czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 37

(oczami Amy)
    Byłam strasznie zdenerwowana. Nie miałam pojęcia dokąd chce mnie zabrać. Jestem osobą bardzo ciekawską, więc gdy tylko wsiadłam do auta, musiałam dowiedzieć się co to za miejsce.
-To gdzie jedziemy?-spytałam z nadzieją, że mi powie
-Zobaczysz.-powiedział i odpalił samochód.
-Za niedługo zrobi się ciemno, gdzie chcesz mnie zabrać?-byłam trochę przestraszona, ale ufałam mu i wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
-Zobaczysz.-wciąż to powtarzał
-Ale proszeeee...-zaczęłam błagać.-Powiedz mi gdzie jedziemy, jestem bardzo ciekawa.
-Zobaczysz.-powiedział i cicho się zaśmiał.
-Co cię tak śmieszy?-spytałam zdezorientowana.
-Ty, księżniczko.-powiedział wciąż uśmiechnięty.
-Dlaczego mówisz do mnie księżniczko? Dlaczego ja cię śmieszę? Gdzie mnie zabierasz?-zaczęłam wypytywać, a on znów się zaśmiał.
  Nie odpowiedział na moje pytania. Wpatrywał się w drogę, a na jego twarzy było widać zmartwienie.
-Wszystko w porządku? -spytałam z troską

(Oczami Justina)
  Byłem strasznie zdenerwowany. Bałem się i nadal się boje czy wszystko się uda. Przez połowę drogi wypytywała o to gdzie ją zabieram. Bawiła mnie jej niewinność i ciekawość. Była taka słodka, gdy się złościła, a gdy mnie prosiła miałem ochotę spełnić jej każdą zachciankę. Nie wiem co się ze mną dzieje, nigdy taki nie byłam. Ona mnie zmieniła i nadal zmienia. Wszystko co z nią związane bardzo mnie interesuje. Jest jak narkotyk, którego jak raz spróbujesz chcesz więcej i więcej. Nie mogłem przestać o niej myśleć. Wszystkie słowa, myśli, rzeczy przypominały mi ją. To było coś nie do opisania. Teraz mam  szansę udowodnić jej jak bardzo mi na niej zależy i jak wiele dla mnie znaczy.
-Wszystko w porządku?-, wytrącając mnie z rozmyślań, spytała Amy
-Ummm...tak.-powiedziałem drapiąc się po karku.
-Wyglądasz na zdenerwowanego.-powiedziała z troską.
-Tak, już niedaleko.-powiedziałem i skręciłem w ostatnią uliczkę.
   Przejechaliśmy jeszcze jakiś lasek i byliśmy na miejscu. Zatrzymałem się na parkingu i wysiadłem. Obszedłem samochód i otworzyłem drzwi Amy.

(oczami Amy)
   Poznaje to miejsce. To tutaj przychodziłam rysować i bawić się, gdy nudziło mi się w domu. To było stare kino samochodowe. Było tu kilka starych samochodów i domek w którym siedział kierownik i włączał filmy.
Justin otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Na zewnątrz było dosyć zimno, więc zaczęłam pocierać swoje ramiona.
-Poczekaj.-odezwał się i podszedł do bagażnika. Wyciągnął z niego dwa koca i koszyk. Złapał mnie za rękę i pociągnął z stronę domku. Drzwi były drewniane, a wszystko co było na nich metalowe teraz było zardzewiałe. Weszliśmy do środka i ruszyliśmy w stronę starych drewnianych schodów prowadzących na górę. Szliśmy w ciszy, a dookoła było słychać tylko skrzypienie desek pod nami i wycie wilków na dworze. Byłam trochę przestraszona, więc gdy usłyszałam wycie wtuliłam się bardziej w Justina, a on się cicho zaśmiał.  Na górze była stara kanapa na które Justin rozłożył jeden z koców i pozwolił mi usiąść. Zaraz potem położył na stoliku koszyk i zaczął grzebać coś przy starym odtwarzaczu.
-Myślisz, że...-nie zdążyłam dokończyć, bo na ekranie przed nami pokazał się czarno biały film. Może nie było świec i wina, ale było romantycznie i przytulnie.-Sam to wszystko przygotowałeś?-spytałam, a on skinął głową.-Ale dlaczego?-dopytywałam, a on spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Wszystko dla ciebie księżniczko. Chce byś wiedziała, że nie jestem taki jak kiedyś i jesteś dla mnie naprawdę ważna.-powiedział, a w moich oczach zaczęły się zbierać łzy.
-Justin ja...-nie mogłam dokończyć bo mi przerwał
-Ja wiem, że nie jestem typem idealnego faceta i wiem, że popełniłem wiele błędów, jednak jest coś w tobie co mnie przyciąga i nie mogę przestać o tobie myśleć. Wariuje gdy nie ma cię przy mnie, a gdy jesteś obok czuje dziwne uczucie w brzuchu. Ciepło, którego nigdy nie czułem. Chce byś wiedziała, że szanuje twoje decyzje i jeśli po dzisiejszym wieczorze powiesz,że to nie ma sensu to zrozumiem, ale nie obiecuję, że odpuszczę.-wtedy po moich policzkach spłynęły zły. Byłam szczęśliwa, że to powiedział. Tak bardzo chciałam by wszystko się nam ułożyło. On chyba czuł to samo co ja. Kocham go, ale boję się powiedzieć mu to teraz.
-Dziękuję.-to była jedyna rzecz jaka wyszła mi z ust. Wtuliłam się bardziej w niego i wpatrywałam się w ekran. On przetarł moje mokre policzki i pocałował mnie w skroń.
-Już mówiłem.-przerwał i usiadł wygodnie.-Wszystko dla mojej księżniczki.-dokończył, a ja się uśmiechnęłam.
   Zastanawiało mnie teraz tylko jedno. Co będzie dalej? On wyjedzie i będę musiała znów bez niego żyć. Przyzwyczaiłam się do niego i nie chce go teraz stracić. Nie zostawię dziadka i babci. Obiecałam, że pomogę, ale nie chce by Justin wyjeżdżał. Nie chce znów zostać sama.... To wszystko mnie przeraża.
______________________________________________________________________________
Mamy kolejny :D Mam nadzieję, że się podoba i jak już wcześniej mówiłam zapraszam do mojego nowego bloga.http://to-tylko-pokojowka.blogspot.com/ :D Dopiero zaczynam, ale jeśli dacie mi szansę to rozkręce to opowiadanie. Chciałabym widzieć więcej komentarzy, które pomagają mi w pisaniu i podnoszą mnie na duchu. Można dołączyć do grupy obserwatorów. :D KOMENTOWAĆ I DZIĘKI ZA WSZYSTKO

WAŻNE!!!

http://to-tylko-pokojowka.blogspot.com/ <--------------To moje opowiadanie. Jeśli lubicie czytać jak pisze to zapraszam na to opowiadanie również.  Mam nadzieje że się wam spodoba. Czekam na komentarze i jeśli
wam się spodoba to proszę o przesyłanie dalej linku do mojego bloga. :D DZIĘKUJĘ I MIŁEGO CZYTANIA

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 36

(oczami Amy)
   Nie dawała mi spokoju, wciąż wypytywała i wypytywała. Starałam się powiedzieć jej jak najmniej, ale zawsze znalazła pytanie,którym musiałam powiedzieć jej więcej, niż chciałam.
-Całowaliście się?-nagle spytała, a ja rozszerzyłam oczy i opuściłam głowę. Chyba się zaczerwieniłam na wspomnienie tego wieczoru pod dębem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, a babcia nie dawała za wygraną.
-Tak.-starałam się wyszeptać, tak by nie usłyszała, ale coś mi nie wyszło, bo zaczęła klaskać w dłonie.-Co?-spytałam zdziwiona
-Tak długo czekałam na ten moment, kochanie.-powiedziała radośnie i szybko ucałowała mnie w czoło, po czym przytuliła. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć.Jak to możliwe, że tyle się mną interesowała, a ja tego nie widziałam. Oczywiście wiedziałam, że się troszczy, ale żeby aż tak się ekscytować jednym pocałunkiem.
-Dlaczego?-spytałam, a ona spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Wnusiu, wiedziałam, że będziecie razem...-podeszła do mnie bliżej i przetarła moje włosy.-Widzę jak na siebie patrzycie, jak on na ciebie patrzy i jak do ciebie mówi....-przerwała i westchnęła.-Pamiętam jak ja z dziadkiem się poznaliśmy....-i znów się zaczyna. Wiedziałam, że zaraz zacznie swoją historyjkę na temat tego jak była młoda, więc musiałam to przerwać.
-Ale my nie jesteśmy jeszcze razem.-powiedziałam i chwyciłam jabłko.
-jeszcze.-podkreśliła, a ja przewróciłam oczami.
-Babciu, ale ja...
-Wiem, że się boisz skarbie, ale wiem, że on się tobą zaopiekuje.-powiedziała i usiadła na przeciwko mnie przy stole.
-Nie znasz go tak jak ja...-spojrzała na mnie pytająco.-On...jest inny.-nadal nie wiedziała o co mi chodzi, więc zaczęłam wyjaśniać.-Kiedyś spał chyba ze wszystkimi dziewczynami jakie spotkał. Nie szanował ich, nie obchodziło go co one czuły. Nie wiem....-przerwałam zaciskając pięści.
-Czy się tobą przypadkiem nie bawi?-dokończyła, a ja skinęłam głową. Nawet nie wiem kiedy, ale po moim policzku spłynęła łza.
-Nie wiem co on do mnie czuje, nie wiem co on o mnie myśli. To prawda, zmienił się i widzę, że zaczyna inaczej postrzegać kobiety, ale...on pewnie chce tylko przyjaźni...nie chce psuć tego co jest między nami.-powiedziałam i spojrzałam na babcie, która przyglądała mi się z ogromną uwagą i przetwarzając wszystko co jej powiedziałam.
-Kochanie...-zaczęła.-Po pierwsze jestem pewna, że wszystko się ułoży, po drugie nie płacz, bo na to przyjdzie jeszcze pora, po trzecie powinniście poważnie porozmawiać.-wymieniała, a ja spojrzałam na nią pytająco.-Widzę jak na siebie patrzycie i nie mogę znieść waszych gierek. Powinnaś powiedzieć mu co myślisz i jak się czujesz. Powinien wiedzieć jak to wszystko postrzegasz, zanim będzie za późno.-wytłumaczyła, a ja skinęłam głową.
-Masz rację babciu.-wytarłam policzki.-Dziękuje-dodałam.

(oczami Justina)
   Rozmawiałem z mamą i powiedziałem gdzie jestem i jak się czuję. Martwiła się, a ja ostatnio dużo myślałem i postanowiłem jej wybaczyć. To moja mama i nie chce się z nią kłócić. Za długo nie było jej przy mnie i chce to nadrobić.
   Gdy zszedłem na dół chciałem od razu zobaczyć Amy. Nie mogłem wytrzymać chwili bez niej i czułem, że muszę z nią być. Zatrzymałem się jednak za drzwiami, bo usłyszałem kawałek rozmowy.
-Nie wiem co on do mnie czuje, nie wiem co on o mnie myśli. To prawda, zmienił się i widzę, że zaczyna inaczej postrzegać kobiety, ale...on pewnie chce tylko przyjaźni...nie chce psuć tego co jest między nami.-powiedziała Amy i pociągnęła nosem. Płakała?
-Kochanie...-zaczęła jej babcia.-Po pierwsze jestem pewna, że wszystko się ułoży, po drugie nie płacz, bo na to przyjdzie jeszcze pora, po trzecie powinniście poważnie porozmawiać.-zapadła chwila ciszy.-Widzę jak na siebie patrzycie i nie mogę znieść waszych gierek. Powinnaś powiedzieć mu co myślisz i jak się czujesz. Powinien wiedzieć jak to wszystko postrzegasz, zanim będzie za późno.-wytłumaczyła, a ja skinęłam głową.
-Masz rację babciu.-wytarłam policzki.-Dziękuje-dodałam.
     Nie rozumiem o co chodziło. Dlaczego Amy płakała? O kogo chodziło? Nie mam pojęcia. Chce by Amy się uśmiechała, by nigdy nie była smutna. Chce ją przytulać i mówić jej jak bardzo jest piękna. Chce...chce....Chcę by była ze mną już na zawsze. A jeśli ona w kimś już się zakochała? Jeśli w tej rozmowie chodziło o tego właśnie gościa? Nie mogę jej stracić, nie chce!
  Szybko wszedłem do kuchni i dałem Amy buziaka w policzek.
-Zjadłaś?-spytałem, a ona zdziwiona moim zachowaniem nie wiedziała co powiedzieć.
-umm....tak.-odpowiedziała jąkając się.
-To świetnie.-powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej.-Zabieram cię gdzieś.-powiedziałem, a ona spojrzała raz na mnie raz na babcie.-Jeśli mogę oczywiście.-spojrzałem błagalnym wzrokiem na babcie Amy.
-Tak, to wspaniały pomysł.-odpowiedziała
-Ale...-zaczęła Amy, ale jej babcia skarciła ją wzrokiem
-Masz iść z tym miłym chłopakiem i zrobić to co miałaś zrobić.-powiedziała szyfrem jej babcia.
-Dobrze.-odpowiedziała Amy, a ja się uśmiechnąłem.
**********************************
Chciałem ją zabrać, gdzieś gdzie będzie jej jak w domu, gdzie czuła się swobodnie i mogła być sobą. Często rozmawiałem z jej babcią i mówiła, że jest takie miejsce, gdzie Amy lubiła przebywać. Widziałem to miejsce jak jechałem tutaj w poszukiwaniu dziewczyny, więc spokojnie tam trafię. 
Gdy Amy się szykowała, ja przygotowałem koc i koszyk z jedzeniem. Wszystko spakowałem do samochodu i wróciłem do domu. Na schodach stała już wyszykowana, ślicznie ubrana Amy.
-Ummm...gotowa?-spytałem, a ona skinęła głową i podeszła bliżej.-Ślicznie wyglądasz księżniczko.-gdy to powiedziałem na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 35

(Oczami Justina)
  Przez pół nocy nie mogłem zasnąć. Wciąż myślałem o Amy. Zaufała mi.....
A to co się wydarzyło tam, pod dębem było niesamowite. Kocham ją! Tak, mogę w końcu to przyznać. Gdy nie ma jej przy mnie wariuje, a gdy mnie dotyka....cały świat znika i zostajemy tylko my. Wczoraj bałem się zrobić ruch, ale zaufała mi i to na razie mi wystarczy. Chcę być przy niej  każdej możliwej minucie. Chce mówić jej miłe słowa, chce całować ją gdy tylko ją zobaczę. Chcę by była, tutaj, ze mną.
Było około szóstej, gdy obudził mnie jakiś hałas. Przetarłem oczy i usłyszałem jak ktoś kicha i kaszle. Uśmiechnąłem się do siebie, bo wiedziałem już, że to Amy. Wstałem i powędrowałem do jej pokoju.
-Mogę?-spytałem wchodząc.
-Pewnie.-powiedziała leżąc na łóżku z paczką chusteczek. Podszedłem bliżej, a ona niekontrolowanie kichnęła.-Odejdź, jestem chora.-powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.
-To potrzebujesz kogoś, kto by się tobą zajął.-powiedziałem dumnie.
-Tak? A znasz kogoś tak dobrze wyszkolonego?-spytała, a ja przewróciłem oczami
-No pewnie. Obudziło go właśnie twoje choróbsko. Jest bardzo opiekuńczy i przystojny.
-Hahaha....strasznie przepraszam, że go obudziłam.
-Spoko.-odpowiedziałem i usiadłem na krawędzi łóżka. -Wyglądasz....-spojrzałem na nią i specjalnie zrobiłem grymas na twarzy.-ślicznie.-dokończyłem i się uśmiechnąłem.
-Ha, ha, ha... zabawne. Wyglądam okropnie, a czuję się jeszcze gorzej.-zakaszlała.
-Przyniosę ci coś.-wstałem i wyszedłem. Po cichu poszedłem do kuchni, gdzie była już Amy babcia.-Dzień dobry.-przywitałem się, a ona się uśmiechnęła
-Dzień dobry, Justin. Jak Amy się czuje? Słyszałam jak kaszlała.-powiedziała zmartwiona.
-Jest przeziębiona. Wczoraj byliśmy...ummm...
-Pod magicznym dębem?-dokończyła, a ja spojrzałem na nią pytająco.-Ja wiem wszystko, kochanie. Amy często tam chodziła jak była mała. Zawsze gdy potrzebowała przemyśleć coś lub dostać jakiś znak, który pomógłby jej w dalszej drodze, chodziła tam i siadała na drewnianej ławce.-powiedziała kobieta i podała mi talerz zupy.-Mógłbyś jej to zanieść?-spytała zmieniając temat.
-Tak, oczywiście.-powiedziałem i podniosłem talerz.
-Justin?
-Tak?
-Opiekuj się nią, proszę. Ona nie pokazuje byle komu tego miejsca.
-Dobrze.-odpowiedziałem i poszedłem do pokoju Amy. Już na korytarzu można było usłyszeć jej smarkanie i kaszlenie. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi.
-Twoja babcia przygotowała ci zupę.-powiedziałem.
-Dzięki.-powiedziała i podsunęła się na łóżku, by oprzeć się o tył łóżka. Podszedłem i usiadłem koło niej. Złapałem za łyżkę i cwaniacko się uśmiechnąłem.
-Powiedz "aaaaa"-powiedziałem, a ona zachichotała i zrobiła to co kazałem.
Karmiłem ją, a ona uśmiechała się, kichała, uśmiechała się, kaszlała i tak na zmianę. Gdy wszystko zjadła odstawiłem miskę na stolik i wróciłem na wcześniej zajmowane przeze mnie miejsce.
-Dziękuję.-wyszeptała
-Za co?-spytałem zdziwiony.
-Za to... za to że jesteś, że się mną opiekujesz.-powiedziała, a ja pogłaskałem jej włosy.
-Wszystko dla ciebie księżniczko.-powiedziałem, a ona jak zwykle się zarumieniła. To też w niej kocham. Jest urocza i bardzo wstydliwa, jest po prostu moją księżniczką.

(oczami Amy)
  Leżałam tak wtulona w Justina i rozmyślałam. Jak to możliwe, że spotkało mnie takie szczęście? Czy ten pocałunek pod dębem to był znak? Znak, że powinnam dać szansę miłości? Przyznam, że strasznie się tego boje. Po ostatnim razie, gdy dałam upust emocją, zostałam zraniona i to bardzo wpłynęło na teraźniejsze moje decyzje. Jednak dąb nigdy się nie mylił. Wiem, że teraz myślicie, że jestem głupia, że wierze w magiczne dęby i znaki od niego, ale to prawda. Zawsze mi pomagał. Gdy byłam mniejsza przyjaciele chcieli iść na wagary, jednak ja bałam się, bo znając moich rodziców, zabili by mnie, gdyby się dowiedzieli. Wtedy poszłam usiąść na tą samą ławkę co wczoraj i nie wiem skąd, ale wiedziałam już, że nie mogę. Że to zły pomysł. I dobrze myślałam. Gdy połowa mojej klasy urwała się z lekcji, jakimś cudem ich przyłapali i wszyscy musieli sprzątać szkołę, za karę.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Teraz tylko zastanawiałam się, co będzie z Justinem, z nami.
-O czym myślisz, księżniczko?-spytał Justin, gładząc moje włosy.
-O..-nie mogłam mu powiedzieć, że o nas, bo to byłoby głupie.-O wszystkim. O rodzinie, szkole, przyjaciołach...po prostu.-westchnęłam-O wszystkim.
-A jak się czujesz?-spytał zatroskany
-Lepiej.-powiedziałam i znów zapadła ta niezręczna cisza. Obydwoje zanurzyliśmy się w swoje rozmyślenia. Po chwili jednak, moje powieki zrobiły się ciężkie i zasnęłam....

(oczami Justina)
   Wciąż o niej myślę. Nie mogę wyrzucić jej z głowy. Jej oczy, uśmiech...., wciąż miałem jej twarz przed oczami. Gładziłem jej miękkie włosy i rozmyślałem. Powiedzieć jej o moich uczuciach? A jeśli ona mnie nie kocha? Jeśli nie chce niczego więcej prócz przyjaźni? Nie poddam się. Będę ją wspierał, będę jej pomagał, aż mnie pokocha. Mam nadzieję, że to już niedługo....
*****************************
Po południu siedziałem na dole z babcią Amy. Gotowaliśmy, rozmawialiśmy. Dowiedziałem się dużo o mojej księżniczce. Babcia bardzo ją chwali i jest z niej bardzo dumna. Mówiła również o jej przyjaciołach z dzieciństwa, w których znalazł się również Mark. Podobno byli sobie bliscy i wszyscy dookoła myśleli, że kiedyś będą ze sobą. Ha! Po moim trupie.
  Nagle usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach.
-Hej księżniczko.-powiedziałem, a ona schowała twarz za kosmykami włosów. Podszedłem do niej i spojrzałem jej w oczy, po czym pocałowałem w czoło.
-Hej.-wymamrotała i usiadła przy stole
-Jak spałaś?-spytałem.
-Dobrze.-powiedziała i się uśmiechnęła
-Twoja babcia dużo mi o tobie mówiła.-powiedziałem, a ona rozszerzyła oczy
-Babciu!-powiedziała karcącym głosem.
-No co? Chciał cię bliżej poznać, a że spałaś to wypytał mnie.-broniła się babcia.
-Taaak...kucyki i ogrodniczki...-zrobiłem minę jakbym to sobie wyobrażał.-seksi.-powiedziałem, a ona znów się zaczerwieniła.
-Miałam 10 lat.-wyjaśniała
-Dobra, dobra, księżniczko. Teraz nie gadaj i jedz.-powiedziałem, podałem jej talerz i pocałowałem w policzek. Gdy zobaczyłem jak się czerwieni, uśmiechnąłem się cwaniacko i wyszedłem. Musiałem zadzwonić do mamy, bo pewnie się martwiła.

(oczami Amy)
Czułam się dziwnie. Babcia robiła dziurę w mojej głowie, patrząc się i czekając aż jej wszystko opowiem. Ale ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Sama nie rozumiem tego co się ze mną, z nami dzieje. To wszystko stało się tak nagle, ale nie żałuje niczego. Gdy zjadłam, odłożyłam talerz i westchnęłam.
-No dobra, już ci powiem, tylko się tak nie patrz!-powiedziałam, a ona się zaśmiała.

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 34

(oczami Amandy)
  To było coś bardzo dziwnego. Lucy nigdy tak się nie zachowywała. Polubiła go od razu.
-Chyba cię lubi.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie.
-Chyba tak.-zgodził się, ostatni raz pogłaskał klacz i wyszedł. Stanął naprzeciwko mnie, tak blisko, że dzieliły nas tylko centymetry.-A czy jej pani mnie lubi?-spytał, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone i spuściłam wzrok. On jednak się nie poddał i podniósł mój podbródek tak, że nasze oczy się spotkały.
-Może...-powiedziałam tajemniczo, a gdy zauważyłam, że spogląda raz na moje usta, a raz na oczy i powoli zbliża się niebezpiecznie blisko, szybko ominęłam go i poszłam nakarmić inne zwierzęta.
Justin westchnął i ruszył za mną. Nic nie mówiliśmy, ale czułam na sobie wzrok Justina. Gdy byliśmy przy krowach musiałam nachylić się by nasypać im jedzenia i wtedy poczułam coś bardzo dziwnego w żołądku. Justin gapił się na mój tyłek i mogłabym przysiąc że oblizał usta.
-Gapisz się na mój tyłek?-spytałam po chwili, zerkając na niego przez ramie. Nie odwrócił wzroku, wciąż stał w tej samej pozycji i napalał się na moje pośladki.
-Może...-odpowiedział tak samo jak ja wcześniej, na co się zaśmiałam. Gdy wszystko już zrobiłam, złapałam odruchowo Justina za nadgarstek i wyprowadziłam na zewnątrz. Było strasznie zimno i robiło się coraz ciemniej, ale oto mi właśnie chodziło. Chciałam mu coś pokazać. Coś co mało kto wie. Nie wiem czemu to robię, ale chce go bliżej poznać, chce by mnie bliżej poznał. Chce mu pokazać, że nie jestem zwykłą dziewczyną z miasta w zwykłych nie wyróżniających się ciuchach.
-Mogę wiedzieć gdzie mnie prowadzisz?-spytał niecierpliwy.
-Zobaczysz.-powiedziałam i zrobiłam jeszcze kilka kroków, po czym zatrzymałam się i odwróciłam się do niego przodem. -Zamknij oczy.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie pytająco.
-Jak chcesz mnie pocałować, to się nie krępuj.-powiedział żartobliwie, choć wyglądał na bardzo poważnego. Przewróciłam oczami.
-Chce ci coś pokazać, ale zamknij oczy.-powiedziałam, a on chwilę się zastanawiał.-Ufasz mi?-spytałam, a on westchnął i zamknął oczy.
  Nie wiedziałam, że mi ufa. To pytanie po protu mi wyskoczyło, ale gdy zobaczyłam, że jednak mi zaufał...kompletnie się tego nie spodziewałam. Teraz byłam pewna, że dobrze robię pokazując mu to miejsce. Pociągnęłam go za rękę i przeszliśmy przez małą polanę. Nagle zatrzymałam się i westchnęłam
-Możesz otworzyć.-powiedziałam, a on powoli zrobił to co kazałam.
-Co to za miejsce?-spytał i rozglądał się wokoło.
-To moje miejsce, moje tajemnicze miejsce.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie zdezorientowany.
-To czemu...
-Czemu ci je pokazałam?-przerwałam, a on skinął głową.
-Na początku nie wiedziałam, ale potem mi zaufałeś i ja tobie też zaczynam ufać.-powiedziałam i opuściłam głowę. Podeszłam do wysokiego dęba, strzepałam śnieg z ławki i usiadłam, szatyn zrobił to samo i usiadł koło mnie.-Nie wiem czemu, ale chcę cie bliżej poznać.-powiedziałam i spojrzałam na niego, ale zaraz opuściłam wzrok.-Coś...coś nie pozwala mi cię odrzucić. Nie wiem co się ze mną dzieje, bo nigdy czegoś takiego nie powiedziałabym chłopakowi, ale....dzisiaj wciąż o tobie myślałam. Chciałabym ci tyle powiedzieć. Chciałabym....-zamilkłam i powoli odwróciłam się do chłopaka. Na jego twarzy widniał uśmiech. Przysunął się bliżej mnie i mocno przytulił.
-Też cię lubię Amy.-powiedziałam w moje włosy, a po moim policzku spłynęła zła. Nie wiem czemu, ale się rozkleiłam. Cieszyłam się, w brzuchu czułam stado motyli, a gdy mnie dotykał, po moim ciele przechodziły przyjemne dreszcze.  Nagle oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.-Zależy mi na tobie-powiedział i otarł moje mokre policzki.-Lubię to jak się uśmiechasz, lubię to jak chodzisz, lubię to jak się czerwienisz..-obydwoje się cicho zaśmialiśmy.-Chcę cię bliżej poznać, chcę byś bliżej poznała mnie, chce być przy tobie w każdej możliwej chwili, bo bez ciebie po prostu wariuje.-powiedział i znów mnie przytulił.
  Siedzieliśmy tak przez kilka minut wtuleni w siebie. Obserwowaliśmy gwiazdy i wymyślaliśmy dla nich imiona. Były takie dwie, najjaśniejsze, bardzo blisko siebie. Justin pokazał na nie i powiedział.
-Justin i Amy.-spojrzałam na niego, a on powoli się do mnie zbliżył. Wiedziałam co się teraz stanie. Nie bałam się. Przyznam, że czekałam na to przez cały wieczór. Ostatnio bardzo się zmieniłam. Stałam się odważniejsza i otwarta na nowe rzeczy. Ale to nieważne. Teraz był tak blisko, że czułam jego miętowy oddech na moim ustach. Przybliżył się jeszcze bliżej i szepnął.
-Mogę?-spytał, a ja kiwnęłam głową. Uśmiechnął się i złączył nasze usta. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o wejście, nie wahałam się i rozchyliłam usta. Po chwili nasze języki walczyły o dominację. To było coś niesamowitego. Zaczęłam czuć coś dziwnego w brzuchu, coś czego jeszcze nigdy nie czułam. Czyżbym się zakochała?
_____________________________________________________________
Od razu na wstępie chce przeprosić,  że nie dodawałam tutaj żadnych rozdziałów. Przepraszam za błędy. Postaram się częściej myśleć nad tym opowiadaniem. Kocham was za komentarze i dziękuję za cierpliwość.
Zapraszam oczywiście do mojego drugiego opowiadania.http://justfallinlovee.blogspot.com/

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 33

Rano obudziłam się bez problemu, chyba mój organizm zaczął się przyzwyczajać do tego, że muszę tak wcześnie wstawać. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w przyszykowane wczoraj ciuchy. Jeszcze tylko lekki makijaż i byłam gotowa. Miałam jeszcze jakąś godzinę do wyjścia, więc poszłam sprawdzić czy Justin jeszcze śpi. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział, gdy otworzyłam drzwi, tam go nie było. Zeszłam na dół i chciałam się spytać czy babcia go przypadkiem nie widziała, ale nie zdążyłam, bo gdy chciałam wejść usłyszałam jego głos.
-Dobrze pani gotuje.-powiedział, a ona się zaśmiała. Ja nadal stałam za ścianą w ukryciu.
-Dziękuję.-odpowiedziała.-Justin...? Zależy ci na Amy?-jedno co wiedziałam to, że babcia nie owija w bawełnę. Zawsze taka była i za to również ją kocham
-Tak, bardzo.-odpowiedział szatyn, a mi zrobiło się dziwnie ciepło na sercu.
-Ostatnio opowiadała mi o chłopaku, który bardzo ją zranił. Nie chcę by to się powtórzyło. Ona tego drugi raz nie zniesie.-powiedziała babcia, a ja miałam ochotę przerwać tą rozmowę, ale głos Justina mnie zatrzymał.
-Wiem...wiem co zrobił i wiem, że źle zrobił. Jednak... ja jej nie skrzywdzę. Bardzo ko...lubię Amy i zależy mi na niej. Nie mogę znieść ani jednego dnia bez niej. Jest w niej coś niesamowitego, coś co ciągnie mnie do niej.-powiedział, a do moich oczu zaczęły zbierać się łzy. Czy on zamierzał powiedzieć, że mnie kocha? Nie, pewnie mi się przesłyszało.
-Chce dla niej jak najlepiej. Muszę wiedzieć czy jej nie zranisz.-powiedziała na co się uśmiechnęłam.
-Nigdy tego nie zrobię. Po za tym...ona pewnie nie chce czegoś więcej. Chce tu zostać i zacząć nowe życie. Widziałem z nią jakiegoś chłopaka...chyba dobrze się znają i lubią...-powiedział
-Chodzi ci o Marka? To przyjaciel z dzieciństwa Amy. Nie wiem jak sprawy między nimi się mają, ale widzę, że jesteś dobrym młodzieńcem i życie ci szczęścia. Masz jeszcze szanse na zdobycie zaufania jak i sympatii Amy.-powiedziała, a ja mogłam sobie wyobrazić, że właśnie teraz szatyn się uśmiecha
-Dziękuję pani.-odpowiedział
-Nie ma za co, a teraz jedz.-powiedziała, a ja w tym czasie udałam, że właśnie dopiero przyszłam
-Dzień dobry wszystkim.-powiedziałam i podeszłam do chłopaka. Nie wiem co mnie naszło, ale dałam mu buziaka w policzek.
-D-dzień dobry.-szatyn z wrażenia rozszerzył oczy i zaczął się jąkać, na co się zaśmiałam.
-Masz kochanie, to twoje śniadanie.-powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i wzięłam się za jedzenie jajecznicy.
    Śniadanie minęło w ciszy, wciąż czułam na sobie wzrok Justina, ale starałam się nie zwracać na to uwagi.
Gdy zjadłam zaniosłam nasze talerze do zlewu i pożegnałam się z babcią. Szatyn cały czas podążał za mną wzrokiem i wtedy mi się coś przypomniało.
-Yyy...Justin?
-Tak?-spytał zdziwiony.
-A ty nie masz szkoły?-spytałam, a on się uśmiechnął
-Mam zwolnienie do końca tygodnia.-powiedział, a ja skinęłam głową.
-Kiedy wracasz do domu?-kontynuowałam
-Jeśli chcesz to mogę dzisiaj już wyjechać.-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Nie, możesz zostać. Nie przeszkadza mi twoja obecność.-powiedziałam spokojnie.
-W takim razie zostanę - powiedział, po czym zwrócił się do babci.-Jeśli oczywiście pani pozwoli.-powiedział, a raczej spytał.
-Pewnie, przecież mówiłam, że możesz zostać tak długo jak tylko zechcesz.-powiedziała, a ja spojrzałam na szatyna morderczym spojrzeniem.
-Co? -spytał udając, że nie wie o co mi chodzi
-Nic, idę do szkoły, a ty w tym czasie...nie wiem...zajmij się sobą.-powiedziałam po czym pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Na zewnątrz było chłodno, a na ziemi leżał już śnieg. W nocy musiało mocno padać, bo było go aż poza kostki. Koło stajni czekał na mnie Mark. Przywitałam się z nim i ruszyliśmy do szkoły.
*************************
Lekcje minęły dosyć szybko, cieszyłam się, że już wracam do domu. Wciąż nie mogłam zapomnieć rozmowy mojej babci z Justinem. Polubiła go, a to u niej nowość, bo ona zawsze jest pesymistycznie nastawiona do nowych twarzy.
 Weszłam do domu, a tam zastałam szatyna, który gotował coś z moją babcią.
-Co tak ładnie pachnie?-spytałam, a brązowooki od razu się odwrócił i do mnie podszedł. Przytulił mnie i wyszeptał mi do ucha, że bardzo się stęsknił.-Moja babcia cię wymęczyła?-spytałam, a on się zaśmiał.
-Chyba na odwrót. Nie dawał mi spokoju, wciąż chciał uczyć się czegoś nowego. Mówił, że chce ci zaimponować i coś ci ugotować.-powiedziała babcia, a ja spojrzałam na szatyna. Jego policzki zrobiły się czerwone, ale się nie śmiałam. Uważam, że to słodkie, a mu pewnie zrobiłoby się przykro gdybym go wyśmiała.
-Tak? To słodkie z jego strony.-powiedziałam na ogół, ale wciąż przyglądałam się Justinowi.-A więc...?-spytałam, a on podniósł wzrok i spojrzał na mnie.-Co dla mnie ugotowałeś?-spytałam, a on się uśmiechnął.
   Zrobił dla mnie spaghetti z pysznym pomidorowym sosem. Upiekł też babeczki oraz  czekoladowe ciasteczka. Wszystko było pyszne. Zjadłam tak dużo, że nawet nie wiem gdzie to wszystko zmieściłam.
Po obiedzie zaprowadziłam Justina do stajni. Chciałam mu pokazać Lucy.
-Teraz przedstawię ci mój skarb, Lucy. Jest dla mnie najważniejsza na świecie. Kocham ją z całego serca i nie zamieniłabym jej na nic innego.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Śliczna.-powiedział i pogłaskał klacz.
-Uważaj, nie lubi obcych.-powiedziałam, ale on nie przestał. Podszedł bliżej, a to co zobaczyłam po prostu mnie zamurowało....
_______________________________________________________________
Jest nowy rozdział. Do każdego opowiadania dzisiaj dodałam następny, więc proszę o komentarze.
Przypominam również o moim najnowszym opowiadaniu. http://justfallinlovee.blogspot.com/
Zmieniłam nazwę, ale opowiadanie to samo.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 32

(oczami Justina)
-Na zawsze?-spytałem załamany. Ona nie mogła tak wszystkiego zostawić. Kochałem ją i teraz wiem to na pewno. Nie mogę jej teraz opuścić.
-Tak... ale to jeszcze nie jest pewne. Muszę sobie wszystko poukładać.-powiedziała spuszczając głowę.
-Nie chce, żebyś zostawała. Kto pomoże mi w nauce?
-Justin, daj spokój!-powiedziała poirytowana.-Przecież wiem, że jesteś dobrym uczniem, ale leniwym-powiedziała, na co ja przewróciłem oczami.
-Ale....
-Justin....ja chce tylko poukładać sobie życie, to wszystko.-powiedziała, a ja posmutniałem.
-Jeśli chodzi o tego dupka i tą twoją przyjaciółkę to się nie martw. Będę przy tobie i już więcej cię nie skrzywdzą.-powiedziałem jednym tchem.
-Nie chodzi o nich... no może trochę, ale tu chodzi o mnie. To ja się ostatnio bardzo zmieniłam i nie wiem czy na dobre, czy na złe. Muszę to sobie wszystko przemyśleć i zacząć od nowa.-powiedziała patrząc mi prosto w oczy.
  Nie chciałem jej tu zostawiać. Chciałem by wróciła ze mną, do miasta. Chciałem ją przytulić i pocałować oraz powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie mogłem. Była uparta, tak samo jak ja. Jednak nie zamierzałem się poddawać. Ostatnio uświadomiłem sobie, że ją kocham i nie zamierzam tak łatwo się poddać.
-Amy? Amy, kochanie jesteś w domu?-usłyszałem kobiecy głos. To była chyba starsza pani, jak sądzę babcia Amy.
-Tak, tutaj.-odpowiedziała dziewczyna, a do pokoju weszła kobieta.
-Widzę, że masz gościa...nie będę wam przeszkadzać.-powiedziała, a gdy chciała wyjść Amy ją zatrzymała.
-Babciu? Może Justin zostać na noc?-spytała, a moje oczy się rozszerzyły. Chciała bym został na noc? Ale dlaczego?-Jest już późno, a nie chcę by zgubił się po drodze.-powiedziała uśmiechając się do mnie.
-Dobrze, przyniosę dodatkową pościel.-powiedziała, a Amy pocałowała ją w policzek.
-Dzięki babciu.-dodała.

(oczami Amandy)
Po rozmowie z Justinem uświadomiłam sobie, że mu chyba na mnie zależy. Nie mówię, że to złe, ale nie chce też powiedzieć, że to dobrze. Zaproponowałam mu spanie, bo widziałam jak ciemno na dworze już jest, a jak sądzę dotarcie tutaj było dla niego nie lada problemem. Bardzo trudno tu dojechać i często ludzie gubią się po drodze.
Nawet nie wiem jak ten czas tak szybko zleciał. Jeszcze przed chwilą było jasno i miałam iść z Markiem nakarmić zwierzęta. Jak sądzę sam to zrobił. więc jutro mu nie odpuszczę i sama to zrobię.
-Choć.-powiedziałam do Justina, a on wstał i ruszył za mną.
Weszliśmy na górę do pokoju gościnnego. Było tam łóżko i kilka szaf. Szatyn rozejrzał się dookoła i stanął przede mną.
-Jest jakiś sposób, którym mógłbym przekonać cię do powrotu?-spytał ze smutkiem.
-Nie.-odpowiedziałam, a on westchnął.-I tak muszę pomóc dziadkowi, a jak wyzdrowieje to wtedy zobaczę jak będzie.-powiedziałam, a on lekko się uśmiechnął.-Powiedziałam "ZOBACZĘ"-podkreśliłam, a on przewrócił oczami.
-Wiem, ale to znaczy, że jest szansa.-powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-A to za co?-spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Odkąd cię zobaczyłem dzisiaj, chciałem to zrobić, ale w usta. Jednak po twojej rozmowie....dałem ci tylko w policzek, żeby ci podziękować za wszystko.-powiedział, a ja poczułam jak moje poliki się czerwienią.
Odwróciłam się i chciałam wyjść jednak poczułam jak łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do siebie.
-Tęskniłem za tobą.-wyszeptał mi do ucha.-Uwielbiam to jak na ciebie działam.-dodał, a ja poczułam jeszcze większe ciepło na mojej buzi.
  Byłam zdziwiona jego reakcją. Przecież on mnie nie lubił, od zawsze zwracał się do mnie kujonica Amy i nie chciał się ze mną widywać, a tym bardziej pokazywać. Jego ostatnie zachowanie bardzo mnie dziwiło, ale cieszyłam się, że taki jest. Od jakiegoś czasu potrzebowałam kogoś, kto po prostu mnie przytuli.
________________________________________________________________
Mamy kolejny :D Od razu przepraszam, za błędy oraz zapraszam do mojego nowego bloga.
Jest rozdział 2.http://everythingandnothingmore.blogspot.com/
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Mam co do niego poważne plany, więc czekam na komentarze.
Jutro będą kolejne rozdziały do każdego z opowiadań.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

WAŻNE!

 Hej, jutro postaram się dodać kolejne rozdziały, ale mam dla was ważną wiadomość.
Oto moje kolejne opowiadanie. http://everythingandnothingmore.blogspot.com/2013/05/bohaterzy.html
Mam nadzieję, że się spodoba, już jest pierwszy rozdział, więc czytać!! :D KOMENTUJCIE!!

niedziela, 9 czerwca 2013

Taaakkk!! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że mam już tyle odsłon. To dla mnie bardzo ważne, tak samo jak komentarze. Dzięki nim naprawdę lepiej się pisze i ma się więcej pomysłów na rozdziały. Dziękuję wam, że jesteście i że mnie wspieracie. Wiem, że ostatnio bardzo rzadko dodawałam, ale to się zmieni, bo już nie muszę nadganiać ocen i bd miała więcej czasu na pisanie.

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 31

(oczami Amandy)
   Na reszcie koniec. Po wyjściu ze szkoły odetchnęłam z ulgą. Nie to, że nie lubiłam chodzić do szkoły, ale dziwnie się czułam, gdy wszyscy się na mnie gapili. W dawnej szkole byłam niewidzialna i trudno mi się przyzwyczaić do tego, że jestem w centrum uwagi. Szeptali coś między sobą i "mierzyli" mnie wzrokiem. Czułam się niekomfortowo i już na pierwszej przerwie odliczałam minuty do lekcji.
-To co piękna? Do domu?-spytał Mark, gdy byliśmy już poza murami szkoły.
-Tak, muszę pomóc w stajni i nakarmić zwierzęta.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Pomogę ci.-powiedział, a ja skinęłam głową.
   Przez drogę powrotną dużo rozmawialiśmy. O wszystkim, ale też o niczym. Było strasznie zimno, a do tego zaczął padać śnieg. Ehh.... święta już nie długo.
-To...-wytrącił mnie z rozmyślań Mark.-Poszłabyś ze mną na zimowy festyn?-spytał lekko zdenerwowany.
-Zimowy festyn?-spytałam zdezorientowana.
-Tak, co roku organizowany jest. Byłaś kiedyś na kilku.-powiedział, a ja zaczęłam się zastanawiać.
-Aaaa..., pamiętam.-powiedziałam po chwili ciszy.-Pewnie, chętnie pójdę.-dodałam, a jego oczy się zaświeciły.
-Naprawdę?-spytał podekscytowany.
-Tak, będzie fajnie.-odpowiedziałam i ruszyliśmy dalej.
   Gdy doszliśmy pod dom babci, wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Odłożyliśmy plecaki, po czym poszłam sprawdzić co z dziadkiem.
-Hej, już jestem.-powiedziałam, gdy weszłam do pokoju.
-Hej, jak było w szkole?-spytał zachrypniętym głosem.
-Dobrze, jak to w szkole.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.-Jak się czujesz?-spytałam
-Lepiej.-odpowiedział-Jesteś z Markiem?-spytał i zaczął kaszleć.
-Tak, czeka na dole. Idziemy nakarmić zwierzęta i posiedzieć przy Lucy.-powiedziałam entuzjastycznie.
-Dobrze kochanie, a mogłabyś coś dla mnie zrobić?-spytał, a ja zmarszczyłam brwi i kiwnęłam by kontynuował.-Podałabyś mi szklankę wody i te dwie tabletki co leżą na stoliku?-spytał, a ja odrazu zrobiłam to o co poprosił.
-Odpoczywaj, wrócę do ciebie później.-powiedziałam i ucałowałam go w czoło.
   Zeszłam szybko na dół, gdzie siedział Mark.
-Idziemy?-spytałam wchodząc do salonu. Wtedy zorientowałam się, że nie był sam. Oboje odwrócili się, a moje oczy się rozszerzyły.
-J-Justin?-wyjąkałam, a on delikatnie się uśmiechnął.

(Oczami Justina)
Przyjechałem pod wyznaczony adres i wyszedłem z samochodu. W pobliżu było kilka domków, ale po sprawdzeniu numeru od razu podszedłem do drzwi. Zapukałem i odsunąłem się o krok. Zastanawiałem się co teraz. Nawet nie zaplanowałem co jej powiem.
Drzwi otworzył jakiś chłopak, wysoki brunet.
-Pomóc w czymś?-spytał oschle.
-Um.... szukam Amy.-odpowiedziałem tym samym tonem. Chłopak podrapał się po karku i spojrzał na mnie.
-Jest, wejdź.-powiedział.
   Nie był to jakiś luksusowy dom, ale był duży i dobrze wystrojony. Ściany, podłoga oraz sufit były z drewna, a na podłogach leżały staromodne dywany.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu dziewczyny, ale nigdzie jej nie widziałem.
-Umm... usiądź.-powiedział chłopak, a ja spojrzałem na niego pytająco.-Ona zaraz powinna zejść.-dodał, a ja skinąłem głową i usiadłem w salonie. W powietrzy było czuć napięcie. Nie wiedziałem co to za koleś i co on robi w domu Amy. Nie rozmawialiśmy, wpatrywaliśmy się tylko w ścianę przed nami.
Po kilku minutach usłyszałem kroki oraz głos Amy.
-Idziemy?-spytała wchodząc do pomieszczenia. Była zaskoczona.-J-Justin?-wymamrotała, a jej mina spowodowała, że musiałem się uśmiechnąć.
Była piękna, tak jak ją zapamiętałem.
-Ummm... to ja może pójdę do stajni.-powiedział brunet i przeszedł obok niebieskookiej.-Do zobaczenia.-powiedział i pocałował ją w policzek, na co ona się zaczerwieniła. Zacisnąłem pięści i spojrzałem w innym kierunku, starając się nie wybuchnąć. Nowy chłopak? Serio?
 Gdy brunet wyszedł, dziewczyna podeszła bliżej i usiadła na kanapie. Zrobiłem to samo i wpatrywałem się w jej piękną twarz.
-Jak mnie znalazłeś?-spytała po chwili ciszy.
-Mam swoje źródła, piękna.-powiedziałem, a ona się zarumieniła. Przyznam, że bardzo często to robiła.
-Po co przyjechałeś?-wypytywała dalej.
-Chciałem cię zobaczyć.-odpowiedziałem szybko.
-To już zobaczyłeś.-powiedziała oschle i wstała.
-Jesteś na mnie zła?-spytałem zdezorientowany.

(oczami Amandy)
Nie byłam zła, ale też nie skakałam z radości. Chciałam zmienić swoje życie, wyrzucić z niego chłopaków. Mark... Mark jest moim przyjacielem, jest jak brat, więc on się nie liczy. Gdy zobaczyłam Justina w moim domu przestraszyłam się trochę. Po co on przyjechał? Żeby się ze mną zobaczyć? Wątpię. Ja nie byłam ani ładna, ani interesująca. Byłam tylko mądra, co było raczej udręką. Stałam tam przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi.
-Nie jestem.-powiedziałam bardziej łagodnie.
-To czemu chcesz mnie wygonić?-spytał i również wstał.
-Ja nie... bo...chce zmienić swoje życie. Nie chce teraz wokół mnie żadnych chłopaków.-wydusiłam to z siebie.
-A ten koleś?-spytał, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana.
-Mark?-spytałam, a on kiwną głową.-To mój przyjaciel, jest dla mnie jak brat, on się nie liczy.-powiedziałam i podeszłam do kuchni.
-Ale dlaczego chcesz zmieniać swoje życie?
-Bo...bo chcę. Ostatnio dużo się wydarzyło, a ja nie mogłam tego znieść, więc postanowiłam zacząć od nowa. Wyjazd nie był zaplanowany. Mój dziadek jest chory, więc przyjechałam mu pomóc, a to też doskonała okazja na zmiany.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie niedowierzanie.-Może i zostanę tu na zawsze....-dodałam

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 30

    Obudziłam się na kanapie, przykryta kocem. Zasnęłam? Nawet nie wiem kiedy. Usłyszałam jakieś hałasy dochodzące z kuchni, pewnie babcia znów coś gotowała. Przetarłam oczy wierzchem dłoni i przeciągnęłam się. Powoli wstałam i udałam się do kuchni.
-Hej ba...-przerwałam, gdy zorientowałam się, że to nie była babcia.-Mark?-spytałam, a on się odwrócił i obdarzył mnie delikatnym uśmiechem.
-Hej piękna.-powiedział, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
-H-hej-wymamrotałam i spuściłam wzrok.-Co ty tutaj robisz?-spytałam po chwili ciszy, a on się zaśmiał.
-Twoja babcia mnie zatrudniła, to znaczy zgłosiłem się do pomocy i powiedziałem, że nie przyjmuję odmowy, więc teraz pomagam jej albo w domu, albo na dworze.-powiedział, a ja rozszerzyłam oczy.
-To ja miałam jej pomagać...-powiedziałam udając oburzoną.
-Spokojnie, pracy wystarczy dla nas dwoje.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.-A po za tym będę mógł częściej się z tobą widywać.-odwrócił się, a ja znów się zaczerwieniłam.
    Wyciągnął dwa talerze z szafki, po czym położył je na stole. Wrócił do szperania w szafkach, a po chwili wyciągnął jeden wielki talerz z kanapkami.
-Smacznego.-powiedział
-Skąd ty to...
-Oh....za dużo pytasz, wiesz? Jedz i nie gadaj, za godzinę mamy szkołę.-przerwał mi, a ja skinęłam głową.
    Zjadłam, podziękowałam i poszłam szybko do siebie. Wyciągnęłam nowe jeansy, niebieski T-shirt oraz czarny sweterek. Weszłam do łazienki, a gdy spojrzałam w lustro to o mało co się nie przestraszyłam. Wyglądałam strasznie. Moje włosy były potargane, a ciuchy wygniecione. Już nawet nie wspomnę o rozmazanym makijażu.
    Umyłam szybko twarz i zęby, uczesałam włosy w niedbałego koka i się przebrałam. Nałożyłam lekki makijaż, po czym wyszłam z łazienki. Zabrałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół. Mark już czekał przy drzwiach. Ubrałam kurtkę oraz buty i wyszliśmy.
-Wszystko w porządku?-spytał Mark, gdy byliśmy już przed budynkiem. Drżałam i trochę się bałam.
-Tak, tylko...-przerwałam i spojrzałam na szkołę.
-Boisz się?-spytał spoglądając na mnie.
-Trochę.-odpowiedziałam patrząc przed siebie.
-Nie bój się, jestem tu.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
   Weszliśmy do szkoły, gdzie było około 100 osób. To mała szkoła, jak i małe miasto. Rozejrzałam się wokół i wtedy spostrzegłam, że wszyscy się na mnie gapią. Moje policzki robiły się czerwone, a ręce zaczęły się pocić. Zwolniłam, a Mark to zauważył, więc spojrzał na mnie pytająco.
-Co się stało?-spytał, a ja spojrzałam w dół.
-Gapią się.-powiedziałam, a on zaczął się rozglądać. Westchnął  i podniósł mój podbródek.
-Bo jesteś piękna i ci zazdroszczą.-powiedział, a ja jeszcze bardziej zrobiłam się czerwona.
-Przestań.-wydusiłam z siebie.
-Uwielbiam jak się czerwienisz.-dodał, a ja ruszyłam dalej.
     Podeszliśmy do naszych szafek, gdzie odłożyliśmy nie potrzebne książki i kurtki. Mieliśmy pierwszą matematykę, więc wolnym krokiem udaliśmy się do sali.
Usiedliśmy razem w ławce, zaraz za nami weszła nauczycielka.
-Dzień dobry klaso.-powiedziała

(oczami Justina)
Nie wiem co robić, tęsknię, naprawdę tęsknie. Nie ma chwili kiedy bym o niej nie myślał. Nie było jej już kilka dni, a ja wariowałem. Nie wiem dlaczego tak się czuję, ale przyzwyczaiłem się do niej, do jej obecności. Była jak narkotyk, chciało się jej więcej i więcej.
Siedziałem w klasie poddenerwowany całą sytuacją. Musiałem ją znaleźć, musiałem ją zobaczyć. Wyjechała, a ja nie wiem gdzie. Byłem u niej w domu, ale tam dowiedziałem się tylko, że jest u dziadków. Teraz tylko muszę zdobyć adres.
    Gdy zadzwonił dzwonek, wstałem i wybiegłem z klasy. Szukałem jej przyjaciółki, Belli i znalazłem. Siedziała z tym gnojem, Aleksem. Obściskiwali się? Jak ona mogła zrobić coś takiego przyjaciółce? Nigdy tego nie zrozumiem, ale musiałem z nią pogadać.
-Um...cześć, możemy pogadać?-spytałem, a ich twarze zwróciły się ku mojej.
-O czym?-spytał Alex.
-Nie twój interes, mówiłem do Belli.-powiedziałem lekko wkurzony jego obecnością. Nie dziwcie się mi, zranił dziewczynę, na której mi zależy. Najchętniej bym go zabił, ale już mam wystarczająco problemów.
-Chyba jednak mój, to moja dziewczyna.-powiedział, a ja przewróciłem oczami.
-Nieważne, Bella, wiesz może gdzie jest Amy?-spytałem, a Alex się zaśmiał.-Co cię tak śmieszy?-spytałem poirytowany.
-Szukasz Amy? Kujonica Amy wpadła ci w oko?-spytał z cwaniackim uśmieszkiem, a ja zacisnąłem pięści. Nie mogłem go uderzyć, musiałem dostać od Belli adres.
-Nie wiem, gdzie ona jest.-w końcu odezwała się brunetka.
-Jest u dziadków, ale nie znam adresu.-powiedziałem.
-U dziadków? Wiem gdzie to jest. Dam ci adres.-powiedziała z lekkim uśmiechem. Dałem jej kartkę, a ona zaczęła na niej wypisywać jakieś liczby i słowa. Wziąłem kartkę i chciałem jak najszybciej stamtąd odejść, ale głos Belli mnie zatrzymał.-Mógłbyś jej przekazać, że ją przepraszam? Przykro mi z powodu tego co się stało, nie chciałem żeby to tak wyszło.-powiedziała, a ja skinąłem głową.
   Suka. Myśli, że to coś zmieni? Odebrała chłopaka swojej przyjaciółki, mimo, że on nie był zbyt dobry dla nie, to i tak nie było w porządku.
Nie poszedłem na kolejne lekcje. Od razu pojechałem do domu i spakowałem kilka rzeczy. Gdy miałem wychodzić, ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Gdzie idziesz?-spytała mama.
-Do Amy.-powiedziałem spokojnie.
-Ona wyjechała.-zmarszczyła brwi zdezorientowana.
-Wiem i do niej jadę.- chciałem już odejść, chciałam już być przy Amy. Zobaczyć jej uśmiech.
-Po co?-wypytywała dalej, a ja miałem już tego dość.
-Bo chcę.-powiedziałem i wybiegłem z domu. Wsiadłem do  auta i odpaliłem silnik.
 Spojrzałem na karteczkę i przez chwilę zastanawiałem się, gdzie to jest. Nie znałem tego miasta, ani ulicy. Wpisałem na moim telefonie adres i wszedłem na mapę. To kilka kilometrów stąd. Droga zajmie mi jakieś 3 godziny.
___________________________________________________________
I mamy kolejny rozdział !! :D Przepraszam, że tak rzadko dodaje, ale to koniec roku i musiałam nadgonic oceny. Teraz postaram się dodawać częściej. Dzięki, że czytacie. KOMENTOWAĆ!!