(Amy)
Minęło juz kilka dni odkąd byłam u lekarza i nadal nie dzwonią.
Coraz częściej wymiotuje krwią i kaszel zaczyna być męczący. Justin martwi się o mnie, ale ufa mi i stara się bym wyzdrowiała.
-Amy telefon!- krzyknęła z dołu babcia
-Już idę!-szybko zbiegłam po schodach-Tak?-spytałam trzymając telefon przy uchu.
-Amy?- rozpoznałam glos doktora
-Tak to ja. Czy juz są wyniki?-spytałam z nadzieją.
-Tak, ale to nie jest sprawa na telefon...mogłabyś przyjechać?-spytał z nadzieją w głosie
-Oczywiscie, zaraz będę.
-To do zobaczenia.-powiedział i zaraz sie rozłączyłam.
Poszlam szybko do pokoju, ubrałam jeansy i jakąś bluzę, po czym ruszyłam w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz kochanie?- spytał ze zdziwieniem Justin.
- Musze na chwilkę wyjść...emm...Claudia dzwoniła i prosiła bym przyszla i jej w czymś pomogła.-skłamałam. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy bo chciałby pojechać ze mna, a nie chce go na razie denerwować.
-Może cię podwieźć?-spytał podchodząc bliżej.
-Nie, dam rade. Kocham cię -Dałam mu szybkiego buziaka dla złagodzenia sytuacji po czym wyszłam. Szłam w kierunku głównej drogi, gdzie miala czekać na mnie taksówka.
-Gdzie zawieźć panienkę?- spytał dość stary taksówkarz.
-Do szpitala.- U nas był tylko jeden szpital w miasteczku, wiec nie bylo problemu z adresem.
Droga minęła całkiem szybko. Miałam trochę czasu na zastanowienie się co powiem Justinowi gdy wróce oraz co mają mi do powiedzienia na miejscu.
*****
Szłam, wlasnie jednym z korytarzy szpitala, gdy nagle wpadłam na kobiete.
-Ojejku przepraszam, nic pani nie jest?- spytałam podnosząc jej drobiazgi które wypadły z torebki.
-Nie, nic sie nie stało- powiedziala uśmiechając sie. Dopiero teraz zauwazylam, ze jest w ciąży. Ja tez chcialabym mieć dziecko w przyszłości z Justinem. To wspaniale widziec jak to małe stworzenie dorasta i jak sie zmienia na naszych oczach.
-Jest pani w ciąży...- wypaliłam bez zastanowienia
-Tak, ósmy miesiąc.- powiedziala z radością, a ja skinelam głową, próbując odwzajemnić usmiech. Teraz dopiero przypomniało mi sie po co tu przyszłam i jak na zawołanie zza rogu wyłonił sie lekarz
-Amy.-przywitał sie ze mna, po czym wymienił kilka slów z kobieta i zaraz jej nie bylo.
-Wszystko w porządku? -dodam z troska, widzac mnie zamyśloną.
-Tak...umm...przyszly moje wyniki.-powiedzialam przypominając sobie rozmowe telefoniczną.
-Tak, przejdźmy do mojego gabinetu.
Gabinet doktora nie byl duży, ale bardzo przytulny. Ściany były pomalowane na jasny zieleń, a na podłodze leżał mały dywanik z różnymi wzorkami. W pokoju znajdowały się dwie szafy z książkami i jakimiś teczkami, biurko a naprzeciwko niego dwa krzesła.
-Proszę usiąść- powiedział i wskazał na jedno z krzeseł.
-Panie Doktorze czy juz wiadomo co mi dolega? Bardzo sie denerwuje, bo po naszej rozmowe godzinę temu nic sie nie dowiedzialam.-powiedzialam z lekkim przerażeniem.
-Amy...z twoich badan wynika, ze po wypadku niektóre z narządów były słabsze, a mózg starając się walczyć, wytwarzał substancje, które mieszając sie z twoimi lekami, zaczęły wytwarzać guza. -ostatnie slowo wymówił ciszej i nie patrzał w moje oczy tylko w jakieś dokumenty.
-Guza?- spytałam, chodz dobrze wiedzialam jaka jest odpowiedz.
Nagle przed oczami zaczęło robić się ciemno, a pokój jakby zaczął wirować.
-Amy dobrze sie czujesz?- spytał chyba lekarz, ale nie jestem pewna, bo słyszałam go jak przez mgle, a potem...cisza.
_______________________________________________
Hej kochani, nwm czy ktoś jeszcze to czyta, bo dość dlugo mnie nie bylo. Przepraszam za to, ale NIE MAM dostępu do komputera i Np ten rozdzial dodalam z telefonu. Przepraszam za bledy i jeśli możecie, to komentujcie, zebym widziala ze ktoś to czyta.
Dziekuje i milego czytania. Postaram sie dodawać rozdziay ale..nwm czy nie skonczyc tych wszystkich opowiadań. :/