(oczami Amandy)
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wkradały się do mojego pokoju przez okno. Od dawna nie czułam się tak wypoczęta i gotowa do pracy. Dziś nie idę do szkoły, ale pomogę babci z dziadkiem i ze zwierzętami. Mieli tutaj konie,świnie,kury,krowy i psa, Burka. Był mały, ale młody i wyglądał jak lis.
Przeciągnęłam się i wytarłam ręką oczy. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym owinęłam ciało ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Wybrałam z szafy jeansowe spodnie, luźną niebieską bluzkę i poszłam się przebrać. Zrobiłam lekki makijaż, wzięłam komórkę w kieszeń i zeszłam na dół. Moja babcia już coś gotowała. Uwielbiała to robić, gdy byłam mała siedziałyśmy w kuchni i wymyślałyśmy dziwaczne potrawy, ale jakimś cudem zawsze wychodziły pyszne.
-Hej babciu.-powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.-Co gotujesz?-spytałam zaglądając na patelnie.
-Hej, skarbie, naleśniki.-odpowiedziała i przewróciła placek na drugą stronę.-Jak ci się spało?-spytała.
-Dobrze, dawno nie czułam się tak wypoczęta.-powiedziałam z uśmiechem i wyciągnęłam talerz z szafki.
-To świetnie kochanie.-powiedziała nakładając mi naleśnika.-Skarbie?-powiedziała, a ja spojrzałam na nią by kontynuowała.-Mogłabyś po śniadaniu pójść do dziadka i podać mu leki? Musze jechać do miasta i kupić kilka rzeczy, więc wrócę za kilka godzin.-powiedziała.
-Oczywiście.-odpowiedziałam i nałożyłam sobie nutelle na placka.
-Dziękuję skarbie i smacznego-dodała i wyszła.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Zjadłam przepyszne śniadanie i poszłam na górę przywitać się z moim jedynym już dziadkiem.
-Hej dziadku.-powiedziałam, a on wyciągnął oczy z książki i poprawił okulary.
-Cześć, księżniczko.-powiedział, a ja podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek.
-Tęskniłam.-powiedziałam wtulając się w niego.
-Ja za tobą też.-odpowiedział.-Ale wyrosłaś.-dodał zdumiony.
-Hahaha... rzadko się widywaliśmy, a ja wciąż rosłam.-powiedziałam rozbawiona.
-Usiądź skarbie.-powiedział poklepując miejsce koło siebie.-Gdzie babcia?-spytał
-Pojechała na zakupy.-odpowiedziałam, a on skinął głową i się do mnie uśmiechnął.-A, właśnie.-powiedziała, gdy sobie coś przypomniałam.-Musze dać ci lekarstwa.-wstałam i wyciągnęłam z szuflady kilka tabletek.
-Muszę to brać? To jest obrzydliwe.-powiedział z grymasem na twarzy.
-Jeśli chcesz być zdrowy, to musisz.-powiedziałam podając mu szklankę wody.
-A co tam u ciebie skarbie? Masz chłopaka?-spytał i odłożył szklankę na szafkę. Opuściłam głowę na wspomnienie o Aleksie, ale otrząsnęłam się zaraz i dałam mu uspokajający uśmiech.
-U mnie nic takiego, nie mam już chłopaka, a w szkole idzie mi całkiem nieźle.-odpowiedziałam, a on zachichotał.
-Oj, skarbie..-przeciągnął, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Nic, nic...-odpowiedział szybko, poprawiając się na łóżku.-Um...byłaś może w stajni? Jest tam twój koń.-powiedział przyglądając mi się uważnie, a ja od razu się uśmiechnęłam.
-Lucy? Jest tutaj? Myślałam, że ją sprzedaliście.-powiedziałam z zachwytem. To był mój pierwszy koń. Dostałam ją jak byłam mała i uwielbiałam na niej jeździć. Jednak gdy wyjechałam powiedziano mi, że muszą ją sprzedać, a wtedy płakałam chyba z tydzień.
-Bo tak miało być, ale zmieniłem zdanie, gdy dowiedziałem się ile ten koń dla ciebie znaczy. Dla mnie w zresztą też i nie mogłem tego zrobić.-powiedział.-Idź do niej, a i nie zapomnij o Burku.-powiedział, a ja go przytuliłam i ruszyłam do drzwi.
-Dziękuję dziadku.-powiedziałam z uśmiechem i zeszłam na dół. Założyłam kurtkę i moje ciepłe buty, po czym wyszłam.
Na dworze było coraz zimniej. W niektórych miejscach był widoczny śnieg, w nocy pewnie padało.
Delikatnie otworzyłam ogromne drzwi i weszłam do środka. Pachniało...brzydko, ale znajomo. Przypominało mi dzieciństwo. Przeszłam obok boksów, zaglądając do każdego, po czym znalazłam dwiczki z wyrytym napisem Lucy. Pamiętam kiedy to wyryłam. To było, gdy złamałam nogę i nie mogłam jeździć, wtedy siedziałam tutaj razem z nią i obiecałam jej, że zawsze będzie w moim sercu. Wiem, może to i głupie, ale była i zawsze będzie dla mnie wszystkim. A wtedy byłam mała, więc nie osądzać mnie proszę.
-Lucy? Lucy skarbie..to ja...-powiedziałam, podchodząc do konia. Była na początku wystraszona, ale gdy pogłaskałam ją od razu się oswoiła. Wzięłam szczotkę wiszącą na ścianie i zaczęłam ją czesać. Była taka piękna. Była kasztanowa z białymi skarpetkami i miała to znamię na szyi, które przypominało literę L, dlatego nazwałam ją Lucy. Siedziałam tam kilka minut, zamyślona, wpatrująca się w klacz.
-Co ty tutaj robisz? To teren prywatny.-powiedział jakiś głos, przez co wzdrygnęłam i spojrzałam się w tamtą stronę.
-Przepraszam...ja...-wydukałam
-Kim jesteś? Po co przyszłaś? Ten koń jest niebezpieczny, nie powinnaś tu przychodzić.-powiedział bardziej oschle i wszedł do środka.
-Ona nie jest niebezpieczna!-krzyknęłam.-To mój koń.-dodałam, a on rozszerzył oczy.
-Amy?-spytał, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Umm..to ja Mark.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-Mark?Hahah...tęskniłam.-przytuliłam go, a on to odwzajemnił.
-Wróciłaś? Kiedy? Jak? Dlaczego?-wypytywał, a ja nie wiedziałam od czego zacząć.
-Cóż...to długa historia, opowiem ci ją po drodze, choć.-powiedziałam i pożegnałam się z Lucy.
Chodziliśmy po łące i wspominaliśmy dawne czasy, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Naprawdę za nim tęskniłam i wyprzystojniał. Był wysokim brunetem o brązowych oczach, choć podchodziły pod różne barwy, ale bardziej były brązowe.
-Tak, więc...dlaczego wróciłaś?-spytał, gdy usiedliśmy na ławce, na tej samej ławce siedzieliśmy jak byliśmy mali i wypisaliśmy na niej swoje imiona.
-Pomóc babci i dziadkowi oraz chce zacząć nowe życie.-powiedziałam głośno wzdychając.
-Nowe życie? Nie podoba ci się już życie w wielkim mieście?-spytał żartobliwie.
-Podoba, ale musiałam się stamtąd wynieść, nie wiem jeszcze na jak długo, ale muszę odpocząć.-powiedziałam i opuściłam głowę.
-Ciszę się, że przyjechałaś.-powiedział uśmiechając się do mnie.-Wydoroślałaś.-dodał
-Ja? To ty się zmieniłeś.
-Oboje się zmieniliśmy, pamiętam jak chodziłaś w tych ogrodniczkach i kaloszach.-powiedział śmiejąc się ze mnie.
-A ty nie byłeś lepszy. Słomiany kapelusz i kowbojskie buty pewnie jeszcze leżą u ciebie w domu.-dokuczałam.
-Tak, tak, jasne.-dodał i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Naszą rozmowę przerwał mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i zobaczyłam kto dzwonił... Justin?
-Tak?-spytałam
-Amy? Gdzie ty jesteś? Nie było cię w szkole, martwiłem się.-powiedział na jednym wdechu, a ja się zdziwiłam.
-Martwiłeś się? Czemu?-spytałam
-Bo...nie wiem, po prostu się martwiłem. Zrobiłem coś?-spytał zmartwiony.
-Nie, Justin, to nie o to chodzi.-powiedziałam i usłyszałam, jak odetchnął z ulga.-Musiałam odpocząć, przemyśleć kilka spraw.-dodałam i nastała chwila cieszy.
-Jakich spraw? Co ze szkołą? Gdzie jesteś?-wypytywał dalej, a ja przewróciłam oczami.
-Wyjechałam, nie szukaj mnie. Szkołę mam tymczasowo tutaj, więc nie martw się.-powiedziałam.
-Wyjechałaś? Gdzie?
-Nieważne...nie powinieneś się mną przejmować.-powiedziałam i znów nastała cisza.-muszę już kończyć, bo nie jestem sama.-powiedziałam
-Nie jesteś sa...-przerwał zdając sobie sprawę, że to nie jego sprawa z kim jestem.-Dobrze, ale zadzwonię jeszcze.-dodał.
-Jak chcesz.-powiedziałam i się rozłączyłam
-Justin?-spytał po chwili Mark-Twój chłopak?-dodał
-Chłopak? Nie, bardziej...-zastanowiłam się przez chwilę.-kolega.-dokończyłam
-Aha..-odpowiedział i się uśmiechnął.
-Co cię tak cieszy?-spytałam.
-Nie, nic.-odpowiedział i wstał.-Chodź, odprowadzę cię.-dodał
Wróciliśmy na farmę dziadka, wypuściliśmy Burka i chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że będę razem w klasie z Markiem, choć on był o rok starszy. Nie to, że siedział w tej samej klasie, ale tutaj było mało klas i młodzieży, więc wszyscy byli tak jakby w jednej. Na obiad wróciłam do domu.
-Hej, już jestem.-krzyknęłam, a tam usłyszałam jakieś śmiechy, poszłam na górę i weszłam do pokoju dziadka. Uśmiechnęłam się na widok mojej babci siedzącej obok swojego męża i śmiejących się razem.
-Hej, skarbie.-powiedziała babcia.
-Hej, wróciłam.-dodałam i usiadłam koło nich.-Co robicie?-spytałam patrząc na nich
-Oglądamy albumy. Uwielbiamy to robić, wspominać.-odpowiedział dziadek.
-Tak, to niesamowite jak wszystko tak szybko się zmienia.-zgodziła się babcia.
-To ja wam nie będę przeszkadzać, pójdę coś zjeść.-powiedziałam kierując się do drzwi.
-Jedzenie masz w mikrofali.-dodała babcia zanim wyszłam
Zeszłam na dół i podgrzałam sobie lazanie. Zjadłam ją w mgnieniu oka. Była pyszna, a ja przez ten spacer trochę zgłodniałam. Usiadłam na kanapie przed telewizorem i skakałam po kanałach.
__________________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział!!!
Przepraszam, że tak późno i przepraszam, że tak mało ekscytujący. Jutro wyjeżdżam i wrócę dopiero w niedzielę wiec nie dodam w weekend nic. PRZEPRASZAM
czwartek, 30 maja 2013
niedziela, 26 maja 2013
Rozdział 28
(oczami Amandy)
Jechaliśmy autostradą już chyba pół godziny. Spoglądałam za okno, a wszystkie wspomnienia wróciły.
" Alex jest dla mnie bardzo ważny, wiele czasu z nim spędzam i sądzę, że znamy się wystarczająco dobrze by pójść dalej. Ale czy ten my jesteśmy już razem? Czy to co się stało na dole to było potwierdzenie? Nie jestem pewna, nie wiem co on o tym myśli..
-Czy my jesteśmy parą?
-A chcesz?-spytał, a ja spostrzegłam się, że moje wcześniejsze pytanie wypowiedziałam na głos. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, a moje policzki zaczęły robić się czerwone. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy chciałam? Oczywiście, ale nie wiem czemu nie potrafiłam powiedzieć tego na głos.
Spuściłam głowę i bawiąc się palcami, wzruszyłam ramionami
-Nie wiem..-wyszeptałam-To znaczy... chce, ale...-przerwałam i spojrzałam na Alexa, który z cwanym uśmieszkiem mi się przyglądał.-Co?-spytałam, gdy cicho zachichotał
-Słodko wyglądasz, gdy się denerwujesz...-powiedział i posłał mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłam-Jeśli nie jesteś gotowa to poczekam..-powiedział i przejechał palcem po moim policzku.-Ale strasznie mi się podobasz i nie chce cię stracić...-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak.-odpowiedziałam stanowczo.
-Co tak?-spytał zdziwiony
-Chce być twoją dziewczyną.-powiedziałam i go mocno przytuliłam, co on zaraz odwzajemnił tym samym."
Niekontrolowana łza spłynęła po moim policzku, a głos taty wytrącił mnie z rozmyślań.
-Śpisz, skarbie?-spytał patrząc w lusterko, a ja szybko wytarłam twarz ręką.
-Nie.-odpowiedziałam szybko i wróciłam do wpatrywania się w szybę.
-Zaraz będziemy.-dodał.
-Cieszę się.-odpowiedziałam, ale mało entuzjastycznie. Oczywiście cieszyłam się, że zobaczę dziadka i babcię oraz, że będę mogła zacząć życie od nowa, ale po tych wspomnieniach, posmutniałam i chciałam po prostu zasnąć.
Chyba właśnie tak się stało, bo obudził mnie mój tata, zamykający bagażnik.
-Jesteśmy.-powiedział i zabrał moje bagaże do środka. Babcia zaraz wybiegła do nas by nas przywitać. Wyszłam z auta i ją mocno przytuliłam.
-Cześć, babciu.-powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Cześć skarbie, ale urosłaś.-powiedziała przyglądając mi się od góry do dołu.-Tęskniłam.-dodała i znów mnie przytuliła
-Ja też babciu.-odpowiedziałam i szczerze się do niej uśmiechnęłam.
-Choć do środka, już prawie zima.-powiedziała pocierając swoje ręce
-Tak, masz racje, zimno się robi.-powiedziałam i weszłyśmy do środka.-Gdzie dziadek?-spytałam rozglądając się po domu.
-Śpi, ostatnio jest bardzo zmęczony, sama rozumiesz, choroba go wykańcza.-powiedziała ze smutkiem
-Będzie dobrze, babciu.-pocieszałam ją.
-Oby, wnusiu, oby.-powiedziała i weszła do kuchni.-Chcesz herbaty?-spytała się, a ja pokiwałam twierdząco głową.
-Dobra, to ja jadę..-powiedział zmachany tata.-Swoje rzeczy masz u siebie w pokoju-dodał i podszedł mnie przytulić.-Bądź grzeczna, pomagaj babci i w razie jakiejkolwiek potrzeby, dzwoń.-powiedział, a ja dałam mu całusa w policzek.
-Dobrze, tato-powiedziałam, a on pożegnał się z babcią, po czym wyszedł.
Gdy piłyśmy herbatę, dużo rozmawiałyśmy. Wypytywała jak mi idzie w szkole i powiedziała, że tutaj już załatwiła tymczasową klasę. Nie wiedziałam na jak długo tutaj zostanę, może na zawsze, może i nie.
Nieważne...
Tak, więc po długie rozmowie z babcią poszłam do siebie. Zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy i oglądać stare zdjęcia wiszące nad biurkiem. Pamiętam kiedy je robiłam. Byłam na nich ja, Katie(moja przyjaciółka z dzieciństwa) i Mark (jej brat.). Byliśmy nie rozłączni. Jeździliśmy razem konno, bawiliśmy się nad rzeką i karmiliśmy zwierzęta mojego dziadka. Pewnego dnia wyprowadziłam się i straciłam z nimi kontakt.
Po ułożeniu i przypomnieniu sobie o dawnych czasach poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, bo tutaj rzadko była ciepła woda, przebrałam się i wróciłam do siebie. Wyciągnęłam swój telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 2 wiadomości od mamy, 5 nieodebranych połączeń od Justina i 3 sms-y. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Napisałam tylko do mamy, że wszystko w porządku i położyłam się.
Mimo, że nie czułam się śpiąca to bardzo szybko zasnęłam
Nieważne...
Tak, więc po długie rozmowie z babcią poszłam do siebie. Zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy i oglądać stare zdjęcia wiszące nad biurkiem. Pamiętam kiedy je robiłam. Byłam na nich ja, Katie(moja przyjaciółka z dzieciństwa) i Mark (jej brat.). Byliśmy nie rozłączni. Jeździliśmy razem konno, bawiliśmy się nad rzeką i karmiliśmy zwierzęta mojego dziadka. Pewnego dnia wyprowadziłam się i straciłam z nimi kontakt.
Po ułożeniu i przypomnieniu sobie o dawnych czasach poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, bo tutaj rzadko była ciepła woda, przebrałam się i wróciłam do siebie. Wyciągnęłam swój telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 2 wiadomości od mamy, 5 nieodebranych połączeń od Justina i 3 sms-y. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Napisałam tylko do mamy, że wszystko w porządku i położyłam się.
Mimo, że nie czułam się śpiąca to bardzo szybko zasnęłam
sobota, 25 maja 2013
Rozdział 27
(oczami Amandy)
Po jakieś godzinie zamartwiania się i myślenia co dalej, wstałam i poszłam do łazienki. Wszystkie brudne ciuchy z wczoraj wrzuciłam do kosza na pranie, po czym się rozebrałam i weszłam pod prysznic. Odetchnęłam z ulgą. Woda spływająca po moim ciele odprężyła mnie. Mogłabym stamtąd nie wychodzić, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, zwłaszcza, gdy w domu ma się jedną łazienkę
-Amy, wyłaź!!-krzyczał mój brat.
-Zaraz, dopiero weszłam.-odpowiedziałam i starałam się powrócić do transu w jakim byłam zanim mi przeszkodził, ale nie było mi to dane
-Amando! Nie jesteś sama w tym domu!-krzyknęła mama, a ja przewróciłam oczami.
-Już wychodzę.-odpowiedziałam i owinęłam ręcznik wokół swojego ciała, a drugim wytarłam włosy.
Wyszłam z łazienki i nawet nie patrząc na zniecierpliwione twarze mojej rodziny, przeszłam obok i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafki luźną bluzkę i spodnie dresowe, po czym je szybko ubrałam. Włosy spięłam w niechlujnego koka i poszłam na dół coś zjeść.
-Co macie dobrego?-spytałam mamę, która właśnie zajadała się jajecznicą.
-Jajecznicę. Jest na patelni.-powiedziała i wróciła do jedzenia. Coś było nie tak. Tata siedział i nic nie mówił, miał smutek wymalowany na twarzy, ale próbował to zatuszować jedząc co mama przygotowała. Ona jednak nie potrafiła tego ukryć. Nie uśmiechała się, nie wypytywała jak było na imprezie i u "Belli". Nic.
-Yyyy... mamo? Coś się stało?-spytałam siadając koło niej z talerzem
-Nie, skarbie. Dlaczego pytasz?-spytała wymuszając uśmiech
-Bo widzę jak się zachowujecie. Mamo, możecie mi powiedzieć. Nie jestem już małym dzieckiem.-powiedziałam oburzona i złapałam ją za rękę, która leżała na stole.
-Cóż...twój dziadek...a mamy tata.-wydukał tata zerkając na mamę z uwagą. Chyba chciał by kontynuowała, ale ona nie wytrzymała tej presji i wstała, po czym zniknęła gdzieś w salonie.
-Tato? Co się stało?-spytałam, gdy przestał mówić,a w pomieszczeniu zrobiła się niezręczna cisza.
-Zachorował...-dokończył i opuścił głowę.-Cóż...lekarze mówią, że od dawna coś mu dolegało, ale nie było to tak widoczne jak teraz.-dodał, a po jego policzku słynęła łza.
-Czy...on umarł?-spytałam bardziej szeptem, by mama nie usłyszała
-Nie, ale choroba nie ustępuje i nie wiadomo ile mu czasu zostało.-powiedział, a w moich oczach zebrało się kilka łez.
-Jedźmy do niego, bądźmy z nim. Mogę tam chodzić do szkoły. Zaopiekujemy się nim i pomożemy.-powiedziałam bardziej pewnie, co tatę zdziwiło, bo otworzył szeroko oczy.
-Naprawdę chcesz wyjechać? Zostawić szkołę i przyjaciół?-zastanowiłam się trochę nad tym i przemyślałam to. To był znakomity pomysł by wyjechać. Zmieniłabym swoje życie na lepsze. Zero facetów i przyjaciółek, które wbijają ci nóż w plecy. Oczywiście jechałabym też tam dla dziadka, ale miało to też dobre strony jeśli chodzi o mnie.
-Tak, chce wyjechać. -powiedziałam obojętnie i zaczęłam jeść śniadanie.
-To dobry pomysł, ale ja z mamą i Danielem nie możemy jechać.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Mamy tu pracę, którą nie możemy tak po prostu zostawić. Oczywiście, że chcemy jechać do dziadka, ale potrzebujemy pieniędzy na leczenie, a bez pracy jej nie zdobędziemy.-powiedział załamany.
-To ja sama pojadę.-powiedziałam pewniej.
-Sama?-spytał, jakby chciał się upewnić, a ja pokiwałam głową.
-Tak, będę tam chodzić do szkoły, a zarazem pomagać dziadkowi na polu i przy zwierzętach.-powiedziałam.
-Sam nie wiem...porozmawiamy o tym później, z mamą.-powiedział, ale ja i tak wiedziałam, że pojadę. To był znakomity pomysł jechać na wieś. Miałam tam swój pokój, a nawet własnego konia. Przyjeżdżałam tam zawsze w czasie wakacji.
******************************************
(następnego dnia)
-Na pewno wzięłaś wszystko?-spytała mama, gdy pakowałam ostatnią walizkę do samochodu.
-Tak mamo.-odpowiedziałam poirytowana, bo chyba pytała o to setny raz.
To prawda, zgodzili się. Dziadek już wie, że przyjadę, a babcia już zaczęła załatwiać mi szkołę.
Nie poszłam dzisiaj do mojej szkoły, bo się pakowałam na wyjazd. Chciałam być tam jak najszybciej i cieszyć się wolnością. Bella próbowała się ze mną skontaktować, ale nie odbierałam. Alex.... na początku też próbował, ale się poddał. Szczerze mówiąc nie byłam na niego zła, tzn. byłam, ale już mnie to tak nie bolało. Może to dlatego, że nie czułam aż takiej miłości do niego? Zranił mnie i ona też, ale jako przyjaciele. Alex jak widać nie był miłością mojego życia i cieszę się, że szybko się przekonałam jaki jest, nim się w nim do końca zakochałam.
Po jakieś godzinie zamartwiania się i myślenia co dalej, wstałam i poszłam do łazienki. Wszystkie brudne ciuchy z wczoraj wrzuciłam do kosza na pranie, po czym się rozebrałam i weszłam pod prysznic. Odetchnęłam z ulgą. Woda spływająca po moim ciele odprężyła mnie. Mogłabym stamtąd nie wychodzić, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, zwłaszcza, gdy w domu ma się jedną łazienkę
-Amy, wyłaź!!-krzyczał mój brat.
-Zaraz, dopiero weszłam.-odpowiedziałam i starałam się powrócić do transu w jakim byłam zanim mi przeszkodził, ale nie było mi to dane
-Amando! Nie jesteś sama w tym domu!-krzyknęła mama, a ja przewróciłam oczami.
-Już wychodzę.-odpowiedziałam i owinęłam ręcznik wokół swojego ciała, a drugim wytarłam włosy.
Wyszłam z łazienki i nawet nie patrząc na zniecierpliwione twarze mojej rodziny, przeszłam obok i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafki luźną bluzkę i spodnie dresowe, po czym je szybko ubrałam. Włosy spięłam w niechlujnego koka i poszłam na dół coś zjeść.
-Co macie dobrego?-spytałam mamę, która właśnie zajadała się jajecznicą.
-Jajecznicę. Jest na patelni.-powiedziała i wróciła do jedzenia. Coś było nie tak. Tata siedział i nic nie mówił, miał smutek wymalowany na twarzy, ale próbował to zatuszować jedząc co mama przygotowała. Ona jednak nie potrafiła tego ukryć. Nie uśmiechała się, nie wypytywała jak było na imprezie i u "Belli". Nic.
-Yyyy... mamo? Coś się stało?-spytałam siadając koło niej z talerzem
-Nie, skarbie. Dlaczego pytasz?-spytała wymuszając uśmiech
-Bo widzę jak się zachowujecie. Mamo, możecie mi powiedzieć. Nie jestem już małym dzieckiem.-powiedziałam oburzona i złapałam ją za rękę, która leżała na stole.
-Cóż...twój dziadek...a mamy tata.-wydukał tata zerkając na mamę z uwagą. Chyba chciał by kontynuowała, ale ona nie wytrzymała tej presji i wstała, po czym zniknęła gdzieś w salonie.
-Tato? Co się stało?-spytałam, gdy przestał mówić,a w pomieszczeniu zrobiła się niezręczna cisza.
-Zachorował...-dokończył i opuścił głowę.-Cóż...lekarze mówią, że od dawna coś mu dolegało, ale nie było to tak widoczne jak teraz.-dodał, a po jego policzku słynęła łza.
-Czy...on umarł?-spytałam bardziej szeptem, by mama nie usłyszała
-Nie, ale choroba nie ustępuje i nie wiadomo ile mu czasu zostało.-powiedział, a w moich oczach zebrało się kilka łez.
-Jedźmy do niego, bądźmy z nim. Mogę tam chodzić do szkoły. Zaopiekujemy się nim i pomożemy.-powiedziałam bardziej pewnie, co tatę zdziwiło, bo otworzył szeroko oczy.
-Naprawdę chcesz wyjechać? Zostawić szkołę i przyjaciół?-zastanowiłam się trochę nad tym i przemyślałam to. To był znakomity pomysł by wyjechać. Zmieniłabym swoje życie na lepsze. Zero facetów i przyjaciółek, które wbijają ci nóż w plecy. Oczywiście jechałabym też tam dla dziadka, ale miało to też dobre strony jeśli chodzi o mnie.
-Tak, chce wyjechać. -powiedziałam obojętnie i zaczęłam jeść śniadanie.
-To dobry pomysł, ale ja z mamą i Danielem nie możemy jechać.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Mamy tu pracę, którą nie możemy tak po prostu zostawić. Oczywiście, że chcemy jechać do dziadka, ale potrzebujemy pieniędzy na leczenie, a bez pracy jej nie zdobędziemy.-powiedział załamany.
-To ja sama pojadę.-powiedziałam pewniej.
-Sama?-spytał, jakby chciał się upewnić, a ja pokiwałam głową.
-Tak, będę tam chodzić do szkoły, a zarazem pomagać dziadkowi na polu i przy zwierzętach.-powiedziałam.
-Sam nie wiem...porozmawiamy o tym później, z mamą.-powiedział, ale ja i tak wiedziałam, że pojadę. To był znakomity pomysł jechać na wieś. Miałam tam swój pokój, a nawet własnego konia. Przyjeżdżałam tam zawsze w czasie wakacji.
******************************************
(następnego dnia)
-Na pewno wzięłaś wszystko?-spytała mama, gdy pakowałam ostatnią walizkę do samochodu.
-Tak mamo.-odpowiedziałam poirytowana, bo chyba pytała o to setny raz.
To prawda, zgodzili się. Dziadek już wie, że przyjadę, a babcia już zaczęła załatwiać mi szkołę.
Nie poszłam dzisiaj do mojej szkoły, bo się pakowałam na wyjazd. Chciałam być tam jak najszybciej i cieszyć się wolnością. Bella próbowała się ze mną skontaktować, ale nie odbierałam. Alex.... na początku też próbował, ale się poddał. Szczerze mówiąc nie byłam na niego zła, tzn. byłam, ale już mnie to tak nie bolało. Może to dlatego, że nie czułam aż takiej miłości do niego? Zranił mnie i ona też, ale jako przyjaciele. Alex jak widać nie był miłością mojego życia i cieszę się, że szybko się przekonałam jaki jest, nim się w nim do końca zakochałam.
piątek, 24 maja 2013
Rozdział 26
(oczami Amandy)
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju, ale nigdzie nie było osoby,której szukałam. Przeczesałam ręką włosy i powoli zsunęłam się z łóżka. Podeszłam do szafy z której wyciągnęłam dużą koszulkę. Moje ciuchy śmierdziały alkoholem i nie miałam ochoty w nich siedzieć. Przypominały mi o wczorajszym wieczorze i wydarzeniach z nim związanych. Na moje nieszczęście wszystko pamiętałam i karciłam się za to, że poznałam kogoś takiego jak Alex. Nigdy więcej nie zaufam facetom. To dranie i myślą tylko o jednym. Cóż.... Justin jest...nawet nie wiem, bo mało go znam, a to co na razie poznałam jest bardzo skomplikowane.
Tak, więc weszłam do łazienki, ściągnęłam brudne rzeczy i założyłam koszulkę. Przemyłam twarz, a włosy związałam w niechlujnego koka. Dobrze, że jestem przyzwyczajona do noszenia przy sobie gumki do włosów, bo inaczej chyba bym zwariowała. Miałam strasznie poczochrane włosy, gdy wstałam, a nie mogłam tak wyjść i się komuś pokazać. Złapałam swoje rzeczy i wyszłam z łazienki. Gdy weszłam do pokoju, na łóżku siedział Bieber, który był wyraźnie zamyślony, bo nawet nie zauważył, że weszłam
-Umm... hej.-powiedziałam szeptem próbując go nie przestraszyć.
-Cz...-spojrzał na mnie, a jego oczy zabłyszczały, wtedy przypomniałam sobie, że mam na sobie tylko jego koszulkę i moją bieliznę.-Cześć...-dokończył i oblizał usta, po czym wstał i ruszył w moją stronę.-Dobrze się spało?-spytał z cwaniackim uśmiechem i położył swoje ręce na mojej tali.
-Yyy... tak..dzięki.-wydukałam i cofnęłam się o jeden krok w tył
-Coś się stało?-spytał zdezorientowany.
-Nie, nic...-opuściłam wzrok.-umm...pożyczyłam od ciebie bluzkę, gniewasz się?-spytałam zmieniając temat.
-Nie, lubię kiedy je nosisz...-powiedział i położył się na łóżku wciąż mnie obserwując.
-Umm...dziękuję, że mogłam u ciebie się przespać i za to, że mnie nie wyrzuciłeś.-powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam, bo jego twarz zrobiła się smutna, chyba przez to, ze przypomniał sobie, jak ostatnio się zachował, gdy u niego spałam.
-Spoko...-powiedział obojętnie i wstał. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi.
Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam co zrobić. Byłam wdzięczna za to co zrobił, za to jak mnie potraktował, gdy byłam w rozsypce. Chociaż pewnie miał mnie dość to jednak tego nie zrobił. Nie byłam typem dziewczyny,które go interesowały czy które on lubił. Postanowiłam wynagrodzić mu to co dla mnie zrobił. Ubrałam spodenki oraz kurtkę, a resztę rzeczy wzięłam w rękę i po ciuchu zeszłam na dół. Było cicho, chyba wszyscy jeszcze spali. Ubrałam buty i wyszłam, starając się nikogo nie obudzić.
Nie chciałam być już wrzodem na dupie, Justina, ani zabawką Alexa. Przyjaciółka... była przyjaciółka już mnie nie obchodzi. Chce zacząć od nowa, być niezależną i pełną życia dziewczyną, która zamierza spełnić swoje wszystkie marzenia.
Szłam przed siebie, zastanawiając się od czego zacząć swoją przemianę, kolejną, ale tym razem najlepszą.
Chcę ułożyć sobie życie, skończyć szkołę, znaleźć pracę, a na końcu założyć rodzinę.
Z moich rozmyślań wytrącił mnie pisk opon jakiegoś samochodu, który zatrzymał się koło mnie. Odwróciłam się i go zobaczyłam... Justin?
-Dlaczego wyszłaś?-spytał zmartwiony
-Ja...um...musiałam sobie wszystko poukładać.-powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam
-Wsiadaj, podwiozę cię.-powiedział
-Nie, przejdę się.-odpowiedziałam i chciałam ruszyć dalej, ale mnie zatrzymał.
-Amy..-westchnął.-Jest zimno, proszę..-dodał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
Miał rację, było trochę zimno, ale czy był to dobry pomysł wsiadać do tego samochodu? Nie wiem... Jedna część mnie mówiła, że mam wsiąść, ale druga powtarzała, że to zły pomysł, tym bardziej, że miałam ochotę odizolować się od chłopaków.
-Dobrze..-po krótkim namyśle zgodziłam się. Chyba nic się nie stanie jak podwiezie mnie ten kawałek. Nogi mnie trochę bolały, a do domu trochę drogi było.
Wsiadłam do auta, zapięłam pasy i patrzałam przed siebie. Nie chciałam spojrzeć na niego, bo wtedy zaczęłaby się rozmowa, a nie mam ochoty teraz rozmawiać
Jechaliśmy w ciszy, ale czułam, że szatyn chce coś powiedzieć. Wciąż kręcił się na siedzeniu, a gdy już otwierał buzię by wydobyć z siebie słowa, tylko wzdychał i karcił się w myślach, że znów mu się nie udało.
-Jesteśmy.-powiedział, a ja delikatnie odpięłam pasy i schowałam za ucho kosmyk włosów, który wypadł z mojego koka.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i wyszłam z auta. Znów chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Ja musiałam się mu jakoś odwdzięczyć, więc cofnęłam się szybko do auta i chciałam dać mu buziaka w policzek, lecz gdy usłyszał, że się wracam odwrócił twarz, przez co nasze usta się złączyły. To było magiczne. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nie było to takie uczucie, jak wtedy, gdy całował mnie Alex, to było całkiem inne, lepsze. Nie wahał się odwzajemnić pocałunku, przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o dostęp, ale musiałam to przerwać. Chciałam zmian, a nie wracać do tego. Miałam dość facetów, mimo tego, ze zaczynałam lubić Justina.
Szybko oderwałam się od niego i poczułam jak się czerwienie. Wyszłam z auta, zamknęłam drzwi i pobiegłam do domu.
Gdy weszłam do swojego pokoju, oparłam się o ścianę i zsunęłam się po niej. Siedziałam z twarzą w dłoniach i zastanawiałam się co teraz mam zrobić. Co właśnie się stało? Dlaczego nie miałam ochoty tego przerwać? Dlaczego on tego nie przerwał?
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju, ale nigdzie nie było osoby,której szukałam. Przeczesałam ręką włosy i powoli zsunęłam się z łóżka. Podeszłam do szafy z której wyciągnęłam dużą koszulkę. Moje ciuchy śmierdziały alkoholem i nie miałam ochoty w nich siedzieć. Przypominały mi o wczorajszym wieczorze i wydarzeniach z nim związanych. Na moje nieszczęście wszystko pamiętałam i karciłam się za to, że poznałam kogoś takiego jak Alex. Nigdy więcej nie zaufam facetom. To dranie i myślą tylko o jednym. Cóż.... Justin jest...nawet nie wiem, bo mało go znam, a to co na razie poznałam jest bardzo skomplikowane.
Tak, więc weszłam do łazienki, ściągnęłam brudne rzeczy i założyłam koszulkę. Przemyłam twarz, a włosy związałam w niechlujnego koka. Dobrze, że jestem przyzwyczajona do noszenia przy sobie gumki do włosów, bo inaczej chyba bym zwariowała. Miałam strasznie poczochrane włosy, gdy wstałam, a nie mogłam tak wyjść i się komuś pokazać. Złapałam swoje rzeczy i wyszłam z łazienki. Gdy weszłam do pokoju, na łóżku siedział Bieber, który był wyraźnie zamyślony, bo nawet nie zauważył, że weszłam
-Umm... hej.-powiedziałam szeptem próbując go nie przestraszyć.
-Cz...-spojrzał na mnie, a jego oczy zabłyszczały, wtedy przypomniałam sobie, że mam na sobie tylko jego koszulkę i moją bieliznę.-Cześć...-dokończył i oblizał usta, po czym wstał i ruszył w moją stronę.-Dobrze się spało?-spytał z cwaniackim uśmiechem i położył swoje ręce na mojej tali.
-Yyy... tak..dzięki.-wydukałam i cofnęłam się o jeden krok w tył
-Coś się stało?-spytał zdezorientowany.
-Nie, nic...-opuściłam wzrok.-umm...pożyczyłam od ciebie bluzkę, gniewasz się?-spytałam zmieniając temat.
-Nie, lubię kiedy je nosisz...-powiedział i położył się na łóżku wciąż mnie obserwując.
-Umm...dziękuję, że mogłam u ciebie się przespać i za to, że mnie nie wyrzuciłeś.-powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam, bo jego twarz zrobiła się smutna, chyba przez to, ze przypomniał sobie, jak ostatnio się zachował, gdy u niego spałam.
-Spoko...-powiedział obojętnie i wstał. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi.
Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam co zrobić. Byłam wdzięczna za to co zrobił, za to jak mnie potraktował, gdy byłam w rozsypce. Chociaż pewnie miał mnie dość to jednak tego nie zrobił. Nie byłam typem dziewczyny,które go interesowały czy które on lubił. Postanowiłam wynagrodzić mu to co dla mnie zrobił. Ubrałam spodenki oraz kurtkę, a resztę rzeczy wzięłam w rękę i po ciuchu zeszłam na dół. Było cicho, chyba wszyscy jeszcze spali. Ubrałam buty i wyszłam, starając się nikogo nie obudzić.
Nie chciałam być już wrzodem na dupie, Justina, ani zabawką Alexa. Przyjaciółka... była przyjaciółka już mnie nie obchodzi. Chce zacząć od nowa, być niezależną i pełną życia dziewczyną, która zamierza spełnić swoje wszystkie marzenia.
Szłam przed siebie, zastanawiając się od czego zacząć swoją przemianę, kolejną, ale tym razem najlepszą.
Chcę ułożyć sobie życie, skończyć szkołę, znaleźć pracę, a na końcu założyć rodzinę.
Z moich rozmyślań wytrącił mnie pisk opon jakiegoś samochodu, który zatrzymał się koło mnie. Odwróciłam się i go zobaczyłam... Justin?
-Dlaczego wyszłaś?-spytał zmartwiony
-Ja...um...musiałam sobie wszystko poukładać.-powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam
-Wsiadaj, podwiozę cię.-powiedział
-Nie, przejdę się.-odpowiedziałam i chciałam ruszyć dalej, ale mnie zatrzymał.
-Amy..-westchnął.-Jest zimno, proszę..-dodał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
Miał rację, było trochę zimno, ale czy był to dobry pomysł wsiadać do tego samochodu? Nie wiem... Jedna część mnie mówiła, że mam wsiąść, ale druga powtarzała, że to zły pomysł, tym bardziej, że miałam ochotę odizolować się od chłopaków.
-Dobrze..-po krótkim namyśle zgodziłam się. Chyba nic się nie stanie jak podwiezie mnie ten kawałek. Nogi mnie trochę bolały, a do domu trochę drogi było.
Wsiadłam do auta, zapięłam pasy i patrzałam przed siebie. Nie chciałam spojrzeć na niego, bo wtedy zaczęłaby się rozmowa, a nie mam ochoty teraz rozmawiać
Jechaliśmy w ciszy, ale czułam, że szatyn chce coś powiedzieć. Wciąż kręcił się na siedzeniu, a gdy już otwierał buzię by wydobyć z siebie słowa, tylko wzdychał i karcił się w myślach, że znów mu się nie udało.
-Jesteśmy.-powiedział, a ja delikatnie odpięłam pasy i schowałam za ucho kosmyk włosów, który wypadł z mojego koka.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i wyszłam z auta. Znów chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Ja musiałam się mu jakoś odwdzięczyć, więc cofnęłam się szybko do auta i chciałam dać mu buziaka w policzek, lecz gdy usłyszał, że się wracam odwrócił twarz, przez co nasze usta się złączyły. To było magiczne. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nie było to takie uczucie, jak wtedy, gdy całował mnie Alex, to było całkiem inne, lepsze. Nie wahał się odwzajemnić pocałunku, przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o dostęp, ale musiałam to przerwać. Chciałam zmian, a nie wracać do tego. Miałam dość facetów, mimo tego, ze zaczynałam lubić Justina.
Szybko oderwałam się od niego i poczułam jak się czerwienie. Wyszłam z auta, zamknęłam drzwi i pobiegłam do domu.
Gdy weszłam do swojego pokoju, oparłam się o ścianę i zsunęłam się po niej. Siedziałam z twarzą w dłoniach i zastanawiałam się co teraz mam zrobić. Co właśnie się stało? Dlaczego nie miałam ochoty tego przerwać? Dlaczego on tego nie przerwał?
czwartek, 23 maja 2013
Rozdział 25
(oczami Justina)
To prawda, Amy była trochę wstawiona, ale musiałem ją upić. Musiała zapomnieć o tym dupku i wyluzować. Gdy chciała odejść i poszukać Aleksa zatrzymywałem ją i zmieniałem temat, by nigdzie nie poszła. Nie wiadomo na jaki widok by trafiła... czy ten jej chłoptaś obściskiwałby się z jakąś lalą, albo zarywał do innych przy niej. Dziwie się, że ona jeszcze się nie skapnęła. Nie wiem czemu, ten chłopak tak kombinuje i nie wiem jak ją przed tym uchronić.
-Justin...-wymamrotała w moją koszulkę, gdy tańczyliśmy już chyba przy 5 piosence.-Chcę iść do domu...-dokończyła i spojrzała błagalnym wzrokiem na mnie.
-Dobra, ale...-podtrzymałem ją, gdy prawie upadła.-jesteś pijana, naprawdę chcesz wracać do swojego domu?-spytałem zdziwiony.
-Masz racje..-wzruszyła ramionami.- To zabierz mnie do siebie.-powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Cóż...-podrapałem się po karku.
-Prosze....-przeciągnęła "e", aż w końcu uległem.
-Dobra, chodźmy.-pociągnąłem ją za rękę i weszliśmy do domu. Było pełno ludzi, więcej niż na początku, ale jakoś udało nam się zbliżyć do wyjścia.
-Zaraz wracam...-powiedziała i skierowała się w stronę łazienki.
(oczami Amandy)
Czułam się... fatalnie. Kręciło mi się w głowie i miałam ochotę zwymiotować. Jednak jedyne o czym marzyłam to łóżko.
Tak w ogóle to nie mogłam znaleźć nigdzie Belli, a tym bardziej Alexa. Miał mi przynieść jakieś picie już kilka godzin temu. Może coś się stało? Gdyby nie Justin, pewnie wcześniej bym to zauważyła, że coś się dzieje. Nie miałam zbyt dużo czasu, by ich poszukać, gdyż musiałam szybko pobiec do toalety. Na dole była zamknięta, więc pobiegłam na górę. Na szczęście było otwarte. Weszłam, a to co tam zobaczyłam spowodowało, że ziemia pode mną się zapadła. Alex? Mój Alex? To nie może być prawda...
-Co do ....?-krzyknęłam, a oni gwałtownie się od siebie odkleili.
-Amy? Yyyy... to nie to co myślisz.-wydukał blondyn, a ja nie miałam ochoty tego słuchać.
Wybiegłam czym prędzej stamtąd. Złapałam Justina za rękaw jego skórzanej kurtki i pociągnęłam go do wyjścia. Nie wiem jak to się stało, ale odzyskałam świadomość tego co się dzieje. Wypiłam dosyć dużo i nie wiem czy jutro będę coś pamiętać, ale teraz mnie to nie odchodzi. Mój chłopak... a raczej były chłopak obściskiwał się z moją najlepszą przyjaciółką! Nie wiem co o tym myśleć.
-Amy! Stój!-usłyszałam głos Justina, a po chwili poczułam jego dotyk na moim policzku.-Co się stało?-spytał, a w jego oczach było widać tyle troski. Nie mogłam już powstrzymać łez. Wtuliłam się w niego i bez słowa płakałam w jego koszulkę. Odwzajemnił to i oplótł swoje ręce wokół mojego ciała. Przy nim czułam się bezpieczna... mimo tego, że czasem był złośliwy, chamski itd. i nie znałam go dobrze to i tak mnie coś do niego ciągnęło.
-Wracajmy do domu.-wyszeptał przerywając ciszę, a ja tylko pokiwałam głową.-Ale już nie płacz.-dodał i otarł moje łzy, które właśnie spływały po moim policzku.
Justin mieszkał niedaleko. Po drodze zrobiło mi się zimno, więc oddał mi swoją kurtkę. Szliśmy w ciszy, on nie chciał wypytywać, a ja nie chciałam odpowiadać na pytania. Jednak coś mi nie pasowało, ale nie wiem co. Gdy spojrzałam na Justina jego twarz przepełniała złość, smutek, żal i troskę. Widać było, że nad czymś intensywnie myśli, ale nie chciałam mu przerywać.
W końcu dotarliśmy, szatyn otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. W domu panował spokój i cisza. Światła były po zgaszane, ale przez okna wkradał się blask księżyca.
-Chodź. -powiedział i złapał mnie za rękę. Weszliśmy do jego pokoju, a Justin zamknął drzwi na klucz.
-Dziękuję.-wymamrotałam i usiadłam na łóżku.
-Za co?-spytał zdezorientowany
-Za pomoc.-odpowiedziałam i schowałam twarz w dłonie. Łzy znów spłynęły z moich oczu, gdy przypomniałam sobie ten widok.
-To ja doprowadziłem się do takiego stanu.-powiedział i usiadł koło mnie.-Nie płacz.-dodał i mocno mnie przytulił.
-Alex mnie zdradził.-wydukałam szeptem, ale i tak usłyszał, bo automatycznie odciągnął mnie od siebie i złapał mój podbródek tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Co?-spytał tak bym go mogła dokładnie usłyszeć, a w jego oczach pojawiła się większa złość.-Skąd wiesz?-spytał, gdy nic nie odpowiedziałam
-Widziałam.-odpowiedziałam i pociągnęłam nosem.
(oczami Justina)
-Zabije go.-powiedziałem i wstałem. Jak on mógł to zrobić? Mówił, że jej nie skrzywdzi. To wszystko moja wina! Mogłem jej od razu powiedzieć o wszystkim. Ten dupek zapłaci za to. Nie daruje mu.
-Justin.. nie!-krzyknęła, gdy miałem zamiar wyjść.
-Ale czemu? Zranił cię! Nie mogę pozwolić by uszło mu to płazem.-powiedziałem z pełną irytacją.
-Zostań ze mną.-powiedziała zniżając ton i patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
-Amy, ale..
-Proszę.-przerwała, zanim zdążyłem coś powiedzieć.
Położyłem się koło niej, a ona wtuliła się we mnie, jakby się bała, że ktoś mnie jej zabierze. Nie chciałem spać, nie mogłem. Ten koleś ją zranił! Podejrzewałem coś, gdy wybiegła zapłakana, ale nie chciałem wypytywać.
Po chwili było słychać lekkie pochrapywanie Amy i szczekanie psów za oknem. Ja nadal nie mogłem zasnąć. Wpatrywałem się w brunetkę i uśmiechnąłem się do siebie. Jest ze mną, jest już bezpieczna.
_______________________________________________________
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale nie miałam czasu. Przepraszam za błędy!
Dziękuję, że czekaliście oraz jeszcze raz przepraszam.
Wg miałam dzisiaj jeszcze nie dodawać, bo miałam strasznego doła, ale już lepiej i obiecałam, że dodam, więc macie! <3
To prawda, Amy była trochę wstawiona, ale musiałem ją upić. Musiała zapomnieć o tym dupku i wyluzować. Gdy chciała odejść i poszukać Aleksa zatrzymywałem ją i zmieniałem temat, by nigdzie nie poszła. Nie wiadomo na jaki widok by trafiła... czy ten jej chłoptaś obściskiwałby się z jakąś lalą, albo zarywał do innych przy niej. Dziwie się, że ona jeszcze się nie skapnęła. Nie wiem czemu, ten chłopak tak kombinuje i nie wiem jak ją przed tym uchronić.
-Justin...-wymamrotała w moją koszulkę, gdy tańczyliśmy już chyba przy 5 piosence.-Chcę iść do domu...-dokończyła i spojrzała błagalnym wzrokiem na mnie.
-Dobra, ale...-podtrzymałem ją, gdy prawie upadła.-jesteś pijana, naprawdę chcesz wracać do swojego domu?-spytałem zdziwiony.
-Masz racje..-wzruszyła ramionami.- To zabierz mnie do siebie.-powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Cóż...-podrapałem się po karku.
-Prosze....-przeciągnęła "e", aż w końcu uległem.
-Dobra, chodźmy.-pociągnąłem ją za rękę i weszliśmy do domu. Było pełno ludzi, więcej niż na początku, ale jakoś udało nam się zbliżyć do wyjścia.
-Zaraz wracam...-powiedziała i skierowała się w stronę łazienki.
(oczami Amandy)
Czułam się... fatalnie. Kręciło mi się w głowie i miałam ochotę zwymiotować. Jednak jedyne o czym marzyłam to łóżko.
Tak w ogóle to nie mogłam znaleźć nigdzie Belli, a tym bardziej Alexa. Miał mi przynieść jakieś picie już kilka godzin temu. Może coś się stało? Gdyby nie Justin, pewnie wcześniej bym to zauważyła, że coś się dzieje. Nie miałam zbyt dużo czasu, by ich poszukać, gdyż musiałam szybko pobiec do toalety. Na dole była zamknięta, więc pobiegłam na górę. Na szczęście było otwarte. Weszłam, a to co tam zobaczyłam spowodowało, że ziemia pode mną się zapadła. Alex? Mój Alex? To nie może być prawda...
-Co do ....?-krzyknęłam, a oni gwałtownie się od siebie odkleili.
-Amy? Yyyy... to nie to co myślisz.-wydukał blondyn, a ja nie miałam ochoty tego słuchać.
Wybiegłam czym prędzej stamtąd. Złapałam Justina za rękaw jego skórzanej kurtki i pociągnęłam go do wyjścia. Nie wiem jak to się stało, ale odzyskałam świadomość tego co się dzieje. Wypiłam dosyć dużo i nie wiem czy jutro będę coś pamiętać, ale teraz mnie to nie odchodzi. Mój chłopak... a raczej były chłopak obściskiwał się z moją najlepszą przyjaciółką! Nie wiem co o tym myśleć.
-Amy! Stój!-usłyszałam głos Justina, a po chwili poczułam jego dotyk na moim policzku.-Co się stało?-spytał, a w jego oczach było widać tyle troski. Nie mogłam już powstrzymać łez. Wtuliłam się w niego i bez słowa płakałam w jego koszulkę. Odwzajemnił to i oplótł swoje ręce wokół mojego ciała. Przy nim czułam się bezpieczna... mimo tego, że czasem był złośliwy, chamski itd. i nie znałam go dobrze to i tak mnie coś do niego ciągnęło.
-Wracajmy do domu.-wyszeptał przerywając ciszę, a ja tylko pokiwałam głową.-Ale już nie płacz.-dodał i otarł moje łzy, które właśnie spływały po moim policzku.
Justin mieszkał niedaleko. Po drodze zrobiło mi się zimno, więc oddał mi swoją kurtkę. Szliśmy w ciszy, on nie chciał wypytywać, a ja nie chciałam odpowiadać na pytania. Jednak coś mi nie pasowało, ale nie wiem co. Gdy spojrzałam na Justina jego twarz przepełniała złość, smutek, żal i troskę. Widać było, że nad czymś intensywnie myśli, ale nie chciałam mu przerywać.
W końcu dotarliśmy, szatyn otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. W domu panował spokój i cisza. Światła były po zgaszane, ale przez okna wkradał się blask księżyca.
-Chodź. -powiedział i złapał mnie za rękę. Weszliśmy do jego pokoju, a Justin zamknął drzwi na klucz.
-Dziękuję.-wymamrotałam i usiadłam na łóżku.
-Za co?-spytał zdezorientowany
-Za pomoc.-odpowiedziałam i schowałam twarz w dłonie. Łzy znów spłynęły z moich oczu, gdy przypomniałam sobie ten widok.
-To ja doprowadziłem się do takiego stanu.-powiedział i usiadł koło mnie.-Nie płacz.-dodał i mocno mnie przytulił.
-Alex mnie zdradził.-wydukałam szeptem, ale i tak usłyszał, bo automatycznie odciągnął mnie od siebie i złapał mój podbródek tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Co?-spytał tak bym go mogła dokładnie usłyszeć, a w jego oczach pojawiła się większa złość.-Skąd wiesz?-spytał, gdy nic nie odpowiedziałam
-Widziałam.-odpowiedziałam i pociągnęłam nosem.
(oczami Justina)
-Zabije go.-powiedziałem i wstałem. Jak on mógł to zrobić? Mówił, że jej nie skrzywdzi. To wszystko moja wina! Mogłem jej od razu powiedzieć o wszystkim. Ten dupek zapłaci za to. Nie daruje mu.
-Justin.. nie!-krzyknęła, gdy miałem zamiar wyjść.
-Ale czemu? Zranił cię! Nie mogę pozwolić by uszło mu to płazem.-powiedziałem z pełną irytacją.
-Zostań ze mną.-powiedziała zniżając ton i patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
-Amy, ale..
-Proszę.-przerwała, zanim zdążyłem coś powiedzieć.
Położyłem się koło niej, a ona wtuliła się we mnie, jakby się bała, że ktoś mnie jej zabierze. Nie chciałem spać, nie mogłem. Ten koleś ją zranił! Podejrzewałem coś, gdy wybiegła zapłakana, ale nie chciałem wypytywać.
Po chwili było słychać lekkie pochrapywanie Amy i szczekanie psów za oknem. Ja nadal nie mogłem zasnąć. Wpatrywałem się w brunetkę i uśmiechnąłem się do siebie. Jest ze mną, jest już bezpieczna.
_______________________________________________________
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale nie miałam czasu. Przepraszam za błędy!
Dziękuję, że czekaliście oraz jeszcze raz przepraszam.
Wg miałam dzisiaj jeszcze nie dodawać, bo miałam strasznego doła, ale już lepiej i obiecałam, że dodam, więc macie! <3
środa, 22 maja 2013
Do widzów!!!
przepraszam, że tak dawno nie dodałam....
postaram się dzisiaj dodać, ale jęli nie dam rady to będzie dopiero jutro... mam do nauczenia długi wiersz i do poprawy oceny. :/ Mało czasu mam...
Naprawdę was przepraszam!! :)
postaram się dzisiaj dodać, ale jęli nie dam rady to będzie dopiero jutro... mam do nauczenia długi wiersz i do poprawy oceny. :/ Mało czasu mam...
Naprawdę was przepraszam!! :)
środa, 15 maja 2013
Rozdział 24
(oczami Amy)
-Co ty robisz?-spytałam wchodząc do pokoju z owiniętym wokół ciała ręcznikiem
-Szukam.-odpowiedziała Bella wyciągając głowę z szafy.
-Ale czego?-spytałam patrząc jak moje ciuchy fruwają po pokoju.-Narnii?-spytałam żartobliwie, na co ona spiorunowała mnie wzorkiem.
-Nie, ciuchów.-odpowiedziała i powróciła przewracania mojego pokoju do góry nogami.
-A to czym rzucasz to co to jest?-pokazałam palcem na moje spodenki, które wylądowały na moim biurku.
-To się nie nadaje na imprezę.-odpowiedziała, a ja przewróciłam oczami
-Bella, daj spokój, to tylko impreza.-powiedziałam i usiadłam na łóżku.
-To nie jest zwykła impreza, to szansa na to bym sobie kogoś znalazła.-powiedziała i wyciągnęła moją krótką bluzeczkę, przy której było mi widać pół brzucha.
-Nie, nie, nie...-powiedziałam kiwając przecząco głową.-Nie założę jej.-powiedziałam, a ona wywróciła oczami.
-Ale ja założę.-powiedziała przebierając bluzkę.
-Ślicznie wyglądasz -powiedziałam do niej, gdy przeglądała się w lustrze. Miała czarne szorty, moją niebieską z dekoltem i widocznym brzuchem bluzkę oraz czarne conversy.
Wyglądała pięknie, tym bardziej, że była szczupła, a jej włosy delikatnie opadały na plecy.
-Dzięki.-odpowiedziała i wyciągnęła kosmetyczkę ze swojej torby.
Ja w tym czasie zabrałam swoje ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Wysuszyłam włosy i wróciłam do pokoju. Bella była już gotowa, po czym zaczęła mnie malować. Znała się na tym o wiele lepiej ode mnie, więc ufałam jej co do mojego wyglądu.
Po kilku minutach skończyła, ale nie pozwoliła mi się przejrzeć. Zeszłam na dół i już zostałyśmy zaatakowane przez moich rodziców.
-O której wrócicie?-spytała mama patrząc na mnie podejrzliwie.
-Nie wiem, będę spać u Belli, więc wrócę rano do domu.-powiedziałam, na co kiwnęli głową, że się zgadzają.
-Pamiętajcie, bądźcie ostrożne i nie pijcie alkoholu.-powiedział stanowczo tata, a my się uśmiechnęłyśmy, powstrzymując się od śmiechu.
-Dobrze.-odpowiedziałam i wyminęłam ich szerokim łukiem.
Wyszłyśmy z domu i zobaczyłyśmy samochód Alexa. Wsiadłyśmy do środka, a ja przywitałam go gorącym buziakiem, który odwzajemnił.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział mierząc mnie wzrokiem. Poczułam jak moje policzki robią się gorące, przypuszczam, że moja twarz wyglądała jak pomidor, więc przegryzłam dolną wargę i odwróciłam się w stronę oka.
Przez resztę drogi było cicho, lecz co chwila słychać było ekscytacje Belli. Co się z nią stało? Co w nią wstąpiło?Dziwnie się zachowywała, lecz starałam się nie zwracać na to uwagi.
-Jesteśmy.-powiedział Alex, wyłączając silnik.-Gotowe?-spytał, a po chwili mogliśmy usłyszeć pisk przyjaciółki.
-Idziemy.-krzyknęła i wyszła z auta.
Zrobiliśmy to samo tylko w wolniejszym tempie, co zezłościło Belle. Bardzo się cieszyła, wyglądało to trochę jak podczas świąt gdy dziecko czeka by otworzyć swój prezent. Wszystko się w niej gotowało, a ja z blondynem uśmiechnęliśmy się do siebie i złączyliśmy nasze ręce. Pod wpływem jego dotyku przeszły mnie dreszcze po całym ciele. Był taki delikatny i cieszyłam się, że jestem tu właśnie z nim.
Podeszliśmy bliżej domu, już na zewnątrz było słychać głośną muzykę. Ludzie chyba nie mieli miejsca w domu, więc na trawniku robili sobie imprezę.
-Hej...-powiedział jakiś koleś otwierając nam drzwi.-wchodźcie.-Belli nie trzeba było dwa razy powtarzać, od razu przepchnęła się przez tłum i zniknęła z naszego pola widzenia.
-Napijesz się czegoś?-spytał Alex, a ja pokiwałam twierdząco głową.-
-Tak, ale soku.-dodałam, a zaraz potem zostałam sama.
Przecisnęłam się przez tych wszystkich obmacujących się ludzi i wyszłam na taras. Wow... ten dom był na prawdę duży. A za nim ogromny basen, stoły do ping-ponga oraz boisko do kosza i siatki. Ja u siebie musze dzielić łazienkę z całą rodziną, a ten kto tu mieszka miał nawet jakuzzi. Zazdroszczę, ale ja chyba zgubiłabym się tu.
Wszyscy się świetnie bawili. Dziewczyny siedziały w basenie, a chłopaki napalali się na ich ciała. Niektórzy już ocierali się o siebie gdzieś w rogu. Nie wiem jak może ich to nie obchodzić, że robią to przy tak dużej ilości osób. To obrzydliwe. Aż nie chce na to patrzeć. Rozglądałam się i szukałam miejsca, gdzie mogę usiąść.
(oczami Justina)
Impreza była... gorąca, mieli racje co do niej, to chyba najlepsza biba jaką widziałem.Nie znam organizatora, ale i tak przyszedłem. Uwielbiałem imprezować, a gdy dowiedziałem się, że ma tutaj być Amy, nie mogłem tego przegapić. A skoro mowa o niej... to nie mogę jej znaleźć. Widziałem już Belle z jakimś kolesiem, co wyglądało dziwnie, bo ona jest z grona frajerów. Wiem, że Amy się z nią kumpluje, ale ona jest inna.
Wracając do frajerów to właśnie zobaczyłem coś co mnie zdziwiło. Ten dupek stał i flirtował z jakąś laską.
Podszedłem do niego i popchnąłem go na ścianę.
-Co ty robisz?-spytał wstawiony, a zaraz potem starał się otrząsnąć-Czego?-spytał bardziej spokojnie.
-Grzeczniej!-krzyknąłem.-Nie obchodzi mnie z kim flirtujesz, ale chce wiedzieć gdzie jest Amy.-powiedziałem, a on wzruszył ramionami
-Nie wiem, miałem jej przynieść coś do picia, ale gdy wróciłem jej już tam nie było, za to była ta oto śliczna blondynka.-powiedział uśmiechając się do dziewczyny.
-Zostawiłeś ją?-spytałem wściekły.-A jak ten facet, który chce ją skrzywdzić tu jest? Nie chce mi powiedzieć kto to, więc pomóż mi to odkręcić. Ona nie może cierpieć, nie przez ciebie. A ty tak spokojnie stoisz i zagadujesz jakieś laski?-spytałem z niedowierzaniem.
-Daj spokój!-krzyknął.-Wiem, że trzeba coś z tym zrobić, ale nie wiem co. Nie chce spotykać się z Amandą. Ona jest fajna, ale nie dla mnie, a jej koleżanka to taka sama wariatka jak ona.-powiedział przewracając oczami.-Weź ją sobie.-dodał i odszedł, a ja przeczesałem ręką włosy
Gdzie ona jest? Muszę wiedzieć, że nic jej nie jest! Ten debil na nią nie zasługuje. Nie powinien się nią tak bawić.
Wyszedłem na zewnątrz, a tam jeszcze większe piekło. Ludzie byli w pół nadzy, a zabawa zaczynała wyglądać jak film porno.
Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem Amy. Była taka piękna, ale trochę smutna.
Bez wahania podszedłem do niej od tyłu i zakryłem jej oczy.
-Zgadnij kto to?-powiedziałem, a ona szybko wstała i odwróciła się do mnie przodem
-Justin?-spytała patrząc z niedowierzaniem.
-Nie, Chuck Norris-powiedziałem sarkastycznie, na co ona zrobiła na twarzy grymas.
-Bardzo śmieszne.-powiedziała i znów usiadła na swoim miejscu
-Co tutaj robisz sama?-spytałem, a ona wzruszyła ramionami.
-Czekam...-wydukała i zaczęła się gorączkowo rozglądać. Wiedziałem, kogo szuka i na kogo czeka. Ten debil nie przyjdzie, ale nie mogę jej tego powiedzieć. Postaram się jej poprawić nastrój i pokazać jej, że nie jestem taki zły.
-Zatańczymy?-spytałem, gdy na zewnątrz wybiegł chłopak ze sprzętem w ręku i rozległa się głośna muzyka.
-Ja nie..
Przerwałam jej ciągnąć ją za rękę na parkiet, gdzie inni już się o siebie ocierali.
Złapałem jej nadgarstki i owinąłem je sobie na szyi, po czym moje ręce znalazły się na jej biodrach.
Była taka seksowna, a te spodenki podkreślały jej piękne kształty. Była idealna, nic dodać, nic ująć, ale miała zepsutą reputacje w szkole, a jeśli chodzi o mnie to nie mógłbym sobie pozwolić na spotykanie się z nią. W sumie od jakiegoś czasu mam w dupie co inni mówią to i tak nie mogę się z nią spotykać.
Mimo, że ona mi się podoba to ja jej nie, a po drugie ma chłopaka, który jest skończonym dupkiem.
Chce by była szczęśliwa. Tylko to jest ważne, nie chce by cierpiała, żeby znalazła sobie faceta bez problemów, który będzie o nią dbał i pokazywał jej jaka jest piękna każdego dnia.
_________________________________________________
Trochę krótki, ale jest.
Staram się pisać jak najszybciej, ale nie mam czasu.
Mam nadzieję, że się wam spodoba. KOMENTUJCIE!! <3
-Co ty robisz?-spytałam wchodząc do pokoju z owiniętym wokół ciała ręcznikiem
-Szukam.-odpowiedziała Bella wyciągając głowę z szafy.
-Ale czego?-spytałam patrząc jak moje ciuchy fruwają po pokoju.-Narnii?-spytałam żartobliwie, na co ona spiorunowała mnie wzorkiem.
-Nie, ciuchów.-odpowiedziała i powróciła przewracania mojego pokoju do góry nogami.
-A to czym rzucasz to co to jest?-pokazałam palcem na moje spodenki, które wylądowały na moim biurku.
-To się nie nadaje na imprezę.-odpowiedziała, a ja przewróciłam oczami
-Bella, daj spokój, to tylko impreza.-powiedziałam i usiadłam na łóżku.
-To nie jest zwykła impreza, to szansa na to bym sobie kogoś znalazła.-powiedziała i wyciągnęła moją krótką bluzeczkę, przy której było mi widać pół brzucha.
-Nie, nie, nie...-powiedziałam kiwając przecząco głową.-Nie założę jej.-powiedziałam, a ona wywróciła oczami.
-Ale ja założę.-powiedziała przebierając bluzkę.
-Ślicznie wyglądasz -powiedziałam do niej, gdy przeglądała się w lustrze. Miała czarne szorty, moją niebieską z dekoltem i widocznym brzuchem bluzkę oraz czarne conversy.
Wyglądała pięknie, tym bardziej, że była szczupła, a jej włosy delikatnie opadały na plecy.
-Dzięki.-odpowiedziała i wyciągnęła kosmetyczkę ze swojej torby.
Ja w tym czasie zabrałam swoje ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Wysuszyłam włosy i wróciłam do pokoju. Bella była już gotowa, po czym zaczęła mnie malować. Znała się na tym o wiele lepiej ode mnie, więc ufałam jej co do mojego wyglądu.
Po kilku minutach skończyła, ale nie pozwoliła mi się przejrzeć. Zeszłam na dół i już zostałyśmy zaatakowane przez moich rodziców.
-O której wrócicie?-spytała mama patrząc na mnie podejrzliwie.
-Nie wiem, będę spać u Belli, więc wrócę rano do domu.-powiedziałam, na co kiwnęli głową, że się zgadzają.
-Pamiętajcie, bądźcie ostrożne i nie pijcie alkoholu.-powiedział stanowczo tata, a my się uśmiechnęłyśmy, powstrzymując się od śmiechu.
-Dobrze.-odpowiedziałam i wyminęłam ich szerokim łukiem.
Wyszłyśmy z domu i zobaczyłyśmy samochód Alexa. Wsiadłyśmy do środka, a ja przywitałam go gorącym buziakiem, który odwzajemnił.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział mierząc mnie wzrokiem. Poczułam jak moje policzki robią się gorące, przypuszczam, że moja twarz wyglądała jak pomidor, więc przegryzłam dolną wargę i odwróciłam się w stronę oka.
Przez resztę drogi było cicho, lecz co chwila słychać było ekscytacje Belli. Co się z nią stało? Co w nią wstąpiło?Dziwnie się zachowywała, lecz starałam się nie zwracać na to uwagi.
-Jesteśmy.-powiedział Alex, wyłączając silnik.-Gotowe?-spytał, a po chwili mogliśmy usłyszeć pisk przyjaciółki.
-Idziemy.-krzyknęła i wyszła z auta.
Zrobiliśmy to samo tylko w wolniejszym tempie, co zezłościło Belle. Bardzo się cieszyła, wyglądało to trochę jak podczas świąt gdy dziecko czeka by otworzyć swój prezent. Wszystko się w niej gotowało, a ja z blondynem uśmiechnęliśmy się do siebie i złączyliśmy nasze ręce. Pod wpływem jego dotyku przeszły mnie dreszcze po całym ciele. Był taki delikatny i cieszyłam się, że jestem tu właśnie z nim.
Podeszliśmy bliżej domu, już na zewnątrz było słychać głośną muzykę. Ludzie chyba nie mieli miejsca w domu, więc na trawniku robili sobie imprezę.
-Hej...-powiedział jakiś koleś otwierając nam drzwi.-wchodźcie.-Belli nie trzeba było dwa razy powtarzać, od razu przepchnęła się przez tłum i zniknęła z naszego pola widzenia.
-Napijesz się czegoś?-spytał Alex, a ja pokiwałam twierdząco głową.-
-Tak, ale soku.-dodałam, a zaraz potem zostałam sama.
Przecisnęłam się przez tych wszystkich obmacujących się ludzi i wyszłam na taras. Wow... ten dom był na prawdę duży. A za nim ogromny basen, stoły do ping-ponga oraz boisko do kosza i siatki. Ja u siebie musze dzielić łazienkę z całą rodziną, a ten kto tu mieszka miał nawet jakuzzi. Zazdroszczę, ale ja chyba zgubiłabym się tu.
Wszyscy się świetnie bawili. Dziewczyny siedziały w basenie, a chłopaki napalali się na ich ciała. Niektórzy już ocierali się o siebie gdzieś w rogu. Nie wiem jak może ich to nie obchodzić, że robią to przy tak dużej ilości osób. To obrzydliwe. Aż nie chce na to patrzeć. Rozglądałam się i szukałam miejsca, gdzie mogę usiąść.
(oczami Justina)
Impreza była... gorąca, mieli racje co do niej, to chyba najlepsza biba jaką widziałem.Nie znam organizatora, ale i tak przyszedłem. Uwielbiałem imprezować, a gdy dowiedziałem się, że ma tutaj być Amy, nie mogłem tego przegapić. A skoro mowa o niej... to nie mogę jej znaleźć. Widziałem już Belle z jakimś kolesiem, co wyglądało dziwnie, bo ona jest z grona frajerów. Wiem, że Amy się z nią kumpluje, ale ona jest inna.
Wracając do frajerów to właśnie zobaczyłem coś co mnie zdziwiło. Ten dupek stał i flirtował z jakąś laską.
Podszedłem do niego i popchnąłem go na ścianę.
-Co ty robisz?-spytał wstawiony, a zaraz potem starał się otrząsnąć-Czego?-spytał bardziej spokojnie.
-Grzeczniej!-krzyknąłem.-Nie obchodzi mnie z kim flirtujesz, ale chce wiedzieć gdzie jest Amy.-powiedziałem, a on wzruszył ramionami
-Nie wiem, miałem jej przynieść coś do picia, ale gdy wróciłem jej już tam nie było, za to była ta oto śliczna blondynka.-powiedział uśmiechając się do dziewczyny.
-Zostawiłeś ją?-spytałem wściekły.-A jak ten facet, który chce ją skrzywdzić tu jest? Nie chce mi powiedzieć kto to, więc pomóż mi to odkręcić. Ona nie może cierpieć, nie przez ciebie. A ty tak spokojnie stoisz i zagadujesz jakieś laski?-spytałem z niedowierzaniem.
-Daj spokój!-krzyknął.-Wiem, że trzeba coś z tym zrobić, ale nie wiem co. Nie chce spotykać się z Amandą. Ona jest fajna, ale nie dla mnie, a jej koleżanka to taka sama wariatka jak ona.-powiedział przewracając oczami.-Weź ją sobie.-dodał i odszedł, a ja przeczesałem ręką włosy
Gdzie ona jest? Muszę wiedzieć, że nic jej nie jest! Ten debil na nią nie zasługuje. Nie powinien się nią tak bawić.
Wyszedłem na zewnątrz, a tam jeszcze większe piekło. Ludzie byli w pół nadzy, a zabawa zaczynała wyglądać jak film porno.
Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem Amy. Była taka piękna, ale trochę smutna.
Bez wahania podszedłem do niej od tyłu i zakryłem jej oczy.
-Zgadnij kto to?-powiedziałem, a ona szybko wstała i odwróciła się do mnie przodem
-Justin?-spytała patrząc z niedowierzaniem.
-Nie, Chuck Norris-powiedziałem sarkastycznie, na co ona zrobiła na twarzy grymas.
-Bardzo śmieszne.-powiedziała i znów usiadła na swoim miejscu
-Co tutaj robisz sama?-spytałem, a ona wzruszyła ramionami.
-Czekam...-wydukała i zaczęła się gorączkowo rozglądać. Wiedziałem, kogo szuka i na kogo czeka. Ten debil nie przyjdzie, ale nie mogę jej tego powiedzieć. Postaram się jej poprawić nastrój i pokazać jej, że nie jestem taki zły.
-Zatańczymy?-spytałem, gdy na zewnątrz wybiegł chłopak ze sprzętem w ręku i rozległa się głośna muzyka.
-Ja nie..
Przerwałam jej ciągnąć ją za rękę na parkiet, gdzie inni już się o siebie ocierali.
Złapałem jej nadgarstki i owinąłem je sobie na szyi, po czym moje ręce znalazły się na jej biodrach.
Była taka seksowna, a te spodenki podkreślały jej piękne kształty. Była idealna, nic dodać, nic ująć, ale miała zepsutą reputacje w szkole, a jeśli chodzi o mnie to nie mógłbym sobie pozwolić na spotykanie się z nią. W sumie od jakiegoś czasu mam w dupie co inni mówią to i tak nie mogę się z nią spotykać.
Mimo, że ona mi się podoba to ja jej nie, a po drugie ma chłopaka, który jest skończonym dupkiem.
Chce by była szczęśliwa. Tylko to jest ważne, nie chce by cierpiała, żeby znalazła sobie faceta bez problemów, który będzie o nią dbał i pokazywał jej jaka jest piękna każdego dnia.
_________________________________________________
Trochę krótki, ale jest.
Staram się pisać jak najszybciej, ale nie mam czasu.
Mam nadzieję, że się wam spodoba. KOMENTUJCIE!! <3
poniedziałek, 13 maja 2013
Rozdział 23
(oczami Amy)
Obudziłam się w znakomitym humorze. Wstałam, zabrałam ciuchy z krzesła i poszłam do łazienki wziąć poranny prysznic. Nie chciałam stamtąd wychodzić, woda uspokajała mnie, a zarazem doprowadzała do szaleństwa. Wszystkie moje mięśnie się rozluźniały i mogłam spokojnie odetchnąć.
Wyszłam spod prysznica, owinęłam ręcznik wokół bioder, a włosy szybko wysuszyłam. Umalowałam lekko oczy, po czym ubrałam przygotowane wcześniej ciuchy.
Złapałam za klamkę, a gdy otworzyłam drzwi, zastałam mojego młodszego brata z ręką w górze, jakby chciał właśnie zapukać.
-Wolne.-powiedziałam z uśmiechem i zeszłam na dół
Nic nie mówiąc, dałam mamię buziaka w policzek i ruszyłam w stronę lodówki. Złapałam za karton soku pomarańczowego i nalałam do szklanki leżącej obok mnie na ladzie.
-Widzę, że ktoś ma dobry humor..-powiedziała podejrzliwie mama.
-Ojj..taak...-przeciągnęłam i usiadłam przy stole, a mama podsunęła do mnie talerz z naleśnikami.
-Smacznego.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Posmarowałam naleśniki dżemem i zwinęłam je w rurkę. Oblizałam z zachwytu usta i wzięłam gryza.
Było pyszne, dawno nie jadłam tak dobrego śniadania. Ciasto rozpływało się w ustach, a dżem dodawał słodkiego smaku.
Po zjedzeniu śniadania, poszłam do siebie. Przeczesałam włosy, złapałam torbę i telefon, po czym zeszłam na dół i ubrałam moje botki.
Była jesień, liście powoli i delikatnie spadały na ziemię, a wiatr potrząsał gałęziami. Czasem było czuć jeszcze lato, ale w niektórych dniach robiło się strasznie zimno.
Założyłam skórzaną kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Chłodne powietrze uderzyło w moją twarz, przez co zacisnęłam oczy.
Powoli je otworzyłam i zobaczyłam Aleksa przy swoim samochodzie. Uśmiechnęłam się i do niego podeszłam. Wtuliłam się w niego i dałam mu delikatnego buziaka w usta. Odsunęłam się od niego i wtedy zobaczyłam ślad na jego policzku.
-Co ci się stało?-spytałam dotykając zaczerwienionego miejsca
-Nic, uderzyłem się..-powiedział i delikatnie się uśmiechnął
-Na prawdę?-spytałam podejrzliwie, a on pokiwał twierdząco głową.-Dobrze, wierze, ale patrz następnym razem co robisz.-powiedziałam i go wyminęłam wsiadając do auta.
-Oj tam, szybko zejdzie.-powiedział odpalając silnik.
<><><><><><><><><><
-Na prawdę chcesz iść na tą imprezę?-spytałam Aleksa zamykając swoją szafkę.
-No tak... będzie fajnie.-powiedział, a ja przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę sali
-Amy!-usłyszałam piszczący głos za mną, więc się odwróciłam. To była Bella.
-Hej-powiedziałam z uśmiechem i ją przytuliłam.
-Idziecie na imprezą?-spytała patrząc na mnie i na blondyna.
-Ty też? Co wam odbiło z tą imprezą?-spytałam, a ona wzruszyła ramionami
-To będzie podobno najlepsza impreza w życiu, musimy tam iść.-powiedziała uradowana, a ja rozszerzyłam oczy-Co?-spytała zdziwiona
-Co się z tobą dzieje? My nigdy nie chodziłyśmy na imprezy, a ta to pewnie taka sama jak reszta.-powiedziałam, a ona spojrzała na mnie pytająco.-Impreza jak impreza, alkohol, muzyka, dziwnie ubrane dziewczyny i faceci napalający się na nie.-dokończyłam, a ona się uśmiechnęła
-Oj.. daj spokój! Musimy w końcu zacząć żyć.-powiedziała entuzjastycznie.-Musimy trochę wyluzować, a ja muszę znaleźć sobie faceta.-dodała
-Faceta? Po co ci on? Przecież nigdy nie chciałaś mieć chłopaka, po drugie zawsze na nich narzekałaś.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Byłam młoda i głupia..-powiedziała, a ja podniosłam brwi
-To było miesiąc temu, kochanie.-powiedziałam i weszłam do sali.
-Ty masz Alexa, a ja?-spytała pokazując na blondyna. Zaczerwieniłam się i usiadłam do ławki.
Wpatrywałam się w zeszyt, nie zwracając uwagi na nic co wokół mnie się dzieje. Miałam dobry humor i zastanawiałam się czy pójść na tą imprezę. Ostatni raz na imprezie byłam... z Justinem. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Upiłam się, potem spałam u niego, potem zostałam wyrzucona za drzwi i potraktowana jak śmieć. Jakoś nie mam zamiaru tego jeszcze raz przechodzić. Jednak na tej imprezie poznałam Alexa. Prawie się całowaliśmy i...
-Przepraszam...-z rozmyślań wytrącił mnie Justin. Przez przypadek potrząsnął ławką, przez co wzdrygnęłam i spojrzałam na niego jakbym zobaczyła ducha. Zapomniałam, że na tej lekcji siedzę z nim w ławce. Rzadko bywał w szkole, więc często nie siedzieliśmy razem, a jak był to nie zwracaliśmy na siebie uwagi, jakby drugiej osoby koło nas nie było.
Patrzył się na mnie tymi czekoladowymi oczami i delikatnie się uśmiechnął, wtedy zrozumiałam, że wciąż się na niego gapię. Rozejrzałam się wokoło, wszyscy się gapili, jak na idiotkę. Zaczerwieniłam się i opuściłam głowę.
-Spoko.-odpowiedziałam i zaczęłam przewracać kartki w podręczniku.
-Wszystko w porządku?-spytał troskliwym wzrokiem
-Tak, jest... fajnie.-wydukałam. "Fajnie?" Ale palnęłam, najgorsze co mogłam powiedzieć. W ogóle dlaczego się tym przejmuje? To jest Justin! Pomagam mu w lekcjach, on jest...
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam, po czym wyciągnęłam długopis i zaczęłam coś bazgrać po zeszycie.
Tak, miałam racje... ten koleś jest przystojny... nie wiem czemu tak myślę... przecież mam chłopaka i to takiego, którego... Kocham? To jest trochę pokręcone. Oczywiście, że czuje coś do Alexa, ale gdyby się tak zastanowić to... czy ja go kocham? Chyba tak, co nie?
Uhh... za dużo się przejmuję...
(oczami Justina)
Siedziałem i wciąż przyglądałem się Amy. Ona codziennie mnie zadziwia... jej wygląd, zachowanie, codziennie inna...
Ma wspaniałe miękkie włosy, opadające na jej plecy i ramiona, oczy, które hipnotyzują za każdym razem, uśmiech, w który mógłbym się wpatrywać całymi dniami...
Ona jest... świetna, seksowna, zabawna, interesująca i tajemnicza. Nie rozmawiam z nią często, ale obserwuję i widzę, że jest trochę zagubiona. Stara się mieć wszystko poukładane, ale coś nadal jej przeszkadza. Chce mieć wszystko jak najlepiej, chce by jej życie było idealne, ale w jej oczach widzę strach i zagubienie.
Chciałbym jej pomóc uwierzyć w siebie... chciałbym by była szczęśliwa, ale mi też coś przeszkadza...
Alex!
Ten koleś jest wszędzie...wiem, że nie chce jej skrzywdzić, ale wkurza mnie to, że mam jak jej pomóc.
Zrobię wszystko, by była bezpieczna, ale gdy się dowie o wszystkim to.... ona będzie cierpieć.
Jest szczęśliwa... na razie...
A potem? Co jeśli ona się w nim zakocha? Co jeśli już to zrobiła? On ją zrani tym co chce zrobić, a jeśli tego nie zrobi, to i tak ją zrani, bo jeśli ona się dowie o zakładzie to nikomu już nigdy nie zaufa.
Nie wiem co robić...
Z rozmyślań wytrącił mnie dzwonek, ona jeszcze siedziała, skupiona na zeszycie, a ja nie mogłem tak nad nią stać.
Wyszedłem z klasy i stanąłem za rogiem. Obserwowałem jak wychodzi z tym gnojkiem i Bellą.
Była uśmiechnięta, wtulała się w blondyna, a on pocałował ją w czubek głowy.
Ściskało mnie w żołądku na myśl, że to widziałem.
-Co robisz?-szturchnął mnie ktoś za mną, a ja gwałtownie się odwróciłem.
-Ian? Ja... nic..-wymamrotałem.-A ty?-szybko dodałem
-Ja... ja też nic.-odpowiedział.-A w sumie chciałem się ciebie spytać czy idziesz na imprezę... dzisiaj..-powiedział, a ja podrapałem się po karku.
-Cóż...-przeciągnąłem zastanawiając się cy warto. Muszę mieć na oku tego gnojka, więc nie wiem..-zobaczę jeszcze.-odpowiedziałem i ruszyłem w stronę następnej lekcji
(oczami Amandy)
-Wiecie co?-spytałam stając naprzeciwko przyjaciółki i chłopaka.
-Co?-spytali równocześnie, przez co zachichotałam.
-Idę na imprezę.-powiedziałam, a Bella zaczęła piszczeć i podskakiwać z radości.
-jejku...!!! Dzięki! Dzięki! Dzięki.-krzyczała i zaczęła mnie przytulać.
-Miałaś rację, muszę się wyluzować i przestać się zamartwiać. To dobrze mi zrobi, a przy was będę bezpieczna.-powiedziałam, a Alex mnie przytulił
-Oczywiście, że tak.-odpowiedział i dał buziaka w policzek.-A teraz chodźmy na leckje
<><><><><><>><><><><><><><><><>
Lekcje minęły spokojnie, a przerwy, jak to przerwy... plotkowanie, żartowanie oraz rozmyślanie co ubrać na imprezę.
Postanowiłyśmy z Bellą, że przyjdziemy do mnie i tam coś znajdziemy.
Po lekcjach Alex miał coś do załatwienia na mieście, więc postanowiłyśmy wrócić autobusem.
Przez całą drogę przyjaciółka chichotała i powtarzała, że się cieszy i nie może się już doczekać.
-Już jestem!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Hej skarbie-powiedziała mama-Hej Bella?-powiedziała lekko zdziwiona, że widzi nas razem.-Co tutaj robicie?-spytała, a ja w końcu musiałam spytać ją o zgodę
-Mogę iść dzisiaj na imprezę?-spytałam patrząc na nią z proszącym wzrokiem.
-Cóż...
-Proszę...-przedłużyłam.
-Prosimy.-dołączyła się Bella.
-Jesteś jeszcze za młoda Amy.-powiedziała mama
-Ale będę grzeczna, będę z Bellą i Aleksem.-powiedziałam podkreślając ostanie imie, bo wiedziałam, że lubi mojego chłopaka.
-Coż... no dobrze.-zgodziła się, a ja ucałowałam ją w policzek i pobiegłam z przyjaciółką na górę szykować ciuchy.
__________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział, przepraszam za błędy, ale pisałam znów na szybkiego.
Mam nadzieję, że się spodoba, jutro postaram się dodać następny....
Kocham was! KOMENTUJCIE!!
Obudziłam się w znakomitym humorze. Wstałam, zabrałam ciuchy z krzesła i poszłam do łazienki wziąć poranny prysznic. Nie chciałam stamtąd wychodzić, woda uspokajała mnie, a zarazem doprowadzała do szaleństwa. Wszystkie moje mięśnie się rozluźniały i mogłam spokojnie odetchnąć.
Wyszłam spod prysznica, owinęłam ręcznik wokół bioder, a włosy szybko wysuszyłam. Umalowałam lekko oczy, po czym ubrałam przygotowane wcześniej ciuchy.
Złapałam za klamkę, a gdy otworzyłam drzwi, zastałam mojego młodszego brata z ręką w górze, jakby chciał właśnie zapukać.
-Wolne.-powiedziałam z uśmiechem i zeszłam na dół
Nic nie mówiąc, dałam mamię buziaka w policzek i ruszyłam w stronę lodówki. Złapałam za karton soku pomarańczowego i nalałam do szklanki leżącej obok mnie na ladzie.
-Widzę, że ktoś ma dobry humor..-powiedziała podejrzliwie mama.
-Ojj..taak...-przeciągnęłam i usiadłam przy stole, a mama podsunęła do mnie talerz z naleśnikami.
-Smacznego.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Posmarowałam naleśniki dżemem i zwinęłam je w rurkę. Oblizałam z zachwytu usta i wzięłam gryza.
Było pyszne, dawno nie jadłam tak dobrego śniadania. Ciasto rozpływało się w ustach, a dżem dodawał słodkiego smaku.
Po zjedzeniu śniadania, poszłam do siebie. Przeczesałam włosy, złapałam torbę i telefon, po czym zeszłam na dół i ubrałam moje botki.
Była jesień, liście powoli i delikatnie spadały na ziemię, a wiatr potrząsał gałęziami. Czasem było czuć jeszcze lato, ale w niektórych dniach robiło się strasznie zimno.
Założyłam skórzaną kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Chłodne powietrze uderzyło w moją twarz, przez co zacisnęłam oczy.
Powoli je otworzyłam i zobaczyłam Aleksa przy swoim samochodzie. Uśmiechnęłam się i do niego podeszłam. Wtuliłam się w niego i dałam mu delikatnego buziaka w usta. Odsunęłam się od niego i wtedy zobaczyłam ślad na jego policzku.
-Co ci się stało?-spytałam dotykając zaczerwienionego miejsca
-Nic, uderzyłem się..-powiedział i delikatnie się uśmiechnął
-Na prawdę?-spytałam podejrzliwie, a on pokiwał twierdząco głową.-Dobrze, wierze, ale patrz następnym razem co robisz.-powiedziałam i go wyminęłam wsiadając do auta.
-Oj tam, szybko zejdzie.-powiedział odpalając silnik.
<><><><><><><><><><
-Na prawdę chcesz iść na tą imprezę?-spytałam Aleksa zamykając swoją szafkę.
-No tak... będzie fajnie.-powiedział, a ja przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę sali
-Amy!-usłyszałam piszczący głos za mną, więc się odwróciłam. To była Bella.
-Hej-powiedziałam z uśmiechem i ją przytuliłam.
-Idziecie na imprezą?-spytała patrząc na mnie i na blondyna.
-Ty też? Co wam odbiło z tą imprezą?-spytałam, a ona wzruszyła ramionami
-To będzie podobno najlepsza impreza w życiu, musimy tam iść.-powiedziała uradowana, a ja rozszerzyłam oczy-Co?-spytała zdziwiona
-Co się z tobą dzieje? My nigdy nie chodziłyśmy na imprezy, a ta to pewnie taka sama jak reszta.-powiedziałam, a ona spojrzała na mnie pytająco.-Impreza jak impreza, alkohol, muzyka, dziwnie ubrane dziewczyny i faceci napalający się na nie.-dokończyłam, a ona się uśmiechnęła
-Oj.. daj spokój! Musimy w końcu zacząć żyć.-powiedziała entuzjastycznie.-Musimy trochę wyluzować, a ja muszę znaleźć sobie faceta.-dodała
-Faceta? Po co ci on? Przecież nigdy nie chciałaś mieć chłopaka, po drugie zawsze na nich narzekałaś.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Byłam młoda i głupia..-powiedziała, a ja podniosłam brwi
-To było miesiąc temu, kochanie.-powiedziałam i weszłam do sali.
-Ty masz Alexa, a ja?-spytała pokazując na blondyna. Zaczerwieniłam się i usiadłam do ławki.
Wpatrywałam się w zeszyt, nie zwracając uwagi na nic co wokół mnie się dzieje. Miałam dobry humor i zastanawiałam się czy pójść na tą imprezę. Ostatni raz na imprezie byłam... z Justinem. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Upiłam się, potem spałam u niego, potem zostałam wyrzucona za drzwi i potraktowana jak śmieć. Jakoś nie mam zamiaru tego jeszcze raz przechodzić. Jednak na tej imprezie poznałam Alexa. Prawie się całowaliśmy i...
-Przepraszam...-z rozmyślań wytrącił mnie Justin. Przez przypadek potrząsnął ławką, przez co wzdrygnęłam i spojrzałam na niego jakbym zobaczyła ducha. Zapomniałam, że na tej lekcji siedzę z nim w ławce. Rzadko bywał w szkole, więc często nie siedzieliśmy razem, a jak był to nie zwracaliśmy na siebie uwagi, jakby drugiej osoby koło nas nie było.
Patrzył się na mnie tymi czekoladowymi oczami i delikatnie się uśmiechnął, wtedy zrozumiałam, że wciąż się na niego gapię. Rozejrzałam się wokoło, wszyscy się gapili, jak na idiotkę. Zaczerwieniłam się i opuściłam głowę.
-Spoko.-odpowiedziałam i zaczęłam przewracać kartki w podręczniku.
-Wszystko w porządku?-spytał troskliwym wzrokiem
-Tak, jest... fajnie.-wydukałam. "Fajnie?" Ale palnęłam, najgorsze co mogłam powiedzieć. W ogóle dlaczego się tym przejmuje? To jest Justin! Pomagam mu w lekcjach, on jest...
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam, po czym wyciągnęłam długopis i zaczęłam coś bazgrać po zeszycie.
Tak, miałam racje... ten koleś jest przystojny... nie wiem czemu tak myślę... przecież mam chłopaka i to takiego, którego... Kocham? To jest trochę pokręcone. Oczywiście, że czuje coś do Alexa, ale gdyby się tak zastanowić to... czy ja go kocham? Chyba tak, co nie?
Uhh... za dużo się przejmuję...
(oczami Justina)
Siedziałem i wciąż przyglądałem się Amy. Ona codziennie mnie zadziwia... jej wygląd, zachowanie, codziennie inna...
Ma wspaniałe miękkie włosy, opadające na jej plecy i ramiona, oczy, które hipnotyzują za każdym razem, uśmiech, w który mógłbym się wpatrywać całymi dniami...
Ona jest... świetna, seksowna, zabawna, interesująca i tajemnicza. Nie rozmawiam z nią często, ale obserwuję i widzę, że jest trochę zagubiona. Stara się mieć wszystko poukładane, ale coś nadal jej przeszkadza. Chce mieć wszystko jak najlepiej, chce by jej życie było idealne, ale w jej oczach widzę strach i zagubienie.
Chciałbym jej pomóc uwierzyć w siebie... chciałbym by była szczęśliwa, ale mi też coś przeszkadza...
Alex!
Ten koleś jest wszędzie...wiem, że nie chce jej skrzywdzić, ale wkurza mnie to, że mam jak jej pomóc.
Zrobię wszystko, by była bezpieczna, ale gdy się dowie o wszystkim to.... ona będzie cierpieć.
Jest szczęśliwa... na razie...
A potem? Co jeśli ona się w nim zakocha? Co jeśli już to zrobiła? On ją zrani tym co chce zrobić, a jeśli tego nie zrobi, to i tak ją zrani, bo jeśli ona się dowie o zakładzie to nikomu już nigdy nie zaufa.
Nie wiem co robić...
Z rozmyślań wytrącił mnie dzwonek, ona jeszcze siedziała, skupiona na zeszycie, a ja nie mogłem tak nad nią stać.
Wyszedłem z klasy i stanąłem za rogiem. Obserwowałem jak wychodzi z tym gnojkiem i Bellą.
Była uśmiechnięta, wtulała się w blondyna, a on pocałował ją w czubek głowy.
Ściskało mnie w żołądku na myśl, że to widziałem.
-Co robisz?-szturchnął mnie ktoś za mną, a ja gwałtownie się odwróciłem.
-Ian? Ja... nic..-wymamrotałem.-A ty?-szybko dodałem
-Ja... ja też nic.-odpowiedział.-A w sumie chciałem się ciebie spytać czy idziesz na imprezę... dzisiaj..-powiedział, a ja podrapałem się po karku.
-Cóż...-przeciągnąłem zastanawiając się cy warto. Muszę mieć na oku tego gnojka, więc nie wiem..-zobaczę jeszcze.-odpowiedziałem i ruszyłem w stronę następnej lekcji
(oczami Amandy)
-Wiecie co?-spytałam stając naprzeciwko przyjaciółki i chłopaka.
-Co?-spytali równocześnie, przez co zachichotałam.
-Idę na imprezę.-powiedziałam, a Bella zaczęła piszczeć i podskakiwać z radości.
-jejku...!!! Dzięki! Dzięki! Dzięki.-krzyczała i zaczęła mnie przytulać.
-Miałaś rację, muszę się wyluzować i przestać się zamartwiać. To dobrze mi zrobi, a przy was będę bezpieczna.-powiedziałam, a Alex mnie przytulił
-Oczywiście, że tak.-odpowiedział i dał buziaka w policzek.-A teraz chodźmy na leckje
<><><><><><>><><><><><><><><><>
Lekcje minęły spokojnie, a przerwy, jak to przerwy... plotkowanie, żartowanie oraz rozmyślanie co ubrać na imprezę.
Postanowiłyśmy z Bellą, że przyjdziemy do mnie i tam coś znajdziemy.
Po lekcjach Alex miał coś do załatwienia na mieście, więc postanowiłyśmy wrócić autobusem.
Przez całą drogę przyjaciółka chichotała i powtarzała, że się cieszy i nie może się już doczekać.
-Już jestem!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Hej skarbie-powiedziała mama-Hej Bella?-powiedziała lekko zdziwiona, że widzi nas razem.-Co tutaj robicie?-spytała, a ja w końcu musiałam spytać ją o zgodę
-Mogę iść dzisiaj na imprezę?-spytałam patrząc na nią z proszącym wzrokiem.
-Cóż...
-Proszę...-przedłużyłam.
-Prosimy.-dołączyła się Bella.
-Jesteś jeszcze za młoda Amy.-powiedziała mama
-Ale będę grzeczna, będę z Bellą i Aleksem.-powiedziałam podkreślając ostanie imie, bo wiedziałam, że lubi mojego chłopaka.
-Coż... no dobrze.-zgodziła się, a ja ucałowałam ją w policzek i pobiegłam z przyjaciółką na górę szykować ciuchy.
__________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział, przepraszam za błędy, ale pisałam znów na szybkiego.
Mam nadzieję, że się spodoba, jutro postaram się dodać następny....
Kocham was! KOMENTUJCIE!!
niedziela, 12 maja 2013
Rozdział 22
(oczami Amandy)
Przez resztę wieczoru siedzieliśmy u mnie w pokoju, moi rodzice wrócili, więc musieliśmy się ulotnić z kanapy na dole.
Było zabawnie, ciągle żartowaliśmy i naprawdę cieszyłam się, że między nami się układa. Alex jest dla mnie bardzo ważny, wiele czasu z nim spędzam i sądzę, że znamy się wystarczająco dobrze by pójść dalej. Ale czy ten my jesteśmy już razem? Czy to co się stało na dole to było potwierdzenie? Nie jestem pewna, nie wiem co on o tym myśli..
-Czy my jesteśmy parą?
-A chcesz?-spytał, a ja spostrzegłam się, że moje wcześniejsze pytanie wypowiedziałam na głos. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, a moje policzki zaczęły robić się czerwone. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy chciałam? Oczywiście, ale nie wiem czemu nie potrafiłam powiedzieć tego na głos.
Spuściłam głowę i bawiąc się palcami, wzruszyłam ramionami
-Nie wiem..-wyszeptałam-To znaczy... chce, ale...-przerwałam i spojrzałam na Alexa, który z cwanym uśmieszkiem mi się przyglądał.-Co?-spytałam, gdy cicho zachichotał
-Słodko wyglądasz, gdy się denerwujesz...-powiedział i posłał mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłam-Jeśli nie jesteś gotowa to poczekam..-powiedział i przejechał palcem po moim policzku.-Ale strasznie mi się podobasz i nie chce cię stracić...-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak.-odpowiedziałam stanowczo.
-Co tak?-spytał zdziwiony
-Chce być twoją dziewczyną.-powiedziałam i go mocno przytuliłam, co on zaraz odwzajemnił tym samym.
-Nie chce psuć chwili, ale...-wyszeptał mi do ucha, po chwili ciszy- muszę już iść. Spotkamy się jutro, księżniczko.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam, słysząc jak słodko mnie nazwał.
-Dobrze, pa.-powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam.
-Śpij dobrze...-wyszeptał i wyszedł z pokoju.
(oczami Justina)
Czekałem i czekałem. Mijały godziny, a on wciąż tam siedział. Nie mogłem wrócić do domu, byłem blisko odkrycia prawdy, a ty bardziej nie mogłem zostawić ich samych. Zaparkowałem nie daleko i miałem widok na pokój Amy. Nie widziałem go, ale ona siedziała tak, że mogłem dostrzec jej uśmiech.
Bałem się o nią, ale nie mogłem na razie nic zrobić.
Po chwili ktoś wyszedł z domu, to był on. "Na reszcie" pomyślałem i wpatrywałem się w chłopaka.
Przed wejściem do samochodu, wyciągnął telefon i do kogoś zadzwonił. Miał cwaniacki uśmieszek na twarzy, po czym wsiadł do auta.
Ruszyłem za nim. Starałem się nie rzucać się w oczy, nigdy nie śledziłem nikogo, ale wiedziałem, że muszę trzymać się z daleka.
Miałem ochotę rozwalić mu to auto, ale chciałem znać prawdę do końca. Musiałem to zrobić dla... Amy oraz dla własnego spokoju.
Po chwili jady zatrzymał się koło szkoły, było ciemno i nikogo wokół. Po chwili podjechał drugi samochód i Alex do niego wsiadł. Chyba o czymś gadali, ale nie mogłem usłyszeć. Po jakiś 5 min wysiadł i pożegnał się z mężczyzną uściskiem dłoni, ale po za tym nic nie widziałem.
Samochód odjechał, a blondyn został sam. Przez chwile stał i wpatrywał się w odjeżdżający czarny pojazd, a gdy zniknął z pola widzenia, kopnął w oponę swojego samochodu, po czym usiadł na ziemi opierając się o murek. Schował głowę w dłonie, a ja nie wiedziałem co zrobić. Wszystko zaczęło się komplikować, nie rozumiałem jego zachowania, to wszystko przestawało mieć sens.
Po chwili wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę chłopaka.
Złapałem go za kołnierzyk jego skórzanej kurtki i podniosłem go do góry.
-Co do chol...?-wymamrotał i spojrzał na mnie-Justin? Co ty tutaj robisz?-spytał zdziwiony.
Wszystko we mnie buzowało, gdy tylko na niego spojrzałem miałem ochotę go zabić, ale tylko uderzyłem go z pięści w twarz, przez co się skrzywił i upadł.-Czego chcesz?-spytał łapiąc się za policzek.
-Zostaw Amy w spokoju, rozumiesz?-spytałem, nachylając się nad nim tak, że byliśmy tylko kilka centymetrów od siebie.
-Nie mogę.-wymamrotał i spuścił wzrok.
-Nie obchodzi mnie twój zakład...tu chodzi o jej bezpieczeństwo!-krzyknąłem i kopnąłem go w brzuch, przez co się zgiął.
-Ty nic nie rozumiesz.-wymamrotał.
-Rozumiem i to bardzo dobrze.-powiedziałem, a gdy chciał coś powiedzieć kontynuowałem.- Założyłeś się z... nie wiem w sumie z kim, że zranisz, prześpisz się z Amandą, po czym ją zostawisz. Tylko dlatego by nie wylecieć ze szkoły.-powiedziałem, a on pokiwał przecząco głową.
-To była wcześniejsza umowa, ale... chłopak z którym się założyłem, dowiedział się, że o wszystkim wiesz...-przerwał wycierając twarz od krwi spływającej z jego wargi.-zmienił umowę.-dokończył,
-Nie obchodzi mnie co ci obiecał. Chce żebyś zostawił ją w spokoju, albo ja się z tobą policzę.-zagroziłem, a on zachichotał
-Chyba wolałbym żebyś ty się tym zajął, niż przechodzić przez to, co mi zrobią, gdy nie spełnię obietnicy.-powiedział, a ja spojrzałem na niego tak by kontynuował.-Ty mnie zabijesz, pobijesz, cokolwiek, a on...oni... będą mnie torturować, po czym wezmą się za moją rodzinę, tak bym cierpiał, a potem mnie zabiją.-podniósł się z ziemi i oparł o murek.
-Kto to jest?-spytałem
-Nie mogę ci powiedzieć, będziesz miał kłopoty, a ja nie chce już nikogo krzywdzić.-powiedział
-Dlaczego im tak zależy na tym, by Amy cierpiała?-spytałem, a on wzruszył ramionami.
-Nie wiem, mówił tylko, że musi cierpieć i nie może być szczęśliwa. Że zapłaci za to co zrobiła, ale nie wiem o co chodziło.-powiedział, a ja przeczesałem włosy palcami.
-Nie możesz jej skrzywdzić... ale nie możesz też odmówić zlecania.-wydukałem
-Nie chce jej nic zrobić, ona jest...
-Wiem...-przerwałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.-Co?-spytałem zdezorientowany
-Ona...zakochałeś się w niej.-powiedział z cwanym uśmiechem.
-Nie!-krzyknąłem.-Ona.. ona jest koleżanką. Niewinną dziewczyną, która nie zasługuje, na takie traktowanie.-wytłumaczyłem
-Ty jesteś Justin Bieber, żadna dziewczyna cię nie obchodzi. Śpisz z nimi, a potem olewasz..-powiedział, a ja miałem ochotę coś powiedzieć, ale po chwili przyznałem mu racje
-Wiem, ale ona jest inna.-powiedziałem, ale zaraz tego pożałowałem.-Nieważne, teraz zastanówmy się jak to zrobić.-dodałem, a on cwaniacko się uśmiechnął, co zignorowałem
Chyba nigdy bym nie pomyślał, że będę mu pomagał. To dupek i zasługuje na śmierć, ale też miał rodzinę i widziałem, że nie chciał nic zrobić Amy. Musieliśmy wymyślić co zrobić z facetem z samochodu.
Nie chciał mi powiedzieć, ale musiałem wiedzieć, to by pomogło w rozwiązaniu sprawy.
Chwile staliśmy i gadaliśmy, ale robiło się późno, a ja nie miałem ochoty stać przy szkole, tym bardziej że ten facet może wrócić.
Wróciłem do domu i od razu poszedłem pod prysznic. Cała złość i wątpliwości ze mnie wyszły pozostawiając mnie w rozmyśleniach.
Wyszedłem z pod prysznica, owinąłem ręcznik wokół tali i przejechałem ręką po mokrych włosach.
Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem z szuflady nowe bokserki, po czym włożyłem je.
Położyłem się na łóżku i długo nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o Amy. Jej uśmiech, je oczy były wszędzie i nie mogłem złożyć myśli.
W końcu ogarnęła mnie senność i zasnąłem.
**************************
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO MNIE NIE BYŁO!!
KOMENTOWAĆ!
Przepraszam również za błędy, ale jestem zmęczona i muszę się jeszcze pouczyć, więc pisałam na szybkiego :P
Przez resztę wieczoru siedzieliśmy u mnie w pokoju, moi rodzice wrócili, więc musieliśmy się ulotnić z kanapy na dole.
Było zabawnie, ciągle żartowaliśmy i naprawdę cieszyłam się, że między nami się układa. Alex jest dla mnie bardzo ważny, wiele czasu z nim spędzam i sądzę, że znamy się wystarczająco dobrze by pójść dalej. Ale czy ten my jesteśmy już razem? Czy to co się stało na dole to było potwierdzenie? Nie jestem pewna, nie wiem co on o tym myśli..
-Czy my jesteśmy parą?
-A chcesz?-spytał, a ja spostrzegłam się, że moje wcześniejsze pytanie wypowiedziałam na głos. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, a moje policzki zaczęły robić się czerwone. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy chciałam? Oczywiście, ale nie wiem czemu nie potrafiłam powiedzieć tego na głos.
Spuściłam głowę i bawiąc się palcami, wzruszyłam ramionami
-Nie wiem..-wyszeptałam-To znaczy... chce, ale...-przerwałam i spojrzałam na Alexa, który z cwanym uśmieszkiem mi się przyglądał.-Co?-spytałam, gdy cicho zachichotał
-Słodko wyglądasz, gdy się denerwujesz...-powiedział i posłał mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłam-Jeśli nie jesteś gotowa to poczekam..-powiedział i przejechał palcem po moim policzku.-Ale strasznie mi się podobasz i nie chce cię stracić...-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak.-odpowiedziałam stanowczo.
-Co tak?-spytał zdziwiony
-Chce być twoją dziewczyną.-powiedziałam i go mocno przytuliłam, co on zaraz odwzajemnił tym samym.
-Nie chce psuć chwili, ale...-wyszeptał mi do ucha, po chwili ciszy- muszę już iść. Spotkamy się jutro, księżniczko.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam, słysząc jak słodko mnie nazwał.
-Dobrze, pa.-powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam.
-Śpij dobrze...-wyszeptał i wyszedł z pokoju.
(oczami Justina)
Czekałem i czekałem. Mijały godziny, a on wciąż tam siedział. Nie mogłem wrócić do domu, byłem blisko odkrycia prawdy, a ty bardziej nie mogłem zostawić ich samych. Zaparkowałem nie daleko i miałem widok na pokój Amy. Nie widziałem go, ale ona siedziała tak, że mogłem dostrzec jej uśmiech.
Bałem się o nią, ale nie mogłem na razie nic zrobić.
Po chwili ktoś wyszedł z domu, to był on. "Na reszcie" pomyślałem i wpatrywałem się w chłopaka.
Przed wejściem do samochodu, wyciągnął telefon i do kogoś zadzwonił. Miał cwaniacki uśmieszek na twarzy, po czym wsiadł do auta.
Ruszyłem za nim. Starałem się nie rzucać się w oczy, nigdy nie śledziłem nikogo, ale wiedziałem, że muszę trzymać się z daleka.
Miałem ochotę rozwalić mu to auto, ale chciałem znać prawdę do końca. Musiałem to zrobić dla... Amy oraz dla własnego spokoju.
Po chwili jady zatrzymał się koło szkoły, było ciemno i nikogo wokół. Po chwili podjechał drugi samochód i Alex do niego wsiadł. Chyba o czymś gadali, ale nie mogłem usłyszeć. Po jakiś 5 min wysiadł i pożegnał się z mężczyzną uściskiem dłoni, ale po za tym nic nie widziałem.
Samochód odjechał, a blondyn został sam. Przez chwile stał i wpatrywał się w odjeżdżający czarny pojazd, a gdy zniknął z pola widzenia, kopnął w oponę swojego samochodu, po czym usiadł na ziemi opierając się o murek. Schował głowę w dłonie, a ja nie wiedziałem co zrobić. Wszystko zaczęło się komplikować, nie rozumiałem jego zachowania, to wszystko przestawało mieć sens.
Po chwili wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę chłopaka.
Złapałem go za kołnierzyk jego skórzanej kurtki i podniosłem go do góry.
-Co do chol...?-wymamrotał i spojrzał na mnie-Justin? Co ty tutaj robisz?-spytał zdziwiony.
Wszystko we mnie buzowało, gdy tylko na niego spojrzałem miałem ochotę go zabić, ale tylko uderzyłem go z pięści w twarz, przez co się skrzywił i upadł.-Czego chcesz?-spytał łapiąc się za policzek.
-Zostaw Amy w spokoju, rozumiesz?-spytałem, nachylając się nad nim tak, że byliśmy tylko kilka centymetrów od siebie.
-Nie mogę.-wymamrotał i spuścił wzrok.
-Nie obchodzi mnie twój zakład...tu chodzi o jej bezpieczeństwo!-krzyknąłem i kopnąłem go w brzuch, przez co się zgiął.
-Ty nic nie rozumiesz.-wymamrotał.
-Rozumiem i to bardzo dobrze.-powiedziałem, a gdy chciał coś powiedzieć kontynuowałem.- Założyłeś się z... nie wiem w sumie z kim, że zranisz, prześpisz się z Amandą, po czym ją zostawisz. Tylko dlatego by nie wylecieć ze szkoły.-powiedziałem, a on pokiwał przecząco głową.
-To była wcześniejsza umowa, ale... chłopak z którym się założyłem, dowiedział się, że o wszystkim wiesz...-przerwał wycierając twarz od krwi spływającej z jego wargi.-zmienił umowę.-dokończył,
-Nie obchodzi mnie co ci obiecał. Chce żebyś zostawił ją w spokoju, albo ja się z tobą policzę.-zagroziłem, a on zachichotał
-Chyba wolałbym żebyś ty się tym zajął, niż przechodzić przez to, co mi zrobią, gdy nie spełnię obietnicy.-powiedział, a ja spojrzałem na niego tak by kontynuował.-Ty mnie zabijesz, pobijesz, cokolwiek, a on...oni... będą mnie torturować, po czym wezmą się za moją rodzinę, tak bym cierpiał, a potem mnie zabiją.-podniósł się z ziemi i oparł o murek.
-Kto to jest?-spytałem
-Nie mogę ci powiedzieć, będziesz miał kłopoty, a ja nie chce już nikogo krzywdzić.-powiedział
-Dlaczego im tak zależy na tym, by Amy cierpiała?-spytałem, a on wzruszył ramionami.
-Nie wiem, mówił tylko, że musi cierpieć i nie może być szczęśliwa. Że zapłaci za to co zrobiła, ale nie wiem o co chodziło.-powiedział, a ja przeczesałem włosy palcami.
-Nie możesz jej skrzywdzić... ale nie możesz też odmówić zlecania.-wydukałem
-Nie chce jej nic zrobić, ona jest...
-Wiem...-przerwałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.-Co?-spytałem zdezorientowany
-Ona...zakochałeś się w niej.-powiedział z cwanym uśmiechem.
-Nie!-krzyknąłem.-Ona.. ona jest koleżanką. Niewinną dziewczyną, która nie zasługuje, na takie traktowanie.-wytłumaczyłem
-Ty jesteś Justin Bieber, żadna dziewczyna cię nie obchodzi. Śpisz z nimi, a potem olewasz..-powiedział, a ja miałem ochotę coś powiedzieć, ale po chwili przyznałem mu racje
-Wiem, ale ona jest inna.-powiedziałem, ale zaraz tego pożałowałem.-Nieważne, teraz zastanówmy się jak to zrobić.-dodałem, a on cwaniacko się uśmiechnął, co zignorowałem
Chyba nigdy bym nie pomyślał, że będę mu pomagał. To dupek i zasługuje na śmierć, ale też miał rodzinę i widziałem, że nie chciał nic zrobić Amy. Musieliśmy wymyślić co zrobić z facetem z samochodu.
Nie chciał mi powiedzieć, ale musiałem wiedzieć, to by pomogło w rozwiązaniu sprawy.
Chwile staliśmy i gadaliśmy, ale robiło się późno, a ja nie miałem ochoty stać przy szkole, tym bardziej że ten facet może wrócić.
Wróciłem do domu i od razu poszedłem pod prysznic. Cała złość i wątpliwości ze mnie wyszły pozostawiając mnie w rozmyśleniach.
Wyszedłem z pod prysznica, owinąłem ręcznik wokół tali i przejechałem ręką po mokrych włosach.
Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem z szuflady nowe bokserki, po czym włożyłem je.
Położyłem się na łóżku i długo nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o Amy. Jej uśmiech, je oczy były wszędzie i nie mogłem złożyć myśli.
W końcu ogarnęła mnie senność i zasnąłem.
**************************
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO MNIE NIE BYŁO!!
KOMENTOWAĆ!
Przepraszam również za błędy, ale jestem zmęczona i muszę się jeszcze pouczyć, więc pisałam na szybkiego :P
środa, 8 maja 2013
To ważne!!
Przepraszam, że ostatnio nie dodaje rozdziałów, ale nie mam weny, a po drugie muszę poprawić oceny, więc nie mam czasu. Mam też swoje życie, więc czasem nie mam czasu bo spotykam się z przyjaciółmi, ale chyba mnie rozumiecie.
Postaram się dodać jak najszybciej kolejny rozdział! Przepraszam was za te opóźnienia!
Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i nie zostawicie. Czekajcie cierpliwie, bo niedługo pojawi się kolejny rozdział!!
Postaram się dodać jak najszybciej kolejny rozdział! Przepraszam was za te opóźnienia!
Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i nie zostawicie. Czekajcie cierpliwie, bo niedługo pojawi się kolejny rozdział!!
niedziela, 5 maja 2013
Rozdział 21
(oczami Amandy)
Gdy wsiedliśmy do auta znów zapadła niezręczna cisza. Nigdy to się nie zdarzało, a odkąd Justin uderzył Alexa, on dziwnie się zachowuje. Widać, że nad czymś zawzięcie myśli i jest poddenerwowany, ale nie chce mi powiedzieć o co chodzi. Nie zamierzam odpuścić i on o tym też wie.
-Powiesz mi w końcu o co chodziło?-spytałam patrząc jak Alex ze złości zaciska mocniej kierownicę
-Nie ma oczy gadać.-wymamrotał wciąż skupiony na drodze.
-A ja myślę inaczej.-powiedziałam stanowczo licząc na wyjaśnienia.-Bez powodu by cię nie uderzył, a tym bardziej nie mówiłby, że mnie oszukujesz...powiesz mi o co mu chodziło?-spytałam troskliwym głosem
-Ja.... nie wiem... wymyślił sobie coś.-zirytowany starał się mnie przekonać do swojej wersji.-Nie martw się dobrze?-spytał zerkając na mnie, po czym znów na drogę.
-Jak mam się nie martwić? Uderzył cię.-powiedziałam trochę przestraszonym głosem
-Może miał zły dzień i musiał się na kimś wyżyć? Nieważne, było minęło. Jest w porządku.-wciąż próbował coś ukryć, ale nie wiem co.
-Dobrze...-odpowiedziałam, ale wciąż miałam co do tego podejrzenia, jednak wiedziałam, że od Alexa nic się i tak nie dowiem.
Reszta drogi minęła w ciszy. Nawet na siebie nie patrzyliśmy, ja byłam zamyślona, jakby nie było mnie w tym aucie, a Alex starał się nie rozpoczynać rozmowy wiedząc, że mogę znów wrócić do tamtego tematu.
Gdy dojechaliśmy do mojego domu, odpięłam pasy i cicho wymamrotałam "pa" po czym otworzyłam drzwi.
-Zaczekaj.-powiedział Alex
-Co?-spytałam obojętnie.
-Nie martw się, okej?-spytał, a ja pokiwałam głową.-To pa, piękna.-powiedział, a ja zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę domu.
(Oczami Justina)
Dziwnie się czuję śledząc ich, ale muszę. Ten koleś coś ukrywa i muszę wiedzieć z kim ma tą umowę.
Odwiózł Amy do domu, po czym jechał przed siebie. Dość długo jechaliśmy, ale w końcu się zatrzymał koło jakiegoś lasku, za miastem. Chwilę tam stał, a po chwili pojawił się drugi samochód. Nikt z niego nie wysiadł. Był czarny z przyciemnionymi szybami, tak, że nie mogłem dostrzec kierowcy. Chłopak wyszedł z samochodu i podszedł do drugiego. Ktoś uchylił szybę i zaczęli się kłócić. Nagle facet wyciągnął broń grożąc nim przed blondynem. Wpatrywałem się wszystkiemu z daleka, z ukrycia. Chwilę tam stali, po czym czarny samochód odjechał, a blondyn pozostał jakby zamarł.
Nie ruszał się, nie oddychał. Stał i nad czymś myślał. Po chwili chodził w kółko zdenerwowany i drapał się po karku. Kopnął oponę swojego samochodu i wszedł do środka.
Wrócił do miasta, ale nie pojechał do domu, tylko do... Amy...!
(oczami Amy)
Byłam już w domu, przebrałam się, zjadłam, po czym usiadłam przed telewizorem. Rodziców nie było, pojechali na zakupy, a Damian siedział w swoim pokoju z kolegą i grał.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, podeszłam by otworzyć, a za drzwiami stał Alex.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam zdziwiona
-Mogę wejść?-spytał, a ja kiwnęłam twierdząco głową i wpuściłam go do środka.
-Co cię do mnie sprowadza?-po chwili ciszy spytałam
-Cóż...stęskniłem się..-uśmiechnął się i podrapał po karku.-Jesteś na mnie zła?-spytał patrząc przepraszającym wzrokiem
-Ja...umm... nie wiem.-wydukałam i usiadłam na tapczanie.-Nie chcę się z tobą kłócić, za dużo dla mnie znaczysz, ale też nie chce, żebyś mnie okłamywał.-powiedziałam przyciągając swoje nogi do piersi.
-Przepraszam...-wyszeptał- Nie chcę, żebyś była na mnie zła. I...um.. podobasz mi się.-ostatnie słowa wyszeptał tak, że ledwo usłyszałam.
Nie wiedziałam co powiedzieć... podobam mu się? On mi też i to bardzo, ale boje się. Jest moim najlepszym przyjacielem i nie chce go stracić. Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu czuje coś do niego, ale nie wiem czy mogę to nazwać miłością.
-Wiem, że krótko się znamy, ale czuje do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Trochę dziwny moment wybrałem do wyznawania ci moich uczuć, powinienem to lepiej przygotować, ale gdy widziałem, że jesteś na mnie zła za to co się stało w szkole to...
-Nie jestem zła za to co się stało. To nie była twoja wina, to on zaczął.-przerwałam mu
-Tak, ale jednak bałem się, że cię stracę, więc musiałem co to teraz powiedzieć. Chciałem już wcześniej, ale nie miałem tyle odwagi i...-przerwałam mu złączając nasze usta. To był impuls, musiałam to zrobić. Jego słowa wyrażały dużo, ale jednak dzięki pocałunku uświadomiłam sobie co do niego czuje.
Poczułam motylki w brzuchu, wszystko wokół znikło, zostaliśmy my i... mój ohydny brat
-Przeszkadzam?-spytał wchodząc do salonu, a my gwałtownie się od siebie odsunęliśmy
-Nie, co chcesz?!-krzyknęłam ze złości na jego wyczucie czasu
-Chciałem pić, ale... chyba mi się odechciało...-powiedział z cwanym uśmieszkiem i wrócił do siebie do pokoju, a ja i Alex wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle dostałam sms-a, chwyciłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz... Justin! "Spotkamy się dzisiaj? No wiesz... nauka."-przewróciłam oczami i szybko mu odpisałam.
(oczami Justina)
Ten gnojek długo stamtąd nie wychodził. Nie mogłem tak siedzieć z założonymi rękami, gdy oni są tam razem i nie wiadomo co robią. On chce ją skrzywdzić, a jeśli dobrze słyszałem to ma na to tydzień. To bardzo krótko, więc podejrzewam, że będzie chciał działać szybko.
Musiałem coś wymyślić, napisałem do Amy sms z prośbą o spotkanie, ale się nie zgodziła.
Powiedziała, że źle się czuje i musi zostać w domu. Ta... jasne... "źle się czuje"? Ten chłoptaś zawrócił jej tak w głowie, że zaczęła mnie okłamywać. Co się tam dzieje? Nie mogę tam wejść, bo to będzie podejrzane z mojej strony, nic nie przychodzi mi do głowy, zostaje mi tylko czekać.
Gdy wsiedliśmy do auta znów zapadła niezręczna cisza. Nigdy to się nie zdarzało, a odkąd Justin uderzył Alexa, on dziwnie się zachowuje. Widać, że nad czymś zawzięcie myśli i jest poddenerwowany, ale nie chce mi powiedzieć o co chodzi. Nie zamierzam odpuścić i on o tym też wie.
-Powiesz mi w końcu o co chodziło?-spytałam patrząc jak Alex ze złości zaciska mocniej kierownicę
-Nie ma oczy gadać.-wymamrotał wciąż skupiony na drodze.
-A ja myślę inaczej.-powiedziałam stanowczo licząc na wyjaśnienia.-Bez powodu by cię nie uderzył, a tym bardziej nie mówiłby, że mnie oszukujesz...powiesz mi o co mu chodziło?-spytałam troskliwym głosem
-Ja.... nie wiem... wymyślił sobie coś.-zirytowany starał się mnie przekonać do swojej wersji.-Nie martw się dobrze?-spytał zerkając na mnie, po czym znów na drogę.
-Jak mam się nie martwić? Uderzył cię.-powiedziałam trochę przestraszonym głosem
-Może miał zły dzień i musiał się na kimś wyżyć? Nieważne, było minęło. Jest w porządku.-wciąż próbował coś ukryć, ale nie wiem co.
-Dobrze...-odpowiedziałam, ale wciąż miałam co do tego podejrzenia, jednak wiedziałam, że od Alexa nic się i tak nie dowiem.
Reszta drogi minęła w ciszy. Nawet na siebie nie patrzyliśmy, ja byłam zamyślona, jakby nie było mnie w tym aucie, a Alex starał się nie rozpoczynać rozmowy wiedząc, że mogę znów wrócić do tamtego tematu.
Gdy dojechaliśmy do mojego domu, odpięłam pasy i cicho wymamrotałam "pa" po czym otworzyłam drzwi.
-Zaczekaj.-powiedział Alex
-Co?-spytałam obojętnie.
-Nie martw się, okej?-spytał, a ja pokiwałam głową.-To pa, piękna.-powiedział, a ja zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę domu.
(Oczami Justina)
Dziwnie się czuję śledząc ich, ale muszę. Ten koleś coś ukrywa i muszę wiedzieć z kim ma tą umowę.
Odwiózł Amy do domu, po czym jechał przed siebie. Dość długo jechaliśmy, ale w końcu się zatrzymał koło jakiegoś lasku, za miastem. Chwilę tam stał, a po chwili pojawił się drugi samochód. Nikt z niego nie wysiadł. Był czarny z przyciemnionymi szybami, tak, że nie mogłem dostrzec kierowcy. Chłopak wyszedł z samochodu i podszedł do drugiego. Ktoś uchylił szybę i zaczęli się kłócić. Nagle facet wyciągnął broń grożąc nim przed blondynem. Wpatrywałem się wszystkiemu z daleka, z ukrycia. Chwilę tam stali, po czym czarny samochód odjechał, a blondyn pozostał jakby zamarł.
Nie ruszał się, nie oddychał. Stał i nad czymś myślał. Po chwili chodził w kółko zdenerwowany i drapał się po karku. Kopnął oponę swojego samochodu i wszedł do środka.
Wrócił do miasta, ale nie pojechał do domu, tylko do... Amy...!
(oczami Amy)
Byłam już w domu, przebrałam się, zjadłam, po czym usiadłam przed telewizorem. Rodziców nie było, pojechali na zakupy, a Damian siedział w swoim pokoju z kolegą i grał.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, podeszłam by otworzyć, a za drzwiami stał Alex.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam zdziwiona
-Mogę wejść?-spytał, a ja kiwnęłam twierdząco głową i wpuściłam go do środka.
-Co cię do mnie sprowadza?-po chwili ciszy spytałam
-Cóż...stęskniłem się..-uśmiechnął się i podrapał po karku.-Jesteś na mnie zła?-spytał patrząc przepraszającym wzrokiem
-Ja...umm... nie wiem.-wydukałam i usiadłam na tapczanie.-Nie chcę się z tobą kłócić, za dużo dla mnie znaczysz, ale też nie chce, żebyś mnie okłamywał.-powiedziałam przyciągając swoje nogi do piersi.
-Przepraszam...-wyszeptał- Nie chcę, żebyś była na mnie zła. I...um.. podobasz mi się.-ostatnie słowa wyszeptał tak, że ledwo usłyszałam.
Nie wiedziałam co powiedzieć... podobam mu się? On mi też i to bardzo, ale boje się. Jest moim najlepszym przyjacielem i nie chce go stracić. Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu czuje coś do niego, ale nie wiem czy mogę to nazwać miłością.
-Wiem, że krótko się znamy, ale czuje do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Trochę dziwny moment wybrałem do wyznawania ci moich uczuć, powinienem to lepiej przygotować, ale gdy widziałem, że jesteś na mnie zła za to co się stało w szkole to...
-Nie jestem zła za to co się stało. To nie była twoja wina, to on zaczął.-przerwałam mu
-Tak, ale jednak bałem się, że cię stracę, więc musiałem co to teraz powiedzieć. Chciałem już wcześniej, ale nie miałem tyle odwagi i...-przerwałam mu złączając nasze usta. To był impuls, musiałam to zrobić. Jego słowa wyrażały dużo, ale jednak dzięki pocałunku uświadomiłam sobie co do niego czuje.
Poczułam motylki w brzuchu, wszystko wokół znikło, zostaliśmy my i... mój ohydny brat
-Przeszkadzam?-spytał wchodząc do salonu, a my gwałtownie się od siebie odsunęliśmy
-Nie, co chcesz?!-krzyknęłam ze złości na jego wyczucie czasu
-Chciałem pić, ale... chyba mi się odechciało...-powiedział z cwanym uśmieszkiem i wrócił do siebie do pokoju, a ja i Alex wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle dostałam sms-a, chwyciłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz... Justin! "Spotkamy się dzisiaj? No wiesz... nauka."-przewróciłam oczami i szybko mu odpisałam.
(oczami Justina)
Ten gnojek długo stamtąd nie wychodził. Nie mogłem tak siedzieć z założonymi rękami, gdy oni są tam razem i nie wiadomo co robią. On chce ją skrzywdzić, a jeśli dobrze słyszałem to ma na to tydzień. To bardzo krótko, więc podejrzewam, że będzie chciał działać szybko.
Musiałem coś wymyślić, napisałem do Amy sms z prośbą o spotkanie, ale się nie zgodziła.
Powiedziała, że źle się czuje i musi zostać w domu. Ta... jasne... "źle się czuje"? Ten chłoptaś zawrócił jej tak w głowie, że zaczęła mnie okłamywać. Co się tam dzieje? Nie mogę tam wejść, bo to będzie podejrzane z mojej strony, nic nie przychodzi mi do głowy, zostaje mi tylko czekać.
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 20
(oczami Justina)
Przez chwile stałem jak wryty, nie wiedziałem co o tym myśleć. Gdy tylko przypominam sobie, co przed chwilą usłyszałem, wszystko się we mnie gotuje. Nie mogę tego tak zostawić. Może i nie lubię Amy, ale też nie nienawidzę jej aż tak by była aż tak skrzywdzona. Ale kim był ten koleś? Miał znajomy głos, ale przez to co się dowiedziałem, nie mogę skojarzyć.
Odwróciłem się na piecie i zobaczyłem Amy. Od razu do niej podszedłem i zagadałem
-Hej umm...-wydukałem, ale nie wiedziałem jak jej to powiedzieć, przecież ona mi nie uwierzy.
-Tak?-spytała z uśmiechem, gdy pożegnała się z przyjaciółką.
-Ja... umm- nie wiedziałem co powiedzieć, musiałem coś wymyślić.
-Hej Amy!-przywitał się z nią ten... debil
-Hej Alex-odpowiedziała, a ja nie wytrzymałem i uderzyłem gnoja, tak, że upadł na ziemie.-Alex!-krzyknęła Amy i kucnęła nad nim-Dlaczego to zrobiłeś?-spytała, a ja nie wiedziałem co powiedzieć
-Ten debil to oszust! Oszukuje cie!-krzyknąłem, ale zaraz umilkłem wiedząc, że i tak mi nie uwierzy. Odwróciłem się i wyszedłem z tłumu, który zebrał się wokół nas. Musiałem coś z tym zrobić, ale wszystko po kolei. Nie mogłem tak reagować, bo to i tak nic nie da.
(oczami Amandy)
Co mu odbiło? Dlaczego go uderzył? Co się stało? Te pytania skakały po mojej głowie jak oszalałe, ale nie zdążyłam z niego nic wyciągnąć, bo odszedł. Zostałam z Aleksem, który wycierał ręką krew z rozciętej wargi.
-Wszystko w porządku?-spytałam patrząc na jego zakrwawioną rękę
-Tak...-odpowiedział i wpatrywał się jak Justin odchodzi
-Chodź, pomogę ci wstać.-powiedziałam i podałam mu rękę.
-Dzięki.-powiedział i podniósł swój plecak, który następnie przerzucił przez ramie.- Idziemy?-spytał i złapał mnie za rękę.
Przez chwilę szliśmy w ciszy. Widziałam, że był zły, a zarazem lekko przestraszony. Nie chciałam wypytywać na razie o nic, ale nie mogłam tak tego zostawić.
Justin krzyczał, że on mnie oszukuje, ale o co mu chodziło to nie wiem, dlatego jeszcze dziś musiałam się tego dowiedzieć. Weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Jak zwykle szatyn nie pojawił się na ostatniej lekcji, ale i tak najpierw chciałam porozmawiać z Aleksem.
Lekcja mijała bardzo po woli, aż byłam zła, bo nie mogłam skupić się na lekcji. Wciąż myślałam o akcji z korytarza. Gdy dzwonek zadzwonił to było jak zbawienie. Szybko wstałam i podeszłam do blondyna, który jak było widać chciał uniknąć tego spotkania.
-Możemy pogadać-spytałam
-O czym?-udawał, że nie rozumie
-Wiesz o czym.-powiedziałam, a on odszedł, po czym go dogoniłam
-Nie ma o czym rozmawiać.-powiedział, a ja zaczęłam się jeszcze bardziej ciekawić.
Wyszliśmy na zewnątrz razem z Bellą, Alex starał się zmienić temat, po chwili przyjaciółka musiała wracać do domu, więc się pożegnaliśmy i ruszyliśmy w stronę samochodu Aleksa.
(oczami Justina)
Byłem tak wściekły, że przez przypadek wpadłem na Iana.
-Hej, stary! Gdzie tak pędzisz?-spytał, a ja przetarłem rękoma twarz.
-Sory, nie widziałem cię.-odpowiedziałem i chciałem go wyminąć, ale mnie zatrzymał
-O co chodzi?-spytał i spojrzał za mnie widząc podnoszącego się z ziemi Alexa- Co się tam stało?-spytał ciekawy
-Nic... nieważne-powiedziałem i uderzyłem w szafkę stojącą obok mnie.
-Stary... jestem twoim kumplem, możesz mi wszystko powiedzieć.-powiedział, a ja się trochę uspokoiłem
-Pamiętasz Amy, nie?-spytałem, a on pokiwał głową-Spotyka się teraz z takim kolesiem...-przerwałem na moment nie wiedząc jak mu to wytłumaczyć
-No i? Co cię to obchodzi?-spytał podnosząc brwi ze zdziwienia
-Nic, ale... on ją oszukuje.-wydusiłem to z siebie
-Jak oszukuje?- irytował mnie tymi pytaniami, miałem słabą cierpliwość, a te pytania mnie wkurzały
-Normalnie... mówi, że ją lubi i takie rzeczy, a w rzeczywistości ma z kimś umowę...
-Umowę?-przerwał mi
-Dasz mi dokończyć?-spytałem poirytowany.
-No.
-Ale nie tutaj.... chodź.-powiedziałem i zabrałem go w bardziej ustronne miejsce, gdzie nikt nie chodzi.
-No, mów.-powiedział zniecierpliwiony, a w jego oczach mogłem wyczytać lekki strach- Co to za umowa?
-Nie wiem dokładnie kto, ale wiem, że jeśli ten matoł nie skrzywdzi Amy, to tamten wyda jego sekret.
-Wow... czy ty aby nie przesadzasz? Skąd ci się to wzięło?-spytał, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę.
-Słyszałem jego rozmowę. Ten gnojek coś kombinuje, a ja nie pozwolę skrzywdzić Amy.-powiedziałem, ale zaraz tego pożałowałem
-Co cie obchodzi mądrala Amy? Przecież to suka.-powiedział, a ja automatycznie się wkurzyłem.
-Ona nie jest taka. Nie lubię jej, ale nie jest taką suką, żeby tak ją skrzywdzono!-powiedziałem, a raczej krzyknąłem mu w twarz
-Dobra... a co teraz zamierzasz z tym zrobić?-spytał, a ja wzruszyłem ramionami
-Nie wiem, jak jej o tym powiem, to mi nie uwierzy..., ale tego tak nie zostawię...-powiedziałem drapiąc się po karku
-Dobra, ja już muszę lecieć, ale daj mi znać jak coś wymyślisz, pomogę ci.-powiedział i pożegnaliśmy się męskim uściskiem dłoni.
Wciąż o tym myślałem. Musiałem wymyślić jakiś plan, ale jaki? To wszystko mnie przytłaczało. Muszę jej pomóc, ale nie wiem jak, nie uwierzy mi jak jej powiem o tym czego się dowiedziałem.
Skoro nie mogę jej trzymać z daleka od niego, to spróbuje odciągnąć jego od niej. W jakiś sposób musze jej pomóc.
Nie poszedłem na ostatnią lekcje, za to czekałem na tego drania przed szkołą.
Tak jak się spodziewałem, wyszedł razem z Amy i jej przyjaciółką, Bellą.
Gadali i śmiali się, po czym pożegnali i rozstali. Jednak Amy z nim została i wsiadła z nim do auta.
Postanowiłem ich śledzić.
Przez chwile stałem jak wryty, nie wiedziałem co o tym myśleć. Gdy tylko przypominam sobie, co przed chwilą usłyszałem, wszystko się we mnie gotuje. Nie mogę tego tak zostawić. Może i nie lubię Amy, ale też nie nienawidzę jej aż tak by była aż tak skrzywdzona. Ale kim był ten koleś? Miał znajomy głos, ale przez to co się dowiedziałem, nie mogę skojarzyć.
Odwróciłem się na piecie i zobaczyłem Amy. Od razu do niej podszedłem i zagadałem
-Hej umm...-wydukałem, ale nie wiedziałem jak jej to powiedzieć, przecież ona mi nie uwierzy.
-Tak?-spytała z uśmiechem, gdy pożegnała się z przyjaciółką.
-Ja... umm- nie wiedziałem co powiedzieć, musiałem coś wymyślić.
-Hej Amy!-przywitał się z nią ten... debil
-Hej Alex-odpowiedziała, a ja nie wytrzymałem i uderzyłem gnoja, tak, że upadł na ziemie.-Alex!-krzyknęła Amy i kucnęła nad nim-Dlaczego to zrobiłeś?-spytała, a ja nie wiedziałem co powiedzieć
-Ten debil to oszust! Oszukuje cie!-krzyknąłem, ale zaraz umilkłem wiedząc, że i tak mi nie uwierzy. Odwróciłem się i wyszedłem z tłumu, który zebrał się wokół nas. Musiałem coś z tym zrobić, ale wszystko po kolei. Nie mogłem tak reagować, bo to i tak nic nie da.
(oczami Amandy)
Co mu odbiło? Dlaczego go uderzył? Co się stało? Te pytania skakały po mojej głowie jak oszalałe, ale nie zdążyłam z niego nic wyciągnąć, bo odszedł. Zostałam z Aleksem, który wycierał ręką krew z rozciętej wargi.
-Wszystko w porządku?-spytałam patrząc na jego zakrwawioną rękę
-Tak...-odpowiedział i wpatrywał się jak Justin odchodzi
-Chodź, pomogę ci wstać.-powiedziałam i podałam mu rękę.
-Dzięki.-powiedział i podniósł swój plecak, który następnie przerzucił przez ramie.- Idziemy?-spytał i złapał mnie za rękę.
Przez chwilę szliśmy w ciszy. Widziałam, że był zły, a zarazem lekko przestraszony. Nie chciałam wypytywać na razie o nic, ale nie mogłam tak tego zostawić.
Justin krzyczał, że on mnie oszukuje, ale o co mu chodziło to nie wiem, dlatego jeszcze dziś musiałam się tego dowiedzieć. Weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Jak zwykle szatyn nie pojawił się na ostatniej lekcji, ale i tak najpierw chciałam porozmawiać z Aleksem.
Lekcja mijała bardzo po woli, aż byłam zła, bo nie mogłam skupić się na lekcji. Wciąż myślałam o akcji z korytarza. Gdy dzwonek zadzwonił to było jak zbawienie. Szybko wstałam i podeszłam do blondyna, który jak było widać chciał uniknąć tego spotkania.
-Możemy pogadać-spytałam
-O czym?-udawał, że nie rozumie
-Wiesz o czym.-powiedziałam, a on odszedł, po czym go dogoniłam
-Nie ma o czym rozmawiać.-powiedział, a ja zaczęłam się jeszcze bardziej ciekawić.
Wyszliśmy na zewnątrz razem z Bellą, Alex starał się zmienić temat, po chwili przyjaciółka musiała wracać do domu, więc się pożegnaliśmy i ruszyliśmy w stronę samochodu Aleksa.
(oczami Justina)
Byłem tak wściekły, że przez przypadek wpadłem na Iana.
-Hej, stary! Gdzie tak pędzisz?-spytał, a ja przetarłem rękoma twarz.
-Sory, nie widziałem cię.-odpowiedziałem i chciałem go wyminąć, ale mnie zatrzymał
-O co chodzi?-spytał i spojrzał za mnie widząc podnoszącego się z ziemi Alexa- Co się tam stało?-spytał ciekawy
-Nic... nieważne-powiedziałem i uderzyłem w szafkę stojącą obok mnie.
-Stary... jestem twoim kumplem, możesz mi wszystko powiedzieć.-powiedział, a ja się trochę uspokoiłem
-Pamiętasz Amy, nie?-spytałem, a on pokiwał głową-Spotyka się teraz z takim kolesiem...-przerwałem na moment nie wiedząc jak mu to wytłumaczyć
-No i? Co cię to obchodzi?-spytał podnosząc brwi ze zdziwienia
-Nic, ale... on ją oszukuje.-wydusiłem to z siebie
-Jak oszukuje?- irytował mnie tymi pytaniami, miałem słabą cierpliwość, a te pytania mnie wkurzały
-Normalnie... mówi, że ją lubi i takie rzeczy, a w rzeczywistości ma z kimś umowę...
-Umowę?-przerwał mi
-Dasz mi dokończyć?-spytałem poirytowany.
-No.
-Ale nie tutaj.... chodź.-powiedziałem i zabrałem go w bardziej ustronne miejsce, gdzie nikt nie chodzi.
-No, mów.-powiedział zniecierpliwiony, a w jego oczach mogłem wyczytać lekki strach- Co to za umowa?
-Nie wiem dokładnie kto, ale wiem, że jeśli ten matoł nie skrzywdzi Amy, to tamten wyda jego sekret.
-Wow... czy ty aby nie przesadzasz? Skąd ci się to wzięło?-spytał, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę.
-Słyszałem jego rozmowę. Ten gnojek coś kombinuje, a ja nie pozwolę skrzywdzić Amy.-powiedziałem, ale zaraz tego pożałowałem
-Co cie obchodzi mądrala Amy? Przecież to suka.-powiedział, a ja automatycznie się wkurzyłem.
-Ona nie jest taka. Nie lubię jej, ale nie jest taką suką, żeby tak ją skrzywdzono!-powiedziałem, a raczej krzyknąłem mu w twarz
-Dobra... a co teraz zamierzasz z tym zrobić?-spytał, a ja wzruszyłem ramionami
-Nie wiem, jak jej o tym powiem, to mi nie uwierzy..., ale tego tak nie zostawię...-powiedziałem drapiąc się po karku
-Dobra, ja już muszę lecieć, ale daj mi znać jak coś wymyślisz, pomogę ci.-powiedział i pożegnaliśmy się męskim uściskiem dłoni.
Wciąż o tym myślałem. Musiałem wymyślić jakiś plan, ale jaki? To wszystko mnie przytłaczało. Muszę jej pomóc, ale nie wiem jak, nie uwierzy mi jak jej powiem o tym czego się dowiedziałem.
Skoro nie mogę jej trzymać z daleka od niego, to spróbuje odciągnąć jego od niej. W jakiś sposób musze jej pomóc.
Nie poszedłem na ostatnią lekcje, za to czekałem na tego drania przed szkołą.
Tak jak się spodziewałem, wyszedł razem z Amy i jej przyjaciółką, Bellą.
Gadali i śmiali się, po czym pożegnali i rozstali. Jednak Amy z nim została i wsiadła z nim do auta.
Postanowiłem ich śledzić.
MOJE BLOGI
Zapraszam również do czytania mojego drugiego bloga.
http://dziewczynawfiolecie.blogspot.com/
Pisze rzadko rozdziały, bo nie mam weny, więc jak daje rade to pisze raz tu, a raz na tym drugim.
W każdym rozdziale przepraszam za błędy, ale nie jestem zbytnio uzdolniona z polskiego i nie raz robię błędy. Staram się ich nie robić, ale czasem pisze na szybkiego albo wieczorem i zdarza mi się.
Chyba mnie rozumiecie, prawda?
Jestem człowiekiem, nie maszyną i nie potrafię pisać bezbłędnie. :P
KOMENTOWAĆ I MIŁEGO CZYTANIE ŻYCZĘ!! <3
http://dziewczynawfiolecie.blogspot.com/
Pisze rzadko rozdziały, bo nie mam weny, więc jak daje rade to pisze raz tu, a raz na tym drugim.
W każdym rozdziale przepraszam za błędy, ale nie jestem zbytnio uzdolniona z polskiego i nie raz robię błędy. Staram się ich nie robić, ale czasem pisze na szybkiego albo wieczorem i zdarza mi się.
Chyba mnie rozumiecie, prawda?
Jestem człowiekiem, nie maszyną i nie potrafię pisać bezbłędnie. :P
KOMENTOWAĆ I MIŁEGO CZYTANIE ŻYCZĘ!! <3
Rozdział 19
(oczami Amandy)
Wyszłam z domu Justina i zobaczyłam samochód Alexa. Podbiegłam do niego i usiadłam na miejscu pasażera.
-Nie przywitasz się?-spytałam, gdy widziałam jak skupiony jest na wpatrywaniu się w przednią szybę, chyba był lekko zdenerwowany
-Tak...jasne. umm... hej.-odpowiedział i odpalił silnik.
Dziwnie się zachowywał, nie odzywał się, nie uśmiechał, czyżby coś się stało? Nie wiedziałam gdzie jedziemy, ale mało mnie to obchodziło. Bardziej przejmowałam się ciszą jaka panowała w samochodzie. Nigdy tak nie było, zawsze znajdowaliśmy temat by nie było nudno. Gadaliśmy o wszystkim, nawet o pogodzie, ważne by zająć czymś wolny czas.
W końcu się zatrzymał, robiło się już ciemno, ale było jeszcze wcześnie. Bez słowa wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi.
-Idziemy?- w końcu się odezwał, gdy siedziałam w bezruchu nie wiedząc co zrobić
-Tak, ale..-wysiadłam i stanęłam obok samochodu.- Nie pójdę nigdzie, jeśli będzie panować taka atmosfera. Co się stało? Zrobiłam coś?-spytałam troskliwie.
-Nie, nic...-odpowiedział drapiąc się po karku.-Już w porządku, przepraszam.-dodał i chwycił mnie za rękę.-musiałem coś przemyśleć.
-Na pewno?-spytałam lekko przestraszona
-Tak, chodźmy.-odpowiedział i lekko się uśmiechnął
To była częściowo prawda. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, ale w niektórych momentach jakby był nieobecny. Zamyślał się, a potem tłumaczył, że wszystko w porządku, że ma dużo ostatnio na głowie, ale nie mam się martwić. Mimo tego, kolacja w przepięknej, chyba drogiej restauracji była cudowna. Alex wszystko przygotował, osobny stolik, muzykę, jedzenie, szampana. Nic dodać, nic ująć.
Przyznaje byłam zachwycona i pod wrażeniem.
Gdy skończyliśmy jeść, odwiózł mnie do domu. Na pożegnanie dałam mu buziaka w policzek i zniknęłam za drzwiami, a on odjechał.
************************
Rano obudziłam się nie wyspana, ale w dobrym humorze. Wyłączyłam budzik i powoli pomaszerowałam do łazienki. Jednak nie dano mi wejść do środka, bo mój młodszy brat był przede mną i zakluczył się.
-Damian! Otwieraj!-krzyknęłam, uderzając pięścią w drzwi
-Zaraz!-krzyknął i spuścił wodę.
-Zaraz to ja się zesikam!-krzyknęłam.-Na twoje łóżko-dodałam, a on automatycznie otworzył drzwi.
-Nie zrobisz tego.-spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem
-Sprawdź mnie.-odpowiedziałam i wypchnęłam go z łazienki, po czym sama się w niej zamknęłam
-Ej!-krzyknął, a ja się tylko zaśmiałam
Tak naprawdę nie musiałam skorzystać z toalety, ale to zawsze działało. Wzięłam szybki prysznic, owinęłam się szczelnie ręcznikiem, zrobiłam makijaż i wyszłam z łazienki, gdzie stał oburzony Damian
-Wolne.-powiedziałam z cwaniackim uśmiechem.
Wróciłam do pokoju i wybrałam jakieś ciuchy, szybko się przebrałam i złapałam za telefon. Miałam 1 wiadomość "Przyjadę po ciebie przed szkołą - Alex". Uśmiechnęłam się na tą wiadomość. Całkiem zapomniałam spytać się wczoraj Alexa skąd ma samochód, i to taki luksusowy, oraz od kiedy ma prawko?
Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Nie obeszło się bez pytań mamy oraz podejrzeń taty, mimo wszystko wymigałam się od spowiedzi i wyszłam z domu, gdzie czekał na mnie Alex
-Hej.-powiedziałam wsiadając do samochodu.- Czemu przyjechałeś? Do szkoły mamy tylko 10 min drogi.-dodałam
-Lubie jeździć autem. Puki mam, trzeba korzystać-powiedział i szeroko się uśmiechnął
-Tak, tak-odpowiedziałam
Droga minęła tak jak powinna, pełna śmiechu i żartów. Alex zaparkował samochód i ruszyliśmy w stronę szkoły. Czułam na sobie wzrok ludzi, ale nie wiedziałam o co im chodzi. Po jakimś czasie zorientowałam się, że ręka Alexa znajduje się na moim ramieniu, a on idzie z cwanym uśmieszkiem, oraz to że wysiedliśmy z takiego samochodu zwróciło uwagę innych.
-Hej, hej.-powiedziała podekscytowana Bella.
-Hej.-odpowiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę. Była dziwnie szczęśliwa na nasz widok, a nie wiedziałam dlaczego. Wywróciłam oczami i ruszyliśmy w stronę szkoły.
Wyciągnęłam potrzebne książki na zajęcia i dołączyłam do reszty wchodząc do klasy.
Usiadłam na swoim miejscu i starałam się nie zasnąć, przez to jak nudne były te lekcje
(oczami Justina)
Byłem już w szkole, szukałem jej wzrokiem, ale nigdzie jej nie było. Nagle jakiś sportowy, czarny samochód wjechał do szkoły, a z niego wysiadła ona i... tej jej chłoptaś. Wyglądała pięknie, jak zawsze, ale on... coś mi w nim nie pasowało. Skąd miał kasę na taki sprzęt? Z dnia na dzień nie mógł stać się bogaty.
Oraz... czy on ją obejmuje? Coś się we mnie zagotowało, nie wiem dlaczego, ale mój żołądek zaczął się ściskać i miałem ochotę coś rozwalić. Nie jestem zazdrosny... nie! O nią? Nigdy! Ale ten facet był jakiś podejrzany i musiałem to sprawdzić.
Przez cały czas go obserwowałem, ale nie robił niczego podejrzanego... NA RAZIE...
Wróciłem wzrokiem do Amy. Była taka gorąca... strasznie się zmieniła, i zmienia z dnia na dzień na lepsze.
Uwielbiam jak wiatr rozwiewa jej włosy, a jej zapach.... nie do opisania. Uhh... co się ze mną dzieje? Przez nią wariuję...
Najpierw muszę zając się tym kolesiem, bo jeśli skrzywdzi Amy to mu nie daruję.
Poszedłem za nim do klasy i wciąż obserwowałem. Flirtował z Amandą i próbował ją rozbawić. Gotowało się we mnie, ale nie mogłem nic zrobić.
Lekcje minęły spokojnie, jednak na przed ostatniej przerwie coś się wydarzyło.
Blondyn dyskretnie zszedł na sam dół, do piwnicy i zdenerwowany czekał na kogoś.
Oczywiście poszedłem za nim i schowałem się tak by nikt mnie nie widział. Stał tam chwile po czym dołączył do niego jakiś koleś. Nie widziałem go, bo stał za rogiem, ale słyszałem o czym rozmawiają.
-I jak ci idzie?-spytał ten za rogiem
-Umm.. dobrze..-odpowiedział Alex
-Czyli? Rozkochałeś ją w sobie? Przeleciałeś? Zraniłeś i zostawiłeś?-spytał ten za rogiem, ale nie wiedziałem o co im chodzi
-Ja... umm..-jąkał się blondyn.-Ja nie mogę tego zrobić.-powiedział stanowczo
-Jak to nie możesz? Była umowa! Ja daje ci kasę i najlepszy sprzęt, a ty ją ranisz.-krzyknął ten zza rogu
-Ale ja.. ja ją lubię, a po drugie czemu chcesz to zrobić?-spytał blondyn
-Bo tak... ta suka musi cierpieć! Mój kumpel miał to zrobić, ale przez nią on się zmienił i zmiękł i mi odmówił. Tak nie może być! Ta suka nie może wygrać.-odpowiedział ten zza rogu. -Jeśli tego nie zrobisz...-pomyślał chwilę.-Wydam twój największy sekret.
-Jaki sekret?-spytał przestraszony blondyn
-Wiem, że jesteś tu na lewych papierach. Dyrektor załatwił ci szkołę, bo zna twoją matkę i wie, że macie problemy. Z pewnością, gdy inni się o tym dowiedzą wylecisz.-powiedział zadowolony z siebie koleś.
-Dobra...wygrałeś-odpowiedział blondyn i uderzył ze złości ręką w ścianę.
-Masz tydzień!
-Tydzień?
-Tydzień! Potem wszystko wyjdzie na jaw.-powiedział chłopak i odszedł w głąb korytarza, po czym znikł.
Blondyn był zły i usiadł pod ścianą. Chyba płakał, ale mnie to mało obchodziło. Zastanawiałem się o co chodziło w ich rozmowie... o jaką dziewczynę? O jakim kumplu on mówił?
Wyszedłem po ciuchy z kryjówki i wróciłem na górę. Bella i Amy szukały kogoś, pewnie tego chłoptasia. Odwróciłem wzrok i poszedłem w przeciwnym kierunku, ale po chwili zamarłem.
Wszystko sobie ułożyłem i... i to nie może być prawda...., ale jeśli tak to zabije tego gnoja.
Wyszłam z domu Justina i zobaczyłam samochód Alexa. Podbiegłam do niego i usiadłam na miejscu pasażera.
-Nie przywitasz się?-spytałam, gdy widziałam jak skupiony jest na wpatrywaniu się w przednią szybę, chyba był lekko zdenerwowany
-Tak...jasne. umm... hej.-odpowiedział i odpalił silnik.
Dziwnie się zachowywał, nie odzywał się, nie uśmiechał, czyżby coś się stało? Nie wiedziałam gdzie jedziemy, ale mało mnie to obchodziło. Bardziej przejmowałam się ciszą jaka panowała w samochodzie. Nigdy tak nie było, zawsze znajdowaliśmy temat by nie było nudno. Gadaliśmy o wszystkim, nawet o pogodzie, ważne by zająć czymś wolny czas.
W końcu się zatrzymał, robiło się już ciemno, ale było jeszcze wcześnie. Bez słowa wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi.
-Idziemy?- w końcu się odezwał, gdy siedziałam w bezruchu nie wiedząc co zrobić
-Tak, ale..-wysiadłam i stanęłam obok samochodu.- Nie pójdę nigdzie, jeśli będzie panować taka atmosfera. Co się stało? Zrobiłam coś?-spytałam troskliwie.
-Nie, nic...-odpowiedział drapiąc się po karku.-Już w porządku, przepraszam.-dodał i chwycił mnie za rękę.-musiałem coś przemyśleć.
-Na pewno?-spytałam lekko przestraszona
-Tak, chodźmy.-odpowiedział i lekko się uśmiechnął
To była częściowo prawda. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, ale w niektórych momentach jakby był nieobecny. Zamyślał się, a potem tłumaczył, że wszystko w porządku, że ma dużo ostatnio na głowie, ale nie mam się martwić. Mimo tego, kolacja w przepięknej, chyba drogiej restauracji była cudowna. Alex wszystko przygotował, osobny stolik, muzykę, jedzenie, szampana. Nic dodać, nic ująć.
Przyznaje byłam zachwycona i pod wrażeniem.
Gdy skończyliśmy jeść, odwiózł mnie do domu. Na pożegnanie dałam mu buziaka w policzek i zniknęłam za drzwiami, a on odjechał.
************************
Rano obudziłam się nie wyspana, ale w dobrym humorze. Wyłączyłam budzik i powoli pomaszerowałam do łazienki. Jednak nie dano mi wejść do środka, bo mój młodszy brat był przede mną i zakluczył się.
-Damian! Otwieraj!-krzyknęłam, uderzając pięścią w drzwi
-Zaraz!-krzyknął i spuścił wodę.
-Zaraz to ja się zesikam!-krzyknęłam.-Na twoje łóżko-dodałam, a on automatycznie otworzył drzwi.
-Nie zrobisz tego.-spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem
-Sprawdź mnie.-odpowiedziałam i wypchnęłam go z łazienki, po czym sama się w niej zamknęłam
-Ej!-krzyknął, a ja się tylko zaśmiałam
Tak naprawdę nie musiałam skorzystać z toalety, ale to zawsze działało. Wzięłam szybki prysznic, owinęłam się szczelnie ręcznikiem, zrobiłam makijaż i wyszłam z łazienki, gdzie stał oburzony Damian
-Wolne.-powiedziałam z cwaniackim uśmiechem.
Wróciłam do pokoju i wybrałam jakieś ciuchy, szybko się przebrałam i złapałam za telefon. Miałam 1 wiadomość "Przyjadę po ciebie przed szkołą - Alex". Uśmiechnęłam się na tą wiadomość. Całkiem zapomniałam spytać się wczoraj Alexa skąd ma samochód, i to taki luksusowy, oraz od kiedy ma prawko?
Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Nie obeszło się bez pytań mamy oraz podejrzeń taty, mimo wszystko wymigałam się od spowiedzi i wyszłam z domu, gdzie czekał na mnie Alex
-Hej.-powiedziałam wsiadając do samochodu.- Czemu przyjechałeś? Do szkoły mamy tylko 10 min drogi.-dodałam
-Lubie jeździć autem. Puki mam, trzeba korzystać-powiedział i szeroko się uśmiechnął
-Tak, tak-odpowiedziałam
Droga minęła tak jak powinna, pełna śmiechu i żartów. Alex zaparkował samochód i ruszyliśmy w stronę szkoły. Czułam na sobie wzrok ludzi, ale nie wiedziałam o co im chodzi. Po jakimś czasie zorientowałam się, że ręka Alexa znajduje się na moim ramieniu, a on idzie z cwanym uśmieszkiem, oraz to że wysiedliśmy z takiego samochodu zwróciło uwagę innych.
-Hej, hej.-powiedziała podekscytowana Bella.
-Hej.-odpowiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę. Była dziwnie szczęśliwa na nasz widok, a nie wiedziałam dlaczego. Wywróciłam oczami i ruszyliśmy w stronę szkoły.
Wyciągnęłam potrzebne książki na zajęcia i dołączyłam do reszty wchodząc do klasy.
Usiadłam na swoim miejscu i starałam się nie zasnąć, przez to jak nudne były te lekcje
(oczami Justina)
Byłem już w szkole, szukałem jej wzrokiem, ale nigdzie jej nie było. Nagle jakiś sportowy, czarny samochód wjechał do szkoły, a z niego wysiadła ona i... tej jej chłoptaś. Wyglądała pięknie, jak zawsze, ale on... coś mi w nim nie pasowało. Skąd miał kasę na taki sprzęt? Z dnia na dzień nie mógł stać się bogaty.
Oraz... czy on ją obejmuje? Coś się we mnie zagotowało, nie wiem dlaczego, ale mój żołądek zaczął się ściskać i miałem ochotę coś rozwalić. Nie jestem zazdrosny... nie! O nią? Nigdy! Ale ten facet był jakiś podejrzany i musiałem to sprawdzić.
Przez cały czas go obserwowałem, ale nie robił niczego podejrzanego... NA RAZIE...
Wróciłem wzrokiem do Amy. Była taka gorąca... strasznie się zmieniła, i zmienia z dnia na dzień na lepsze.
Uwielbiam jak wiatr rozwiewa jej włosy, a jej zapach.... nie do opisania. Uhh... co się ze mną dzieje? Przez nią wariuję...
Najpierw muszę zając się tym kolesiem, bo jeśli skrzywdzi Amy to mu nie daruję.
Poszedłem za nim do klasy i wciąż obserwowałem. Flirtował z Amandą i próbował ją rozbawić. Gotowało się we mnie, ale nie mogłem nic zrobić.
Lekcje minęły spokojnie, jednak na przed ostatniej przerwie coś się wydarzyło.
Blondyn dyskretnie zszedł na sam dół, do piwnicy i zdenerwowany czekał na kogoś.
Oczywiście poszedłem za nim i schowałem się tak by nikt mnie nie widział. Stał tam chwile po czym dołączył do niego jakiś koleś. Nie widziałem go, bo stał za rogiem, ale słyszałem o czym rozmawiają.
-I jak ci idzie?-spytał ten za rogiem
-Umm.. dobrze..-odpowiedział Alex
-Czyli? Rozkochałeś ją w sobie? Przeleciałeś? Zraniłeś i zostawiłeś?-spytał ten za rogiem, ale nie wiedziałem o co im chodzi
-Ja... umm..-jąkał się blondyn.-Ja nie mogę tego zrobić.-powiedział stanowczo
-Jak to nie możesz? Była umowa! Ja daje ci kasę i najlepszy sprzęt, a ty ją ranisz.-krzyknął ten zza rogu
-Ale ja.. ja ją lubię, a po drugie czemu chcesz to zrobić?-spytał blondyn
-Bo tak... ta suka musi cierpieć! Mój kumpel miał to zrobić, ale przez nią on się zmienił i zmiękł i mi odmówił. Tak nie może być! Ta suka nie może wygrać.-odpowiedział ten zza rogu. -Jeśli tego nie zrobisz...-pomyślał chwilę.-Wydam twój największy sekret.
-Jaki sekret?-spytał przestraszony blondyn
-Wiem, że jesteś tu na lewych papierach. Dyrektor załatwił ci szkołę, bo zna twoją matkę i wie, że macie problemy. Z pewnością, gdy inni się o tym dowiedzą wylecisz.-powiedział zadowolony z siebie koleś.
-Dobra...wygrałeś-odpowiedział blondyn i uderzył ze złości ręką w ścianę.
-Masz tydzień!
-Tydzień?
-Tydzień! Potem wszystko wyjdzie na jaw.-powiedział chłopak i odszedł w głąb korytarza, po czym znikł.
Blondyn był zły i usiadł pod ścianą. Chyba płakał, ale mnie to mało obchodziło. Zastanawiałem się o co chodziło w ich rozmowie... o jaką dziewczynę? O jakim kumplu on mówił?
Wyszedłem po ciuchy z kryjówki i wróciłem na górę. Bella i Amy szukały kogoś, pewnie tego chłoptasia. Odwróciłem wzrok i poszedłem w przeciwnym kierunku, ale po chwili zamarłem.
Wszystko sobie ułożyłem i... i to nie może być prawda...., ale jeśli tak to zabije tego gnoja.
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 18
(Oczami Justina)
-Jaxon! Jaxon przestań! Obudzisz Justina!-słyszałem dość głośnie szepty i delikatnie otworzyłem oczy
-Co wy tutaj robicie?-spytałem moje młodsze rodzeństwo
-Nic..-powoli cofali się do drzwi
-Chodźcie tu.-powiedziałem i poklepałem miejsce obok siebie.
-Justin?-spytała Jazzy siadając obok mnie.
-Tak?-spytałem
-Przyjdzie jeszcze tutaj ta ładna dziewczyna? Chce ją poznać.. to twoja dziewczyna?-spytała patrząc mi w oczy
-Jaka?-zastanowiłem się i tylko jedna osoba przychodziła mi na myśl.-Amy? Amy nie jest moją dziewczyną, to... koleżanka.-powiedziałem ściszając głos
-Przyjdzie tutaj jeszcze?-spytał Jaxon.
-Yy... pewnie tak.-odpowiedziałem
-To dobrze.-powiedziała Jazzy, a ja się uśmiechnąłem
(oczami Amandy)
Znów hałaśliwy dźwięk budzika obudził mnie tak wcześnie. Przetarłam lekko powieki i ziewnęłam.
Nadal chciało mi się spać i nie chciało mi się iść do szkoły. Powoli zsunęłam się z łóżka, założyłam kapcie i ruszyłam w stronę szafy.
"To nie... to też nie... to miałam wczoraj.."-pomyślałam, ale zdziwiło mnie to, że tak przywiązuje wagę do tego co ubieram, nigdy tego nie robiłam, albo nie tak bardzo. W końcu znalazłam czarne rurki, niebieską bokserkę i czarny sweterek, do tego moje niebieskie balerinki. Wzięłam wszystkie rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przeczesałam lekko włosy, pomalowałam usta błyszczykiem i przebrałam się. Po wysuszeniu włosów, zeszłam na dół i skierowałam się w stronę kuchni. W domu było cicho, myślałam, że rodzice już wrócili, ale jak widać zostali na dłużej.
Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam przy stole. Dziwnie się czułam sama w domu, tak spokojnie, cicho, nie byłam przyzwyczajona do takiego nastroju.
Nie chciałam dłużej siedzieć w domu, wróciłam do pokoju, złapałam za torbę i ruszyłam w stronę wyjścia.
Zakluczyłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. W drodze do szkoły spotkałam Alexa i Belle.
-Hej, Amy!-krzyknęli równocześnie.
-Hej. A wy nie jedziecie autobusem?-spytałam zdziwiona
-Ty zaczęłaś chodzić, więc i ja. Nie chciałam jeździć sama wśród tych debili.-powiedziała Bella
-Masz racje...-zachichotałam
-To co idziemy do klasy?-spytał Alex
-Tak, tak..-odpowiedziałyśmy równocześnie
Lekcje mijały powoli, myślałam, że jak wyjdę z tego pustego domu, to tu będzie lepiej, ale tak się nie stało. Co prawda trochę lepiej było, bo miałam Belle i Aleksa, ale coś cały czas zaprzątało mi głowę.
Justin! Ten koleś wlazł w moje myśli i nie ma zamiaru wyjść. Nie wiem co wczoraj mu odbiło, nie wiem co zrobiłam, ale chce się dowiedzieć. Może wtedy przestane tak często o nim myśleć.
Nagle poczułam uderzenie w głowę z kartki. Rozejrzałam się, ale to nie był ani Alex, ani Bella, tylko... właśnie on. Uśmiechał się i wpatrywał, po czym odwrócił wzrok i skupił się na tablicy.
Podniosłam papier i delikatnie go rozwinęłam.
Nie miał zbytnio zdolności, co do pisma, ale udało mi się odczytać: "Co dzisiaj robisz?"
Zdziwiłam się, że go to w ogóle odchodzi, ale postanowiłam odpisać: "Czemu pytasz?" i odrzuciłam papier tak, by nauczycielka nie widziała.
Po chwili dostałam odpowiedz:"Cóż...myślałeś,że się dzisiaj pouczymy.". Przewróciłam oczami i lekko się uśmiechnęłam.: "Myślałam, że jesteś na mnie zły"-Odpowiedziałam i starałam się wrócić do rzeczywistości, i skupić się na nauce. Po kilku minutach dostałam odpowiedź.-"Przepraszam..., ale... nie ważne. Przyjdziesz do mnie dzisiaj?"-spytał, a ja chwilę się zastanawiałam. Nagle kolejny liścik spadł przed poją twarzą. Rozejrzałam się, ale to nie był Bieber, tylko Alex. Rozwinęłam papier i przeczytałam. " Spotkamy się dzisiaj?Mam dla ciebie niespodziankę"-nie wiedziałam co zrobić, potrzebowałam tej pracy, ale chciałam się też spotkać z przyjacielem. Byłam ciekawa, co przygotował. Musiałam jakoś obie te rzeczy połączyć. Odpisałam najpierw do Justina, a potem do Alexa. Obydwoje się na mnie spojrzeli i szeroko uśmiechnęli. Co się ostatnio dzieje? Z każdym dniem jest coraz dziwniej. Chłopaki przestają się ze mnie naśmiewać, a szatyn i blondyn wciąż chcą się ze mną spotykać.
*********************
- To co? Dzisiaj?-spytał Alex, gdy wychodziliśmy ze szkoły.
-Tak, ale najpierw mam korepetycje u Justina.-powiedziałam, na co jego mina na chwile posmutniała
-To jak skończycie, to przyjadę po ciebie i zabiorę cię gdzieś.-odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął
-Spoko.-odpowiedziałam i pożegnałam się z nim.
Wróciłam do domu i poszłam się przebrać. Przyszykowałam rzeczy do dzisiejszej nauki i chciałam już wyjść do Justina, gdy nagle otworzyły się drzwi wejściowe.
-Mama!-krzyknęłam i pobiegłam ją przytulić.
-Hej, skarbie! Wróciliśmy.-odpowiedziała i przejechała po mnie wzrokiem.-A ty gdzie idziesz?-spytała zaciekawiona
-Do Justina.-powiedziałam i chciałam już wyjść, ale mnie zatrzymała. - W takim stroju?-spytała
-Yy... tak, bo później spotykam się z Aleksem i nie miałabym czasu się przebrać.-powiedziałam i otworzyłam drzwi. Co prawda miałam na sobie czarne rajstopy, jeansowe spodenki i bokserkę z napisem "Believe", a na to skórzaną kurtkę. Była już jesień i było coraz zimniej.
-Dobrze, to pa.-powiedziała i wróciła do rozpakowywania rzeczy.
-pa- odpowiedziałam i wyszłam.
*****
Podchodząc do drzwi trochę się trzęsłam, nie lubiłam przychodzić do niego. To straszny dupek, a ostatnio dziwnie się zachowuje. Zapukałam do drzwi, a po chwili się otworzyły. W progu stał mały chłopiec i dziewczynka, to pewnie jego rodzeństwo, bo... dzieci CHYBA nie ma.
-Dzień dobry.-powiedziałam, a dziewczyna się uśmiechnęła
-Ty jesteś Amy. tak?-spytała, a ja się zdziwiłam, skąd ona mnie znała?
-Tak, a ty?-spytałam
-Jazmyn, ale mówią mi Jazzy.-powiedziała, była bardzo mała, ale mówiła, bardzo dojrzale, jak na swój wiek.
-Yy... jest Justin?-spytałam, a ona tylko pokiwała głową.
-Chodź.-powiedział chłopiec i złapał mnie za rękę.
-Dzieci? Dzieci kto to?-spytała Pattie wychodząc z salonu.- Amanda! Jak miło, że do nas przyszłaś.-powiedziała i obdarowała mnie szczerym uśmiechem.-Justin!-krzyknęła
-Co?!-Był na górze i chyba grał w gry, bo z jego pokoju wychodził straszny hałas.
-To ja do niego pójdę.-powiedziałam, ale dzieci mnie zatrzymały.
-Nie... pobaw się z nami.-powiedziała Jazzy.
-Chciałabym, ale muszę pomóc waszemu bratu w nauce.-powiedziałam, a ona posmutniała- No dobrze, ale tylko chwilkę- W końcu uległam. Jej duże oczy wpatrywały się we mnie tak, że nie mogłam odmówić.
Poszliśmy na górę do małego, różowego pokoiku. Na szafkach leżało pełno lalek, a na ziemi stały koniki, karety i zamki.
Dziewczynka uśmiechnęła się i podała mi jedną z lalek. Pokazała mi w co i jak będziemy się bawić, więc robiłam co kazała
(oczami Justina)
Słyszałem, że ktoś przyszedł, ale zbytnio nie obchodziło mnie kto to. Usłyszałem damski głos, a po chwili wołanie mamy. Nie chciało mi się schodzić, a tym bardziej przerywać gry. Spojrzałem na zegarek i automatycznie sobie przypomniałem. Byłem umówiony z Amy.
Wyłączyłem grę i zacząłem sprzątać pokój. Wszystkie ciuchy i inne pierdoły wrzuciłem do szafy, a następnie poszedłem się odświeżyć. Śpieszyłem się jak tylko mogłem. Przebrałem bluzkę, wyperfumowałem się i udając spokojnego wyszedłem z pokoju. Na dole było cicho, za to z pokoju Jazzy wydobywały się śmiechy i rozmowy. Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem moją małą siostrzyczkę i Amandę bawiącą się lalkami. Cicho zachichotałem, a ona się odwróciła. Gdy mnie zobaczyła szybko wstała i poprawiła swoje ciuchy
-Ja.. umm..-zaczęła się tłumaczyć
-Justin! Wyłaź!-krzyknęła Jazzy, a ja otworzyłem szeroko oczy.
-Co? Czemu?-spytałem zdziwiony
-Bawimy się, a ty nam przeszkadzasz.-powiedziała, a Amy się cicho zaśmiała.
-A może mógłbym się dołączyć?-spytałem, na co Amy spojrzała z niedowierzaniem, a Jazzy się uśmiechnęła.- Co?-spytałem patrząc na Amandę.
-Nic, nic.-odpowiedziała i wciąż stała w tym samym miejscu.
-To co? Bawimy się?-spytałem, a Jazzy pokiwała głową.
-Tak!-krzyknęła-Chodź Amy! Siadaj!-rozkazała pokazując na miejsce, gdzie wcześniej siedziała
Posłuchała jej i usiadła. Dołączyłem do nich i uśmiechnąłem się do Amy, a ona to odwzajemniła i się zaczerwieniła. Uwielbiałem kiedy to robiła. To było takie urocze. Wszystko w niej było urocze i słodkie.
Na początku dziwnie się czułem bawiąc lalkami, ale potem atmosfera się rozluźniła i śmialiśmy się i wygłupialiśmy się. Czas mijał i mijał, a my nie mieliśmy ochoty przerywać. Zapomnieliśmy o tym, że mieliśmy się uczyć.
-Justin!-krzyknęła Jazzy wytrącając mnie z rozmyślań.-Obudź się! Teraz masz pocałować Amy!-krzyknęła, na co ja i Amanda spojrzeliśmy na siebie.
Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałem co zrobić. Amanda stresowała się i co chwila przegryzała wargę, rumieniąc się. Przyznaję to było całkiem seksowne. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy, a atmosfera robiła się gorąca. Jej oczy świeciły, ale starała się oprzeć temu wszystkiemu i odwrócić wzrok, ale nie miała tyle odwagi. Powoli zbliżyłem się do Amy, by złączyć nasze usta, ale jej telefon zadzwonił
-Halo?-powiedziała wracając do rzeczywistości i mówiąc do słuchawki.-Alex? Aaa.. zapomniałam, przepraszam.-powiedziała, a ja trochę posmutniałem. Akurat w takim momencie ten debil musiał nam przerwać?-Tak... już idę.-powiedziała i się rozłaczyła- Przepraszam was bardzo, ale muszę iść
-Już?-spytała Jazzy.
-Tak, przepraszam
-Mieliśmy się pouczyć.-wtrąciłem się
-Zagadaliśmy się, przepraszam, ale jestem umówiona.-powiedziała, jakby była trochę zawiedziona-to pa-powiedziała i opuściła pokój, a ja opuściłem wzrok na te głupie lalki
-Podoba ci się.-powiedziała Jazzy
-Kto?-spytałem zdezorientowany
-Amy!-powiedziała i zaczęła się szeroko uśmiechać.
-Nie prawda.-powiedziałem wytykając jej język
-Prawda-krzyknęła
-nie prawda-kłóciłem się
-Prawda, prawda, prawda- powtarzała, a ja rzuciłem się na nią i zacząłem ją łaskotać i całować w policzek.
-Kocham cię wiesz?-spytałem puszczając ją.
-Ja ciebie też.-powiedziała.-Ale i tak wiem, że lubisz Amy-dodała
-Oj...-przewróciłem oczami i znów zacząłem ją łaskotać
-Jaxon! Jaxon przestań! Obudzisz Justina!-słyszałem dość głośnie szepty i delikatnie otworzyłem oczy
-Co wy tutaj robicie?-spytałem moje młodsze rodzeństwo
-Nic..-powoli cofali się do drzwi
-Chodźcie tu.-powiedziałem i poklepałem miejsce obok siebie.
-Justin?-spytała Jazzy siadając obok mnie.
-Tak?-spytałem
-Przyjdzie jeszcze tutaj ta ładna dziewczyna? Chce ją poznać.. to twoja dziewczyna?-spytała patrząc mi w oczy
-Jaka?-zastanowiłem się i tylko jedna osoba przychodziła mi na myśl.-Amy? Amy nie jest moją dziewczyną, to... koleżanka.-powiedziałem ściszając głos
-Przyjdzie tutaj jeszcze?-spytał Jaxon.
-Yy... pewnie tak.-odpowiedziałem
-To dobrze.-powiedziała Jazzy, a ja się uśmiechnąłem
(oczami Amandy)
Znów hałaśliwy dźwięk budzika obudził mnie tak wcześnie. Przetarłam lekko powieki i ziewnęłam.
Nadal chciało mi się spać i nie chciało mi się iść do szkoły. Powoli zsunęłam się z łóżka, założyłam kapcie i ruszyłam w stronę szafy.
"To nie... to też nie... to miałam wczoraj.."-pomyślałam, ale zdziwiło mnie to, że tak przywiązuje wagę do tego co ubieram, nigdy tego nie robiłam, albo nie tak bardzo. W końcu znalazłam czarne rurki, niebieską bokserkę i czarny sweterek, do tego moje niebieskie balerinki. Wzięłam wszystkie rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przeczesałam lekko włosy, pomalowałam usta błyszczykiem i przebrałam się. Po wysuszeniu włosów, zeszłam na dół i skierowałam się w stronę kuchni. W domu było cicho, myślałam, że rodzice już wrócili, ale jak widać zostali na dłużej.
Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam przy stole. Dziwnie się czułam sama w domu, tak spokojnie, cicho, nie byłam przyzwyczajona do takiego nastroju.
Nie chciałam dłużej siedzieć w domu, wróciłam do pokoju, złapałam za torbę i ruszyłam w stronę wyjścia.
Zakluczyłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. W drodze do szkoły spotkałam Alexa i Belle.
-Hej, Amy!-krzyknęli równocześnie.
-Hej. A wy nie jedziecie autobusem?-spytałam zdziwiona
-Ty zaczęłaś chodzić, więc i ja. Nie chciałam jeździć sama wśród tych debili.-powiedziała Bella
-Masz racje...-zachichotałam
-To co idziemy do klasy?-spytał Alex
-Tak, tak..-odpowiedziałyśmy równocześnie
Lekcje mijały powoli, myślałam, że jak wyjdę z tego pustego domu, to tu będzie lepiej, ale tak się nie stało. Co prawda trochę lepiej było, bo miałam Belle i Aleksa, ale coś cały czas zaprzątało mi głowę.
Justin! Ten koleś wlazł w moje myśli i nie ma zamiaru wyjść. Nie wiem co wczoraj mu odbiło, nie wiem co zrobiłam, ale chce się dowiedzieć. Może wtedy przestane tak często o nim myśleć.
Nagle poczułam uderzenie w głowę z kartki. Rozejrzałam się, ale to nie był ani Alex, ani Bella, tylko... właśnie on. Uśmiechał się i wpatrywał, po czym odwrócił wzrok i skupił się na tablicy.
Podniosłam papier i delikatnie go rozwinęłam.
Nie miał zbytnio zdolności, co do pisma, ale udało mi się odczytać: "Co dzisiaj robisz?"
Zdziwiłam się, że go to w ogóle odchodzi, ale postanowiłam odpisać: "Czemu pytasz?" i odrzuciłam papier tak, by nauczycielka nie widziała.
Po chwili dostałam odpowiedz:"Cóż...myślałeś,że się dzisiaj pouczymy.". Przewróciłam oczami i lekko się uśmiechnęłam.: "Myślałam, że jesteś na mnie zły"-Odpowiedziałam i starałam się wrócić do rzeczywistości, i skupić się na nauce. Po kilku minutach dostałam odpowiedź.-"Przepraszam..., ale... nie ważne. Przyjdziesz do mnie dzisiaj?"-spytał, a ja chwilę się zastanawiałam. Nagle kolejny liścik spadł przed poją twarzą. Rozejrzałam się, ale to nie był Bieber, tylko Alex. Rozwinęłam papier i przeczytałam. " Spotkamy się dzisiaj?Mam dla ciebie niespodziankę"-nie wiedziałam co zrobić, potrzebowałam tej pracy, ale chciałam się też spotkać z przyjacielem. Byłam ciekawa, co przygotował. Musiałam jakoś obie te rzeczy połączyć. Odpisałam najpierw do Justina, a potem do Alexa. Obydwoje się na mnie spojrzeli i szeroko uśmiechnęli. Co się ostatnio dzieje? Z każdym dniem jest coraz dziwniej. Chłopaki przestają się ze mnie naśmiewać, a szatyn i blondyn wciąż chcą się ze mną spotykać.
*********************
- To co? Dzisiaj?-spytał Alex, gdy wychodziliśmy ze szkoły.
-Tak, ale najpierw mam korepetycje u Justina.-powiedziałam, na co jego mina na chwile posmutniała
-To jak skończycie, to przyjadę po ciebie i zabiorę cię gdzieś.-odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął
-Spoko.-odpowiedziałam i pożegnałam się z nim.
Wróciłam do domu i poszłam się przebrać. Przyszykowałam rzeczy do dzisiejszej nauki i chciałam już wyjść do Justina, gdy nagle otworzyły się drzwi wejściowe.
-Mama!-krzyknęłam i pobiegłam ją przytulić.
-Hej, skarbie! Wróciliśmy.-odpowiedziała i przejechała po mnie wzrokiem.-A ty gdzie idziesz?-spytała zaciekawiona
-Do Justina.-powiedziałam i chciałam już wyjść, ale mnie zatrzymała. - W takim stroju?-spytała
-Yy... tak, bo później spotykam się z Aleksem i nie miałabym czasu się przebrać.-powiedziałam i otworzyłam drzwi. Co prawda miałam na sobie czarne rajstopy, jeansowe spodenki i bokserkę z napisem "Believe", a na to skórzaną kurtkę. Była już jesień i było coraz zimniej.
-Dobrze, to pa.-powiedziała i wróciła do rozpakowywania rzeczy.
-pa- odpowiedziałam i wyszłam.
*****
Podchodząc do drzwi trochę się trzęsłam, nie lubiłam przychodzić do niego. To straszny dupek, a ostatnio dziwnie się zachowuje. Zapukałam do drzwi, a po chwili się otworzyły. W progu stał mały chłopiec i dziewczynka, to pewnie jego rodzeństwo, bo... dzieci CHYBA nie ma.
-Dzień dobry.-powiedziałam, a dziewczyna się uśmiechnęła
-Ty jesteś Amy. tak?-spytała, a ja się zdziwiłam, skąd ona mnie znała?
-Tak, a ty?-spytałam
-Jazmyn, ale mówią mi Jazzy.-powiedziała, była bardzo mała, ale mówiła, bardzo dojrzale, jak na swój wiek.
-Yy... jest Justin?-spytałam, a ona tylko pokiwała głową.
-Chodź.-powiedział chłopiec i złapał mnie za rękę.
-Dzieci? Dzieci kto to?-spytała Pattie wychodząc z salonu.- Amanda! Jak miło, że do nas przyszłaś.-powiedziała i obdarowała mnie szczerym uśmiechem.-Justin!-krzyknęła
-Co?!-Był na górze i chyba grał w gry, bo z jego pokoju wychodził straszny hałas.
-To ja do niego pójdę.-powiedziałam, ale dzieci mnie zatrzymały.
-Nie... pobaw się z nami.-powiedziała Jazzy.
-Chciałabym, ale muszę pomóc waszemu bratu w nauce.-powiedziałam, a ona posmutniała- No dobrze, ale tylko chwilkę- W końcu uległam. Jej duże oczy wpatrywały się we mnie tak, że nie mogłam odmówić.
Poszliśmy na górę do małego, różowego pokoiku. Na szafkach leżało pełno lalek, a na ziemi stały koniki, karety i zamki.
Dziewczynka uśmiechnęła się i podała mi jedną z lalek. Pokazała mi w co i jak będziemy się bawić, więc robiłam co kazała
(oczami Justina)
Słyszałem, że ktoś przyszedł, ale zbytnio nie obchodziło mnie kto to. Usłyszałem damski głos, a po chwili wołanie mamy. Nie chciało mi się schodzić, a tym bardziej przerywać gry. Spojrzałem na zegarek i automatycznie sobie przypomniałem. Byłem umówiony z Amy.
Wyłączyłem grę i zacząłem sprzątać pokój. Wszystkie ciuchy i inne pierdoły wrzuciłem do szafy, a następnie poszedłem się odświeżyć. Śpieszyłem się jak tylko mogłem. Przebrałem bluzkę, wyperfumowałem się i udając spokojnego wyszedłem z pokoju. Na dole było cicho, za to z pokoju Jazzy wydobywały się śmiechy i rozmowy. Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem moją małą siostrzyczkę i Amandę bawiącą się lalkami. Cicho zachichotałem, a ona się odwróciła. Gdy mnie zobaczyła szybko wstała i poprawiła swoje ciuchy
-Ja.. umm..-zaczęła się tłumaczyć
-Justin! Wyłaź!-krzyknęła Jazzy, a ja otworzyłem szeroko oczy.
-Co? Czemu?-spytałem zdziwiony
-Bawimy się, a ty nam przeszkadzasz.-powiedziała, a Amy się cicho zaśmiała.
-A może mógłbym się dołączyć?-spytałem, na co Amy spojrzała z niedowierzaniem, a Jazzy się uśmiechnęła.- Co?-spytałem patrząc na Amandę.
-Nic, nic.-odpowiedziała i wciąż stała w tym samym miejscu.
-To co? Bawimy się?-spytałem, a Jazzy pokiwała głową.
-Tak!-krzyknęła-Chodź Amy! Siadaj!-rozkazała pokazując na miejsce, gdzie wcześniej siedziała
Posłuchała jej i usiadła. Dołączyłem do nich i uśmiechnąłem się do Amy, a ona to odwzajemniła i się zaczerwieniła. Uwielbiałem kiedy to robiła. To było takie urocze. Wszystko w niej było urocze i słodkie.
Na początku dziwnie się czułem bawiąc lalkami, ale potem atmosfera się rozluźniła i śmialiśmy się i wygłupialiśmy się. Czas mijał i mijał, a my nie mieliśmy ochoty przerywać. Zapomnieliśmy o tym, że mieliśmy się uczyć.
-Justin!-krzyknęła Jazzy wytrącając mnie z rozmyślań.-Obudź się! Teraz masz pocałować Amy!-krzyknęła, na co ja i Amanda spojrzeliśmy na siebie.
Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałem co zrobić. Amanda stresowała się i co chwila przegryzała wargę, rumieniąc się. Przyznaję to było całkiem seksowne. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy, a atmosfera robiła się gorąca. Jej oczy świeciły, ale starała się oprzeć temu wszystkiemu i odwrócić wzrok, ale nie miała tyle odwagi. Powoli zbliżyłem się do Amy, by złączyć nasze usta, ale jej telefon zadzwonił
-Halo?-powiedziała wracając do rzeczywistości i mówiąc do słuchawki.-Alex? Aaa.. zapomniałam, przepraszam.-powiedziała, a ja trochę posmutniałem. Akurat w takim momencie ten debil musiał nam przerwać?-Tak... już idę.-powiedziała i się rozłaczyła- Przepraszam was bardzo, ale muszę iść
-Już?-spytała Jazzy.
-Tak, przepraszam
-Mieliśmy się pouczyć.-wtrąciłem się
-Zagadaliśmy się, przepraszam, ale jestem umówiona.-powiedziała, jakby była trochę zawiedziona-to pa-powiedziała i opuściła pokój, a ja opuściłem wzrok na te głupie lalki
-Podoba ci się.-powiedziała Jazzy
-Kto?-spytałem zdezorientowany
-Amy!-powiedziała i zaczęła się szeroko uśmiechać.
-Nie prawda.-powiedziałem wytykając jej język
-Prawda-krzyknęła
-nie prawda-kłóciłem się
-Prawda, prawda, prawda- powtarzała, a ja rzuciłem się na nią i zacząłem ją łaskotać i całować w policzek.
-Kocham cię wiesz?-spytałem puszczając ją.
-Ja ciebie też.-powiedziała.-Ale i tak wiem, że lubisz Amy-dodała
-Oj...-przewróciłem oczami i znów zacząłem ją łaskotać
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)