem.
-Amy odpoczywa. Podczas gdy z nią rozmawiałem źle się poczuła i zemdlała. To pewnie przez wiadomość, która jej przekazałem.
-Ale jaką wiadomość?- spytałem zdezorientowany.
-Amy ma guza mózgu. Powstał po wypadku. Organizm na początku go nie wykazywał, ale z czasem gdy brała leki,mozg chcąc wyleczyć pogorszył sprawę. Nikt tego nie przewidział. Sam byłem zdziwiony.- powiedział, a ja z otwartymi ustami stałem jak wryty.
- Guza? - powiedzialem sam do siebie...
- Jeśli chcesz ją zobaczyć to leży w 215. Przepraszam, ale musze isc zajac sie innymi pacjentami.
Siedziałem przed jej salą i zastanawiałem się co dalej. Amy ma guza a ja nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Dlaczego ona? Dlaczego Bóg chce mi ją zabrac? Co zrobiłem zle? Niech mnie ukaże...nie ją.
Wytarłem policzki od łez, po czym postanowiłem wejść do sali.
-Hej skarbie. -uśmiechnąłem się widząc, ze juz nie spi.
-Hej...-uśmiechnęła się blado.
-Jak się czujesz? - spytałem z troska.
-Dobrze...tylko troche boli mnie głowa.- powiedziala i złapała się za nią.
-Będzie dobrze kochanie,wyzdrowiejesz i zabiorę cię do domu.- powiedziałem powstrzymując łzy.
-Wiesz co mi jest prawda? - widziałem, ze ona również walczy by się nie rozpłakać.
-Tak.- powiedzialem i usiadłem kolo lóżka, łapiąc ją za rękę.
-I doskonale wiesz, ze umrę. -powiedziała, a łza spłynęła jej po policzku.
-Nie umrzesz skarbie.- powiedziałem przekonując nas oboje. Wytarłem jej mokry od łez policzek po czym mocno ją przytuliłem.
-Nie umrzesz...nie pozwolę na to...-mówiłem i oboje szlochaliśmy wtuleni w siebie.
__________________________________________
taki Sb kolejny rozdzial. Przepraszam za bledy ale znów pisze z telefonu, bo jak juz mowiam nie mam dostępu do kompa. Mam nadzieje, ze ktoś to czyta i zostawi kilka komentarzy pod tym rozdzialem. Wiem, ze polowa odeszla bo nie bylo mnie przez jakis czas ale reszte prosze o przekazywanie dalej tego opowiadania :* dziekuje.

sobota, 22 lutego 2014

Rozdzial 51

(Amy)
Minęło juz kilka dni odkąd byłam u lekarza i nadal nie dzwonią.
Coraz częściej wymiotuje krwią i kaszel zaczyna być męczący. Justin martwi się o mnie, ale ufa mi i stara się bym wyzdrowiała.
-Amy telefon!- krzyknęła z dołu babcia
-Już idę!-szybko zbiegłam po schodach-Tak?-spytałam trzymając telefon przy uchu.
-Amy?- rozpoznałam glos doktora
-Tak to ja. Czy juz są wyniki?-spytałam z nadzieją.
-Tak, ale to nie jest sprawa na telefon...mogłabyś przyjechać?-spytał z nadzieją w głosie
-Oczywiscie, zaraz będę.
-To do zobaczenia.-powiedział i zaraz sie rozłączyłam.
Poszlam szybko do pokoju, ubrałam jeansy i jakąś bluzę, po czym ruszyłam w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz kochanie?- spytał ze zdziwieniem Justin.
- Musze na chwilkę wyjść...emm...Claudia dzwoniła i prosiła bym przyszla i jej w czymś pomogła.-skłamałam. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy bo chciałby pojechać ze mna, a nie chce go na razie denerwować.
-Może cię podwieźć?-spytał podchodząc bliżej.
-Nie, dam rade. Kocham cię -Dałam mu szybkiego buziaka dla złagodzenia sytuacji po czym wyszłam. Szłam w kierunku głównej drogi, gdzie miala czekać na mnie taksówka.
-Gdzie zawieźć panienkę?- spytał dość stary taksówkarz.
-Do szpitala.- U nas był tylko jeden szpital w miasteczku, wiec nie bylo problemu z adresem.
Droga minęła całkiem szybko. Miałam trochę czasu na zastanowienie się co powiem Justinowi gdy wróce oraz co mają mi do powiedzienia na miejscu.
*****
Szłam, wlasnie jednym z korytarzy szpitala, gdy nagle wpadłam na kobiete.
-Ojejku przepraszam, nic pani nie jest?- spytałam podnosząc jej drobiazgi które wypadły z torebki.
-Nie, nic sie nie stało- powiedziala uśmiechając sie. Dopiero teraz zauwazylam, ze jest w ciąży. Ja tez chcialabym mieć dziecko w przyszłości z Justinem. To wspaniale widziec jak to małe stworzenie dorasta i jak sie zmienia na naszych oczach.
-Jest pani w ciąży...- wypaliłam bez zastanowienia
-Tak, ósmy miesiąc.- powiedziala z radością, a ja skinelam głową, próbując odwzajemnić usmiech. Teraz dopiero przypomniało mi sie po co tu przyszłam i jak na zawołanie zza rogu wyłonił sie lekarz
-Amy.-przywitał sie ze mna, po czym wymienił kilka slów z kobieta i zaraz jej nie bylo.
-Wszystko w porządku? -dodam z troska, widzac mnie zamyśloną.
-Tak...umm...przyszly moje wyniki.-powiedzialam przypominając sobie rozmowe telefoniczną.
-Tak, przejdźmy do mojego gabinetu.
Gabinet doktora nie byl duży, ale bardzo przytulny. Ściany były pomalowane na jasny zieleń, a na podłodze leżał mały dywanik z różnymi wzorkami. W pokoju znajdowały się dwie szafy z książkami i jakimiś teczkami, biurko a naprzeciwko niego dwa krzesła.
-Proszę usiąść- powiedział i wskazał na jedno z krzeseł.
-Panie Doktorze czy juz wiadomo co mi dolega? Bardzo sie denerwuje, bo po naszej rozmowe godzinę temu nic sie nie dowiedzialam.-powiedzialam z lekkim przerażeniem.
-Amy...z twoich badan wynika, ze po wypadku niektóre z narządów były słabsze, a mózg starając się walczyć, wytwarzał substancje, które mieszając sie z twoimi lekami, zaczęły wytwarzać guza. -ostatnie slowo wymówił ciszej i nie patrzał w moje oczy tylko w jakieś dokumenty.
-Guza?- spytałam, chodz dobrze wiedzialam jaka jest odpowiedz.
Nagle przed oczami zaczęło robić się ciemno, a pokój jakby zaczął wirować.
-Amy dobrze sie czujesz?- spytał chyba lekarz, ale nie jestem pewna, bo słyszałam go jak przez mgle, a potem...cisza.
_______________________________________________
Hej kochani, nwm czy ktoś jeszcze to czyta, bo dość dlugo mnie nie bylo. Przepraszam za to, ale NIE MAM dostępu do komputera i Np ten rozdzial dodalam z telefonu. Przepraszam za bledy i jeśli możecie, to komentujcie, zebym widziala ze ktoś to czyta.
Dziekuje i milego czytania. Postaram sie dodawać rozdziay ale..nwm czy nie skonczyc tych wszystkich opowiadań. :/

piątek, 6 grudnia 2013

hej :( INFORMACJA

hej, przepraszam ze tak dawno nie dodalam nowego rozdziału, ale mam problem z dostępem do komputera czy laptopa. Mam tylko telefon, a na nim trudno jest mi cokolwiek napisać z racji tego ze zrobie duuzo błędów a tego nie chce. Przepraszam jeszcze raz i obiecuje ze dodam jak najszybciej sie da tylko musze odzyskać laptop