piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 31

(oczami Amandy)
   Na reszcie koniec. Po wyjściu ze szkoły odetchnęłam z ulgą. Nie to, że nie lubiłam chodzić do szkoły, ale dziwnie się czułam, gdy wszyscy się na mnie gapili. W dawnej szkole byłam niewidzialna i trudno mi się przyzwyczaić do tego, że jestem w centrum uwagi. Szeptali coś między sobą i "mierzyli" mnie wzrokiem. Czułam się niekomfortowo i już na pierwszej przerwie odliczałam minuty do lekcji.
-To co piękna? Do domu?-spytał Mark, gdy byliśmy już poza murami szkoły.
-Tak, muszę pomóc w stajni i nakarmić zwierzęta.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Pomogę ci.-powiedział, a ja skinęłam głową.
   Przez drogę powrotną dużo rozmawialiśmy. O wszystkim, ale też o niczym. Było strasznie zimno, a do tego zaczął padać śnieg. Ehh.... święta już nie długo.
-To...-wytrącił mnie z rozmyślań Mark.-Poszłabyś ze mną na zimowy festyn?-spytał lekko zdenerwowany.
-Zimowy festyn?-spytałam zdezorientowana.
-Tak, co roku organizowany jest. Byłaś kiedyś na kilku.-powiedział, a ja zaczęłam się zastanawiać.
-Aaaa..., pamiętam.-powiedziałam po chwili ciszy.-Pewnie, chętnie pójdę.-dodałam, a jego oczy się zaświeciły.
-Naprawdę?-spytał podekscytowany.
-Tak, będzie fajnie.-odpowiedziałam i ruszyliśmy dalej.
   Gdy doszliśmy pod dom babci, wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Odłożyliśmy plecaki, po czym poszłam sprawdzić co z dziadkiem.
-Hej, już jestem.-powiedziałam, gdy weszłam do pokoju.
-Hej, jak było w szkole?-spytał zachrypniętym głosem.
-Dobrze, jak to w szkole.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.-Jak się czujesz?-spytałam
-Lepiej.-odpowiedział-Jesteś z Markiem?-spytał i zaczął kaszleć.
-Tak, czeka na dole. Idziemy nakarmić zwierzęta i posiedzieć przy Lucy.-powiedziałam entuzjastycznie.
-Dobrze kochanie, a mogłabyś coś dla mnie zrobić?-spytał, a ja zmarszczyłam brwi i kiwnęłam by kontynuował.-Podałabyś mi szklankę wody i te dwie tabletki co leżą na stoliku?-spytał, a ja odrazu zrobiłam to o co poprosił.
-Odpoczywaj, wrócę do ciebie później.-powiedziałam i ucałowałam go w czoło.
   Zeszłam szybko na dół, gdzie siedział Mark.
-Idziemy?-spytałam wchodząc do salonu. Wtedy zorientowałam się, że nie był sam. Oboje odwrócili się, a moje oczy się rozszerzyły.
-J-Justin?-wyjąkałam, a on delikatnie się uśmiechnął.

(Oczami Justina)
Przyjechałem pod wyznaczony adres i wyszedłem z samochodu. W pobliżu było kilka domków, ale po sprawdzeniu numeru od razu podszedłem do drzwi. Zapukałem i odsunąłem się o krok. Zastanawiałem się co teraz. Nawet nie zaplanowałem co jej powiem.
Drzwi otworzył jakiś chłopak, wysoki brunet.
-Pomóc w czymś?-spytał oschle.
-Um.... szukam Amy.-odpowiedziałem tym samym tonem. Chłopak podrapał się po karku i spojrzał na mnie.
-Jest, wejdź.-powiedział.
   Nie był to jakiś luksusowy dom, ale był duży i dobrze wystrojony. Ściany, podłoga oraz sufit były z drewna, a na podłogach leżały staromodne dywany.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu dziewczyny, ale nigdzie jej nie widziałem.
-Umm... usiądź.-powiedział chłopak, a ja spojrzałem na niego pytająco.-Ona zaraz powinna zejść.-dodał, a ja skinąłem głową i usiadłem w salonie. W powietrzy było czuć napięcie. Nie wiedziałem co to za koleś i co on robi w domu Amy. Nie rozmawialiśmy, wpatrywaliśmy się tylko w ścianę przed nami.
Po kilku minutach usłyszałem kroki oraz głos Amy.
-Idziemy?-spytała wchodząc do pomieszczenia. Była zaskoczona.-J-Justin?-wymamrotała, a jej mina spowodowała, że musiałem się uśmiechnąć.
Była piękna, tak jak ją zapamiętałem.
-Ummm... to ja może pójdę do stajni.-powiedział brunet i przeszedł obok niebieskookiej.-Do zobaczenia.-powiedział i pocałował ją w policzek, na co ona się zaczerwieniła. Zacisnąłem pięści i spojrzałem w innym kierunku, starając się nie wybuchnąć. Nowy chłopak? Serio?
 Gdy brunet wyszedł, dziewczyna podeszła bliżej i usiadła na kanapie. Zrobiłem to samo i wpatrywałem się w jej piękną twarz.
-Jak mnie znalazłeś?-spytała po chwili ciszy.
-Mam swoje źródła, piękna.-powiedziałem, a ona się zarumieniła. Przyznam, że bardzo często to robiła.
-Po co przyjechałeś?-wypytywała dalej.
-Chciałem cię zobaczyć.-odpowiedziałem szybko.
-To już zobaczyłeś.-powiedziała oschle i wstała.
-Jesteś na mnie zła?-spytałem zdezorientowany.

(oczami Amandy)
Nie byłam zła, ale też nie skakałam z radości. Chciałam zmienić swoje życie, wyrzucić z niego chłopaków. Mark... Mark jest moim przyjacielem, jest jak brat, więc on się nie liczy. Gdy zobaczyłam Justina w moim domu przestraszyłam się trochę. Po co on przyjechał? Żeby się ze mną zobaczyć? Wątpię. Ja nie byłam ani ładna, ani interesująca. Byłam tylko mądra, co było raczej udręką. Stałam tam przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi.
-Nie jestem.-powiedziałam bardziej łagodnie.
-To czemu chcesz mnie wygonić?-spytał i również wstał.
-Ja nie... bo...chce zmienić swoje życie. Nie chce teraz wokół mnie żadnych chłopaków.-wydusiłam to z siebie.
-A ten koleś?-spytał, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana.
-Mark?-spytałam, a on kiwną głową.-To mój przyjaciel, jest dla mnie jak brat, on się nie liczy.-powiedziałam i podeszłam do kuchni.
-Ale dlaczego chcesz zmieniać swoje życie?
-Bo...bo chcę. Ostatnio dużo się wydarzyło, a ja nie mogłam tego znieść, więc postanowiłam zacząć od nowa. Wyjazd nie był zaplanowany. Mój dziadek jest chory, więc przyjechałam mu pomóc, a to też doskonała okazja na zmiany.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie niedowierzanie.-Może i zostanę tu na zawsze....-dodałam

5 komentarzy: