(Justin)
Ten dzien zapowiadał się dość normalnie i nie sądziłem, że moze wydarzyć się coś złego.
Miałem wlaśnie iść pomóc babci Amy w kuchni, gdy nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- spytałem jak gdyby nigdy nic.
-Dzien dobry z tej strony lekarz Amy...-zaczął
-Tak? -spytałem z wiekszym zaciekawieniem.
-Amy zemdlała i leży teraz w jednym z pokoi i odpoczywa. Chciałem tylko przekazac żeby państwo sie nie martwili. Mozna oczywiscie do niej przyjechac i ja odwiedzic...po za tym musze również porozmawiac z rodzicami lub...kims bliskim Amy...
-Tak oczywiscie zaraz będziemy.-powiedzialem, po czym pożegnałem się i rozłączyłem się.
Nie myśląc zbyt dlugo zacząłem sie ubierać.
Bylem przerażony. Amy co prawda od jakiegoś czasu czula sie źle, ale nie mdlała...mam nadzieje, ze nic jej nie jest i bede mógl zabrac ja do domu. Czuje się troche winny...nie powinienem tak olewać tego jej zlego samopoczucia. Powinienem od razu zabrac ja do lekarza i nie sluchac jej sprzeciwów.
Teraz błagam tylko aby wyzdrowiała i już nie spuszczę z niej oka.
-Justin? Gdzie idziesz? Kto dzwonił?-z rozmyślań wyciągnęła mnie babcia Amy, zadając kolejne pytania.
-Musze jechac do szpitala. Dzwonił lekarz Amy i powiedział, że ona zemdlała i leży w jednej z sal.
-Moja Amy? -spytała niedowierzając.
-Tak...ja...ja musze tam jechać. Sprawdzić czy nic jej nie jest.-powiedziałem poddenerwowany.
-Rozumiem...jak będziesz cos wiedział od razu do mnie dzwoń.
-Dobrze.- ucałowałem kobiete w policzek, po czym pobiegłem do swojego samochodu i ruszyłem przed siebie.
Tak strasznie sie o nią boje. Nie wiem gdzie, co i jak?... Nic...gdy lekarz powiedział imie Amy i ze zemdlała, nie słuchałem dalszej rozmowy.
Chciałem być juz obok niej i przytulic ja mocno. Poczuć jej usta na swoich po czym zabrac do domu i tam zadbać o jej zdrowie.
Gdy dojechałem pod znany mi już szpital, szybko wybiegłem z samochodu w stronę recepcji.
-Dzien dobry- powiedziałem zdyszany.
Za biurkiem siedziała dość młoda dziewczyna i bawiła się długopisem. Miała blond wlosy i moim zdaniem nie wyglądała ba zbyt madra.
-No hej przystojniaku- powiedziała i puściła mi oczko, na co się momentalnie skrzywiłem.
Była ładna, ale nie w moim typie.
-Możesz mi powiedzieć gdzie leży Amy...
-Justin?
Odwróciłem sie i zobaczyłem lekarza, który dzwonił do mnie w sprawie Amy.
-Doktorze...gdzie jest Amy? Nic jej nie jest? Moge ja zobaczyć?- zacząłem wypytywać, a lekarz opuścił głowę z westchnieniem.
-Amy odpoczywa. Podczas gdy z nią rozmawiałem źle się poczuła i zemdlała. To pewnie przez wiadomość, która jej przekazałem.
-Ale jaką wiadomość?- spytałem zdezorientowany.
-Amy ma guza mózgu. Powstał po wypadku. Organizm na początku go nie wykazywał, ale z czasem gdy brała leki,mozg chcąc wyleczyć pogorszył sprawę. Nikt tego nie przewidział. Sam byłem zdziwiony.- powiedział, a ja z otwartymi ustami stałem jak wryty.
- Guza? - powiedzialem sam do siebie...
- Jeśli chcesz ją zobaczyć to leży w 215. Przepraszam, ale musze isc zajac sie innymi pacjentami.
Siedziałem przed jej salą i zastanawiałem się co dalej. Amy ma guza a ja nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Dlaczego ona? Dlaczego Bóg chce mi ją zabrac? Co zrobiłem zle? Niech mnie ukaże...nie ją.
Wytarłem policzki od łez, po czym postanowiłem wejść do sali.
-Hej skarbie. -uśmiechnąłem się widząc, ze juz nie spi.
-Hej...-uśmiechnęła się blado.
-Jak się czujesz? - spytałem z troska.
-Dobrze...tylko troche boli mnie głowa.- powiedziala i złapała się za nią.
-Będzie dobrze kochanie,wyzdrowiejesz i zabiorę cię do domu.- powiedziałem powstrzymując łzy.
-Wiesz co mi jest prawda? - widziałem, ze ona również walczy by się nie rozpłakać.
-Tak.- powiedzialem i usiadłem kolo lóżka, łapiąc ją za rękę.
-I doskonale wiesz, ze umrę. -powiedziała, a łza spłynęła jej po policzku.
-Nie umrzesz skarbie.- powiedziałem przekonując nas oboje. Wytarłem jej mokry od łez policzek po czym mocno ją przytuliłem.
-Nie umrzesz...nie pozwolę na to...-mówiłem i oboje szlochaliśmy wtuleni w siebie.
__________________________________________
taki Sb kolejny rozdzial. Przepraszam za bledy ale znów pisze z telefonu, bo jak juz mowiam nie mam dostępu do kompa. Mam nadzieje, ze ktoś to czyta i zostawi kilka komentarzy pod tym rozdzialem. Wiem, ze polowa odeszla bo nie bylo mnie przez jakis czas ale reszte prosze o przekazywanie dalej tego opowiadania :* dziekuje.
:( <3
OdpowiedzUsuń