poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 42

(oczami  Justina)
Nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem Amy i wiedziałem, że gdyby mnie potrzebowała to by mi powiedziała. Kocham ją i chce dla niej jak najlepiej. Nie długo sama mi powie o co poszło, a teraz nie chce jej denerwować przed zawodami.
-Kotek, czas wstawać.- wymruczałem jej do ucha.- Musisz się szykować na zawody.- powiedziałem, a ona leniwie otworzyła oczy.
-Jeszcze 5 minut.- powiedziała zaspana i ziewnęła
-Dobra, to ja przygotuję ci kąpiel, a ty leż. –powiedziałem i wyszedłem z pokoju.

(oczami Amandy)
Byłam zmęczona, ale po gorącej kąpieli, przygotowanej, przez Justina od razu się obudziłam. Ucieszyłam się bo to już dziś są zawody. Tyle na nie czekałam. 
Ubrałam się na razie w luźny strój i zeszłam na dół, gdzie mój książę siedział przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam radośnie
-Dzień dobry skarbie.- powiedziała babcia, a ja dałam jej buziaka w policzek, po czym podeszłam do Justina i wpiłam się w jego usta.
-Mógłbym być tak witany co dziennie.- powiedział uradowany
-Co na śniadanie?- spytałam zmieniając temat.
-Tosty.- powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się za jedzienie.
Po śniadaniu poszłam do stajni, sprawdzić czy wszystko jest gotowe i niczego nie brakuje.
-Hej Lucy- przywitałam się z koniem- Jak się czujesz?- spytałam i pogłaskałam ją.- To już dziś, jesteś gotowa?- spytałam, a ona jak na zawołanie skinęła kilka razy głową.- To dobrze, kocham cię i wierzę w ciebie.- powiedziałam i ucałowałam ją delikatnie.
Gdy wszystko już sprawdziłam wróciłam do domu się przygotować. Ubrałam specjalny strój, spakowałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół
-Gotowa?- spytał Justin.
-Tak.- powiedziałam i wyszliśmy na zewnątrz.
-Lucy już zawieźli na miejsce.- oznajmił Jus, a ja skinęłam głową.
Impreza organizowana była na ogromnym polu. Rozstawione były budki z jedzeniem i punktu w których organizowane były konkursy dla dzieci. Było też miejsce na zawody. Wsyzstko wyglądało wspaniale. Ludzie się cieszyli, a zawodnicy stresowali. Ja byłam spokojna. Brałam to wszystko dla zabawy i jeśli nie wygram to nic się nie stanie.
-Chodź, musisz się przygotować.- powiedział szatyn i zaprowadził mnie do stajni.- denerwujesz się? – spytał poważnie.
-Nie, staram się myśleć pozytywnie i wiem, że nawet jeśli nie wygram to nic to nie zmieni.- powiedziałam, a on wpił się w moje usta.
-Kocham cię.- powiedział trzymając moją twarz w dłoniach.
-Ja ciebie też.- dałam mu buziaka.
-Zaraz wrócę, muszę jeszcze sprawdzić tor.- powiedział i odszedł.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, przez co się wzdrygnęłam
-Justin? Miałeś sprawdzić tor.- powiedziałam, ale gdy się odwróciłam moja mina zbledła
-Może nie jestem Justin, ale też miło cię widzieć.- powiedział Mark.
-Co ty tu robisz?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Przyszedłem cię wspierać. Nadal chce być twoim przyjacielem i nadal pragnę twojego szczęścia.- powiedział i dotknął mojego policzka.
-Gdybyś chciał mojego szczęścia nie przychodziłbyś tutaj.- powiedziałam oschle.
-Daj spokój, kocham cię i nie odpuszczę. Jesteś dla mnie ważna, a ten Justin nie jest ciebie wart.- powiedział przybliżając się do mnie, przez co zrobiłam krok w tył.
-Ale ja cię nie kocham. Zepsułeś to co było między nami i nawet nie starasz się tego naprawić. Mówiłam ci, że Justin jest dla mnie ważny i to z nim chce być i nic tego nie zmieni.- powiedziałam i wyszłam ze stajni.
-Ale Amy, chcesz teraz tak po prostu to wszystko skreślić. Te wszystkie spędzone lata? Kocham cię i znam cię. Wiem, że ty też coś do mnie czujesz.- powiedział, ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo wpił się w moje usta. Szybko go odepchnęłam i uciekłam w stronę toru.
-Gotowa?- spytał organizator.
-Tak.- odpowiedziałam zdyszana i wsiadłam na konia.
 Minęło kilka konkurencji, w których po sprawie z Markiem strasznie się denerwowałam. Nie wychodziło mi nic co uczyłam się przez ostatnie tygodnie, jednak byłam cały czas druga i mogłam to jeszcze wygrać. Została ostatnia konkurencja, skoki. Nie wiedziałam czy dam radę, ale starałam się myśleć pozytywnie i uspokoić umysł. Była moja kolej. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiechniętego Justina i babcie na trybunach. Nagle za szatynem pojawił się Mark i zaczął mi machać. Moja mina zrzedła, a łza spłynęła po moim policzku.

(oczami Justina)
Była świetna. Prawda, trochę się denerwowała, ale była cudowna. Miała jeszcze szansę wygrać. Musiała tylko wygrać tą konkurencję. Widziałem jak się uśmiecha, ale w pewnym momencie posmutniała i chyba… płakała? Spojrzałem w kierunku, którym ona patrzała i zobaczyłem Marka. Podszedłem do niego i zacisnąłem pięści.
-Dlaczego ona płacze?- spytałem przez zaciśnięte zęby
-Mnie się pytasz? To ty jesteś jej chłopakiem.- powiedział i spojrzał na mnie dumnie.
-Od czasu gdy ze sobą rozmawialiście, ona chodzi smutna. Co ty jej zrobiłeś?- spytałem poirytowany
-Nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem jej to co uważałem za słuszne, a tobie radzę się od niej odczepić.- powiedział oschle.
-Dlaczego? –spytałem, ale nie odpowiedział. Spojrzał jeszcze raz na Amy i powiedział
-Jest taka piękna.-westchnął.- Jakiemu facetowi się ona nie podoba.- powiedział tajemniczo i spojrzał na mnie z pogardą.
-Podoba ci się Amy? To, to jej powiedziałeś? –spytałem, ale już nic nie powiedział.- Nie odwzajemniła twoich uczyć, ale nie odpuszczasz? – spytałem, a on skinął głową
-Nie odpuszczę.- powiedział stanowczo.- Kocham ją i znam ją lepiej niż ty. Ona też coś do mnie czuje. Wiem to, ale ona jeszcze tego nie wie. Jak wytłumaczę jej, że jestem lepszy od ciebie, przyjdzie do mnie, a ty zostaniesz sam.- powiedział, a ja zaśmiałem mu się w twarz.
-Śmieszny jesteś! Kochamy się, a taki goguś jak ty tego nie zniszczy. – powiedziałem i uderzyłem do w nos.-Nie zbliżaj się do niej bo pożałujesz.- powiedziałem i odszedłem.
Amy już ruszyła. Przeskoczyła kilka przeszkód i została jej ostatnia. Najtrudniejsza. Wszystko ucichło, a ludzie wpatrzeni byli w jeden punkt. Po chwili stało się najgorsze.  Amanda straciła panowanie nad koniem i zleciała z niego, a na nią Lucy. To było strasznie. Czułem się jakby cały świat się zawalił pod moimi nogami. Proszę! Nie! Tylko nie ona! Boże ratuj ją!
_______________________________________________________________
Wróciłam :D Cieszycie się? Kolejne rozdziały postaram się napisać jak najszybciej, ale nie wiem jeszcze kiedy będą. :D Cieszę się, że czekaliście i za te wspaniałe komentarze. :D 

wtorek, 23 lipca 2013

PRZEPRASZAM!! :(

Mam złe wieści......
Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie będę miała jak dodawać rozdziałów. :( Mam nadzieje, że zrozumiecie i poczekacie na mnie. Obiecuje, że jak wrócę to postaram się jak najszybciej dodać rozdziały do każdego opowiadania. :D Uwielbiam was za komentarze i za to, że czytacie. Dziękuję wam i mam nadzieje, że mnie nie opuścicie. :D Przepraszam i do zobaczenia.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 41

(oczami Amandy)
Już jutro mam zawody. Cieszę się, ponieważ od zawsze lubiłam jeździć na koniach, a tym bardziej na Lucy. Bardzo dużo ostatnio trenowałyśmy, ale w trudnych chwilach zawsze mieliśmy pomoc Justina. Wspierał nas i powtarzał, że nie można się poddawać i że wierzy, że wygramy te zawody. Kocham go, jest dla mnie bardzo ważny i cieszę się, że jest ze mną gdy go potrzebuję.
                Obudziłam się i już wiedziałam, że będę miała lenia.
-Kochanie, czas wstawać.- usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Jeszcze pięć minut.- wymamrotałam w poduszkę.
-Już pięć minut minęło, a teraz wstawaj i chodź na śniadanie.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Justin?
-Hym?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem
-Kocham cię.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Ja ciebie też – powiedział mi w usta i pogłębił pocałunek. Po chwili jednak odsunął się ode mnie i szeroko się uśmiechnął.- Wstawaj.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Westchnęłam i zakryłam się kołdrą. Gdy już miałam zasnąć do pokoju wparował Justin i rzucił się na mnie.
-Aaa…. Justin głupku złaź ze mnie.- powiedziałam, a on udał, że tego nie słyszy i leżał dalej.
-Justin kochanie, już wstaje, więc proszę zejdź ze mnie.- powiedziałam łagodniej, a on od razu się uśmiechnął i wstał. Ściągnął ze mnie kołdrę i przerzucił przez ramię.
-Idziemy na śniadanie.- powiedział i zaniósł mnie do kuchni.
-Boże, dzieci, co wy robicie? – spytała zdziwiona babcia.
-To wszystko jego wina.- powiedziałam oburzona.
-Ale to ty księżniczko, nie chciałaś wstać, a dzisiaj pamiętaj jest ostatni dzień przed zawodami.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Ale mi się nie chce dzisiaj ćwiczyć.- powiedziałam oburzona.
-Dzisiaj nie będziesz ćwiczyć, ale zabieram cię gdzieś.- powiedział tajemniczo.
-Gdzie?- spytałam zainteresowana.
-Daleko.- powiedział i wyszedł z kuchni
-Babciu a ty wiesz gdzie?- spytałam próbując coś z niej wyciągnąć.
-Ja nic nie wiem.- powiedziała i tak ja Justin wyszła z kuchni.
                Westchnęłam i zjadłam śniadanie. Odstawiłam talerz do zlewu i poszłam do siebie się przebrać. Na łóżku już miałam uszykowany zestaw, co mnie bardzo zdziwiło, ale domyśliłam się, że to sprawka Justina. No nic. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wyszłam owijając się ręcznikiem. Rozczesałam jeszcze mokre włosy, wysuszyłam swoje ciało i ubrałam przygotowany strój. Zrobiłam lekki makijaż, podsuszyłam włosy i opuściłam je na ramiona, po czym gotowa wyszłam z łazienki. Zabrałam jeszcze torebkę z pokoju, po czym zeszłam na dół, gdzie stał Justin i… Mark?
-A co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.- powiedział trochę zdenerwowany
-O co chodzi?- spytałam zdezorientowana
-Na osobności?- spojrzał na Justina.
-Dobra, chodź, ale szybko.- powiedziałam i złapałam go za rękę. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na sofie.
-A więc? Co chciałeś?- spytałam zniecierpliwiona
-Wiem, że wybieram sobie najgorszy moment w życiu, ale…- przerwał i opuścił głowę.
-No wyduś to z siebie.- powiedziałam poirytowana
-Kocham cię.- powiedział szybko
-Co?- byłam w szoku
-Kocham cię i nie mogę przestać o tobie myśleć. Wiem, że jesteś z Justinem, ale chciałem, żebyś to wiedziała. Bardzo dużo dla mnie znaczysz i wiem, że ja dla ciebie też. Wtedy gdy cię pocałowałem to nie był przypadek. Chciałem cię pocałować i nie odpuszczę…. – zapadła cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć. Lubię go, ale jako przyjaciela. Jest dla mnie jak brat. Po drugie kocham Justina i nie zamierzam tego zmieniać. –Proszę powiedz coś..-błagał. Wstałam i odeszłam kawałek.
-Wyjdź proszę.- powiedziałam łagodnie
-Ale…
-Wyjdź- powiedziałam głośniej. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale do pokoju wszedł Justin.
-Przemyśl to co ci powiedziałem.- powiedział i wyszedł. Usiadłam z powrotem na sofie i schowałam twarz w dłonie, po czym się rozpłakałam. Justin zauważył co się dzieje i podszedł mnie przytulić.
(oczami Justina)
Nie wiem co on jej powiedział i nie wiem co zrobił, ale załamała się. Nie mogła nic z siebie wydusić. Płakała, a ja nie wiedziałem jak jej pomóc.
-Nie płacz.- powiedziałem i tuliłem ją mocniej.
-To nie tak miało być.- powiedziała przez łzy.
-Już dobrze, nie płacz.- mówiłem i głaskałem ją po głowie.- Chodź, zabieram cię gdzieś.- powiedziałem i wytarłem jej mokry policzek.
-Justin, przepraszam, ale nie najlepiej się teraz czuję, chyba pójdę się położyć.- powiedziała i  i chciała odejść, ale złapałem ją za rękę.
-Obiecuję, że poczujesz się lepiej. Chodź.- powiedziałem, a ona chwilę się zastanawiała po czym się zgodziła. Zaprowadziłem ją w nasze miejsce. Pod magiczny dąb, gdzie lubiła przebywać w takich chwilach, gdy nie wiedziała co dalej zrobić. Na początku była zdziwiona dlaczego ją tu przyprowadziłem, ale po chwili zrozumiała, że to dobre miejsce na przemyślenia.  Usiedliśmy na bujanej huśtawce i nic nie mówiliśmy. Zatraciliśmy się w swoich rozmyśleniach i cieszyliśmy się swoim towarzystwem.

(oczami Amandy)
I za to kocham Justina. Nic nie muszę mówić, a on mnie tak rozumie. Wiedział, że potrzebuję pomyśleć, a huśtawka pod dębem jest najlepszym miejscem.  Nie mogłam przestać myśleć o sprawie z Markiem. Czy to koniec naszej przyjaźni? Czy teraz będę musiała go unikać by nie czuć się niekomfortowo?  Dlaczego ja? Dlaczego mnie musiało to spotkać?
-Dziękuję- wyszeptałam
-Za co?- spytał zdziwiony
-Za to, że jesteś i że mi tak pomagasz.- powiedziałam i złączyłam nasze usta w krótkim, ale pełnym uczuć pocałunku.
-Nie ma za co księżniczko. Wszystko dla ciebie.- powiedział i znów zapadła cisza. Siedzieliśmy tak dosyć długo, ale nie było nam źle.
-Kocham cię.- wyszeptał mi we włosy
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i mocniej się do niego wtuliłam, przymykając oczy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 40

(oczami Amandy)
*******dwa tygodnie później*******
                To był najgorszy tydzień mojego życia. Od kilku dni strasznie się z Justinem kłócę i nie możemy znaleźć porozumienia. Śpimy osobno, śniadania jemy osobno…. Wszystko robimy jako ja lub on, a nie jako MY. Zaczęło się od tego, jak w szkole rozmawiałam z nowym chłopakiem. Przyznaje był przystojny i flirtował ze mną, ale ja nic nie zrobiłam. Justin był wtedy bardzo zazdrosny i pobił go, przez co jego mama musiała przyjechać do szkoły. Nawrzeszczeliśmy na siebie i starałam się mu to jakoś wytłumaczyć, ale on tego nie zrozumiał i od tamtej pory w szkole mnie unika, a gdy jestem gdzieś w pobliżu, zaczyna podrywać jakąś laskę.  Staram się to olewać, ale nie wiem jak długo to wytrzymam.
-Amy, słuchasz mnie w ogóle?- spytał Mark. On ostatnio cały czas jest przy mnie i powtarza, że wszystko się ułoży. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo i rozmawiamy o wszystkim.
-Tak, jasne.- powiedziałam smutna.
-Nadal myślisz o tej sprawie z Justinem?- spytał, jak widać zmęczony całą tą sytuacją.
-Przepraszam, ale wiesz jak bardzo go kocham. Nie potrafię przestać tak z dnia na dzień o nim myśleć.- powiedziałam i oparłam się o szkolną szafkę.
-To ja przepraszam, powinienem cię wspierać, ale chce byś była szczęśliwa, a zamęczanie się jakąś głupią kłótnią, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oboje cierpicie, ale potrzebna wam przerwa. –pocieszał mnie.
-Może masz racje…- powiedziałam i wypuściłam głośno powietrze.
-Pewnie, że mam.- powiedział dumny, a ja się zaśmiałam.- Słuchaj…, a może poszłabyś ze mną do kina, dzisiaj.- powiedział i podrapał się po karku.
-Pewnie, słyszałam, że mają jakieś nowe filmy.- powiedziałam bardziej wesoło.
-To super, przyjdę po ciebie o 19.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Okej, chodźmy na lekcje.- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę sali.
         Reszta zajęć minęła spokojnie. Każdą przerwę spędzałam z Markiem, a Justina starałam się jak najbardziej unikać. 
Wróciłam do domu, przywitałam się z babcią i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w jakieś luźniejsze ciuchy, związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Właśnie szykowałam sobie jedzenie, gdy do domu wszedł nie kto inny jak sam Justin. Mruknął ciche „hej” i poszedł do siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, bo zawsze, mimo wszystko przynajmniej na mnie spojrzał, a teraz? NIC!.
   Zrobiłam sobie coś na szybkiego i zjadłam. Wróciłam do pokoju, uszykowałam sobie ciuchy na spotkanie z Markiem i poszłam wziąć prysznic, przy tym nucąc jakąś piosenkę. Po umyciu się, owinęłam się ręcznikiem i podsuszyłam włosy. Dalej śpiewając swoją wymyśloną piosenkę przeszłam do pokoju i usiadłam przed lustrem.
-Możemy pogadać? – usłyszałam za sobą głos, przez co się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do szatyna i spojrzałam na niego pytająco.
-O czym? – spytałam dalej nucąc pod nosem i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli makijaż.
-O nas? O tej całej głupiej kłótni?- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-To ty zacząłeś.- powiedziałam, a on westchnął.
-Gdzie idziesz?- spytał marszcząc brwi.
-Do kina.- powiedziałam obojętnie i przeczesałam włosy.
-Z kim? Z tym kolesiem?- spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie twoja sprawa z kim i gdzie idę – powiedziałam oschle.
-Jesteś moją dziewczyną i to chyba logiczne, że chce wiedzieć. Martwię się.- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej.
-Skoro już musisz wiedzieć to idę z Markiem. Zaprosił mnie, a ja i tak nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.- wytłumaczyłam, a on tylko siedział i mi się przyglądał. Dokończyłam makijaż, uczesałam się i zabrałam rzeczy. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.- znów usłyszałam jego głos. Od razu przeszły mnie przyjemne dreszcze, ale starałam się tego nie pokazywać.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam pakować do torebki potrzebne rzeczy.
-Wiesz, że cię kocham prawda?- spytał jakby bał się, że odejdę na zawsze.
-Wiem, ja ciebie też.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na zegarek, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. –Już jest.- powiedziałam i odwróciłam się do Justina.- Pogadamy jutro, bo nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię, ale musze lecieć. Pa.- dałam mu buziaka w policzek i szybko zbiegłam na dół.

(oczami Justina)
Była taka piękna. Tak bardzo żałuje tego co zrobiłem, ale nie mogę cofnąć czasu. Kocham ją i byłem cholernie zazdrosny, gdy ten facet się do niej przystawiał. Potem było już coraz gorzej. Kłóciliśmy się o najmniejszą rzecz, a potem nie odzywaliśmy się do siebie.  Tak bardzo mi jej brakuję.
 Usłyszałem jakieś śmiechy z doły. Podszedłem do okna i odsunąłem lekko firankę. Widziałem jak się witają, jak on ją dotyka. Zacisnąłem ręce w pięści i patrzyłem dalej. Objął ją ramieniem i zaprowadził do samochodu. Otworzył jej drzwi, po czym ona wsiadła. Była taka uśmiechnięta. Jak kiedyś. Chcę to wszystko naprawić. Kocham ją i nie odpuszczę.

(oczami Amandy)
 Wszystko szło świetnie. Mark był bardzo kochany i romantyczny. Po filmie poszliśmy coś zjeść, gadaliśmy, śmialiśmy się. W pewnej chwili to się zepsuło.  Mark zrobił rzecz, której się nie spodziewałam, a mianowicie pocałował mnie. Szybko się odsunęłam i odwróciłam wzrok.
-Przepraszam, nie powinienem.- tłumaczył się, ale mu przerwałam.
-Nic się nie stało, ale zapomnijmy o tym.- powiedziałam, a on niechętnie skinął głową.
-To może… odwiozę się do domu.- powiedział i ruszyliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do domu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, znów zapadła niezręczna cisza, która trwała zbyt długo.
-Dzięki za kino i kolację, było… fajnie.- powiedziałam, a on skinął głową.
-Jeszcze raz chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, to nie tak miało być.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nic się nie stało. Dałeś ponieść się emocją, rozumiem. Ale proszę zapomnijmy już o tym. Nie chcę stracić przyjaciela.- powiedziałam, a on znów skinął niechętnie głową.- Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Teraz czekało mnie najgorsze. Rozmowa z Justinem. Nie chce by dowiedział się o pocałunku, bo  on zabije Marka, a to mój przyjaciel i nie chce go stracić. Weszłam do domu, ściągnęłam cicho buty i poszłam do siebie. Zapaliłam w pokoju światło, a tam Justin stoi przy oknie.
-Matko, Justin... przestraszyłeś mnie.- powiedziałam łapiąc się z serce.
-Czekałem na ciebie.- powiedział i usiadł na łóżku.- Jak było?- spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Dobrze, było kino, potem poszliśmy coś zjeść i... wróciliśmy do domu.- powiedziałam trochę poddenerwowana.- Jestem strasznie zmęczona, pójdę się przebrać i pójdę spać.- powiedziałam i szybko zabrałam swoją piżamę i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam Justin nadal siedział na łóżku, ale tym razem z twarzą w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- spytałam podchodząc do niego.
-Wszystko zepsułem.- powiedział z zaszklonymi oczami.
-Nic nie zepsułeś.- powiedziałam głaszcząc go po plecach.
-Zepsułem...tracę ciebie, tak bardzo cię kocham i nie chce, żebyś mnie zostawiła. Siedziałem tu i czekałem. Zastanawiałem się jak to naprawić.- powiedział, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Już dobrze Justin.- przytuliłam go.- Ja nigdzie się nie wybieram. Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.- A teraz choć się położymy.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Justin rozebrał się do bokserek i zaraz do mnie dołączył. Przytulił się do mnie mocno, tak jakby bał się, że w nocy ktoś mu mnie zabierze. Głaskałam go po głowie i myślałam. Po chwili zauważyłam, że zasnął, więc i ja zaraz po zamknięciu oczu zasnęłam. 

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 39

    (oczami Amandy)
Rano obudziłam się wtulona w Justina. Widok rozczochranego, śpiącego szatyna był bezcenny. Mogłabym budzić się tak codziennie i nie miałabym dość.  Nie chciałam go budzić, więc wtuliłam się w niego i zanurzyłam się w swoich rozmyśleniach, aż w końcu zasnęłam.
    Nie wiem jak długo spałam, ale tym razem obudziły mnie słodkie pocałunki składane na mojej szyi. Zaśmiałam się cicho i przegryzłam dolną wargę.
-Dzień dobry piękna.- usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
-Dzień dobry.- wymamrotałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Wstawaj, śniadanie gotowe.- powiedział, wciąż mnie całując.  Przetarłam leniwie oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.  Ułożyłam się wygodnie, a Justin podał mi tackę z jajecznicą i sokiem pomarańczowym.
-Dziękuję.-powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Wolałbym gdzie indziej, ale jakoś przeżyje.- powiedział oburzony, a ja się zaśmiałam. Usiadł koło mnie bacznie mnie obserwując. Starałam się go olać, ale po jakimś czasie zaczęłam się stresować.
-Mógłbyś przestać?- spytałam patrząc na niego, a on się jeszcze szerzej uśmiechnął.
-Ale co?- spytał zdziwiony
-Gapić się na mnie, to mnie stresuje.- powiedziałam, a on się zaśmiał i dał mi buziaka w policzek.
-Po prostu nie mogę się napatrzeć na moją piękność.- powiedział, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem piękna.- kłóciłam się i powróciłam do jedzenia. Złapał mój podbródek i przyciągnął tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Jesteś i będę ci to powtarzać, aż w końcu uwierzysz.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Jak chcesz…- westchnęłam i dokończyłam jedzenie. Gdy wszystko zniknęło z mojego talerza, wypiłam sok i odłożyłam tace na szafkę koło łóżka. Justin objął mnie ręką i przysunął do siebie.  Nie mieliśmy ochoty ani rozmawiać, ani się ruszać.
Przez cały czas siedzieliśmy w ciszy, ciesząc się swoją obecnością. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Do pokoju wtargnęła babcia i zaczęła odsłaniać okna, na co się skrzywiliśmy od ostrego światła i schowaliśmy się pod kołdrą.
-Wstawać śpiochy!- krzyknęła, na co my jęknęliśmy z niezadowolenia.
-Jeszcze 5 minut.- Krzyknęłam z pod kołdry.
-Dałam wam nawet 10, a teraz wstawać i nie gadać.- powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Na jej gadaniu się skończyło. Nadal leżeliśmy w łóżku, przytulając się i śmiejąc z byle czego.  Justinowi jak widać się nudziło, więc co chwila całował każdy odkryty centymetr mojego ciała, a ja śmiałam się za każdym razem.
-Głupku, przestań.- powiedziałam, a on spojrzał na mnie obrażony i powrócił do wcześniejszych czynności.
-Nigdy.- powiedział między pocałunkami. W końcu każde miejsce na mojej twarzy zostało wycałowane, więc przeniósł się na mój brzuch.  Zapomniał chyba o tym, że mam łaskotki, więc gdy tylko dotknął mojej skóry, zaczęłam się wić i śmiać jak opętana. Po jakimś czasie do mnie dołączył, ale nie przestawał mnie dotykać. Nagle przez przypadek podniosłam kolano i uderzyłam w jego kolegę. Zgiął się w pół i jedyne co wydobył ze swoich ust to wycie z bólu. Szybko zakryłam ręką usta i spojrzałam na niego z powagą.
-Przepraszam, kochanie, ja nie….- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wpił się w moje usta.-Boli?- spytałam robiąc grymas i patrząc na niego przepraszająco.
-Teraz już nie.- powiedział zadowolony i znów złączył nasze usta. Przysunął mnie tak do siebie, że teraz siedziałam na nim okrakiem. Gdy chciałam zejść, przysuwał mnie jeszcze bardzie i trzymał tak bym mu nie uciekła. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Oczywiście nie obyło się bez śmiania i wariowania, ale tak właśnie minął na ten dzień.  Babcia kilka razy przychodziła i próbowała nas wyciągnąć z łóżka, ale Justin trzymał mnie tak mocno, że nie miałam jak się wydostać. Odpowiadał tylko stanowczym  „nie” na co moja babcia się śmiała i znów zostawiała nas samych.  Wieczorem znów posmutniałam. Wiedziałam, że będę musiała się z nim pożegnać. Tak bardzo tego nie chciałam. Gdy miałam już coś powiedzieć, szatyn mnie wyprzedził.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział zadowolony.
-Jaką?- spytałam zaciekawiona
-Jak dostane buziaka to ci powiem.- powiedział, a ja dałam mu delikatnego buziaka, który zaraz pogłębił. Po kilku minutach miziania się i wymiany śliny. Oderwaliśmy się od siebie.
- A więc?- spytałam próbując uregulować oddech
-Rozmawiałem z twoją babcią oraz z moją mamą…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-I?- dopytywałam
-I udało mi się ich namówić, by dokończyć naukę tutaj, z tobą.- powiedział, a ja uradowałam poraz kolejny wpiłam się w jego usta.
-Tak bardzo się cieszę.- powiedziałam, a on zachichotał.
-Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- powiedział i mocno mnie przytulił.
_________________________________________________________________________
Krótki, ale nie miałam weny. Następne postaram się dłuższe. Przepraszam za nieobecność i zapraszam do pozostałych opowiadań. 

sobota, 13 lipca 2013

Ważne !!!

  Jest mi przykro ale nie wiem kiedy bd nowy rozdział. Zabrali mi internet i nie wiem kiedy znów będę go miała. Obiecuje, że jak tylko bd miała szanse napisać rozdziały to postaram się dodać. :D
Przepraszam i do zobaczenia. Prawdopodobnie bd za 3, 4 dni.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 38

(oczami Amandy)
   Robiło się coraz ciemniej, a z tym przychodziły również podmuchy zimnego wiatru. Siedzieliśmy na ławce, a na mojej skórze pojawiała się gęsia skórka.
-Zimno ci, kochanie?-spytał zatroskany
-Trochę.-powiedziałam, a on wyciągnął z koszyka kocyk, po czym mnie otulił.
-Chodź, wracajmy do domu...-powiedział, a ja tylko skinęłam głową.-Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem szczęśliwy kochanie..-powiedział, a ja momentalnie się uśmiechnęłam
-Ja też.-powiedziałam i ruszyliśmy w stronę domu.
    Babcia jak zwykle krzątała się po kuchni i sprzątała albo znów coś gotowała.Gdy usłyszała, że wróciliśmy od razu do nas podeszła
-Dzieci...-zaczęła-Gdzie wyście tak długo byli? Martwiłam się...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Byliśmy pod dębem. Justin zawiesił tam huśtawkę i tak jakoś czas zleciał.-powiedziałam, a ona spojrzała na nas podejrzanie. Spojrzałam na szatyna, a on nic nie mówiąc pocałował mnie w skroń.
-Czy jest coś o czym muszę wiedzieć?-spytała, a ja starałam się nie wybuchnąć śmiechem
-Nie? Prawda Justin?-spytałam, a on cicho się zaśmiał.
-Prawda kochanie...-powiedział po czym spojrzeliśmy się uradowani na moją babcie.
-No mówcie, bo nie wytrzymam...-powiedziała, a ja już nie wytrzymałam i głośno się zaśmiałam, a po chwili dołączył do mnie Justin.
-No nic się nie dzieje. A teraz jeśli pozwolisz ja i MÓJ chłopak chcemy obejrzeć jakiś film.-powiedziałam, a ona zrobiła duże oczy.
-Co?-spytała zdziwiona.
-Chcielibyśmy obejrzeć film.-powiedziałam z uśmiechem.
-Chwile, chwila...-zapadła chwila ciszy.-Jesteście razem?-spytała, a my skinęliśmy głową.-Dzieci, tak bardzo się cieszę...-powiedziała i mocno nas przytuliła
-Dobrze, ale chcemy żyć, więc możesz nas puścić?-spytałam łapiąc powietrze.
-Tak, tak...-powiedziała i ostatni raz się do nas uśmiechnęła po czym zniknęła w kuchni.
-Chyba się cieszy...-powiedział Justin i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
    Gdy się w końcu uspokoiliśmy, poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Justin odpalił laptopa i zaczął szukać jakiś film, a ja zeszłam na dół po coś do jedzenia. Babcia siedziała przy stole z albumem w ręce i kciukiem przejeżdżała po zdjęciu.
-Co robisz babciu?-spytałam zdziwiona
-A nic...-westchnęła-Wspominam sobie...-spojrzała na mnie i wtedy widziałam jej zaszklone oczy.
-Co się dzieje babciu?-spytałam zatroskana i szybko do niej podeszłam
-Nic skarbie...po prostu tęsknie za dziadkiem...-spojrzała na fotografie, na którym ona i dziadek się całowali.-Widząc ciebie przypomniało mi się jak kiedyś ja z dziadkiem się zachowywaliśmy. Byliśmy tacy młodzi i bardzo zakochani.-powiedziała, a osobna łza spłynęła po jej policzku.
-Babciu.....-przeciągnęłam i mocno ją przytuliłam.
-Kocham cię wnusiu...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Ja ciebie  też.-powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Amyyyyyy...!!!-Usłyszałam krzyk Justina
-Co się stało?-spytałam zdziwiona, gdy wbiegł do kuchni i mocno mnie przytulił
-Stęskniłem się.-powiedział, a ja się zaśmiałam
-Mówiłam, że idę po coś do jedzenia.
-Ale nie było cię tak długo, że musiałem sprawdzić czy mnie nie zostawiłaś.-powiedział zmartwiony
-Spokojnie, głuptasie...-dałam mu buziaka.-Nigdzie się nie wybieram, a po za tym to mój dom...-zaśmiałam się, a Justin chwilę się nad tym zastanawiał, po czym przyznał mi rację.
-Wracajmy do łóżka...-powiedział, a ja spojrzałam na babcie.
-Poczekaj, tylko wezmę popcorn.-powiedziałam i szybko przygotowałam miskę, po czym wsypałam popcorn.
-Już?-spytał zniecierpliwiony, a ja skinęłam głową. Justin cwaniacko się uśmiechnął i wziął mnie na ręce.
-Co ty robisz?-spytałam zdziwiona
-Przyspieszam twoje ruchy.-powiedział i pożegnaliśmy się z babcią, po czym wróciliśmy do pokoju. Justin położył mnie na łóżku i usiadł koło mnie.
-Serio? Horror?-spytałam patrząc na monitor.
-Oj kochanie... ten film jest naprawdę super.-powiedział i spojrzał na mnie błagalnie.
-Ale ja się będę bała...-powiedziałam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech
-Masz mnie...-pokazał dumnie na siebie.-Ja cię obronie.-powiedział i mocno mnie przytulił.
   Nie minęła chwila, a ja już zakrywałam oczy. Ten film był okropny i straszny. Gdy spojrzałam na szatyna on wyglądał na niewzruszonego. Nie rozumiem jak to nie mogło na niego nie działać.
Nagle coś strasznego wyskoczyło, a ja pisnęłam i wtuliłam się w chłopaka, a on się cicho zaśmiał
-Z czego się śmiejesz?-spytałam oburzona.
-Z niczego kochanie.-powiedział powstrzymując się od śmiechu.
  Przez resztę filmu nie odezwałam się ani słowem. Gdy pojawiły się napisy końcowe odsunęłam się od chłopaka i podeszłam do szafki. Wyciągnęłam moją piżamę i nie patrząc na Justina ruszyłam w stronę drzwi. Gdy miałam już wychodzić, poczułam ręce Justina owinięte wokół mojej tali.
-Przepraszam kochanie.-wyszeptał mi do ucha.-Nie powinienem był się śmiać.-powiedział, a ja nadal się nie odzywałam. Wyrwałam się z jego uścisku i otworzyłam drzwi, ale nie mogłam wyjść, bo stanął mi na drodze.
-Kochanieee...-przeciągnął i spojrzał mi w oczy.-Przepraszam, przepraszam, przepraszam...-powiedział i całował mnie w każde możliwe miejsce na mojej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
-Justin...przestań.-powiedziałam, ale on nadal mnie całował.
-Nie jesteś już na mnie zła?-spytał, a ja się zaśmiałam
-Nie.-powiedziałam, a on mocno mnie przytulił.-W sumie to mam prośbę...-odsunął się kawałek ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.-Mógłbyś pójść ze mną do łazienki i stać przed drzwiami....boje się...-ostatnią część wyszeptałam, a on przyciągnął mnie bliżej i znów przytulił
-Jasne kochanie.-powiedział i poszedł ze mną do łazienki.
    Szybko się przebrałam i razem z szatynem wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, a on przykrył mnie kołdrą i chciał wyjść, ale go zatrzymałam
-Gdzie idziesz?-spytałam szybko
-Do pokoju.-powiedział
-Teraz?-spytałam, a on skinął głową.-Zostań ze mną. Boje się sama spać.-powiedziałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i szybko podbiegł do łóżka, po drodze ściągając bluzkę i spodnie, przez co został w samych bokserkach. Wślizgnął się pod kołdrę i mocno mnie przytulił.
-Kocham cię.-wyszeptał mi we włosy.
-Ja ciebie też.-powiedziałam, a po chwili zasnęłam

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 38

(oczami Amandy)
   Mijały kolejne dni, a ja znów zostałam sama. Co prawda Justin odwiedza mnie gdy tylko może i jest dla mnie bardzo kochany. Zabiera mnie w różne ciekawe miejsca i daje prezenty. Nie jesteśmy parą, ale najlepszymi przyjaciółmi. Kocham go i on mnie też, ale ja jeszcze nie jestem gotowa na nowy związek. Wspierał mnie gdy dziadek zmarł i powiedział, że on mnie nigdy nie zostawi.Dzisiaj również przyjechał, ale tylko na kilka godzin, które spędziliśmy razem na kanapie przed telewizorem, śmiejąc się i wygłupiając. Ostatnio bardzo dużo trenuje z Lucy, bo niedługo są zawody konne, na które bardzo chcę pójść. Jak byłam mała wiele razy brałam w nich udział. Uwielbiałam jeździć konno. Trochę się zmieniło od ostatniego razu, ale wracam do formy.
-Amy czas do łóżka!.-krzyknęła babcia, a ja się zaśmiałam
-Dobrze babciu.-powiedziałam i odłożyłam telefon na półkę. Poszłam do łazienki przebrać się w moją piżamę, po czym wróciłam i wtuliłam się w moją ciepłą kołderkę.
(bzyyp, bzyyyyp) Nie dane mi było jednak spać. Wiedziałam kto się do mnie dobija, a tą osobą oczywiście jest Justin. Uśmiechnęłam się i złapałam za telefon.
Od Justin: Tęsknie :(
 Przewróciłam oczami i szybko odpisałam
Do Justin: Ja też, ale niedługo się zobaczymy znowu. :)
  Po chwili przyszła odpowiedź
Od Justin: Ale ja już tęsknie i nie mogę zasnąć.
  Cicho się zaśmiałam
Do Justin: Piszemy ze sobą już 4 godziny, a 4 i pół godziny temu się widzieliśmy. :P
Od Justin: Ale....tesknieeee.... :'(
Do Justin: Jutro zadzwonię, dobrze?
Od Justin: Ja będę pierwszy!
 Zaśmiałam się
Do Justin: Oczywiście... :P
Od Justin: Śpij dobrze i niech ci się przyśnię... :) DOBRANOC kochanie!! :D
 Mogę przysiąc, że właśnie się cwaniacko uśmiecha
Do Justin: Dobranoc wariacie.... :)
  Odłożyłam telefon na półkę i zamknęłam oczy. Nawet nie wiem kiedy....zasnęłam.
********************************
 Rano obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez okno. Przetarłam oczy i westchnęłam.
-No to czas wstać.-powiedziałam sama do siebie, po czym odsunęłam kołdrę i zsunęłam się z łóżka. Już miałam wchodzić do łazienki, gdy nagle mój telefon zaczął zdzwonić. Podeszłam szybko do niego i nie patrząc kto dzwoni, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?-powiedziałam
-No cześć kochanie.-powiedział Justin, a ja przewróciłam oczami.
-Hej Justin...-powiedziałam obojętnie
-Nie cieszysz się, że mnie słyszysz?-powiedział oburzony
-Ciszę się, ale to ja miałam zadzwonić.-powiedziałam, na co on pewnie przewrócił oczami
-Ale ja powiedziałem, że będę pierwszy i mi się udało.-powiedział dumny z siebie.- Co robisz?-spytał po chwili ciszy
-Właśnie szykuję ciuchy i idę się wykąpać...-powiedziałam
-Aha....-powiedział podejrzanie, a ja zmarszczyłam brwi.
-O co chodzi Justin?-spytałam, a on się cicho zaśmiał
-Nic, nic...-powiedział, a ja przewróciłam oczami
-Co zrobiłeś?-spytałam, a on znów się zaśmiał
-Zobaczysz kochanie, pa.-zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rozłączył się. Wzruszyłam ramionami,po czym skierowałam się do łazienki. Gdy ją otworzyłam stanęłam jak wryta. Woda była już nalana, oczywiście nie obyło się, bez ogromnej piany na szczycie. Dookoła było pełno płatków róż, a wokół wanny porozstawiane były świeczki  o zapachu wanilij. Okno było zasłonięte co dawało romantyczny nastrój. Chwile tam stałam z otwartą buzią, po czym zmarszczyłam brwi i wyszłam z łazienki.
-Babciu?
-Tak skarbie?-spytała
-Był ktoś u nas w łazience?-spytałam
-Nie, a czemu pytasz?-spytała zdziwiona
-Nie nic.-weszłam z powrotem do łazienki i zaczęłam się rozglądać. Na umywalce leżała jakaś karteczka. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać. "Zrelaksuj się i odpocznij, to nie koniec niespodzianek, kochanie..-J"
Uśmiechnęłam się i postanowiłam skorzystać z jego prezentu. Zanim go uduszę, przynajmniej wezmę porządną kąpiel.
  Po jakiejś godzinie siedzenia w wannie, postanowiłam w końcu się umyć. Namydliłam całe swoje ciało i włosy, po czym spłukałam wodą. Wyszłam z wanny, owinęłam swoje ciało ręcznikiem i uderzyłam się w czoło otwartą dłonią. Z tego wszystkiego zapomniałam ciuchów z pokoju. Owinęłam swoje włosy ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Poszłam do pokoju i znów mnie zatkało. Ten wariat kupił chyba z milion kwiatów, które poustawiał w moim pokoju. Na łóżku leżały jeszcze czekoladki i jakieś pudełko. Przecisnęłam się między kwiatami i złapałam pudełko. Powoli je otworzyłam, a w środku była śliczna sukienka. Gdy ją wyciągnęłam ze środka wyleciała kolejna karteczka. "Ślicznie wyglądasz w ten ręczniku, ale proszę ubierz tą sukienkę na siebie, bo zwariuję.- J". Zaśmiałam się cicho i sprawdzając czy nikogo nie ma w pokoju, zamknęłam drzwi i szybko się przebrałam. Była do kolan, biała w kwiatki. Naprawdę mi się podobała.  Przejrzałam się ostatni raz w lustrze i zeszłam na dół.
-Babciu, naprawdę nie wiesz kto był u mnie w poko....-zamarłam. W kuchni razem z moją babcią siedział sobie spokojnie ten wariat, Justin. Podbiegłam go niego z uśmiechem i mocno go przytuliłam. -Wariacie, co w ciebie wstąpiło?-spytałam, a on się zaśmiał.
-Wspaniała dziewczyna musi być dobrze traktowana.-powiedział, a ja się zaczerwieniłam. Schowałam twarz w dłonie i odwróciłam się do niego tyłem by nie mógł zobaczyć mojej twarzy-Po za tym uwielbiam jak się czerwienisz.-powiedział i objął mnie od tyłu.-Ślicznie wyglądasz.-wyszeptał mi do ucha, po czym pocałował mnie w głowę.
-Dziękuję.-wyszeptałam i mocno go przytuliłam. - Tak w ogóle to co ty tu robisz?-spytałam zdziwiona
-Jest sobota, a tak jak się umawialiśmy, zawsze w soboty do ciebie przyjeżdżam.-powiedział, a ja chwile pomyślałam, po czym skinęłam głową.
-Masz rację.-przyznałam, po czym znów mnie przytulił.
-Teraz kolejna niespodzianka-spojrzałam na niego pytająco.-Twoja babcia i ja zrobiliśmy ci śniadanie.-powiedział i pokazał na stół, gdzie leżały, grzanki, jajecznica posypana szczypiorkiem. Chleb z pomidorem i sok pomarańczowy.
-W zasadzie to on wszystko przygotował, ja tylko mówiłam, gdzie co leży.-powiedziała babcia, a ja się zaśmiałam.
-Dziękuję.-dałam mu buziaka w policzek i usiadłam do stołu.
   Przez cały czas Justin mi się dziwnie przyglądał, ale starałam się to zignorować. Gdy skończyłam jeść chciałam odstawić talerz do zlewu, ale Justin był szybszy i mnie w tym wyręczył.
-Gotowa?-spytał, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Na co?-spytałam zdziwiona
-Na kolejną niespodziankę.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się szeroko i złapałam jego rękę, którą do mnie wystawił. Ubrałam swoje baleriny i wyszliśmy na zewnątrz. Było ciepło. Zapomniałam wspomnieć, że to już wiosna. Co oznacza, że spędziłam tutaj całą zimę. Tęskniłam trochę za domem, jednak czasem odwiedzałam rodzinę, a oni mnie. Do szkoły chodziłam tutaj, nie chciałam wracać do miasta. Babcia teraz była sama i miała na głowie całą farmę. Po drugie tam były złe wspomnienia, a tutaj mam wszystko co dobre, oprócz tego, że muszę rozstawać się z Justinem.
A właśnie, o wilku mowa. Nawet nie zauważyłam kiedy doszliśmy do miejsca, gdzie stał mój magiczny dąb. Ostatni raz tutaj byłam wtedy z Justinem, gdy my.... no sami wiecie.
-Zamknij oczy.-powiedział, Justin.
-Po co?-spytałam, a on westchnął
-Ufasz mi?-spytał, a ja się zaśmiałam, bo gdy pierwszy raz z nim tu przyszłam, spytałam oto samo i zamknął oczy. Tak, więc ja też mu zaufałam i zamknęłam oczy. Przeszliśmy kilka kroków, po czym stanęliśmy-Otwórz.-powiedział, a ja zrobiłam jak kazał.
 -Justin, to jest.....sam to zrobiłeś?-spytałam patrząc na bujaną ławkę, zawieszoną na dwóch grubych gałęziach drzewa. usiedliśmy na niej i zaczęłam się bujać. Dużo rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Nawet nie wiem kiedy minęły te kolejne godziny. Justin wstał i wyjął zza drzewa koszyk z jedzeniem oraz piciem.
Jak to w filmach, karmiliśmy siebie nawzajem truskawkami, a nawet kanapkami. Było cudownie.
-Dziękuję ci Justin.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie pytająco.
-Za co?-spytał
-Za wszystko. Za to że jesteś, za to że mi pomagasz, za to że mnie tak kochasz.-powiedziałam, a on wzruszył ramionami.
-Mówiłem ci, że jesteś wyjątkowa i musisz być wyjątkowo traktowana.-powiedział, a ja się zaśmiałam
-Kocham cię.-wypaliłam, a potem spuściłam głowę, gdy uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos.
-Co powiedziałaś?-spytał z niedowierzaniem
-Nic.-powiedziałam w uśmiechu, a moje policzki zaczęły robić się bardziej czerwone.
-Słyszałem, ale chciałbym usłyszeć to jeszcze raz.-powiedział i przybliżył się jeszcze bardziej.-Powtórz.-powiedział stanowczo przy moich ustach
-Ja...umm...-jąkałam się i nie mogłam nic na to poradzić. Jego oczy były wpatrzone w moje, a to sprawiało, że strasznie się denerwowałam.-K-kocham c-cie.-wyszeptałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i złączył nasze usta. Oczywiście oddałam pocałunek i owinęłam swoje ręce wokół jego szyi, po czym przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Bez wahania odchyliłam usta, a po chwili nasze języki brały walkę o dominację. Nie wiem ile to trwało, ale nie chciałam przestawać. Po chwili odsunęliśmy się od siebie łapiąc powietrze. Nasze oddechy były nierówne. Otworzyliśmy oczy i przytuliłam go mocno.
-Nawet nie wiesz kochanie, jak długo na to czekałem.-powiedział w moją szyję, a ja się uśmiechnęłam- Też cie kocham i zawsze będę.-powiedział, a ja osunęłam się na chwilę od niego by znów złączyć nasze usta.
Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale pragnęłam go. To drzewo naprawdę było magiczne i dawało mi znak, że to właśnie ten jedyny. Uśmiechnęłam się przez pocałunek.
-Dziękuję.-wyszeptałam, a szatyn odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.-Nieważne.-powiedziałam i dałam mu ostatniego, krótkiego buziaka.
   Siedzieliśmy wtuleni w siebie i nic nie mówiliśmy. Każde z nas wiedziało, że teraz najlepsza jest cisza. Zatopiliśmy się w swoje rozmyślenia, które po chwili Justin przerwał
-Umm...Amy?-zaczął
-Tak?
-Czy to oznacza, że...-przerwał, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana-No wiesz..., że my...-po chwili zrozumiałam o czym myślał. Przez chwile zastanawiałam się co odpowiedzieć, co pewnie strasznie denerwowało Justina, bo znów się odezwał
-Jak coś to ja mogę poczekać. Kocham cię i niezależnie od tego czy będziemy razem czy nie, ja będę przy tobie.-powiedział, a ja odsunęłam się od niego i złączyłam nasze usta, po czym zaraz je oderwałam
-Tak.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie zdezorientowany-Będę twoją dziewczyną.-powiedziałam, a on uradowany kolejny raz złączył nasze usta.
________________________________________________________________
Mamy kolejny. Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam weny. Teraz sobie wszystko poukładałam i rozdziały będą częściej. Mam również złą wiadomość, bo to opowiadanie dobiega końca, jednak nie tak szybko. Postaram się przeciągnąć to jak najdłużej, ale niczego nie obiecuję. Proszę o komentarze i miłego czytania.