od autorki: hej hej...to ostatni rozdzial i mam nadzieje ze sie spodoba. Polecam czytanie przy tej piosence http://m.youtube.com/watch?v=YiHkeQsbHkY
----------------------------------------
(Amy)
Zastanawialiście sie jak to jest po drugiej stronie? Jak jest....w niebie?
Jak narazie podoba mi sie tu. Jest cisza, spokój. Ale brakuje mi Justina. Chcialabym do niego wrócić. Znów poczuć smak jego ust i znów spojrzec w jego czekoladowe oczy.
Nie wiem czy dam rade i czy mozliwy jest powrót. Chyba umarłam.
Mam nadzieję, ze Justin przeczyta list i zrozumie jak wiele bym dala by byc teraz przy nim.
Kocham go i moja rodzine, ale na mnie przyszedl juz czas. To byl moment w którym musialam zrobic miejsce dla kogoś innego.
(Justin)
Nic wokól sie nie liczyło. Mialem juz dość wszystkich i wszystkiego. Amy usnęła. Nie obudzi sie, odeszła. Tak bardzo mi jej brakuje. Tak bardzo chcę ja przytulic, pocałować i powiedzieć, ze wszystko będzie dobrze, ale nie moge, bo jej juz nie ma. Nie ma mojego skarba. Mojego serca. Bóg mi ja zabral. Dlaczego? Co ja takiego zrobilem? Chcielismy byc po prostu szczesliwi. A co z tego wyszlo?
Odkad dowiedzialem sie, ze operacja sie nie udała, nie moglem przestac plakac. Czulem jakby caly swiat załamał mi sie pod nogami.
Dzisiaj byl pogrzeb mojej ukochanej. Ostatni raz widzialem jej piękne ciało. Ostatni raz moglem dotknąć jej zimniej teraz raczki.
Byla taka blada...mimo to na twarzy miala lekki usmiech co sprawiało, ze również w pewnym sensie sie usmiechalem. Mam nadzieje, ze tam gdzie jest ma dobrze i nikt jej nie krzywdzi.
-Przepraszam...-nagle uslyszalem za sobą dziewczęcy glos.
-tak?- otarłem swoje mokre od lez policzki.
-Mam na imie Stefani i jestem pielęgniarka w szpitalu, w którym zmarła Amy. -powiedziala, a ja zmarszczylem brwi.
-O co chodzi?- spytałem.
-Amy przed śmiercią napisala list...
-Jaki list?- przerwałem jej zdziwiony. Moj glos nadal byl zachrypnięty przez płacz.
- List do pana i rodziny. Prosze -wyciągnęła dwie koperty. Obie pachniały Amy. Jej perfumami. Na jednej bylo napisane "Dla rodziców" a na drugiej "Dla Justina".
-Dziekuje. -powiedzialem, a dziewczyna tylko kiwnęła głowa i odeszła.
Nie wiedzialem czy otworzyć. Chciałem to przeczytać ale nie wiedzialem czy bd w stanie.
Z cmentarza ruszyłem w stronę domu babci Amy.
-Jestem. -powiedzialem i wszedłem do kuchni gdzie rodzice i babcia Amy, siedzieli przy stole, ze smutkiem wypisanym na twarzy.
-Byles na cmentarzu? - odezwała sie mama Amy i wstała by zalać herbaty.
-Tak. Musialem pomyslec i pożegnać sie z Amy. -powiedzialem i usiadłem na wolnym krześle.
-Herbaty? -spytała.
-Nie i tak zaraz wychodze. Chciałem tylko wam cos dać.-powiedzialem.
-Co takiego? -spytała zaskoczona.
-List od Amy.-opuściłem glowe- spotkalem pielęgniarkę, która zajmowała sie Amy i powiedziala, ze Amy przed śmiercią napisala list do mnie i do was, wrazie gdyby umarła.- powiedziałem i wyciągnąłem jedną z kopert.
-Dziekuje. -powiedziala i wziela list w ręce.
-Ja juz pójdę. Musze jeszcze cos zalatwic.- powiedzialem i zaraz potem wyszedłem.
Potrzebowałem samotności i miejsca, gdzie moglbym pomyslec co dalej robić.
Amy zawsze wiedziala co w takich chwilach robić. Zawsze mnie pocieszała...i zabierała w jej ulubione miejsce.
Tam tez sie udałem. Usiadłem na lawce obok drzewa i wyciągnąłem kopertę. Przez chwile zastanawiałem się czy otworzyć czy po prostu zostawic tak jak jest. Jednak zdecydowałem się otworzyć. Ona by tego chciala.....
(Amy)
Widzialam go. Nie wiem jak ale widzialam jak siedzial na naszej lawce. Trzymam w ręku list. To ten list co napisalam przed śmiercią.
"Drogi Justinie...
Kochanie...sama nie wiem jak zacząć i co powiedzieć. Jeśli to czytasz, znaczy, ze operacja sie nie udała i mnie juz nie ma. Przepraszam cię.
Przepraszam, ze tak to sie skonczylo. Uwierz mi, ze gdybym mogla cofnąć czas....moze udałoby mi sie jakoś zmienić przyszłość.
Kocham cię jak nikogo innego. Jestes całym moim światem i gdyby nie ty...moje życie byłoby szare i smutne jak zawsze.
Dziekuje, ze sie mna opiekowałeś i dziekuje, ze byles przy mnie gdy cię potrzebowałam.
Strasznie za tobą tęsknię. Chcialabym cię przytulic i powiedzieć, ze wszystko będzie dobrze....
Prosze...bądź ostrożny. Kocham cię...Amy. "
Widzialam jego lzy. Czulam jego smutek i zal. Wiedzialam, ze nie będzie mu latwo, ale chce by byl szczesliwy, mimo wszystko.
(Justin)
Tak bardzo mi jej brakuje. Chce ja przytulic. Byc blizej niej. Dlaczego Bóg nas rozdzielił? Dlaczego to wszystko sie tak kończy? Nie rozumiem!
Z tylnej kieszeni spór o wyciągnąłem mój scyzoryk. Zawsze go przy sobie mialem.
Wstałem i powolnym krokiem podszedłem do drzewa.
Obok serca, które kiedyś wyrylismy z Amy, obok dopisałem datę jej śmierci oraz dzisiejsza datę z dopiskiem "Nawet śmierć nas nie rozłączy"
Rozpłakałem jej jeszcze bardziej. Uklęknąłem przed drzewem i spojrzałem na swoje nadgarstki.
- Skoro ona odeszła to ja do mniej dołączę.-Powiedziałem i podcialem sobie żyły.
Moje ciało słabo. A ja coraz bardziej czulem obecność Amy. Krzyczała, ale mnie to nie obchodziło. Pragnąłem byc znów blisko niej.
Koniec.
---------------------------------------------------
Hej kochani. Placzecie? Bo ja tak. Hah piszac to musialam nawet poplakac sie troche. Mam nadzieje, ze podobal sie wam ten rozdzial. Wiem, ze chcieliście (niektorzy) wiecej ale brak pomyslow i czasu oraz brak sprzętu do pisania, zmusiły mnie do skończenia tego opowiadania.
Przepraszam za bledy ale pisze na telefonie i zapraszam do mojego innego opowiadania. http://niebezpiecznie-zakochana.blogspot.com/?m=1