sobota, 25 maja 2013

Rozdział 27

(oczami Amandy)
    Po jakieś godzinie zamartwiania się i myślenia co dalej, wstałam i poszłam do łazienki. Wszystkie brudne ciuchy z wczoraj wrzuciłam do kosza na pranie, po czym się rozebrałam i weszłam pod prysznic. Odetchnęłam z ulgą. Woda spływająca po moim ciele odprężyła mnie. Mogłabym stamtąd nie wychodzić, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, zwłaszcza, gdy w domu ma się jedną łazienkę
-Amy, wyłaź!!-krzyczał mój brat.
-Zaraz, dopiero weszłam.-odpowiedziałam i starałam się powrócić do transu w jakim byłam zanim mi przeszkodził, ale nie było mi to dane
-Amando! Nie jesteś sama w tym domu!-krzyknęła mama, a ja przewróciłam oczami.
-Już wychodzę.-odpowiedziałam i owinęłam ręcznik wokół swojego ciała, a drugim wytarłam włosy.
Wyszłam z łazienki i nawet nie patrząc na zniecierpliwione twarze mojej rodziny, przeszłam obok i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafki luźną bluzkę i spodnie dresowe, po czym je szybko ubrałam. Włosy spięłam w niechlujnego koka i poszłam na dół coś zjeść.
-Co macie dobrego?-spytałam mamę, która właśnie zajadała się jajecznicą.
-Jajecznicę. Jest na patelni.-powiedziała i wróciła do jedzenia. Coś było nie tak. Tata siedział i nic nie mówił, miał smutek wymalowany na twarzy, ale próbował to zatuszować jedząc co mama przygotowała. Ona jednak nie potrafiła tego ukryć. Nie uśmiechała się, nie wypytywała jak było na imprezie i u "Belli". Nic.
-Yyyy... mamo? Coś się stało?-spytałam siadając koło niej z talerzem
-Nie, skarbie. Dlaczego pytasz?-spytała wymuszając uśmiech
-Bo widzę jak się zachowujecie. Mamo, możecie mi powiedzieć. Nie jestem już małym dzieckiem.-powiedziałam oburzona i złapałam ją za rękę, która leżała na stole.
-Cóż...twój dziadek...a mamy tata.-wydukał tata zerkając na mamę z uwagą. Chyba chciał by kontynuowała, ale ona nie wytrzymała tej presji i wstała, po czym zniknęła gdzieś w salonie.
-Tato? Co się stało?-spytałam, gdy przestał mówić,a w pomieszczeniu zrobiła się niezręczna cisza.
-Zachorował...-dokończył i opuścił głowę.-Cóż...lekarze mówią, że od dawna coś mu dolegało, ale nie było to tak widoczne jak teraz.-dodał, a po jego policzku słynęła łza.
-Czy...on umarł?-spytałam bardziej szeptem, by mama nie usłyszała
-Nie, ale choroba nie ustępuje i nie wiadomo ile mu czasu zostało.-powiedział, a w moich oczach zebrało się kilka łez.
-Jedźmy do niego, bądźmy z nim. Mogę tam chodzić do szkoły. Zaopiekujemy się nim i pomożemy.-powiedziałam bardziej pewnie, co tatę zdziwiło, bo otworzył szeroko oczy.
-Naprawdę chcesz wyjechać? Zostawić szkołę i przyjaciół?-zastanowiłam się trochę nad tym i przemyślałam to. To był znakomity pomysł by wyjechać. Zmieniłabym swoje życie na lepsze. Zero facetów i przyjaciółek, które wbijają ci nóż w plecy. Oczywiście jechałabym też tam dla dziadka, ale miało to też dobre strony jeśli chodzi o mnie.
-Tak, chce wyjechać. -powiedziałam obojętnie i zaczęłam jeść śniadanie.
-To dobry pomysł, ale ja z mamą i Danielem nie możemy jechać.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Mamy tu pracę, którą nie możemy tak po prostu zostawić. Oczywiście, że chcemy jechać do dziadka, ale potrzebujemy pieniędzy na leczenie, a bez pracy jej nie zdobędziemy.-powiedział załamany.
-To ja sama pojadę.-powiedziałam pewniej.
-Sama?-spytał, jakby chciał się upewnić, a ja pokiwałam głową.
-Tak, będę tam chodzić do szkoły, a zarazem pomagać dziadkowi na polu i przy zwierzętach.-powiedziałam.
-Sam nie wiem...porozmawiamy o tym później, z mamą.-powiedział, ale ja i tak wiedziałam, że pojadę. To był znakomity pomysł jechać na wieś. Miałam tam swój pokój, a nawet własnego konia. Przyjeżdżałam tam zawsze w czasie wakacji.
******************************************
(następnego dnia)
-Na pewno wzięłaś wszystko?-spytała mama, gdy pakowałam ostatnią walizkę do samochodu.
-Tak mamo.-odpowiedziałam poirytowana, bo chyba pytała o to setny raz.
   To prawda, zgodzili się. Dziadek już wie, że przyjadę, a babcia już zaczęła załatwiać mi szkołę.
Nie poszłam dzisiaj do mojej szkoły, bo się pakowałam na wyjazd. Chciałam być tam jak najszybciej i cieszyć się wolnością. Bella próbowała się ze mną skontaktować, ale nie odbierałam. Alex.... na początku też próbował, ale się poddał. Szczerze mówiąc nie byłam na niego zła, tzn. byłam, ale już mnie to tak nie bolało. Może to dlatego, że nie czułam aż takiej miłości do niego? Zranił mnie i ona też, ale jako przyjaciele. Alex jak widać nie był miłością mojego życia i cieszę się, że szybko się przekonałam jaki jest, nim się w nim do końca zakochałam.

4 komentarze: