(oczami Justina)
Nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem Amy i wiedziałem, że gdyby mnie potrzebowała to by mi powiedziała. Kocham ją i chce dla niej jak najlepiej. Nie długo sama mi powie o co poszło, a teraz nie chce jej denerwować przed zawodami.
-Kotek, czas wstawać.- wymruczałem jej do ucha.- Musisz się szykować na zawody.- powiedziałem, a ona leniwie otworzyła oczy.
-Jeszcze 5 minut.- powiedziała zaspana i ziewnęła
-Dobra, to ja przygotuję ci kąpiel, a ty leż. –powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
(oczami Amandy)
Byłam zmęczona, ale po gorącej kąpieli, przygotowanej, przez Justina od razu się obudziłam. Ucieszyłam się bo to już dziś są zawody. Tyle na nie czekałam.
Ubrałam się na razie w luźny strój i zeszłam na dół, gdzie mój książę siedział przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam radośnie
-Dzień dobry skarbie.- powiedziała babcia, a ja dałam jej buziaka w policzek, po czym podeszłam do Justina i wpiłam się w jego usta.
-Mógłbym być tak witany co dziennie.- powiedział uradowany
-Co na śniadanie?- spytałam zmieniając temat.
-Tosty.- powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się za jedzienie.
Po śniadaniu poszłam do stajni, sprawdzić czy wszystko jest gotowe i niczego nie brakuje.
-Hej Lucy- przywitałam się z koniem- Jak się czujesz?- spytałam i pogłaskałam ją.- To już dziś, jesteś gotowa?- spytałam, a ona jak na zawołanie skinęła kilka razy głową.- To dobrze, kocham cię i wierzę w ciebie.- powiedziałam i ucałowałam ją delikatnie.
Gdy wszystko już sprawdziłam wróciłam do domu się przygotować. Ubrałam specjalny strój, spakowałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół
-Gotowa?- spytał Justin.
-Tak.- powiedziałam i wyszliśmy na zewnątrz.
-Lucy już zawieźli na miejsce.- oznajmił Jus, a ja skinęłam głową.
Impreza organizowana była na ogromnym polu. Rozstawione były budki z jedzeniem i punktu w których organizowane były konkursy dla dzieci. Było też miejsce na zawody. Wsyzstko wyglądało wspaniale. Ludzie się cieszyli, a zawodnicy stresowali. Ja byłam spokojna. Brałam to wszystko dla zabawy i jeśli nie wygram to nic się nie stanie.
-Chodź, musisz się przygotować.- powiedział szatyn i zaprowadził mnie do stajni.- denerwujesz się? – spytał poważnie.
-Nie, staram się myśleć pozytywnie i wiem, że nawet jeśli nie wygram to nic to nie zmieni.- powiedziałam, a on wpił się w moje usta.
-Kocham cię.- powiedział trzymając moją twarz w dłoniach.
-Ja ciebie też.- dałam mu buziaka.
-Zaraz wrócę, muszę jeszcze sprawdzić tor.- powiedział i odszedł.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, przez co się wzdrygnęłam
-Justin? Miałeś sprawdzić tor.- powiedziałam, ale gdy się odwróciłam moja mina zbledła
-Może nie jestem Justin, ale też miło cię widzieć.- powiedział Mark.
-Co ty tu robisz?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Przyszedłem cię wspierać. Nadal chce być twoim przyjacielem i nadal pragnę twojego szczęścia.- powiedział i dotknął mojego policzka.
-Gdybyś chciał mojego szczęścia nie przychodziłbyś tutaj.- powiedziałam oschle.
-Daj spokój, kocham cię i nie odpuszczę. Jesteś dla mnie ważna, a ten Justin nie jest ciebie wart.- powiedział przybliżając się do mnie, przez co zrobiłam krok w tył.
-Ale ja cię nie kocham. Zepsułeś to co było między nami i nawet nie starasz się tego naprawić. Mówiłam ci, że Justin jest dla mnie ważny i to z nim chce być i nic tego nie zmieni.- powiedziałam i wyszłam ze stajni.
-Ale Amy, chcesz teraz tak po prostu to wszystko skreślić. Te wszystkie spędzone lata? Kocham cię i znam cię. Wiem, że ty też coś do mnie czujesz.- powiedział, ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo wpił się w moje usta. Szybko go odepchnęłam i uciekłam w stronę toru.
-Gotowa?- spytał organizator.
-Tak.- odpowiedziałam zdyszana i wsiadłam na konia.
Minęło kilka konkurencji, w których po sprawie z Markiem strasznie się denerwowałam. Nie wychodziło mi nic co uczyłam się przez ostatnie tygodnie, jednak byłam cały czas druga i mogłam to jeszcze wygrać. Została ostatnia konkurencja, skoki. Nie wiedziałam czy dam radę, ale starałam się myśleć pozytywnie i uspokoić umysł. Była moja kolej. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiechniętego Justina i babcie na trybunach. Nagle za szatynem pojawił się Mark i zaczął mi machać. Moja mina zrzedła, a łza spłynęła po moim policzku.
(oczami Justina)
Była świetna. Prawda, trochę się denerwowała, ale była cudowna. Miała jeszcze szansę wygrać. Musiała tylko wygrać tą konkurencję. Widziałem jak się uśmiecha, ale w pewnym momencie posmutniała i chyba… płakała? Spojrzałem w kierunku, którym ona patrzała i zobaczyłem Marka. Podszedłem do niego i zacisnąłem pięści.
-Dlaczego ona płacze?- spytałem przez zaciśnięte zęby
-Mnie się pytasz? To ty jesteś jej chłopakiem.- powiedział i spojrzał na mnie dumnie.
-Od czasu gdy ze sobą rozmawialiście, ona chodzi smutna. Co ty jej zrobiłeś?- spytałem poirytowany
-Nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem jej to co uważałem za słuszne, a tobie radzę się od niej odczepić.- powiedział oschle.
-Dlaczego? –spytałem, ale nie odpowiedział. Spojrzał jeszcze raz na Amy i powiedział
-Jest taka piękna.-westchnął.- Jakiemu facetowi się ona nie podoba.- powiedział tajemniczo i spojrzał na mnie z pogardą.
-Podoba ci się Amy? To, to jej powiedziałeś? –spytałem, ale już nic nie powiedział.- Nie odwzajemniła twoich uczyć, ale nie odpuszczasz? – spytałem, a on skinął głową
-Nie odpuszczę.- powiedział stanowczo.- Kocham ją i znam ją lepiej niż ty. Ona też coś do mnie czuje. Wiem to, ale ona jeszcze tego nie wie. Jak wytłumaczę jej, że jestem lepszy od ciebie, przyjdzie do mnie, a ty zostaniesz sam.- powiedział, a ja zaśmiałem mu się w twarz.
-Śmieszny jesteś! Kochamy się, a taki goguś jak ty tego nie zniszczy. – powiedziałem i uderzyłem do w nos.-Nie zbliżaj się do niej bo pożałujesz.- powiedziałem i odszedłem.
Amy już ruszyła. Przeskoczyła kilka przeszkód i została jej ostatnia. Najtrudniejsza. Wszystko ucichło, a ludzie wpatrzeni byli w jeden punkt. Po chwili stało się najgorsze. Amanda straciła panowanie nad koniem i zleciała z niego, a na nią Lucy. To było strasznie. Czułem się jakby cały świat się zawalił pod moimi nogami. Proszę! Nie! Tylko nie ona! Boże ratuj ją!
_______________________________________________________________
Nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem Amy i wiedziałem, że gdyby mnie potrzebowała to by mi powiedziała. Kocham ją i chce dla niej jak najlepiej. Nie długo sama mi powie o co poszło, a teraz nie chce jej denerwować przed zawodami.
-Kotek, czas wstawać.- wymruczałem jej do ucha.- Musisz się szykować na zawody.- powiedziałem, a ona leniwie otworzyła oczy.
-Jeszcze 5 minut.- powiedziała zaspana i ziewnęła
-Dobra, to ja przygotuję ci kąpiel, a ty leż. –powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
(oczami Amandy)
Byłam zmęczona, ale po gorącej kąpieli, przygotowanej, przez Justina od razu się obudziłam. Ucieszyłam się bo to już dziś są zawody. Tyle na nie czekałam.
Ubrałam się na razie w luźny strój i zeszłam na dół, gdzie mój książę siedział przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam radośnie
-Dzień dobry skarbie.- powiedziała babcia, a ja dałam jej buziaka w policzek, po czym podeszłam do Justina i wpiłam się w jego usta.
-Mógłbym być tak witany co dziennie.- powiedział uradowany
-Co na śniadanie?- spytałam zmieniając temat.
-Tosty.- powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się za jedzienie.
Po śniadaniu poszłam do stajni, sprawdzić czy wszystko jest gotowe i niczego nie brakuje.
-Hej Lucy- przywitałam się z koniem- Jak się czujesz?- spytałam i pogłaskałam ją.- To już dziś, jesteś gotowa?- spytałam, a ona jak na zawołanie skinęła kilka razy głową.- To dobrze, kocham cię i wierzę w ciebie.- powiedziałam i ucałowałam ją delikatnie.
Gdy wszystko już sprawdziłam wróciłam do domu się przygotować. Ubrałam specjalny strój, spakowałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół
-Gotowa?- spytał Justin.
-Tak.- powiedziałam i wyszliśmy na zewnątrz.
-Lucy już zawieźli na miejsce.- oznajmił Jus, a ja skinęłam głową.
Impreza organizowana była na ogromnym polu. Rozstawione były budki z jedzeniem i punktu w których organizowane były konkursy dla dzieci. Było też miejsce na zawody. Wsyzstko wyglądało wspaniale. Ludzie się cieszyli, a zawodnicy stresowali. Ja byłam spokojna. Brałam to wszystko dla zabawy i jeśli nie wygram to nic się nie stanie.
-Chodź, musisz się przygotować.- powiedział szatyn i zaprowadził mnie do stajni.- denerwujesz się? – spytał poważnie.
-Nie, staram się myśleć pozytywnie i wiem, że nawet jeśli nie wygram to nic to nie zmieni.- powiedziałam, a on wpił się w moje usta.
-Kocham cię.- powiedział trzymając moją twarz w dłoniach.
-Ja ciebie też.- dałam mu buziaka.
-Zaraz wrócę, muszę jeszcze sprawdzić tor.- powiedział i odszedł.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, przez co się wzdrygnęłam
-Justin? Miałeś sprawdzić tor.- powiedziałam, ale gdy się odwróciłam moja mina zbledła
-Może nie jestem Justin, ale też miło cię widzieć.- powiedział Mark.
-Co ty tu robisz?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Przyszedłem cię wspierać. Nadal chce być twoim przyjacielem i nadal pragnę twojego szczęścia.- powiedział i dotknął mojego policzka.
-Gdybyś chciał mojego szczęścia nie przychodziłbyś tutaj.- powiedziałam oschle.
-Daj spokój, kocham cię i nie odpuszczę. Jesteś dla mnie ważna, a ten Justin nie jest ciebie wart.- powiedział przybliżając się do mnie, przez co zrobiłam krok w tył.
-Ale ja cię nie kocham. Zepsułeś to co było między nami i nawet nie starasz się tego naprawić. Mówiłam ci, że Justin jest dla mnie ważny i to z nim chce być i nic tego nie zmieni.- powiedziałam i wyszłam ze stajni.
-Ale Amy, chcesz teraz tak po prostu to wszystko skreślić. Te wszystkie spędzone lata? Kocham cię i znam cię. Wiem, że ty też coś do mnie czujesz.- powiedział, ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo wpił się w moje usta. Szybko go odepchnęłam i uciekłam w stronę toru.
-Gotowa?- spytał organizator.
-Tak.- odpowiedziałam zdyszana i wsiadłam na konia.
Minęło kilka konkurencji, w których po sprawie z Markiem strasznie się denerwowałam. Nie wychodziło mi nic co uczyłam się przez ostatnie tygodnie, jednak byłam cały czas druga i mogłam to jeszcze wygrać. Została ostatnia konkurencja, skoki. Nie wiedziałam czy dam radę, ale starałam się myśleć pozytywnie i uspokoić umysł. Była moja kolej. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiechniętego Justina i babcie na trybunach. Nagle za szatynem pojawił się Mark i zaczął mi machać. Moja mina zrzedła, a łza spłynęła po moim policzku.
(oczami Justina)
Była świetna. Prawda, trochę się denerwowała, ale była cudowna. Miała jeszcze szansę wygrać. Musiała tylko wygrać tą konkurencję. Widziałem jak się uśmiecha, ale w pewnym momencie posmutniała i chyba… płakała? Spojrzałem w kierunku, którym ona patrzała i zobaczyłem Marka. Podszedłem do niego i zacisnąłem pięści.
-Dlaczego ona płacze?- spytałem przez zaciśnięte zęby
-Mnie się pytasz? To ty jesteś jej chłopakiem.- powiedział i spojrzał na mnie dumnie.
-Od czasu gdy ze sobą rozmawialiście, ona chodzi smutna. Co ty jej zrobiłeś?- spytałem poirytowany
-Nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem jej to co uważałem za słuszne, a tobie radzę się od niej odczepić.- powiedział oschle.
-Dlaczego? –spytałem, ale nie odpowiedział. Spojrzał jeszcze raz na Amy i powiedział
-Jest taka piękna.-westchnął.- Jakiemu facetowi się ona nie podoba.- powiedział tajemniczo i spojrzał na mnie z pogardą.
-Podoba ci się Amy? To, to jej powiedziałeś? –spytałem, ale już nic nie powiedział.- Nie odwzajemniła twoich uczyć, ale nie odpuszczasz? – spytałem, a on skinął głową
-Nie odpuszczę.- powiedział stanowczo.- Kocham ją i znam ją lepiej niż ty. Ona też coś do mnie czuje. Wiem to, ale ona jeszcze tego nie wie. Jak wytłumaczę jej, że jestem lepszy od ciebie, przyjdzie do mnie, a ty zostaniesz sam.- powiedział, a ja zaśmiałem mu się w twarz.
-Śmieszny jesteś! Kochamy się, a taki goguś jak ty tego nie zniszczy. – powiedziałem i uderzyłem do w nos.-Nie zbliżaj się do niej bo pożałujesz.- powiedziałem i odszedłem.
Amy już ruszyła. Przeskoczyła kilka przeszkód i została jej ostatnia. Najtrudniejsza. Wszystko ucichło, a ludzie wpatrzeni byli w jeden punkt. Po chwili stało się najgorsze. Amanda straciła panowanie nad koniem i zleciała z niego, a na nią Lucy. To było strasznie. Czułem się jakby cały świat się zawalił pod moimi nogami. Proszę! Nie! Tylko nie ona! Boże ratuj ją!
_______________________________________________________________
Wróciłam :D Cieszycie się? Kolejne rozdziały postaram się napisać jak najszybciej, ale nie wiem jeszcze kiedy będą. :D Cieszę się, że czekaliście i za te wspaniałe komentarze. :D