piątek, 13 września 2013

Rozdział 50

(Justin)
Rano obudził mnie kaszel mojej ukochanej. Nie wiem co się dzieje, ale w nocy również słyszałem jak kaszlała i wychodziła do toalety. Boje się o nią. Nie chce by chorowała i nie chce jej znów stracić.
-Wszystko w porządku skarbie?-spytałem całując ją w ramię.
-Tak, to pewnie jakaś grypa.-uspokajała mnie, ale ja i tak wiedziałem, że to coś poważniejszego.
-Na pewno?-spytałem i spojrzałem jej w oczy, a ona odwróciła wzrok-Spójrz na mnie kotek.-powiedziałem i złapałem jej podbródek tak, że musiała na mnie spojrzeć.-Chce wiedzieć czy nic ci nie jest, bo kocham cię bardzo mocno i się martwię.-powiedziałem i dałem jej małego całusa.
-Jest w porządku,Justin.-powiedziała i zaczęła wstawać z łóżka.
-A ty gdzie?-spytałem zawiedziony.
-Trzeba wstać. Jest piękny dzień, może wyjdziemy się przejść co?-spytała, a ja przewróciłem oczami i schowałem twarz w poduszkę.
-Wolę poleżeć z moją księżniczką w łóżku i całować ją do wieczora.-powiedziałem, a ona się zaśmiała.
-A ja wolę się przejść.-powiedziała i wyszła do łazienki.

(Amanda)
Czułam się okropnie. Byłam zmęczona, ale nie chciałam pokazywać tego Justinowi. Już wystarczająco się o mnie martwił. Chce mu wynagrodzić te godziny i noce nie przespane, gdy ja leżałam w szpitalu.
Tak więc poszłam wziąć odprężający prysznic, po czym owinęłam swoje ciało ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Justin leżał w tej samej pozycji co go zostawiłam, na co zachichotałam i podeszłam do szafy.
-Justin, skarbie wstawiaj bo pójdę sama.-powiedziałam, a on lekko podniósł głowę. Gdy zobaczył, że jestem w samym ręczniku zaraz się podniósł i szybko do mnie podbiegł.
-Dlaczego...?-jęknął.
-Bo ty nie chcesz wstać, więc pójdę sama.-odpowiedziałam.
-Nie o tym mówię...-powiedział tajemniczo i zaczął całować moją szyję.
-A o czym?-spytałam zdezorientowana.
-Kusisz....-powiedział, a ja się zaśmiałam i lekko go odepchnęłam.
-Idę się ubrać, wariacie.-powiedziałam i z uśmiechem zabrałam rzeczy.
*****
-Justin, śniadanie!-Krzyknęłam z dołu. Po czym zaczęłam nakładać jajecznicę.
-Ślicznie pachnie.-wymruczał mi do ucha i objął mnie w tali.
-Dziękuję, a teraz siadaj i jedz.-powiedziałam i podałam mu talerz.
-A ty nie jesz?-spytał zdziwiony.
-Nie jestem głodna.-powiedziałam, a on zmrużył oczy.
-To ja też nie jem.-powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Ty jedź, ja nie chce.-powiedziałam a on podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, po czym usiadł na krześle i wziął mnie na kolana.
-To jemy razem.-powiedział i wziął trochę na widelec.-Powiedz aaaa....-powiedział i wsadził mi do buzi jajecznicę.-Dobre?-spytał, a ja wzruszyłam ramionami.
-Sam się przekonaj.-powiedziałam i ty razem to ja go karmiłam.
Tak właśnie spędziliśmy śniadanie, które powinno trwać 5 min, u nas trwało 30 min.
Nie obyło się bez całusów i przytulania, ale w końcu talerz był pusty.
Jeszcze przed wyjściem na spacer znów zwymiotowałam, ale tym razem Justin o nic nie pytał. Mam dość tego jak się czuję, ale mam nadzieję, że szybko mi przejdzie.
********
-Wróciliśmy!-krzyknęłam, gdy przekroczyliśmy próg domu.
-Jejku, dzieci, gdzie wy byliście?- spytała babcia i podeszła do nas z rękoma złożonymi do modlitwy.
-Na spacerze.-powiedziałam i spojrzałam na Justina, który był wykończony
-Tak długo?-spytała, a ja pokiwałam głową
-Jestem zmęczony, głodny i chce iść spać!-powiedział zirytowany Justin i poszedł do kuchni
-A temu co?-spytała babcia
-Nie wiem, chyba wymęczył go ten spacer.-powiedziałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju.

(Justin)
Byłem wyczerpany, głodny i miałem ochotę tylko położyć się spać. Chodziliśmy chyba cały dzień, a Amy prawie w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Co chwila zaczepiali ją jacyś jej "koledzy", a ona jak gdyby nigdy nic dawała im buziaki w policzek. Tak! Jestem zazdrosny, ale kto by nie był? To moja dziewczyna i chce ją mieć tylko dla siebie. Tak bardzo się staram by mi zaufała...
-Skarbie? Jesteś głodna?-krzyknąłem z dołu, ale nic nie usłyszałem.-Kotek?-NIc- Wszystko w porządku?-Nadal odpowiedziała mi cisza. W końcu wszedłem na górę, a z łazienki usłyszałem jak Amy wymiotuje, po czym spuszcza wodę i przemywa twarz. Wyszła z pomieszczenia, a ja patrzałem na nią z rozszerzonymi oczami.
-Wołałeś mnie?-spytała jakby nigdy nic.
-Tak, wymiotowałaś?- spytałem i podszedłem bliżej.
-Umm... Tak, ale to pewnie jakieś zatrucie.- powiedziała, a ja ją przytuliłem.
-Kochanie, może pójdziesz do lekarza co?- spytałem, a ona spojrzała na mnie jak na idiotę.
-To tylko jakiś wirus, niedługo mi przejdzie.-powiedziała obojętnie i chciała odejść, ale złapałem ją za nadgarstek.
-Zrób to dla mnie i pójdź do lekarza.- powiedziałem spokojnie.
-Dobrze, ale jutro, dziś jestem zmęczona.-odpowiedziała
-Dobrze...-powiedziałem i ucałowałem jej czoło.- Jesteś głodna?-spytałem a ona pokiwała przecząco głową.
-Pójdę się już położyć.-powiedziała i zniknęła za drzwiami pokoju.
Ja jeszcze poszedłem coś zjeść, pożegnałem się z babcią Amy i poszedłem się umyć. Gdy byłem już gotowy do spania stanąłem nad łóżkiem i spojrzałem na moją księżniczkę.
-Kocham cię skarbie.-powiedziałem szeptem i ucałowałem jej policzek, po czym wślizgnąłem się pod kołdrę.
*********
(Amanda)
-Hej babciu.-rano wstałam w bardzo dobrym humorze. Justin jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić, więc zeszłam sama.
-Hej skarbie i jak się czujesz?-spytała, a ja się uśmiechnęłam
-Bardzo dobrze.-powiedziałam uradowana i usiadłam przy stole.
-Proszę skarbie.-powiedziała i podała mi talerz z kanapkami
-Dziękuję.-odpowiedziałam. Nie minęło 10 min a moje śniadanie zniknęło z talerza. Przez to, że tyle wymiotowałam, teraz miałam na wszystko ochotę.-Było pyszne...-powiedziałam wycierając kąciki ust chusteczką.
-Amy?-usłyszałam głos Justina
-Tu jestem.-powiedziałam, a zaraz moim oczom ukazał się pół nagi szatyn.
-Hej skarbie.-powiedział dając mi całusa.
-Głodny?-spytałam podchodząc do szafki.
-I to bardzo.-powiedział siadając do stołu.-Pamiętasz, że dzisiaj masz iść do lekarza?-spytał, a ja wywróciłam oczami.
-Ale już jest dobrze.-powiedziałam, a on westchnął.
-Kochanie, lepiej jak pójdziesz się zbadać.-powiedział troskliwie.
-Dobrze, pójdę, ale i tak uważam, że nie ma potrzeby.-powiedziałam.
-Będę spokojniejszy.-powiedział i zaczął jeść.
Po śniadaniu poszliśmy się ubrać i ruszyliśmy do lekarza.
-O pani Amanda....-powiedział radośnie lekarz.-Co was tu sprowadza?-spytał marszcząc brwi.
-Cóż...-zaczęłam,  ale Justin mi przerwał.
-Amanda od jakiegoś czasu wymiotuje i kaszle. Nie wiemy co to jest, a bardzo się o nią martwię.-wytłumaczył, a ja przytaknęłam.
-Rozumiem....-powiedział z zamyśleniem lekarz.- A czy wy...-zaczął, ale przerwałam
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Dobrze, a więc chodźmy.- powiedział i ruszyliśmy w stronę sali.
Robili mi przeróżne badania i wypytywali o dziwne rzeczy, ale na razie nic mi nie powiedzieli. Muszę czekać na wyniki, ale po wyrazie twarzy lekarza widziałam, że nie jest to nic dobrego. Starałam się jednak myśleć pozytywnie i nie pokazywać lekkiego strachu, który zagościł w moim umyśle.
-I jak było? Co powiedzieli?- zaczął wypytywać Justin, gdy wyszłam ze szpitala.
-Było...dziwnie, ale spokojnie. Nic mi na razie nie powiedzieli, tylko kazali czekać.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Dziękuję.-powiedział i ucałował mnie w policzek.
-Za co?-spytałam.
-Za to, że się zgodziłaś.-powiedział, a ja przytaknęłam.
Droga powrotna minęła w ciszy. Justin widać, że był szczęśliwy, a ja... No właśnie...
Ja siedziałam i zastanawiałam się o co chodziło lekarzowi, który podczas badania powiedział: " Hymm... Nieee... to na pewno nie to...". Co prawda wymruczał to pod nosem, ale usłyszałam to dokładnie i wyraźnie.
________________________________________________________________________________
Wiem, nie było mnie chyba z miesiąc i przepraszam. Nie miałam weny, a po drugie nowa szkoła i nowe twarze, przez co musiałam wszystko sobie ogarnąć, by znów zacząć pisać.
Czasu też było brak i jest coraz mniej, ale postaram się nadrobić stracony czas i pisać wam chociaż w weekendy.