piątek, 6 grudnia 2013
hej :( INFORMACJA
hej, przepraszam ze tak dawno nie dodalam nowego rozdziału, ale mam problem z dostępem do komputera czy laptopa. Mam tylko telefon, a na nim trudno jest mi cokolwiek napisać z racji tego ze zrobie duuzo błędów a tego nie chce. Przepraszam jeszcze raz i obiecuje ze dodam jak najszybciej sie da tylko musze odzyskać laptop
piątek, 13 września 2013
Rozdział 50
(Justin)
Rano obudził mnie kaszel mojej ukochanej. Nie wiem co się dzieje, ale w nocy również słyszałem jak kaszlała i wychodziła do toalety. Boje się o nią. Nie chce by chorowała i nie chce jej znów stracić.
-Wszystko w porządku skarbie?-spytałem całując ją w ramię.
-Tak, to pewnie jakaś grypa.-uspokajała mnie, ale ja i tak wiedziałem, że to coś poważniejszego.
-Na pewno?-spytałem i spojrzałem jej w oczy, a ona odwróciła wzrok-Spójrz na mnie kotek.-powiedziałem i złapałem jej podbródek tak, że musiała na mnie spojrzeć.-Chce wiedzieć czy nic ci nie jest, bo kocham cię bardzo mocno i się martwię.-powiedziałem i dałem jej małego całusa.
-Jest w porządku,Justin.-powiedziała i zaczęła wstawać z łóżka.
-A ty gdzie?-spytałem zawiedziony.
-Trzeba wstać. Jest piękny dzień, może wyjdziemy się przejść co?-spytała, a ja przewróciłem oczami i schowałem twarz w poduszkę.
-Wolę poleżeć z moją księżniczką w łóżku i całować ją do wieczora.-powiedziałem, a ona się zaśmiała.
-A ja wolę się przejść.-powiedziała i wyszła do łazienki.
(Amanda)
Czułam się okropnie. Byłam zmęczona, ale nie chciałam pokazywać tego Justinowi. Już wystarczająco się o mnie martwił. Chce mu wynagrodzić te godziny i noce nie przespane, gdy ja leżałam w szpitalu.
Tak więc poszłam wziąć odprężający prysznic, po czym owinęłam swoje ciało ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Justin leżał w tej samej pozycji co go zostawiłam, na co zachichotałam i podeszłam do szafy.
-Justin, skarbie wstawiaj bo pójdę sama.-powiedziałam, a on lekko podniósł głowę. Gdy zobaczył, że jestem w samym ręczniku zaraz się podniósł i szybko do mnie podbiegł.
-Dlaczego...?-jęknął.
-Bo ty nie chcesz wstać, więc pójdę sama.-odpowiedziałam.
-Nie o tym mówię...-powiedział tajemniczo i zaczął całować moją szyję.
-A o czym?-spytałam zdezorientowana.
-Kusisz....-powiedział, a ja się zaśmiałam i lekko go odepchnęłam.
-Idę się ubrać, wariacie.-powiedziałam i z uśmiechem zabrałam rzeczy.
*****
-Justin, śniadanie!-Krzyknęłam z dołu. Po czym zaczęłam nakładać jajecznicę.
-Ślicznie pachnie.-wymruczał mi do ucha i objął mnie w tali.
-Dziękuję, a teraz siadaj i jedz.-powiedziałam i podałam mu talerz.
-A ty nie jesz?-spytał zdziwiony.
-Nie jestem głodna.-powiedziałam, a on zmrużył oczy.
-To ja też nie jem.-powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Ty jedź, ja nie chce.-powiedziałam a on podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, po czym usiadł na krześle i wziął mnie na kolana.
-To jemy razem.-powiedział i wziął trochę na widelec.-Powiedz aaaa....-powiedział i wsadził mi do buzi jajecznicę.-Dobre?-spytał, a ja wzruszyłam ramionami.
-Sam się przekonaj.-powiedziałam i ty razem to ja go karmiłam.
Tak właśnie spędziliśmy śniadanie, które powinno trwać 5 min, u nas trwało 30 min.
Nie obyło się bez całusów i przytulania, ale w końcu talerz był pusty.
Jeszcze przed wyjściem na spacer znów zwymiotowałam, ale tym razem Justin o nic nie pytał. Mam dość tego jak się czuję, ale mam nadzieję, że szybko mi przejdzie.
********
-Wróciliśmy!-krzyknęłam, gdy przekroczyliśmy próg domu.
-Jejku, dzieci, gdzie wy byliście?- spytała babcia i podeszła do nas z rękoma złożonymi do modlitwy.
-Na spacerze.-powiedziałam i spojrzałam na Justina, który był wykończony
-Tak długo?-spytała, a ja pokiwałam głową
-Jestem zmęczony, głodny i chce iść spać!-powiedział zirytowany Justin i poszedł do kuchni
-A temu co?-spytała babcia
-Nie wiem, chyba wymęczył go ten spacer.-powiedziałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
(Justin)
Byłem wyczerpany, głodny i miałem ochotę tylko położyć się spać. Chodziliśmy chyba cały dzień, a Amy prawie w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Co chwila zaczepiali ją jacyś jej "koledzy", a ona jak gdyby nigdy nic dawała im buziaki w policzek. Tak! Jestem zazdrosny, ale kto by nie był? To moja dziewczyna i chce ją mieć tylko dla siebie. Tak bardzo się staram by mi zaufała...
-Skarbie? Jesteś głodna?-krzyknąłem z dołu, ale nic nie usłyszałem.-Kotek?-NIc- Wszystko w porządku?-Nadal odpowiedziała mi cisza. W końcu wszedłem na górę, a z łazienki usłyszałem jak Amy wymiotuje, po czym spuszcza wodę i przemywa twarz. Wyszła z pomieszczenia, a ja patrzałem na nią z rozszerzonymi oczami.
-Wołałeś mnie?-spytała jakby nigdy nic.
-Tak, wymiotowałaś?- spytałem i podszedłem bliżej.
-Umm... Tak, ale to pewnie jakieś zatrucie.- powiedziała, a ja ją przytuliłem.
-Kochanie, może pójdziesz do lekarza co?- spytałem, a ona spojrzała na mnie jak na idiotę.
-To tylko jakiś wirus, niedługo mi przejdzie.-powiedziała obojętnie i chciała odejść, ale złapałem ją za nadgarstek.
-Zrób to dla mnie i pójdź do lekarza.- powiedziałem spokojnie.
-Dobrze, ale jutro, dziś jestem zmęczona.-odpowiedziała
-Dobrze...-powiedziałem i ucałowałem jej czoło.- Jesteś głodna?-spytałem a ona pokiwała przecząco głową.
-Pójdę się już położyć.-powiedziała i zniknęła za drzwiami pokoju.
Ja jeszcze poszedłem coś zjeść, pożegnałem się z babcią Amy i poszedłem się umyć. Gdy byłem już gotowy do spania stanąłem nad łóżkiem i spojrzałem na moją księżniczkę.
-Kocham cię skarbie.-powiedziałem szeptem i ucałowałem jej policzek, po czym wślizgnąłem się pod kołdrę.
*********
(Amanda)
-Hej babciu.-rano wstałam w bardzo dobrym humorze. Justin jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić, więc zeszłam sama.
-Hej skarbie i jak się czujesz?-spytała, a ja się uśmiechnęłam
-Bardzo dobrze.-powiedziałam uradowana i usiadłam przy stole.
-Proszę skarbie.-powiedziała i podała mi talerz z kanapkami
-Dziękuję.-odpowiedziałam. Nie minęło 10 min a moje śniadanie zniknęło z talerza. Przez to, że tyle wymiotowałam, teraz miałam na wszystko ochotę.-Było pyszne...-powiedziałam wycierając kąciki ust chusteczką.
-Amy?-usłyszałam głos Justina
-Tu jestem.-powiedziałam, a zaraz moim oczom ukazał się pół nagi szatyn.
-Hej skarbie.-powiedział dając mi całusa.
-Głodny?-spytałam podchodząc do szafki.
-I to bardzo.-powiedział siadając do stołu.-Pamiętasz, że dzisiaj masz iść do lekarza?-spytał, a ja wywróciłam oczami.
-Ale już jest dobrze.-powiedziałam, a on westchnął.
-Kochanie, lepiej jak pójdziesz się zbadać.-powiedział troskliwie.
-Dobrze, pójdę, ale i tak uważam, że nie ma potrzeby.-powiedziałam.
-Będę spokojniejszy.-powiedział i zaczął jeść.
Po śniadaniu poszliśmy się ubrać i ruszyliśmy do lekarza.
-O pani Amanda....-powiedział radośnie lekarz.-Co was tu sprowadza?-spytał marszcząc brwi.
-Cóż...-zaczęłam, ale Justin mi przerwał.
-Amanda od jakiegoś czasu wymiotuje i kaszle. Nie wiemy co to jest, a bardzo się o nią martwię.-wytłumaczył, a ja przytaknęłam.
-Rozumiem....-powiedział z zamyśleniem lekarz.- A czy wy...-zaczął, ale przerwałam
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Dobrze, a więc chodźmy.- powiedział i ruszyliśmy w stronę sali.
Robili mi przeróżne badania i wypytywali o dziwne rzeczy, ale na razie nic mi nie powiedzieli. Muszę czekać na wyniki, ale po wyrazie twarzy lekarza widziałam, że nie jest to nic dobrego. Starałam się jednak myśleć pozytywnie i nie pokazywać lekkiego strachu, który zagościł w moim umyśle.
-I jak było? Co powiedzieli?- zaczął wypytywać Justin, gdy wyszłam ze szpitala.
-Było...dziwnie, ale spokojnie. Nic mi na razie nie powiedzieli, tylko kazali czekać.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Dziękuję.-powiedział i ucałował mnie w policzek.
-Za co?-spytałam.
-Za to, że się zgodziłaś.-powiedział, a ja przytaknęłam.
Droga powrotna minęła w ciszy. Justin widać, że był szczęśliwy, a ja... No właśnie...
Ja siedziałam i zastanawiałam się o co chodziło lekarzowi, który podczas badania powiedział: " Hymm... Nieee... to na pewno nie to...". Co prawda wymruczał to pod nosem, ale usłyszałam to dokładnie i wyraźnie.
________________________________________________________________________________
Wiem, nie było mnie chyba z miesiąc i przepraszam. Nie miałam weny, a po drugie nowa szkoła i nowe twarze, przez co musiałam wszystko sobie ogarnąć, by znów zacząć pisać.
Czasu też było brak i jest coraz mniej, ale postaram się nadrobić stracony czas i pisać wam chociaż w weekendy.
Rano obudził mnie kaszel mojej ukochanej. Nie wiem co się dzieje, ale w nocy również słyszałem jak kaszlała i wychodziła do toalety. Boje się o nią. Nie chce by chorowała i nie chce jej znów stracić.
-Wszystko w porządku skarbie?-spytałem całując ją w ramię.
-Tak, to pewnie jakaś grypa.-uspokajała mnie, ale ja i tak wiedziałem, że to coś poważniejszego.
-Na pewno?-spytałem i spojrzałem jej w oczy, a ona odwróciła wzrok-Spójrz na mnie kotek.-powiedziałem i złapałem jej podbródek tak, że musiała na mnie spojrzeć.-Chce wiedzieć czy nic ci nie jest, bo kocham cię bardzo mocno i się martwię.-powiedziałem i dałem jej małego całusa.
-Jest w porządku,Justin.-powiedziała i zaczęła wstawać z łóżka.
-A ty gdzie?-spytałem zawiedziony.
-Trzeba wstać. Jest piękny dzień, może wyjdziemy się przejść co?-spytała, a ja przewróciłem oczami i schowałem twarz w poduszkę.
-Wolę poleżeć z moją księżniczką w łóżku i całować ją do wieczora.-powiedziałem, a ona się zaśmiała.
-A ja wolę się przejść.-powiedziała i wyszła do łazienki.
(Amanda)
Czułam się okropnie. Byłam zmęczona, ale nie chciałam pokazywać tego Justinowi. Już wystarczająco się o mnie martwił. Chce mu wynagrodzić te godziny i noce nie przespane, gdy ja leżałam w szpitalu.
Tak więc poszłam wziąć odprężający prysznic, po czym owinęłam swoje ciało ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Justin leżał w tej samej pozycji co go zostawiłam, na co zachichotałam i podeszłam do szafy.
-Justin, skarbie wstawiaj bo pójdę sama.-powiedziałam, a on lekko podniósł głowę. Gdy zobaczył, że jestem w samym ręczniku zaraz się podniósł i szybko do mnie podbiegł.
-Dlaczego...?-jęknął.
-Bo ty nie chcesz wstać, więc pójdę sama.-odpowiedziałam.
-Nie o tym mówię...-powiedział tajemniczo i zaczął całować moją szyję.
-A o czym?-spytałam zdezorientowana.
-Kusisz....-powiedział, a ja się zaśmiałam i lekko go odepchnęłam.
-Idę się ubrać, wariacie.-powiedziałam i z uśmiechem zabrałam rzeczy.
*****
-Justin, śniadanie!-Krzyknęłam z dołu. Po czym zaczęłam nakładać jajecznicę.
-Ślicznie pachnie.-wymruczał mi do ucha i objął mnie w tali.
-Dziękuję, a teraz siadaj i jedz.-powiedziałam i podałam mu talerz.
-A ty nie jesz?-spytał zdziwiony.
-Nie jestem głodna.-powiedziałam, a on zmrużył oczy.
-To ja też nie jem.-powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Ty jedź, ja nie chce.-powiedziałam a on podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, po czym usiadł na krześle i wziął mnie na kolana.
-To jemy razem.-powiedział i wziął trochę na widelec.-Powiedz aaaa....-powiedział i wsadził mi do buzi jajecznicę.-Dobre?-spytał, a ja wzruszyłam ramionami.
-Sam się przekonaj.-powiedziałam i ty razem to ja go karmiłam.
Tak właśnie spędziliśmy śniadanie, które powinno trwać 5 min, u nas trwało 30 min.
Nie obyło się bez całusów i przytulania, ale w końcu talerz był pusty.
Jeszcze przed wyjściem na spacer znów zwymiotowałam, ale tym razem Justin o nic nie pytał. Mam dość tego jak się czuję, ale mam nadzieję, że szybko mi przejdzie.
********
-Wróciliśmy!-krzyknęłam, gdy przekroczyliśmy próg domu.
-Jejku, dzieci, gdzie wy byliście?- spytała babcia i podeszła do nas z rękoma złożonymi do modlitwy.
-Na spacerze.-powiedziałam i spojrzałam na Justina, który był wykończony
-Tak długo?-spytała, a ja pokiwałam głową
-Jestem zmęczony, głodny i chce iść spać!-powiedział zirytowany Justin i poszedł do kuchni
-A temu co?-spytała babcia
-Nie wiem, chyba wymęczył go ten spacer.-powiedziałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
(Justin)
Byłem wyczerpany, głodny i miałem ochotę tylko położyć się spać. Chodziliśmy chyba cały dzień, a Amy prawie w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. Co chwila zaczepiali ją jacyś jej "koledzy", a ona jak gdyby nigdy nic dawała im buziaki w policzek. Tak! Jestem zazdrosny, ale kto by nie był? To moja dziewczyna i chce ją mieć tylko dla siebie. Tak bardzo się staram by mi zaufała...
-Skarbie? Jesteś głodna?-krzyknąłem z dołu, ale nic nie usłyszałem.-Kotek?-NIc- Wszystko w porządku?-Nadal odpowiedziała mi cisza. W końcu wszedłem na górę, a z łazienki usłyszałem jak Amy wymiotuje, po czym spuszcza wodę i przemywa twarz. Wyszła z pomieszczenia, a ja patrzałem na nią z rozszerzonymi oczami.
-Wołałeś mnie?-spytała jakby nigdy nic.
-Tak, wymiotowałaś?- spytałem i podszedłem bliżej.
-Umm... Tak, ale to pewnie jakieś zatrucie.- powiedziała, a ja ją przytuliłem.
-Kochanie, może pójdziesz do lekarza co?- spytałem, a ona spojrzała na mnie jak na idiotę.
-To tylko jakiś wirus, niedługo mi przejdzie.-powiedziała obojętnie i chciała odejść, ale złapałem ją za nadgarstek.
-Zrób to dla mnie i pójdź do lekarza.- powiedziałem spokojnie.
-Dobrze, ale jutro, dziś jestem zmęczona.-odpowiedziała
-Dobrze...-powiedziałem i ucałowałem jej czoło.- Jesteś głodna?-spytałem a ona pokiwała przecząco głową.
-Pójdę się już położyć.-powiedziała i zniknęła za drzwiami pokoju.
Ja jeszcze poszedłem coś zjeść, pożegnałem się z babcią Amy i poszedłem się umyć. Gdy byłem już gotowy do spania stanąłem nad łóżkiem i spojrzałem na moją księżniczkę.
-Kocham cię skarbie.-powiedziałem szeptem i ucałowałem jej policzek, po czym wślizgnąłem się pod kołdrę.
*********
(Amanda)
-Hej babciu.-rano wstałam w bardzo dobrym humorze. Justin jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić, więc zeszłam sama.
-Hej skarbie i jak się czujesz?-spytała, a ja się uśmiechnęłam
-Bardzo dobrze.-powiedziałam uradowana i usiadłam przy stole.
-Proszę skarbie.-powiedziała i podała mi talerz z kanapkami
-Dziękuję.-odpowiedziałam. Nie minęło 10 min a moje śniadanie zniknęło z talerza. Przez to, że tyle wymiotowałam, teraz miałam na wszystko ochotę.-Było pyszne...-powiedziałam wycierając kąciki ust chusteczką.
-Amy?-usłyszałam głos Justina
-Tu jestem.-powiedziałam, a zaraz moim oczom ukazał się pół nagi szatyn.
-Hej skarbie.-powiedział dając mi całusa.
-Głodny?-spytałam podchodząc do szafki.
-I to bardzo.-powiedział siadając do stołu.-Pamiętasz, że dzisiaj masz iść do lekarza?-spytał, a ja wywróciłam oczami.
-Ale już jest dobrze.-powiedziałam, a on westchnął.
-Kochanie, lepiej jak pójdziesz się zbadać.-powiedział troskliwie.
-Dobrze, pójdę, ale i tak uważam, że nie ma potrzeby.-powiedziałam.
-Będę spokojniejszy.-powiedział i zaczął jeść.
Po śniadaniu poszliśmy się ubrać i ruszyliśmy do lekarza.
-O pani Amanda....-powiedział radośnie lekarz.-Co was tu sprowadza?-spytał marszcząc brwi.
-Cóż...-zaczęłam, ale Justin mi przerwał.
-Amanda od jakiegoś czasu wymiotuje i kaszle. Nie wiemy co to jest, a bardzo się o nią martwię.-wytłumaczył, a ja przytaknęłam.
-Rozumiem....-powiedział z zamyśleniem lekarz.- A czy wy...-zaczął, ale przerwałam
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Dobrze, a więc chodźmy.- powiedział i ruszyliśmy w stronę sali.
Robili mi przeróżne badania i wypytywali o dziwne rzeczy, ale na razie nic mi nie powiedzieli. Muszę czekać na wyniki, ale po wyrazie twarzy lekarza widziałam, że nie jest to nic dobrego. Starałam się jednak myśleć pozytywnie i nie pokazywać lekkiego strachu, który zagościł w moim umyśle.
-I jak było? Co powiedzieli?- zaczął wypytywać Justin, gdy wyszłam ze szpitala.
-Było...dziwnie, ale spokojnie. Nic mi na razie nie powiedzieli, tylko kazali czekać.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Dziękuję.-powiedział i ucałował mnie w policzek.
-Za co?-spytałam.
-Za to, że się zgodziłaś.-powiedział, a ja przytaknęłam.
Droga powrotna minęła w ciszy. Justin widać, że był szczęśliwy, a ja... No właśnie...
Ja siedziałam i zastanawiałam się o co chodziło lekarzowi, który podczas badania powiedział: " Hymm... Nieee... to na pewno nie to...". Co prawda wymruczał to pod nosem, ale usłyszałam to dokładnie i wyraźnie.
________________________________________________________________________________
Wiem, nie było mnie chyba z miesiąc i przepraszam. Nie miałam weny, a po drugie nowa szkoła i nowe twarze, przez co musiałam wszystko sobie ogarnąć, by znów zacząć pisać.
Czasu też było brak i jest coraz mniej, ale postaram się nadrobić stracony czas i pisać wam chociaż w weekendy.
piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział 49
(Justin)
Czy mówiłem wam jak bardzo jestem szczęśliwy? Nie? To teraz wam powiem....Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Mam wspaniałą dziewczynę i wszystko układa się jak najlepiej. Kocham ją....jest dla mnie najważniejsza i nic nas nie rozdzieli.
Dzisiejszego dnia wybraliśmy się pod to samo drzewo co zawsze. Uwielbialiśmy tam przebywać. Mogliśmy odpocząć i oderwać się od rzeczywistości.
-Kocham cię.-wyszeptałem w jej włosy i przytuliłem ją jeszcze mocniej.
-Ja ciebie też.-odpowiedziała i dalej wpatrywała się w niebo. To był lipiec, a na dworze było coraz goręcej. Niebo było czyste, a nasze twarze oświetlały promienie słońca. Nie musieliśmy nic mówić, a wiedzieliśmy co drugie myśli. Nie potrzebne nam były słowa, a wiedzieliśmy co drugie czuje.
-Wracamy?- spytałem całując ją w czoło.
-Tak, babcia powiedziała, żebyśmy wrócili na obiad.-powiedziała i wstała.
-To chodź tu księżniczko.-powiedziałem i przerzuciłem ją sobie przez ramie.
-Aaaa...-piszczała, śmiejąc się.- Justin, puść mnie!-mówiła, a ja klepnąłem ją w tyłek.- Aułł!-krzyknęła
-Cicho tam!-powiedziałem chichocząc i ruszyłem w stronę domu. Przez połowę drogi marudziła i prosiła bym ją postawił. Groziła nawet, że się obrazi i nigdy więcej się do mnie nie odezwie, ale wszyscy wiemy, że ona nie potrafi się na mnie gniewać, więc nie uległem.
-Jesteśmy!-krzyknąłem wchodząc do kuchni.
-O już jesteście...-zaczęła babcia Amy, a gdy nas zobaczyła zaczęła się śmiać- A tej co się stało, że nie może chodzić?- spytała, a ja postawiłem Amy.
-Ten głupek nie chciał mnie puścić.-powiedziała naburmuszona Amy i skrzyżowała ręce na piersi.
-Oj skarbie, ale wiesz, że cię kocham, prawda?- spytałem tłumiąc śmiech, ale ona się już nie odezwała.-Prawda?-powtórzyłem pytanie, ale znów odpowiedziała mi głucha cisza.
-Chyba się obraziła.-powiedziała starsza kobieta.
-Wiem, że udaje.-powiedziałem i dałem jej buziaka w policzek, a ona szybko się odsunęła.
-Pomóc ci w czymś babciu?-spytała Amy, nadal z grobową miną.
-Tak, jak możesz to obierz kilka ziemniaków.-odpowiedziała kobieta.
Przez cały czas Amy udawała, że mnie nie widzi. Starałem się zwrócić jej uwagę, ale ona omijała mnie jak ognia. Już dawno się tak na mnie nie wkurzała. Jej babcia tylko się przygląda i chichoczę na to jak się zachowujemy.Boje się, że tym razem przegiąłem i nie odpuści mi tak szybko.
(Amanda)
Czy byłam zła na Justina? Nie..., ale chce żeby pocierpiał. Wiem, że zrobił to dla żartów i nie chciał nic złego, ale lubię się z nim droczyć, tak jak on ze mną. Widziałam jak starał się bym zwróciła na niego uwagę. Bym jakkolwiek zareagowała na jego zaczepki, ale byłam nie ugięta. Babcia śmiała się, bo wiedziała co kombinuje oraz widziała, że Justin cierpi.
W końcu chyba się poddał, bo poszedł z opuszczoną głową do innego pokoju.
-Długo zamierzasz go tak męczyć?- spytała babcia wskazując głową na drzwi, przez które sekundę temu wyszedł szatyn.
-Niech się trochę pomęczy.- powiedziałam i wrzuciłam ziemniaka do miski.
-Widzę, że nie macie się o co kłócić i czepiacie się byle błahostek. -powiedziała z uśmiechem babcia.
-Chyba masz rację, ale obydwoje wiemy, że się kochamy i nie rozstaniemy się z takiej głupoty. To że raz kiedyś on czy ja się obrażę to nic się nie stanie. Tym bardziej, że chwilami odpoczynek od siebie nam się przydaje.- powiedziałam zaczynając przekrajać ziemniaki na pół.
-Koteeeek....-usłyszeliśmy smutny głos Justina, po czym jego głowa wyłoniła się zza drzwi.
-Nadal jesteś na mnie zła?-spytał robiąc minę szczeniaczka. Nie odezwałam się, po prostu dalej robiłam swoje.-Skarbie..-nic.-Misiu...-nic-Kicia....-nic- Amy...-nic.-Myszko...-nic.-Słońce...-NIC! I tak samo jeszcze kilka razy. Mówił, że bardzo mnie przeprasza, że więcej tak nie będzie. Chciało mi się śmiać, a gdy pierwszy raz powiedział do mnie "skarbie", chciałam rzucić się mu na szyje i powiedzieć, że się nie gniewam. Jednak tego nie zrobiłam. Widok tego jak bardzo się starał bym cokolwiek powiedziała był bezcenny.
Gdy obiad był gotowy usiedliśmy do stołu i zapadła niezręczna cisza. Justin siedział ze spuszczoną głową, a ja z babcią wymieniałyśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami. Gdy zjadłam już połowę swojego dania, zobaczyłam, że Justin nic nie ruszył, tylko wciąż dłubał widelcem w jedzeniu.
-Justin nie smakuje ci?- nagle się odezwałam, a on momentalnie podniósł wzrok i szeroko się uśmiechnął.
-Odezwałaś się...-powiedział uradowany.
-Tak, tak, a teraz jedz.-powiedziałam, a on szybko zabrał się za jedzenie. Po obiedzie poszłam do siebie do pokoju, a zaraz za mną Justin.
-Skarbie, ja tak bardzo cię przepraszam... ja nie- nie zdążył nic powiedzieć bo złączyłam nasze usta.
-Nie gniewam się misiek.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-To dobrze, bo nie wytrzymałbym bez twojego głosu.-powiedział z ulgą i znów mnie pocałował.-Kocham cię.-powiedział w moje usta.
-Ja ciebie też.- powiedziałam i mocno go przytuliłam.
Wieczorem gdy leżeliśmy już w łóżku, zaczęłam się dziwnie czuć i cały czas kaszlałam.
-Wszystko w porządku kochanie?- spytał Justin pocierając moje plecy.
-Tak, to nic takiego. Pójdę się napić.-powiedziałam uspokajająco i zeszłam na dół. Z szafki wyjęłam szklankę i nalałam sobie wody. Napiłam się i wzięłam głęboki wdech. Gdy myślałam, że już wszystko w porządku, zakryłam ręką usta i pobiegłam do toalety. Tak, zwymiotowałam. Najdziwniejsze jest to, że krwią. Nigdy czegoś takiego nie miałam, ale pomyślałam, że coś złapałam po porostu i wkrótce mi przejdzie.
-Już lepiej?- spytał zaspany Justina.
-Tak, śpij.-powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę.
W nocy jeszcze kilka razy wstawałam i wymiotowałam. Justin spał i nic nie słyszał, ale czułam się fatalnie. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.
_______________________________________________________________
I mamy kolejny :P
Cieszcie się, że nawet taki krótki, bo napisałam go na szybkiego. Muszę się szykować do nowej szkoły i mam dużo do sprzątania i układania. Czekam na komentarze i zapraszam do mojego bloga o Justinie. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
Czy mówiłem wam jak bardzo jestem szczęśliwy? Nie? To teraz wam powiem....Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Mam wspaniałą dziewczynę i wszystko układa się jak najlepiej. Kocham ją....jest dla mnie najważniejsza i nic nas nie rozdzieli.
Dzisiejszego dnia wybraliśmy się pod to samo drzewo co zawsze. Uwielbialiśmy tam przebywać. Mogliśmy odpocząć i oderwać się od rzeczywistości.
-Kocham cię.-wyszeptałem w jej włosy i przytuliłem ją jeszcze mocniej.
-Ja ciebie też.-odpowiedziała i dalej wpatrywała się w niebo. To był lipiec, a na dworze było coraz goręcej. Niebo było czyste, a nasze twarze oświetlały promienie słońca. Nie musieliśmy nic mówić, a wiedzieliśmy co drugie myśli. Nie potrzebne nam były słowa, a wiedzieliśmy co drugie czuje.
-Wracamy?- spytałem całując ją w czoło.
-Tak, babcia powiedziała, żebyśmy wrócili na obiad.-powiedziała i wstała.
-To chodź tu księżniczko.-powiedziałem i przerzuciłem ją sobie przez ramie.
-Aaaa...-piszczała, śmiejąc się.- Justin, puść mnie!-mówiła, a ja klepnąłem ją w tyłek.- Aułł!-krzyknęła
-Cicho tam!-powiedziałem chichocząc i ruszyłem w stronę domu. Przez połowę drogi marudziła i prosiła bym ją postawił. Groziła nawet, że się obrazi i nigdy więcej się do mnie nie odezwie, ale wszyscy wiemy, że ona nie potrafi się na mnie gniewać, więc nie uległem.
-Jesteśmy!-krzyknąłem wchodząc do kuchni.
-O już jesteście...-zaczęła babcia Amy, a gdy nas zobaczyła zaczęła się śmiać- A tej co się stało, że nie może chodzić?- spytała, a ja postawiłem Amy.
-Ten głupek nie chciał mnie puścić.-powiedziała naburmuszona Amy i skrzyżowała ręce na piersi.
-Oj skarbie, ale wiesz, że cię kocham, prawda?- spytałem tłumiąc śmiech, ale ona się już nie odezwała.-Prawda?-powtórzyłem pytanie, ale znów odpowiedziała mi głucha cisza.
-Chyba się obraziła.-powiedziała starsza kobieta.
-Wiem, że udaje.-powiedziałem i dałem jej buziaka w policzek, a ona szybko się odsunęła.
-Pomóc ci w czymś babciu?-spytała Amy, nadal z grobową miną.
-Tak, jak możesz to obierz kilka ziemniaków.-odpowiedziała kobieta.
Przez cały czas Amy udawała, że mnie nie widzi. Starałem się zwrócić jej uwagę, ale ona omijała mnie jak ognia. Już dawno się tak na mnie nie wkurzała. Jej babcia tylko się przygląda i chichoczę na to jak się zachowujemy.Boje się, że tym razem przegiąłem i nie odpuści mi tak szybko.
(Amanda)
Czy byłam zła na Justina? Nie..., ale chce żeby pocierpiał. Wiem, że zrobił to dla żartów i nie chciał nic złego, ale lubię się z nim droczyć, tak jak on ze mną. Widziałam jak starał się bym zwróciła na niego uwagę. Bym jakkolwiek zareagowała na jego zaczepki, ale byłam nie ugięta. Babcia śmiała się, bo wiedziała co kombinuje oraz widziała, że Justin cierpi.
W końcu chyba się poddał, bo poszedł z opuszczoną głową do innego pokoju.
-Długo zamierzasz go tak męczyć?- spytała babcia wskazując głową na drzwi, przez które sekundę temu wyszedł szatyn.
-Niech się trochę pomęczy.- powiedziałam i wrzuciłam ziemniaka do miski.
-Widzę, że nie macie się o co kłócić i czepiacie się byle błahostek. -powiedziała z uśmiechem babcia.
-Chyba masz rację, ale obydwoje wiemy, że się kochamy i nie rozstaniemy się z takiej głupoty. To że raz kiedyś on czy ja się obrażę to nic się nie stanie. Tym bardziej, że chwilami odpoczynek od siebie nam się przydaje.- powiedziałam zaczynając przekrajać ziemniaki na pół.
-Koteeeek....-usłyszeliśmy smutny głos Justina, po czym jego głowa wyłoniła się zza drzwi.
-Nadal jesteś na mnie zła?-spytał robiąc minę szczeniaczka. Nie odezwałam się, po prostu dalej robiłam swoje.-Skarbie..-nic.-Misiu...-nic-Kicia....-nic- Amy...-nic.-Myszko...-nic.-Słońce...-NIC! I tak samo jeszcze kilka razy. Mówił, że bardzo mnie przeprasza, że więcej tak nie będzie. Chciało mi się śmiać, a gdy pierwszy raz powiedział do mnie "skarbie", chciałam rzucić się mu na szyje i powiedzieć, że się nie gniewam. Jednak tego nie zrobiłam. Widok tego jak bardzo się starał bym cokolwiek powiedziała był bezcenny.
Gdy obiad był gotowy usiedliśmy do stołu i zapadła niezręczna cisza. Justin siedział ze spuszczoną głową, a ja z babcią wymieniałyśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami. Gdy zjadłam już połowę swojego dania, zobaczyłam, że Justin nic nie ruszył, tylko wciąż dłubał widelcem w jedzeniu.
-Justin nie smakuje ci?- nagle się odezwałam, a on momentalnie podniósł wzrok i szeroko się uśmiechnął.
-Odezwałaś się...-powiedział uradowany.
-Tak, tak, a teraz jedz.-powiedziałam, a on szybko zabrał się za jedzenie. Po obiedzie poszłam do siebie do pokoju, a zaraz za mną Justin.
-Skarbie, ja tak bardzo cię przepraszam... ja nie- nie zdążył nic powiedzieć bo złączyłam nasze usta.
-Nie gniewam się misiek.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-To dobrze, bo nie wytrzymałbym bez twojego głosu.-powiedział z ulgą i znów mnie pocałował.-Kocham cię.-powiedział w moje usta.
-Ja ciebie też.- powiedziałam i mocno go przytuliłam.
Wieczorem gdy leżeliśmy już w łóżku, zaczęłam się dziwnie czuć i cały czas kaszlałam.
-Wszystko w porządku kochanie?- spytał Justin pocierając moje plecy.
-Tak, to nic takiego. Pójdę się napić.-powiedziałam uspokajająco i zeszłam na dół. Z szafki wyjęłam szklankę i nalałam sobie wody. Napiłam się i wzięłam głęboki wdech. Gdy myślałam, że już wszystko w porządku, zakryłam ręką usta i pobiegłam do toalety. Tak, zwymiotowałam. Najdziwniejsze jest to, że krwią. Nigdy czegoś takiego nie miałam, ale pomyślałam, że coś złapałam po porostu i wkrótce mi przejdzie.
-Już lepiej?- spytał zaspany Justina.
-Tak, śpij.-powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę.
W nocy jeszcze kilka razy wstawałam i wymiotowałam. Justin spał i nic nie słyszał, ale czułam się fatalnie. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.
_______________________________________________________________
I mamy kolejny :P
Cieszcie się, że nawet taki krótki, bo napisałam go na szybkiego. Muszę się szykować do nowej szkoły i mam dużo do sprzątania i układania. Czekam na komentarze i zapraszam do mojego bloga o Justinie. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 48
(Amanda)
Kolejne dni mijały dość spokojnie. Justin nie opuszczał mnie na krok i co chwila powtarzał jak bardzo mnie kocha. Widać jak bardzo się przestraszył tym wypadkiem i cieszę się, że mimo wszystko się nie poddał. Niektórzy pewnie już dawno stracili by nadzieje i jakoś pogodzili się z tym, że umrę.
Teraz jestem w 100% pewna, że kocham tego wariata. Jeśli zastanawiacie się czemu wariata, to mogę wam powiedzieć. Na przykład dzisiaj rano zrobił mi na śniadanie naleśniki, a na nich narysował bitą śmietaną smutną buźkę, gdy spytałam czemu nie uśmiechniętą, to powiedział, że dlatego, bo się przy smażeniu oparzył w palca i nie dostał buziaka na przywitanie. Potem podczas oglądania filmu wciąż zaglądał mi pod bluzkę, przez mój dekolt, a gdy się na niego patrzałam, on udawał że interesuje go to co właśnie leci w telewizji. Na koniec filmu spytałam, jak mu się podobał, a on zrobił cwaniacki uśmieszek i poruszał brwiami, mówiąc "BARDZO". A gdy jedliśmy obiad udałam obrażoną, on nie wiedział o co chodzi i nie wiedział, jak mnie pocieszyć, więc stanął na stole i zaczął tańczyć, przez co i ja i babcia wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Justin..?-odezwałam się wtulając się w jego tors.
-Tak skarbie?-spytał bawiąc się moimi włosami.
-Wiesz, że cię kocham, nie?- spytałam podnosząc głowę i patrząc w jego oczy.
-Nie chyba nie..-powiedział udając, że myśli, a ja walnęłam go w ramię.- Oczywiście, ja ciebie też, kicia.-powiedział i ucałował mnie w czoło.-A do czego tak na prawdę zmierzasz?-spytał przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Do niczego, tak tylko mówię.-powiedziałam zamykając oczy. Przez chwile leżeliśmy w ciszy, jednak ten relaksujący nastrój zepsuł dzwonek do drzwi, przez co musiałam wstać i iść otworzyć. Babci nie było, powiedziała, że idzie do koleżanki na noc i wróci jutro wieczorem.
Zeszłam leniwie po schodach i otworzyłam drzwi, momentalnie zamarłam.
-Co ty tu robisz?- spytałam w szoku.
-Przyszedłem cię odwiedzić.-powiedział i podszedł bliżej, na co ja się cofnęłam.
-Po co? Chyba wyraźnie mówiłam, że masz mnie zostawić w spokoju.-powiedziałam wkurzona.
-Ale Amy, ja cię kocham, ty mnie kochasz, tylko ten Bieber stoi na przeszkodzie d naszego szczęścia. Wiem, że coś do mnie czujesz, widzę to w twoich oczach. Proszę daj nam szansę.-powiedział wyciągając zza pleców bukiet róż.
-Po pierwsze nie kocham cię, tylko Justina, po drugie, nie ma i nie będzie żadnego "nas", a po trzecie nie przychodź do mnie więcej i nic mi nie przynoś. Nie obchodzi mnie co do mnie czujesz, bo ja tego nie odwzajemniam i nigdy nie odwzajemnię, rozumiesz?- spytałam poirytowana, a gdy chciał już coś wtrącić zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-Kto to był skarbie?- spytał Justin, przeczesując swoje włosy palcami.
-Nikt ważny.- powiedziałam i wzięłam głęboki oddech.
-Ale wyglądasz na zdenerwowaną...kto to był?-pytał dalej, a ja opuściłam głowę.
-Mark.-wymamrotałam i zapadła cisza. Nie musiałam nawet patrzeć na Justina, bo wiedziałam, że zaciska pięści i wstrzymuje oddech. Nagle przeszedł koło mnie i otworzył drzwi. Zaczął się rozglądać, ale po Marku nie było śladu, oprócz kwiatów, które zostawił na wycieraczce. Justin podniósł je, wyciągnął z nich karteczkę i rzucił kwiatami przez podwórko, wchodząc z powrotem do środka.
-hymmm..."To dla ciebie śliczna- Twój Mark."-przeczytał Justin i zacisnął szczękę.-Czy on nigdy nie zrozumie, że jesteś MOJA?- spytał naciskając na ostatnie słowo.
-Nie przejmuj się tym Justin. Kocham cię i nikt tego nie zepsuje.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Masz rację, przepraszam...ale jak słyszę lub widzę go przy tobie to aż się we mnie wszystko gotuje.-powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Nie martw się o to.-pocałowałam go lekko, a on skorzystał z okazji i pogłębił pocałunek.Podniósł mnie i zaniósł do pokoju.
-Kocham cię.- wymamrotał, a ja przegryzłam wargę.
-Ja ciebie też.- wyszeptałam.
Położył mnie na łóżku i dał wielkiego buziaka, następnie pomógł mi się przebrać i przykrył nas kołderką. Przytulił mnie i szeptał słodkie słówka.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
_____________________________________________________________________________
Krótki wiem, ale macie to co chcieliście. Zapraszam do mojego bloga o Justinie i opowiadaniach o nim. Mam nadzieje na więcej komentarzy i dzięki za wszystko.
Oczywiście przepraszam, za moją długą nieobecność, ale źle się czułam. Wg nawet dzisiaj wszystko mnie boli, ale jakoś dałam radę. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
http://justfallinlovee.blogspot.com/
http://to-tylko-pokojowka.blogspot.com/
Kolejne dni mijały dość spokojnie. Justin nie opuszczał mnie na krok i co chwila powtarzał jak bardzo mnie kocha. Widać jak bardzo się przestraszył tym wypadkiem i cieszę się, że mimo wszystko się nie poddał. Niektórzy pewnie już dawno stracili by nadzieje i jakoś pogodzili się z tym, że umrę.
Teraz jestem w 100% pewna, że kocham tego wariata. Jeśli zastanawiacie się czemu wariata, to mogę wam powiedzieć. Na przykład dzisiaj rano zrobił mi na śniadanie naleśniki, a na nich narysował bitą śmietaną smutną buźkę, gdy spytałam czemu nie uśmiechniętą, to powiedział, że dlatego, bo się przy smażeniu oparzył w palca i nie dostał buziaka na przywitanie. Potem podczas oglądania filmu wciąż zaglądał mi pod bluzkę, przez mój dekolt, a gdy się na niego patrzałam, on udawał że interesuje go to co właśnie leci w telewizji. Na koniec filmu spytałam, jak mu się podobał, a on zrobił cwaniacki uśmieszek i poruszał brwiami, mówiąc "BARDZO". A gdy jedliśmy obiad udałam obrażoną, on nie wiedział o co chodzi i nie wiedział, jak mnie pocieszyć, więc stanął na stole i zaczął tańczyć, przez co i ja i babcia wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Justin..?-odezwałam się wtulając się w jego tors.
-Tak skarbie?-spytał bawiąc się moimi włosami.
-Wiesz, że cię kocham, nie?- spytałam podnosząc głowę i patrząc w jego oczy.
-Nie chyba nie..-powiedział udając, że myśli, a ja walnęłam go w ramię.- Oczywiście, ja ciebie też, kicia.-powiedział i ucałował mnie w czoło.-A do czego tak na prawdę zmierzasz?-spytał przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Do niczego, tak tylko mówię.-powiedziałam zamykając oczy. Przez chwile leżeliśmy w ciszy, jednak ten relaksujący nastrój zepsuł dzwonek do drzwi, przez co musiałam wstać i iść otworzyć. Babci nie było, powiedziała, że idzie do koleżanki na noc i wróci jutro wieczorem.
Zeszłam leniwie po schodach i otworzyłam drzwi, momentalnie zamarłam.
-Co ty tu robisz?- spytałam w szoku.
-Przyszedłem cię odwiedzić.-powiedział i podszedł bliżej, na co ja się cofnęłam.
-Po co? Chyba wyraźnie mówiłam, że masz mnie zostawić w spokoju.-powiedziałam wkurzona.
-Ale Amy, ja cię kocham, ty mnie kochasz, tylko ten Bieber stoi na przeszkodzie d naszego szczęścia. Wiem, że coś do mnie czujesz, widzę to w twoich oczach. Proszę daj nam szansę.-powiedział wyciągając zza pleców bukiet róż.
-Po pierwsze nie kocham cię, tylko Justina, po drugie, nie ma i nie będzie żadnego "nas", a po trzecie nie przychodź do mnie więcej i nic mi nie przynoś. Nie obchodzi mnie co do mnie czujesz, bo ja tego nie odwzajemniam i nigdy nie odwzajemnię, rozumiesz?- spytałam poirytowana, a gdy chciał już coś wtrącić zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-Kto to był skarbie?- spytał Justin, przeczesując swoje włosy palcami.
-Nikt ważny.- powiedziałam i wzięłam głęboki oddech.
-Ale wyglądasz na zdenerwowaną...kto to był?-pytał dalej, a ja opuściłam głowę.
-Mark.-wymamrotałam i zapadła cisza. Nie musiałam nawet patrzeć na Justina, bo wiedziałam, że zaciska pięści i wstrzymuje oddech. Nagle przeszedł koło mnie i otworzył drzwi. Zaczął się rozglądać, ale po Marku nie było śladu, oprócz kwiatów, które zostawił na wycieraczce. Justin podniósł je, wyciągnął z nich karteczkę i rzucił kwiatami przez podwórko, wchodząc z powrotem do środka.
-hymmm..."To dla ciebie śliczna- Twój Mark."-przeczytał Justin i zacisnął szczękę.-Czy on nigdy nie zrozumie, że jesteś MOJA?- spytał naciskając na ostatnie słowo.
-Nie przejmuj się tym Justin. Kocham cię i nikt tego nie zepsuje.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Masz rację, przepraszam...ale jak słyszę lub widzę go przy tobie to aż się we mnie wszystko gotuje.-powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Nie martw się o to.-pocałowałam go lekko, a on skorzystał z okazji i pogłębił pocałunek.Podniósł mnie i zaniósł do pokoju.
-Kocham cię.- wymamrotał, a ja przegryzłam wargę.
-Ja ciebie też.- wyszeptałam.
Położył mnie na łóżku i dał wielkiego buziaka, następnie pomógł mi się przebrać i przykrył nas kołderką. Przytulił mnie i szeptał słodkie słówka.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
_____________________________________________________________________________
Krótki wiem, ale macie to co chcieliście. Zapraszam do mojego bloga o Justinie i opowiadaniach o nim. Mam nadzieje na więcej komentarzy i dzięki za wszystko.
Oczywiście przepraszam, za moją długą nieobecność, ale źle się czułam. Wg nawet dzisiaj wszystko mnie boli, ale jakoś dałam radę. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
http://justfallinlovee.blogspot.com/
http://to-tylko-pokojowka.blogspot.com/
środa, 14 sierpnia 2013
Rozdział 47
(Amanda)
Strasznie bolało mnie ciało, ale najbardziej głowa. Nie wiem ile tak leżałam, ale nie potrafiłam się ruszyć. Jedyne co potrafiłam to lekkie poruszenie palcami. Gdy w końcu oswoiłam się z jasnym światłem w pokoju, lekko otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku, którego dobrze znałam. Justin.
Szlochał i powtarzał bym się obudziła i go nie zostawiała. Kąciki moich ust lekko się uniosły, po czym spróbowałam wydusić z siebie słowo.
-Justin.- wyszeptałam, a przez moje gardło przeszedł palący ból. On momentalnie podniósł głowę i spojrzał na mnie z czerwonymi od płaczu, oczami.
-Boże, Amy!-podniósł się z krzesła i uśmiechnął się szeroko.- Obudziłaś się! Skarbie tak bardzo tęskniłem. Kocham cię i przepraszam. Nie zostawiaj mnie więcej.- mówił, a łzy znów zaczęły spływać po jego policzku. Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam, ale skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.-Pójdę zawołać lekarza.- powiedział i zniknął za drzwiami. Po kilku minutach był już z powrotem, a z nim starszy mężczyzna.
-Witam Amy, jak się czujesz?- spytał, a ja znów spróbowałam coś powiedzieć, ale wyszło z tego tylko kaszlnięcie.- Wody?- spytał i podał mi szklankę. Spróbowałam ją złapać i po chwili już mogłam ruszać ręką. Napiłam się i oddałam szklankę.
-Już lepiej.- powiedziałam.
-To dobrze.- powiedział i zaczął sprawdzać sprzęt.
-Ile tu leżę?- spytałam po chwili ciszy.
-Kilka tygodni.- powiedział Justin, a ja się skrzywiłam.- Tak bardzo tęskniłem.-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak, nie mogliśmy go od ciebie odciągnąć. Wciąż powtarzał, że cie kocha i że cie nie zostawi.-powiedział z uśmiechem lekarz.
-Wiem.- powiedziałam, a Justin spojrzał na mnie pytająco.-Słyszałam- dodałam, a on nadal stał zdziwiony.
-To bardzo prawdopodobne. Wiele osób, które zapadło w śpiączkę słyszy to co się do niego mówi.-wytłumaczył lekarz.
-Dziękuję.- powiedziałam do Justina.
-Za co?- spytał zdziwiony.
-Za pomoc.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego czule.
-To ja zostawię was samych. Um...jak będziecie mnie potrzebować, to proszę nacisnąć ten guzik.- pokazał na czerwony guzik przy łóżku.-A zaraz przyjdę.-powiedział i podszedł do drzwi.- A i jak odpoczniesz to zrobimy ostatnie badania.- dodał i zniknął za drzwiami.
-Justin?- odezwałam się po chwili ciszy.
-Hymm?- spytał patrząc mi w oczy.
-Przytul mnie.- powiedziałam i przesunęłam się tak by usiadł koło mnie. Gdy już był przy mnie, wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił uścisk.
-Kocham cię,- powiedział, a ja zachichotałam.
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i zamknęłam oczy, wdychając jego zapach.
*************************KILKA DNI PÓŹNIEJ*****************************
Byłam wykończona. Po wszystkich badaniach i rozmowach z lekarzami, w końcu pozwolili mi wrócić do domu. Justin oczywiście cieszył się jak głupi, a ja razem z nim. Nie mogłam się doczekać, kiedy położę się na swoim wygodnym łóżku i zjem coś normalnego, a nie tylko te szpitalne jedzenie.
-Jak się czujesz skarbie?- to było częste pytanie wydobywane z ust moich bliskich, ale rozumiałam to że się martwią. Powoli jednak irytowało mnie, że nie spuszczają mnie z oczu, bo już czułam się lepiej i chciałam wrócić do normalnego stanu życie.
-Jak najlepiej.- powiedziałam z uśmiechem do Justina, ale widział, że męczy mnie to pytanie.
-Przepraszam kicia, ale się martwię. Tak bardzo cię kocham, że nie wiem co bym zrobił, gdybyś odeszła.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Wiem, Justin, ale męczy mnie to wszystko. Nie musicie pytać co pięć minut jak się czuję, bo gdyby coś się działo, powiedziałabym wam.-powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Kocham cię.-powiedział i pogłaskał mnie po plecach.
-Ja ciebie też i to bardzo.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Nie mocniej niż ja ciebie.-drążył dalej.
-Skąd ta pewność?- podniosłam się i spojrzałam mu w oczy, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Bo to wiem.-powiedział dumnie i musnął moje usta.
-Jasne, jasne...-powiedziałam kładąc się w poprzedniej pozycji.- wszystko co pozwoli ci spać, Bieber.-powiedziałam, a on tylko westchnął.
Nagle do pokoju wparował mój brat.
-To cześć siostra.- powiedział wskakując na łóżko.
-Jedziecie już?- spytałam trochę smutna.
-Nooo... mama i tata muszą wracać do pracy, a ja mam szkołę.- przewrócił oczami a ja się zaśmiałam.
-Tylko ucz się, a nie....-powiedziałam i poczochrałam mu włosy.
-Tsaaa...-prychnął i się we mnie wtulił.
-Pa młody.- odwzajemniłam uścisk, a po chwili już go nie było.
-Od kiedy ty masz taki kontakt z bratem?- spytał zdziwiony Justin.
-Sama nie wiem....-wzruszyłam ramionami.
Znów zapadła ciesz, którą przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę.- powiedziałam cicho.
-Przyniosłam wam naleśniki.-powiedziała babcia i podała nam tackę.
-Dziękuję babciu, kochana jesteś.- powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Dla ciebie wszystko, skarbie.- powiedziała i wyszła z pokoju.
-Głodny?- spytałam Justina wtykając mu do buzi kawałek ciasta.
-Pewnie.- powiedział z pełną buzią, na co się zaśmiałam.
I tak karmiliśmy siebie nawzajem. Nie obeszło się oczywiście bez pocałunków i śmiechów, ale po jakiejś godzinie, talerz był pusty.
Był wieczór, a ja zrobiłam się senna. Wstałam leniwie z łóżka i podeszłam do szuflady, z której wyciągnęłam piżamę.
-A ty gdzie skarbie?- spytał uśmiechnięty Justin.
-Idę się wykąpać.- powiedziałam, a w jego oczach zobaczyłam błysk.
-Mogę z tobą?- spytał, a ja się zaśmiałam.
-Nie.- powiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę łazienki, gdy nagle usłyszałam za sobą kroki.
-Czemu?- spytał przyciskając mnie do ściany.
-Bo cię kocham- powiedziałam z uśmiechem.
-Ja ciebie też, ale gdybyś mnie kochała, to byś mi pozwoliła, a nie znęcała się nade mną.- powiedział całując moją szyję.
-Jeśli mnie kochasz to zrozumiesz i poczekasz.- powiedziałam tajemniczo, a gdy trafił na mój czuły punkt cichy jęk wydobył się z moich ust. Wiedziałam, że szatyn cwaniacko się uśmiechnął i powoli przechodził pocałunkami do moich ust. Gdy ostatni raz mnie pocałował spojrzał mi w oczy.
-Poczekam, ale to tylko kąpiel.-powiedział z nadzieją.
-Wiem, ale będziesz mnie widział nagą.-powiedziałam cicho, a moje policzki zrobiły się czerwone.
-No i? Nawet nie wiesz ile bym dał by cię taką zobaczyć.- powiedział rozmarzony.
-Głupek.- powiedziałam odpychając go ode mnie. Otworzyłam drzwi i jeszcze raz się obejrzałam, po czym zobaczyłam cwaniacko uśmiechniętego Biebera.-Kocham cię.!-krzyknęłam za sobą, ale jakoś nie otrzymałam odpowiedzi, bo zamknęłam drzwi.
Po kąpieli wróciłam do mojego wariata i położyłam się na łóżku. Na początku, ani nic nie mówił, ani nic nie robił, po prostu patrzył w sufit i nad czymś myślał. Spojrzałam na niego podejrzanie i wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś zły?- spytałam smutno.
Nie odezwał się przez chwilę.
-Nie, a czemu miałbym być?- spytał, ale wiedziałam, że coś go boli.-Rozumiem, że mi nie ufasz.- powiedział sucho nie parząc mi w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy na mnie spojrzał.
-To nie tak, że ci nie ufam...-powiedziałam.
-A jak?-spytał zdenerwowany.
-Po prostu nie jestem gotowa. Zrozum.-powiedziałam z żalem w oczach.
-Rozumiem, ale....-przerwał i usiadł drapiąc się po karku.- Kocham cię i chce ci to udowodnić w każdy możliwy sposób. Jesteśmy ze sobą tak długo, a ostatnio prawie cię straciłem...-znów przerwał patrząc mi w oczy.- Nie chce żeby było kiedyś tak, że któremuś z nas coś się stanie, a nie pokarzę ci jak bardzo cię kocham.-powiedział i przetarł mój policzek.
-Rozumiem.-opuściłam głowę.-Ale ja wiem jak bardzo mnie kochasz. Pokazujesz mi to każdego dnia. Też chce to z tobą zrobić, ale się boje. Ufam ci i wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, ale... nie wiem... po prostu nie potrafię się przełamać.- powiedziałam, a on musnął moje usta.
-Rozumiem.-powiedział-Poczekam, nie będę cie do niczego zmuszał.-powiedział i znów mnie pocałował. Tym razem namiętnie, jakby chciał pokazać przy tym wszystkie swoje uczucia, jakie w nim teraz są. Pragnęłam go i to bardzo, jednak nie chciałam jeszcze tego robić.
Gdy się od siebie odsunęliśmy, położyliśmy się i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
_____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem, ze długo mnie nie było, ale chyba mnie rozumiecie....wakacje dobiegają końca i staram się korzystać z wolnego.
Zapraszam do mojego bloga o Justinie i prosze o komentarze. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
Strasznie bolało mnie ciało, ale najbardziej głowa. Nie wiem ile tak leżałam, ale nie potrafiłam się ruszyć. Jedyne co potrafiłam to lekkie poruszenie palcami. Gdy w końcu oswoiłam się z jasnym światłem w pokoju, lekko otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku, którego dobrze znałam. Justin.
Szlochał i powtarzał bym się obudziła i go nie zostawiała. Kąciki moich ust lekko się uniosły, po czym spróbowałam wydusić z siebie słowo.
-Justin.- wyszeptałam, a przez moje gardło przeszedł palący ból. On momentalnie podniósł głowę i spojrzał na mnie z czerwonymi od płaczu, oczami.
-Boże, Amy!-podniósł się z krzesła i uśmiechnął się szeroko.- Obudziłaś się! Skarbie tak bardzo tęskniłem. Kocham cię i przepraszam. Nie zostawiaj mnie więcej.- mówił, a łzy znów zaczęły spływać po jego policzku. Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam, ale skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.-Pójdę zawołać lekarza.- powiedział i zniknął za drzwiami. Po kilku minutach był już z powrotem, a z nim starszy mężczyzna.
-Witam Amy, jak się czujesz?- spytał, a ja znów spróbowałam coś powiedzieć, ale wyszło z tego tylko kaszlnięcie.- Wody?- spytał i podał mi szklankę. Spróbowałam ją złapać i po chwili już mogłam ruszać ręką. Napiłam się i oddałam szklankę.
-Już lepiej.- powiedziałam.
-To dobrze.- powiedział i zaczął sprawdzać sprzęt.
-Ile tu leżę?- spytałam po chwili ciszy.
-Kilka tygodni.- powiedział Justin, a ja się skrzywiłam.- Tak bardzo tęskniłem.-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak, nie mogliśmy go od ciebie odciągnąć. Wciąż powtarzał, że cie kocha i że cie nie zostawi.-powiedział z uśmiechem lekarz.
-Wiem.- powiedziałam, a Justin spojrzał na mnie pytająco.-Słyszałam- dodałam, a on nadal stał zdziwiony.
-To bardzo prawdopodobne. Wiele osób, które zapadło w śpiączkę słyszy to co się do niego mówi.-wytłumaczył lekarz.
-Dziękuję.- powiedziałam do Justina.
-Za co?- spytał zdziwiony.
-Za pomoc.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego czule.
-To ja zostawię was samych. Um...jak będziecie mnie potrzebować, to proszę nacisnąć ten guzik.- pokazał na czerwony guzik przy łóżku.-A zaraz przyjdę.-powiedział i podszedł do drzwi.- A i jak odpoczniesz to zrobimy ostatnie badania.- dodał i zniknął za drzwiami.
-Justin?- odezwałam się po chwili ciszy.
-Hymm?- spytał patrząc mi w oczy.
-Przytul mnie.- powiedziałam i przesunęłam się tak by usiadł koło mnie. Gdy już był przy mnie, wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił uścisk.
-Kocham cię,- powiedział, a ja zachichotałam.
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i zamknęłam oczy, wdychając jego zapach.
*************************KILKA DNI PÓŹNIEJ*****************************
Byłam wykończona. Po wszystkich badaniach i rozmowach z lekarzami, w końcu pozwolili mi wrócić do domu. Justin oczywiście cieszył się jak głupi, a ja razem z nim. Nie mogłam się doczekać, kiedy położę się na swoim wygodnym łóżku i zjem coś normalnego, a nie tylko te szpitalne jedzenie.
-Jak się czujesz skarbie?- to było częste pytanie wydobywane z ust moich bliskich, ale rozumiałam to że się martwią. Powoli jednak irytowało mnie, że nie spuszczają mnie z oczu, bo już czułam się lepiej i chciałam wrócić do normalnego stanu życie.
-Jak najlepiej.- powiedziałam z uśmiechem do Justina, ale widział, że męczy mnie to pytanie.
-Przepraszam kicia, ale się martwię. Tak bardzo cię kocham, że nie wiem co bym zrobił, gdybyś odeszła.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Wiem, Justin, ale męczy mnie to wszystko. Nie musicie pytać co pięć minut jak się czuję, bo gdyby coś się działo, powiedziałabym wam.-powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Kocham cię.-powiedział i pogłaskał mnie po plecach.
-Ja ciebie też i to bardzo.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Nie mocniej niż ja ciebie.-drążył dalej.
-Skąd ta pewność?- podniosłam się i spojrzałam mu w oczy, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Bo to wiem.-powiedział dumnie i musnął moje usta.
-Jasne, jasne...-powiedziałam kładąc się w poprzedniej pozycji.- wszystko co pozwoli ci spać, Bieber.-powiedziałam, a on tylko westchnął.
Nagle do pokoju wparował mój brat.
-To cześć siostra.- powiedział wskakując na łóżko.
-Jedziecie już?- spytałam trochę smutna.
-Nooo... mama i tata muszą wracać do pracy, a ja mam szkołę.- przewrócił oczami a ja się zaśmiałam.
-Tylko ucz się, a nie....-powiedziałam i poczochrałam mu włosy.
-Tsaaa...-prychnął i się we mnie wtulił.
-Pa młody.- odwzajemniłam uścisk, a po chwili już go nie było.
-Od kiedy ty masz taki kontakt z bratem?- spytał zdziwiony Justin.
-Sama nie wiem....-wzruszyłam ramionami.
Znów zapadła ciesz, którą przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę.- powiedziałam cicho.
-Przyniosłam wam naleśniki.-powiedziała babcia i podała nam tackę.
-Dziękuję babciu, kochana jesteś.- powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Dla ciebie wszystko, skarbie.- powiedziała i wyszła z pokoju.
-Głodny?- spytałam Justina wtykając mu do buzi kawałek ciasta.
-Pewnie.- powiedział z pełną buzią, na co się zaśmiałam.
I tak karmiliśmy siebie nawzajem. Nie obeszło się oczywiście bez pocałunków i śmiechów, ale po jakiejś godzinie, talerz był pusty.
Był wieczór, a ja zrobiłam się senna. Wstałam leniwie z łóżka i podeszłam do szuflady, z której wyciągnęłam piżamę.
-A ty gdzie skarbie?- spytał uśmiechnięty Justin.
-Idę się wykąpać.- powiedziałam, a w jego oczach zobaczyłam błysk.
-Mogę z tobą?- spytał, a ja się zaśmiałam.
-Nie.- powiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę łazienki, gdy nagle usłyszałam za sobą kroki.
-Czemu?- spytał przyciskając mnie do ściany.
-Bo cię kocham- powiedziałam z uśmiechem.
-Ja ciebie też, ale gdybyś mnie kochała, to byś mi pozwoliła, a nie znęcała się nade mną.- powiedział całując moją szyję.
-Jeśli mnie kochasz to zrozumiesz i poczekasz.- powiedziałam tajemniczo, a gdy trafił na mój czuły punkt cichy jęk wydobył się z moich ust. Wiedziałam, że szatyn cwaniacko się uśmiechnął i powoli przechodził pocałunkami do moich ust. Gdy ostatni raz mnie pocałował spojrzał mi w oczy.
-Poczekam, ale to tylko kąpiel.-powiedział z nadzieją.
-Wiem, ale będziesz mnie widział nagą.-powiedziałam cicho, a moje policzki zrobiły się czerwone.
-No i? Nawet nie wiesz ile bym dał by cię taką zobaczyć.- powiedział rozmarzony.
-Głupek.- powiedziałam odpychając go ode mnie. Otworzyłam drzwi i jeszcze raz się obejrzałam, po czym zobaczyłam cwaniacko uśmiechniętego Biebera.-Kocham cię.!-krzyknęłam za sobą, ale jakoś nie otrzymałam odpowiedzi, bo zamknęłam drzwi.
Po kąpieli wróciłam do mojego wariata i położyłam się na łóżku. Na początku, ani nic nie mówił, ani nic nie robił, po prostu patrzył w sufit i nad czymś myślał. Spojrzałam na niego podejrzanie i wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś zły?- spytałam smutno.
Nie odezwał się przez chwilę.
-Nie, a czemu miałbym być?- spytał, ale wiedziałam, że coś go boli.-Rozumiem, że mi nie ufasz.- powiedział sucho nie parząc mi w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy na mnie spojrzał.
-To nie tak, że ci nie ufam...-powiedziałam.
-A jak?-spytał zdenerwowany.
-Po prostu nie jestem gotowa. Zrozum.-powiedziałam z żalem w oczach.
-Rozumiem, ale....-przerwał i usiadł drapiąc się po karku.- Kocham cię i chce ci to udowodnić w każdy możliwy sposób. Jesteśmy ze sobą tak długo, a ostatnio prawie cię straciłem...-znów przerwał patrząc mi w oczy.- Nie chce żeby było kiedyś tak, że któremuś z nas coś się stanie, a nie pokarzę ci jak bardzo cię kocham.-powiedział i przetarł mój policzek.
-Rozumiem.-opuściłam głowę.-Ale ja wiem jak bardzo mnie kochasz. Pokazujesz mi to każdego dnia. Też chce to z tobą zrobić, ale się boje. Ufam ci i wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, ale... nie wiem... po prostu nie potrafię się przełamać.- powiedziałam, a on musnął moje usta.
-Rozumiem.-powiedział-Poczekam, nie będę cie do niczego zmuszał.-powiedział i znów mnie pocałował. Tym razem namiętnie, jakby chciał pokazać przy tym wszystkie swoje uczucia, jakie w nim teraz są. Pragnęłam go i to bardzo, jednak nie chciałam jeszcze tego robić.
Gdy się od siebie odsunęliśmy, położyliśmy się i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
_____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem, ze długo mnie nie było, ale chyba mnie rozumiecie....wakacje dobiegają końca i staram się korzystać z wolnego.
Zapraszam do mojego bloga o Justinie i prosze o komentarze. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
niedziela, 11 sierpnia 2013
Rozdział 46
(Justin)
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, złością.
-Co ty tutaj robisz?- spytałem oschle.
-Justin, przepraszam, ale musiałam przyjechać.- podeszłą bliżej mnie.- Widziałam twój występ, byłeś niesamowi...
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.- przerwałem jej.
-Chciałam was przeprosić. Odkąd wyjechaliście nie spotykam się z Alex'em. -powiedziała spuszczając głowę.
-Ojej, co za pech.- powiedziałem sarkastycznie i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała.
-Justin.-powiedziała, a ja spojrzałem na nią wyczekująco.- Na prawdę mi przykro, że tak się stało. Amy była moją najlepszą przyjaciółką, od zawsze....
-No właśnie BYŁA.- znów jej przerwałem.
-Gdybym wiedziała, że to tak się stanie, cofnęłabym czas. Ale nie mogę!- powiedziała, a ja przewróciłem oczami.- Gdy dowiedziałam się, że założył się z jakimś Ianem, żeby skrzywdzić Amy, nigdy bym tego nie zrobiła. Zakochałam się, a on....
-Chwila, chwila...-przerwałem jej.- Mówiłaś Ianem? -spytałem niedowierzając
-Tak, nie znam go, ale podobno jest starszy i umm... chodzi do naszej szkoły.- powiedziała, a ja momentalnie zamarłem. To wszystko wina tego debila? To on chciał tak zranić moją Amy? To przez nich ona cierpiała? Ale dlaczego?
-Rozumiem... pogadamy później, teraz muszę coś załatwić.-powiedziałem i ruszyłem w stronę miejsca, gdzie stał Ian.
-Świetny występ.- usłyszałem jeszcze głos dziewczyny, ale zignorowałem to. Byłem wściekły. Jak on mógł? Wiedział co czuję do Amy! Wiedział ile dla mnie znaczy!. Bez zastanowienia podszedłem do niego i złapałem go za ramię.
-Hej, Justin, zmieniłeś zdanie?- spytał z chytrym uśmieszkiem, jednak mi nie było do śmiechu i od razu uderzyłem go w nos.- Co to było?- spytał łapiąc się za nos.
-To za Amy!- krzyknąłem, a gdy opuścił rękę, przyłożyłem mu drugi raz, przez co upadł.
-O co ci chodzi stary.- spytał próbując wstać.
-To za zniszczenie naszej przyjaźni.- kopnąłem go w brzuch,- A to...-znów go kopnąłem.-za to, że jesteś dupkiem.- splunąłem koło niego i odszedłem. Dopiero teraz zobaczyłem jakie zbiorowisko zebrało się wokół nas.
-Justin, co to było?- spytała moja mama.
-Nic!-warknąłem.- Przepraszam, po prostu ten dupek...
-Ale to twój przyjaciel.- przerwała mi.
-Już nie.- powiedziałem i odszedłem. Szedłem przed siebie, próbując ułożyć sobie to wszystko w głowie, ale to było zbyt trudne. Jak on mógł mi to zrobić? Jak on mógł w ogóle pomyśleć, by zrobić takie coś kobiecie?
-Justin!- usłyszałem głos starszej kobiety. Odwróciłem się i zobaczyłem babcie Amy.
-Tak?- odezwałem się podchodząc bliżej.
-Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczamy. -powiedziała, a ja spojrzałem na nią pytająco.- Po twoim koncercie na konto wpłynęło kilka tysięcy, dzięki czemu już prawie zebraliśmy pieniądze.- powiedziała, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Na prawdę?- spytałem zdziwiony.
-Tak, to był świetny pomysł z tym festynem. Masz.- podała mi talerzyk z jej ciastem.
-Mmmm...jabłecznik, mój ulubiony.- powiedziałem i wziąłem kawałek do ust.
-Zasłużyłeś.-powiedziała i podała innej kobiecie talerz.-A teraz leć do Amy. Sprawdź co u niej.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
-A nie będę tutaj potrzebny?- spytałem z troską.
-Nie, damy radę, teraz już idź.- powiedziała, a ja posłałem jej uśmiech i odłożyłem talerzy. Bez wahania pojechałem do szpitala, ale najpierw wstąpiłem do kwiaciarni, gdzie kupiłem jej ulubione kwiaty.
Gdy wszedłem do sali, uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej łóżka.
-Hej kochanie.- powiedziałem dając jej lekkiego buziaka.-Tęskniłem.- powiedziałem siadając na krześle.-Mam dobre wieści.-przerwałem i złapałem jej dłoń.- Już niedługo będziesz miała nowy sprzęt i leki, dzięki którym w końcu się obudzisz.- powiedziałem uradowany.-Gdybyś tylko widziała radość twojej babci sprzedającej ciasto na festynie.-cicho zachichotałem.-Kocham cię i nie pozwolę ci odejść.- pocałowałem jej dłoń. Już nic nie mówiłem. Patrzałem na nią i nuciłem piosenkę,którą śpiewałem na festynie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziłem się wieczorem, gdy do pokoju wszedł lekarz.
-Przepraszam, że cię obudziłem.-powiedział, a ja przetarłem oczy.
-Nic się nie stało, jakieś wieści?- spytałem, a on się uśmiechnął.
-Tak i to dobre. Na konto szpitala wpłynęła cała suma pieniędzy. Od jutra zaczniemy leczenie Amy z bardzo dobrym sprzętem.-powiedział, na co od razu się uśmiechnąłem.
-Jakie są szanse, że dzięki temu się obudzi?-spytałem bardziej smutno.
-Bardzo duże. Ten sprzęt jak i leki pomogą w wybudzeniu dziewczyny i do tego poprawią jej organizm.-powiedział, na co odetchnąłem z ulgą.
-Dziękuję doktorze.- powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń.
-Nie ma za co. -uśmiechnął się.- Może pojedziesz do domu i odpoczniesz? Dużo przeszedłeś i wiem, że jesteś zmęczony.-powiedział, a gdy chciałem zaprotestować, przerwał mi.- Obiecuję, że zadzwonię, gdy tylko coś się zmieni.- powiedział, a ja w końcu skinąłem głową.
-Dobrze, ale wrócę tu jutro.-powiedziałem i pożegnałem się z moją księżniczką, po czym wyszedłem z sali.
**********************KILKA DNI PÓŹNIEJ****************************
Tak jak mówiłem tak też robiłem. Co dziennie chodziłem do szpitala i codziennie miałem nadzieję na jakąkolwiek zmianę, ale nic. Co prawda jej stan jest lepszy, choć nadal jest w śpiączce. Dzisiaj też przyszedłem. Nikogo nie było, tylko ja i ona. Patrzałem na nią ze łzami w oczach i powtarzałem jak bardzo ją kocham. Tak bardzo mi jej brakowało....
-Skarbie...proszę, obudź się.- błagałem.- Nie zostawiaj mnie samego na kolejny dzień. Już tego nie zniosę. -położyłem głowę na łóżku, zacząłem płakać.-Tak wiele dla mnie znaczysz. Zrobię wszystko, będę najlepszym chłopakiem pod słońcem, tylko proszę obudź się.- mówiłem. Nagle poczułem jak jej ręka się poruszyła i ścisnęła moją dłoń, myślałem, że mi się to przyśniło, ale potem stało się coś czego się nie spodziewałem.
-Justin.-usłyszałem ten anielski głos, którego usłyszeć chciałem od kiedy tu trafiła. Podniosłem szybko głowę, a łzy spłynęły po moim policzku.
____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. :) Zapraszam do mojego bloga o Justinie, proszę o komentarze i błagam przesyłajcie dalej ten link, by więcej osób go czytało. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, złością.
-Co ty tutaj robisz?- spytałem oschle.
-Justin, przepraszam, ale musiałam przyjechać.- podeszłą bliżej mnie.- Widziałam twój występ, byłeś niesamowi...
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.- przerwałem jej.
-Chciałam was przeprosić. Odkąd wyjechaliście nie spotykam się z Alex'em. -powiedziała spuszczając głowę.
-Ojej, co za pech.- powiedziałem sarkastycznie i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała.
-Justin.-powiedziała, a ja spojrzałem na nią wyczekująco.- Na prawdę mi przykro, że tak się stało. Amy była moją najlepszą przyjaciółką, od zawsze....
-No właśnie BYŁA.- znów jej przerwałem.
-Gdybym wiedziała, że to tak się stanie, cofnęłabym czas. Ale nie mogę!- powiedziała, a ja przewróciłem oczami.- Gdy dowiedziałam się, że założył się z jakimś Ianem, żeby skrzywdzić Amy, nigdy bym tego nie zrobiła. Zakochałam się, a on....
-Chwila, chwila...-przerwałem jej.- Mówiłaś Ianem? -spytałem niedowierzając
-Tak, nie znam go, ale podobno jest starszy i umm... chodzi do naszej szkoły.- powiedziała, a ja momentalnie zamarłem. To wszystko wina tego debila? To on chciał tak zranić moją Amy? To przez nich ona cierpiała? Ale dlaczego?
-Rozumiem... pogadamy później, teraz muszę coś załatwić.-powiedziałem i ruszyłem w stronę miejsca, gdzie stał Ian.
-Świetny występ.- usłyszałem jeszcze głos dziewczyny, ale zignorowałem to. Byłem wściekły. Jak on mógł? Wiedział co czuję do Amy! Wiedział ile dla mnie znaczy!. Bez zastanowienia podszedłem do niego i złapałem go za ramię.
-Hej, Justin, zmieniłeś zdanie?- spytał z chytrym uśmieszkiem, jednak mi nie było do śmiechu i od razu uderzyłem go w nos.- Co to było?- spytał łapiąc się za nos.
-To za Amy!- krzyknąłem, a gdy opuścił rękę, przyłożyłem mu drugi raz, przez co upadł.
-O co ci chodzi stary.- spytał próbując wstać.
-To za zniszczenie naszej przyjaźni.- kopnąłem go w brzuch,- A to...-znów go kopnąłem.-za to, że jesteś dupkiem.- splunąłem koło niego i odszedłem. Dopiero teraz zobaczyłem jakie zbiorowisko zebrało się wokół nas.
-Justin, co to było?- spytała moja mama.
-Nic!-warknąłem.- Przepraszam, po prostu ten dupek...
-Ale to twój przyjaciel.- przerwała mi.
-Już nie.- powiedziałem i odszedłem. Szedłem przed siebie, próbując ułożyć sobie to wszystko w głowie, ale to było zbyt trudne. Jak on mógł mi to zrobić? Jak on mógł w ogóle pomyśleć, by zrobić takie coś kobiecie?
-Justin!- usłyszałem głos starszej kobiety. Odwróciłem się i zobaczyłem babcie Amy.
-Tak?- odezwałem się podchodząc bliżej.
-Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczamy. -powiedziała, a ja spojrzałem na nią pytająco.- Po twoim koncercie na konto wpłynęło kilka tysięcy, dzięki czemu już prawie zebraliśmy pieniądze.- powiedziała, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Na prawdę?- spytałem zdziwiony.
-Tak, to był świetny pomysł z tym festynem. Masz.- podała mi talerzyk z jej ciastem.
-Mmmm...jabłecznik, mój ulubiony.- powiedziałem i wziąłem kawałek do ust.
-Zasłużyłeś.-powiedziała i podała innej kobiecie talerz.-A teraz leć do Amy. Sprawdź co u niej.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
-A nie będę tutaj potrzebny?- spytałem z troską.
-Nie, damy radę, teraz już idź.- powiedziała, a ja posłałem jej uśmiech i odłożyłem talerzy. Bez wahania pojechałem do szpitala, ale najpierw wstąpiłem do kwiaciarni, gdzie kupiłem jej ulubione kwiaty.
Gdy wszedłem do sali, uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej łóżka.
-Hej kochanie.- powiedziałem dając jej lekkiego buziaka.-Tęskniłem.- powiedziałem siadając na krześle.-Mam dobre wieści.-przerwałem i złapałem jej dłoń.- Już niedługo będziesz miała nowy sprzęt i leki, dzięki którym w końcu się obudzisz.- powiedziałem uradowany.-Gdybyś tylko widziała radość twojej babci sprzedającej ciasto na festynie.-cicho zachichotałem.-Kocham cię i nie pozwolę ci odejść.- pocałowałem jej dłoń. Już nic nie mówiłem. Patrzałem na nią i nuciłem piosenkę,którą śpiewałem na festynie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziłem się wieczorem, gdy do pokoju wszedł lekarz.
-Przepraszam, że cię obudziłem.-powiedział, a ja przetarłem oczy.
-Nic się nie stało, jakieś wieści?- spytałem, a on się uśmiechnął.
-Tak i to dobre. Na konto szpitala wpłynęła cała suma pieniędzy. Od jutra zaczniemy leczenie Amy z bardzo dobrym sprzętem.-powiedział, na co od razu się uśmiechnąłem.
-Jakie są szanse, że dzięki temu się obudzi?-spytałem bardziej smutno.
-Bardzo duże. Ten sprzęt jak i leki pomogą w wybudzeniu dziewczyny i do tego poprawią jej organizm.-powiedział, na co odetchnąłem z ulgą.
-Dziękuję doktorze.- powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń.
-Nie ma za co. -uśmiechnął się.- Może pojedziesz do domu i odpoczniesz? Dużo przeszedłeś i wiem, że jesteś zmęczony.-powiedział, a gdy chciałem zaprotestować, przerwał mi.- Obiecuję, że zadzwonię, gdy tylko coś się zmieni.- powiedział, a ja w końcu skinąłem głową.
-Dobrze, ale wrócę tu jutro.-powiedziałem i pożegnałem się z moją księżniczką, po czym wyszedłem z sali.
**********************KILKA DNI PÓŹNIEJ****************************
Tak jak mówiłem tak też robiłem. Co dziennie chodziłem do szpitala i codziennie miałem nadzieję na jakąkolwiek zmianę, ale nic. Co prawda jej stan jest lepszy, choć nadal jest w śpiączce. Dzisiaj też przyszedłem. Nikogo nie było, tylko ja i ona. Patrzałem na nią ze łzami w oczach i powtarzałem jak bardzo ją kocham. Tak bardzo mi jej brakowało....
-Skarbie...proszę, obudź się.- błagałem.- Nie zostawiaj mnie samego na kolejny dzień. Już tego nie zniosę. -położyłem głowę na łóżku, zacząłem płakać.-Tak wiele dla mnie znaczysz. Zrobię wszystko, będę najlepszym chłopakiem pod słońcem, tylko proszę obudź się.- mówiłem. Nagle poczułem jak jej ręka się poruszyła i ścisnęła moją dłoń, myślałem, że mi się to przyśniło, ale potem stało się coś czego się nie spodziewałem.
-Justin.-usłyszałem ten anielski głos, którego usłyszeć chciałem od kiedy tu trafiła. Podniosłem szybko głowę, a łzy spłynęły po moim policzku.
____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. :) Zapraszam do mojego bloga o Justinie, proszę o komentarze i błagam przesyłajcie dalej ten link, by więcej osób go czytało. http://bieberfever-blog.blogspot.com/
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział 45
(Justin)
Ten pomysł może nie był najlepszy, ale jedyny jaki wpadł mi do głowy. Musi się udać. Nie mogę pozwolić by Amy już więcej się nie obudziła. Kocham ją bardzo mocno i oddam wszystko by znów zobaczyć jej uśmiechniętą twarz.
-No, ale jaki to pomysł? Mów, Justin!- pośpieszali mnie.
-Zorganizujemy zbiórkę pieniędzy.- powiedziałem, a oni...NIC.- Zły pomysł?-spytałem zdezorientowany.
-To dobry pomysł, ale w miasteczku jest mało ludzi, a pieniędzy też zbyt dużo nie mają.-wytłumaczyła mama Amy.
-Rozumiem, ale jeśli zaprosimy ludzi z miasta to...
-Tak, ale oni nie znają Amy, a po drugie to trzeba dużo organizacji...-przerwał tata Amy.
-Do tego musi być coś co ściągnie ich tutaj, bo sama zbiórka nie będzie dla nich interesująca.- dokończyła mama Amy.
-To nie problem. Każdy coś zaprezentuje.-powiedziałem.-Ja zagram i zaśpiewam-pokazałem na gitarę.-Babcia Amy może pokazać swoje sztuki kulinarne, a Daniel...a ty co potrafisz?- spojrzałem na małego.
-Ja mogę żonglować piłeczkami.-powiedział dumnie.
-No widzicie...damy radę.-powiedziałem.- Musze pomóc Amy. Nie zostawię jej i do ostatniej minuty będę zbierał te głupie pieniądze.-powiedziałem i spojrzałem na nich wyczekująco. Zapadła cisza. Wszyscy się nad czymś zastanawiali, gdy nagle odezwała się babcia mojej ukochanej.
-On ma racje. To się uda, tylko musimy wziąć się za to razem.-powiedziała stanowczo.- Może i jestem stara, ale nadal mam energie by pomóc mojej wnuczce.-powiedziała na co wszyscy zachichotali.
-Dobrze, a więc zaczynajmy.
Wszyscy się wzięli do pracy. Mama Amy zaprała się za zaproszenia, tata za organizację miejsca, Daniel poszedł ćwiczyć, a babcia zaczęła zdzwonić do koleżanek by pomogły w gotowaniu. Byli tak zajęci, że nie zauważyli nawet, że wyszedłem. Musiałem gdzieś pójść. Wiedziałem, że tam będzie i ona. Może nie ciałem al duszą. Tak, więc poszedłem pod ten sam dąb co chodziłem z Amy. Usiadłem na ławce i spojrzałem w niebo. Było już ciemno, a na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy.
-Hej skarbie..-powiedziałem.- Wymyśliłem jak ci pomóc.- pochwaliłem się, a po moim policzku spłynęła łza.- Obiecuję ci, że wrócisz do nas. Nie pozwolę ci odejść, bo jeśli ty umrzesz to i ja to zrobię.-powiedziałem przez łzy.-Wiem, że ostatnio mało cię odwiedzałem w szpitalu, ale...musiałem wymyślić jak ci pomóc. Kocham cię i tęsknie.-powiedziałem i złożyłem ręce jak do modlitwy. Ostatnio często się modliłem. Miałem o kogo i wiedziałem, że Bóg mnie wysłucha i pomoże przetrwać ten trudny okres.
**************************************
Minęło kilka dni od czasu wymyślenia mojego genialnego panu. Już drugi dzień trwa festyn, a my nadal nie mamy nawet połowy tych pieniędzy. Dziś nadeszła moja kolej na pokazanie co potrafię. Strasznie się denerwuję, bo ostatnio jak śpiewałem to było w domu, jak byłem mały. Potem przestałem i zostawiłem to dla kogoś innego.
-A teraz zapraszam na scenę Justina Biebera.-powiedziała mama Amy, a ja wszedłem i usiadłem na krześle.
-Hej, jestem Justin i zagram dla was mój utwór. Tę piosenkę dedykuję mojej ukochanej Amy, na którą właśnie zbieramy pieniądze. Kocham ją bardzo mocno i zrobię wszystko by znów zobaczyć jej uśmiech.-powiedziałem i zacząłem grać. Piosenkę nazwałem "Fall"
-Let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love for his best friend
When she’s around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right
But did you know that I love you? or were you not aware?
You’re the smile on my face
And I ain’t going nowhere
I’m here to make you happy, I’m here to see you smile
I’ve been wanting to tell you this for a long while
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
Well I can tell you’re afraid of what this might do
Cause we got such an amazing friendship and that you don’t wanna lose
I don’t wanna lose it either
I don’t think I can stay sitting around while you’re hurting babe
Come take my hand
Did you know you’re an angel? who forgot how to fly
Did you know that it breaks my heart everytime to see you cry
Cause I know that it pains if he’s gone everytime he move over on the shoulder you crying
And I hope by the time that I’m done with this song that I figure out
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
But if you spread your wings
You can fly away with me
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya so fall
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya,
So fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
If you spread your wings
But you can’t fly unless it lets ya
Let yourself fall
You can fly away with me
Wszyscy stali jak wryci, a ja nie wiedziałem o co chodzi. U niektórych osób widziałem nawet łzy w oczach, ale nadal nie rozumiałem o co dokładnie chodzi. Po chwili zaczęły się wielkie oklaski i piski ze strony dziewczyn, nie przejmowałem się jednak tym, bo ja już mam swoją księżniczkę i nie zamierzam jej zostawić. Zszedłem powoli ze sceny, a tam zostałem zaatakowany, przez mamę i moje rodzeństwo.
-Justin!-krzyknęła Jazmyn.
-Hej, księżniczko, co wy tu robicie? -spytałem zdziwiony.
-Jak to co, przyjechaliśmy wam pomóc. Amy wiele dla nas zrobiła, a widząc ciebie szczęśliwego u jej boku, musieliśmy przyjechać.-powiedziała mama.
-Dzięki mamo.-powiedziałem i dałem jej buziaka w policzek.
-Widzieliśmy twój występ, byłeś genialny.- podbiegły do nas dziewczyny.
-Dzięki.- podrapałem się po karku, a kątem oka widziałem chichoczącą mamę.
-Dasz na autograf? Kochamy cię.- piszczały i płakały, a ja nie wiedziałem co zrobić.
-Pewnie.-powiedziałem i podpisałem kilka kartek.
-Ale masz fanki.-podszedł do mnie Ian.
-Ian? A ty co tutaj robisz?- spytałem zdziwiony.
-Przyjechałem do kumpla, nie mogę?- spytał zdziwiony.
-Pewnie, że możesz.-powiedziałem.
-Ta cała Amy wiele dla ciebie znaczy widzę.-powiedział, a ja skinąłem głową.
-Nawet nie wiesz jak wiele- odeszliśmy na bok, gdzie nikogo nie było.
-No, ale myślę, że jak się nie obudzi, albo nie zbierzecie kasy to wrócisz do nas, prawda?- spytał, a ja spojrzałem na niego pytająco.
-Ona się obudzi! Nie dopuszczam do siebie innej myśli.- powiedziałem zdenerwowany.
-No dobrze,dobrze, ale jeśli nie, to....
-Daj spokój! Ona się obudzi, a jeśli nie to...umrę razem z nią.- powiedziałem i odszedłem, jednak słyszałem jak krzyczy.
-Ona źle na ciebie działa, stary.-ale nie zwróciłem na to zbytniej uwagi i poszedłem dalej. Jak on mógł tak pomyśleć? Co mu strzeliło do głowy? Jest moim przyjacielem...powinien mnie wspierać, a nie dołować.
-Justin!-usłyszałem kobiecy głos, odwróciłem się i zobaczyłem... Belle? Ten dzień jest coraz dziwniejszy...
________________________________________________________
Od razu przepraszam za jakiekolwiek błędy. Dzięki za komentarze i zapraszam również do innych opowiadań, oraz do mojej nowej stronki http://bieberfever-blog.blogspot.com/ proszę o komentarze. :D
Ten pomysł może nie był najlepszy, ale jedyny jaki wpadł mi do głowy. Musi się udać. Nie mogę pozwolić by Amy już więcej się nie obudziła. Kocham ją bardzo mocno i oddam wszystko by znów zobaczyć jej uśmiechniętą twarz.
-No, ale jaki to pomysł? Mów, Justin!- pośpieszali mnie.
-Zorganizujemy zbiórkę pieniędzy.- powiedziałem, a oni...NIC.- Zły pomysł?-spytałem zdezorientowany.
-To dobry pomysł, ale w miasteczku jest mało ludzi, a pieniędzy też zbyt dużo nie mają.-wytłumaczyła mama Amy.
-Rozumiem, ale jeśli zaprosimy ludzi z miasta to...
-Tak, ale oni nie znają Amy, a po drugie to trzeba dużo organizacji...-przerwał tata Amy.
-Do tego musi być coś co ściągnie ich tutaj, bo sama zbiórka nie będzie dla nich interesująca.- dokończyła mama Amy.
-To nie problem. Każdy coś zaprezentuje.-powiedziałem.-Ja zagram i zaśpiewam-pokazałem na gitarę.-Babcia Amy może pokazać swoje sztuki kulinarne, a Daniel...a ty co potrafisz?- spojrzałem na małego.
-Ja mogę żonglować piłeczkami.-powiedział dumnie.
-No widzicie...damy radę.-powiedziałem.- Musze pomóc Amy. Nie zostawię jej i do ostatniej minuty będę zbierał te głupie pieniądze.-powiedziałem i spojrzałem na nich wyczekująco. Zapadła cisza. Wszyscy się nad czymś zastanawiali, gdy nagle odezwała się babcia mojej ukochanej.
-On ma racje. To się uda, tylko musimy wziąć się za to razem.-powiedziała stanowczo.- Może i jestem stara, ale nadal mam energie by pomóc mojej wnuczce.-powiedziała na co wszyscy zachichotali.
-Dobrze, a więc zaczynajmy.
Wszyscy się wzięli do pracy. Mama Amy zaprała się za zaproszenia, tata za organizację miejsca, Daniel poszedł ćwiczyć, a babcia zaczęła zdzwonić do koleżanek by pomogły w gotowaniu. Byli tak zajęci, że nie zauważyli nawet, że wyszedłem. Musiałem gdzieś pójść. Wiedziałem, że tam będzie i ona. Może nie ciałem al duszą. Tak, więc poszedłem pod ten sam dąb co chodziłem z Amy. Usiadłem na ławce i spojrzałem w niebo. Było już ciemno, a na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy.
-Hej skarbie..-powiedziałem.- Wymyśliłem jak ci pomóc.- pochwaliłem się, a po moim policzku spłynęła łza.- Obiecuję ci, że wrócisz do nas. Nie pozwolę ci odejść, bo jeśli ty umrzesz to i ja to zrobię.-powiedziałem przez łzy.-Wiem, że ostatnio mało cię odwiedzałem w szpitalu, ale...musiałem wymyślić jak ci pomóc. Kocham cię i tęsknie.-powiedziałem i złożyłem ręce jak do modlitwy. Ostatnio często się modliłem. Miałem o kogo i wiedziałem, że Bóg mnie wysłucha i pomoże przetrwać ten trudny okres.
**************************************
Minęło kilka dni od czasu wymyślenia mojego genialnego panu. Już drugi dzień trwa festyn, a my nadal nie mamy nawet połowy tych pieniędzy. Dziś nadeszła moja kolej na pokazanie co potrafię. Strasznie się denerwuję, bo ostatnio jak śpiewałem to było w domu, jak byłem mały. Potem przestałem i zostawiłem to dla kogoś innego.
-A teraz zapraszam na scenę Justina Biebera.-powiedziała mama Amy, a ja wszedłem i usiadłem na krześle.
-Hej, jestem Justin i zagram dla was mój utwór. Tę piosenkę dedykuję mojej ukochanej Amy, na którą właśnie zbieramy pieniądze. Kocham ją bardzo mocno i zrobię wszystko by znów zobaczyć jej uśmiech.-powiedziałem i zacząłem grać. Piosenkę nazwałem "Fall"
-Let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love for his best friend
When she’s around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right
But did you know that I love you? or were you not aware?
You’re the smile on my face
And I ain’t going nowhere
I’m here to make you happy, I’m here to see you smile
I’ve been wanting to tell you this for a long while
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
Well I can tell you’re afraid of what this might do
Cause we got such an amazing friendship and that you don’t wanna lose
I don’t wanna lose it either
I don’t think I can stay sitting around while you’re hurting babe
Come take my hand
Did you know you’re an angel? who forgot how to fly
Did you know that it breaks my heart everytime to see you cry
Cause I know that it pains if he’s gone everytime he move over on the shoulder you crying
And I hope by the time that I’m done with this song that I figure out
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
But if you spread your wings
You can fly away with me
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya so fall
Who’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya,
So fall in love
I know you got your wall wrapped on all the way around your heart
You’re not gon’ be scared at all, oh my love
But you can’t fly unless it lets ya,
You can’t fly unless it lets ya, so fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
If you spread your wings
But you can’t fly unless it lets ya
Let yourself fall
You can fly away with me
Wszyscy stali jak wryci, a ja nie wiedziałem o co chodzi. U niektórych osób widziałem nawet łzy w oczach, ale nadal nie rozumiałem o co dokładnie chodzi. Po chwili zaczęły się wielkie oklaski i piski ze strony dziewczyn, nie przejmowałem się jednak tym, bo ja już mam swoją księżniczkę i nie zamierzam jej zostawić. Zszedłem powoli ze sceny, a tam zostałem zaatakowany, przez mamę i moje rodzeństwo.
-Justin!-krzyknęła Jazmyn.
-Hej, księżniczko, co wy tu robicie? -spytałem zdziwiony.
-Jak to co, przyjechaliśmy wam pomóc. Amy wiele dla nas zrobiła, a widząc ciebie szczęśliwego u jej boku, musieliśmy przyjechać.-powiedziała mama.
-Dzięki mamo.-powiedziałem i dałem jej buziaka w policzek.
-Widzieliśmy twój występ, byłeś genialny.- podbiegły do nas dziewczyny.
-Dzięki.- podrapałem się po karku, a kątem oka widziałem chichoczącą mamę.
-Dasz na autograf? Kochamy cię.- piszczały i płakały, a ja nie wiedziałem co zrobić.
-Pewnie.-powiedziałem i podpisałem kilka kartek.
-Ale masz fanki.-podszedł do mnie Ian.
-Ian? A ty co tutaj robisz?- spytałem zdziwiony.
-Przyjechałem do kumpla, nie mogę?- spytał zdziwiony.
-Pewnie, że możesz.-powiedziałem.
-Ta cała Amy wiele dla ciebie znaczy widzę.-powiedział, a ja skinąłem głową.
-Nawet nie wiesz jak wiele- odeszliśmy na bok, gdzie nikogo nie było.
-No, ale myślę, że jak się nie obudzi, albo nie zbierzecie kasy to wrócisz do nas, prawda?- spytał, a ja spojrzałem na niego pytająco.
-Ona się obudzi! Nie dopuszczam do siebie innej myśli.- powiedziałem zdenerwowany.
-No dobrze,dobrze, ale jeśli nie, to....
-Daj spokój! Ona się obudzi, a jeśli nie to...umrę razem z nią.- powiedziałem i odszedłem, jednak słyszałem jak krzyczy.
-Ona źle na ciebie działa, stary.-ale nie zwróciłem na to zbytniej uwagi i poszedłem dalej. Jak on mógł tak pomyśleć? Co mu strzeliło do głowy? Jest moim przyjacielem...powinien mnie wspierać, a nie dołować.
-Justin!-usłyszałem kobiecy głos, odwróciłem się i zobaczyłem... Belle? Ten dzień jest coraz dziwniejszy...
________________________________________________________
Od razu przepraszam za jakiekolwiek błędy. Dzięki za komentarze i zapraszam również do innych opowiadań, oraz do mojej nowej stronki http://bieberfever-blog.blogspot.com/ proszę o komentarze. :D
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 44
(Justin)
Obudziłem się bardzo wcześnie. Przejechałem ręką po drugiej stronie łóżka i wtedy przypomniałem sobie co się stało. Tak bardzo nie chciałem by to była prawda, ale nic nie mogłem na to poradzić. Leniwie wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Przemyłem twarz i spojrzałem w lustro. Wyglądałem okropnie, oczy podkrążone, twarz blada, a włosy rozczochrane na wszystkie możliwe strony. W nocy nie mogłem spać i często się kręciłem. Cały czas myślałem o Amy i o tym, że może się już nigdy nie obudzić. Nie miałem już na nic siły. To tak jakby ona zabrała mi połowę i przez to, że jest nie przytomna, to i ja zaczynam słabnąć. Po wykonaniu porannej toalety, wróciłem do pokoju i ubrałem świeże ubrania. Po cichu zszedłem na dół i poszedłem po kuchni.
-Dzień dobry.- przywitałem się z kobietą i usiadłem przy stole ziewając.
-Dzień dobry.- powiedziała bez emocji.-Spałeś coś?- spytała teraz z troską.
-Przysnąłem nad ranem, ale zaraz się obudziłem.- powiedziałem i przetarłem twarz dłońmi.
-Dzwoniłam do rodziców Amy. Przyjadą tutaj, gdy tylko wyrwą się z pracy.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
Zapadła cisza, która po prostu zabijała mnie od środka. Gdyby była tu Amy od razu dzień stałby się lepszy, a na wszystkich twarzach zagościłby uśmiech. Przywitałaby się z nami buziakiem w policzek i już planowalibyśmy co dzisiaj robić. Zapomniałem nawet, że mamy szkołę. Bez niej to nie to samo...
Znów moje życie się wali, a najważniejsze osoby odchodzą.
-Tak bardzo chce by wróciła...- wymamrotałem chowając twarz w dłonie.
-Jak my wszyscy, Justin.- powiedziała i pogłaskała mnie po plecach.- Masz zjedz coś.- dodała
-Nie jestem głodny.- powiedziałem
-Musisz jeść, żeby mieć siłę i być przy Amy gdy się obudzi.- powiedziała, a ja spuściłem głowę.
-A jeśli się nie obudzi?-spytałem łamiącym się głosem
-Obudzi się.- powiedziała stanowczo.- Nie możemy się poddawać, bo wiem, że ona gdzieś tam jest i chce byśmy się nie poddawali.- wytłumaczyła i posłała mi szczery uśmiech, co odwzajemniłem.
-Dziękuję.- powiedziałem i przysunąłem talerz do siebie.- Za śniadanie i za wsparcie.- powiedziałem, a ona znów się uśmiechnęła.
-Nie ma za co. Jesteś bardzo ważny dla mojej wnuczki i chce by była szczęśliwa. Jednak gdy się obudzi, a ciebie tam nie będzie to na pewno taka nie będzie.- powiedziała, a ja skinąłem głową i ugryzłem naleśnika.
Po śniadaniu skapowałem kilka rzeczy, pomogłem babci Amy wejść do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Mimo iż wiedziałem, że jest nieprzytomna, to miałem uśmiech na twarzy, bo mogłem znów ją zobaczyć. Kocham ją jak nikogo innego i mimo wszystko będę przy niej.
-Hej skarbie.- powiedziałem, gdy wszedłem do pokoju.- Przywiozłem ci jakieś ciuchy, kosmetyki i twoją babcie. Stęskniła się, tak samo jak ja.- mówiłem, podchodząc do łóżka. Nachyliłem się nad dziewczyną i złożyłem pojedynczy pocałunek na jej czole.
-Hej wnusiu.- podeszła kobieta.-Tęsknimy i nie możemy się doczekać, aż znów zobaczymy twój uśmiech.- powiedziała i usiadła przy łóżku. Ja w tym czasie zostawiłem je same i poszedłem do bufetu po jakąś kawę. Gdy wracałem na korytarzu spotkałem Marka.
-Co ty tu robisz?- spytałem zaciskając ręce w pięści.
-Przyszedłem do Amy, ale jej babcia jest teraz z nią, więc poczekam.- powiedział, a ja prychnąłem.
-To sobie poczekasz, bo Amy jest moja, a ty jesteś tutaj zbędny.- powiedziałem, wiedząc o co mu chodzi.
-Zobaczymy...-wymamrotał.
-To groźba?- spytałem rozbawiony
-Raczej obietnica.-powiedział i odszedł.
Wkurzył mnie i to bardzo. Nie chce by przychodził do Amy. Widziałem jej reakcje na zawodach. Była smutna i przestraszona. Staram się myśleć pozytywnie, dla niej, dlatego westchnąłem ciężko i wszedłem do pokoju.
-Przeszkadzam?- spytałem.
-Nie, skądże.- powiedziała kobieta, a ja skinąłem i usiadłem obok łóżka.
-Hej, kicia....-pogłaskałem jej policzek i po chwili do sali wszedł lekarz.
-Oo..dzień dobry, ty jesteś Justin? Dobrze pamiętam?- spytał przyglądając mi się.
-Tak, ale skąd...
-To małe miasto, wszystkiego się tu można dowiedzieć.- przerwał mi, a ja skinąłem głową.-A pani?
-To jest babcia Amy.- przedstawiłem ich sobie i wróciłem wzrokiem do mojej ukochanej.- Doktorze i co z nią? Jakieś wieści?- wypytywałem z zaciekawieniem.
-Cóż.... mam dobrą i złą wiadomość.-powiedział, a ja spojrzałem na niego pytająco.- Zła jest taka, że potrzebujemy pieniędzy na leczenie Amandy.-powiedział i spojrzał na starszą kobietę.
-Ile?- spytałem, przerywając ciszę.
-10 000.-powiedział, a ja złapałem się za głowę.
-Skąd mamy wziąć tyle pieniędzy?- spytałem zdenerwowany
-Spokojnie...i tu jest ta dobra wiadomość.- powiedział, a ja spojrzałem na niego z zainteresowaniem.
-Jaka?-spytałem
-Amanda może tutaj zostać i być leczona na naszych warunkach, jednak jeśli nie otrzymamy tych pieniędzy nie wiadomo czy ona się obudzi.-powiedział, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę.
-I gdzie tu dobra wiadomość?- spytałem poirytowany
-Cóż...macie państwo trochę więcej czasu na zebranie pieniędzy.- powiedział, a ja opuściłem głowę.
-Ile?- spytałem.
-Dokładnie nie wiadomo, ale z moich badań wynika, że....
-Ile?- przerwałem mu.
-Miesiąc, może półtora.- powiedział, a ja złożyłem ręce jak do modlitwy i starałem się uspokoić.
-Zdobędziemy te pieniądze, dziękuję doktorze.- odezwała się babcia Amy wyrywając mnie z rozmyślań.
-W razie czego jestem u siebie.- powiedział doktor i wyszedł.
-I co my teraz zrobimy? Nie mam tyle pieniędzy, a pracy też brak.- powiedziałem zrezygnowany.
-Sprzedamy farmę dziadka.- powiedziała patrząc w jeden punkt.
-Co? Nie! Amy by się na to nie zgodziła.-powiedziałem stanowczo.
-Ale Amy potrzebuje pieniędzy, a za farmę dostaniemy trochę.- powiedziała, a ja potrząsnąłem głową.
-Wymyślimy coś innego. Nie mogę pozwolić sprzedać pani farmy. Ona wiele znaczy dla Amy i nie zgodziłaby się na to.- powiedziałem, a ona spojrzała na wnuczkę.
-A więc co zrobimy?- spytała.
-Nie wiem jeszcze ale coś wymyślę. -powiedziałem i wróciłem na miejsc obok łóżka.
*************************************
Dni mijały a czasu było coraz mniej. Babcia Amy już szukała kupca, a ja nadal myślałem nad inną opcją. Nic nie mogłem wymyślić. W głowie wciąż miałem twarz uśmiechniętej Amandy.
Siedząc na parapecie w pokoju z gitarą w ręce. Myślałem i myślałem.
-When you smile, I smile...oooooo....when you smile, I smile.-zaśpiewałem grając jakąś melodie. Tak wiele dla mnie znaczyła...To nie mogło się tak skończyć....
-WIEM!- krzyknąłem nagle i zbiegłem na dół po schodach. W kuchni siedziała mama, tata, brat i babcia mojej ukochanej. Wszyscy mieli grobowe miny, a ja wleciałem uradowany do pomieszczenia i stanąłem przed nimi.
-Justin, co się stało?- spytała mama Amy.
-Wiem, jak zdobędziemy pieniądze!- powiedziałem, a oni spojrzeli na siebie zdziwieni i powrócili wzrokiem na mnie czekając na wyjaśnienia.
________________________________________________________________
Hej, jest nowy rozdział. Wiem, że rzadko dodaje, ale zrozumcie, są wakacje i każdy chce odpocząć. Czekam oczywiście na komentarze i opinie na temat rozdziału. Chce was również poinformować, że zaczęłam prowadzić innego bloga. Ma mało wyświetleń i 0 komentarzy, ale mam nadzieję, że to się zmieni. <3 Tu macie linkhttp://bieberfever-blog.blogspot.com/
Obudziłem się bardzo wcześnie. Przejechałem ręką po drugiej stronie łóżka i wtedy przypomniałem sobie co się stało. Tak bardzo nie chciałem by to była prawda, ale nic nie mogłem na to poradzić. Leniwie wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Przemyłem twarz i spojrzałem w lustro. Wyglądałem okropnie, oczy podkrążone, twarz blada, a włosy rozczochrane na wszystkie możliwe strony. W nocy nie mogłem spać i często się kręciłem. Cały czas myślałem o Amy i o tym, że może się już nigdy nie obudzić. Nie miałem już na nic siły. To tak jakby ona zabrała mi połowę i przez to, że jest nie przytomna, to i ja zaczynam słabnąć. Po wykonaniu porannej toalety, wróciłem do pokoju i ubrałem świeże ubrania. Po cichu zszedłem na dół i poszedłem po kuchni.
-Dzień dobry.- przywitałem się z kobietą i usiadłem przy stole ziewając.
-Dzień dobry.- powiedziała bez emocji.-Spałeś coś?- spytała teraz z troską.
-Przysnąłem nad ranem, ale zaraz się obudziłem.- powiedziałem i przetarłem twarz dłońmi.
-Dzwoniłam do rodziców Amy. Przyjadą tutaj, gdy tylko wyrwą się z pracy.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
Zapadła cisza, która po prostu zabijała mnie od środka. Gdyby była tu Amy od razu dzień stałby się lepszy, a na wszystkich twarzach zagościłby uśmiech. Przywitałaby się z nami buziakiem w policzek i już planowalibyśmy co dzisiaj robić. Zapomniałem nawet, że mamy szkołę. Bez niej to nie to samo...
Znów moje życie się wali, a najważniejsze osoby odchodzą.
-Tak bardzo chce by wróciła...- wymamrotałem chowając twarz w dłonie.
-Jak my wszyscy, Justin.- powiedziała i pogłaskała mnie po plecach.- Masz zjedz coś.- dodała
-Nie jestem głodny.- powiedziałem
-Musisz jeść, żeby mieć siłę i być przy Amy gdy się obudzi.- powiedziała, a ja spuściłem głowę.
-A jeśli się nie obudzi?-spytałem łamiącym się głosem
-Obudzi się.- powiedziała stanowczo.- Nie możemy się poddawać, bo wiem, że ona gdzieś tam jest i chce byśmy się nie poddawali.- wytłumaczyła i posłała mi szczery uśmiech, co odwzajemniłem.
-Dziękuję.- powiedziałem i przysunąłem talerz do siebie.- Za śniadanie i za wsparcie.- powiedziałem, a ona znów się uśmiechnęła.
-Nie ma za co. Jesteś bardzo ważny dla mojej wnuczki i chce by była szczęśliwa. Jednak gdy się obudzi, a ciebie tam nie będzie to na pewno taka nie będzie.- powiedziała, a ja skinąłem głową i ugryzłem naleśnika.
Po śniadaniu skapowałem kilka rzeczy, pomogłem babci Amy wejść do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Mimo iż wiedziałem, że jest nieprzytomna, to miałem uśmiech na twarzy, bo mogłem znów ją zobaczyć. Kocham ją jak nikogo innego i mimo wszystko będę przy niej.
-Hej skarbie.- powiedziałem, gdy wszedłem do pokoju.- Przywiozłem ci jakieś ciuchy, kosmetyki i twoją babcie. Stęskniła się, tak samo jak ja.- mówiłem, podchodząc do łóżka. Nachyliłem się nad dziewczyną i złożyłem pojedynczy pocałunek na jej czole.
-Hej wnusiu.- podeszła kobieta.-Tęsknimy i nie możemy się doczekać, aż znów zobaczymy twój uśmiech.- powiedziała i usiadła przy łóżku. Ja w tym czasie zostawiłem je same i poszedłem do bufetu po jakąś kawę. Gdy wracałem na korytarzu spotkałem Marka.
-Co ty tu robisz?- spytałem zaciskając ręce w pięści.
-Przyszedłem do Amy, ale jej babcia jest teraz z nią, więc poczekam.- powiedział, a ja prychnąłem.
-To sobie poczekasz, bo Amy jest moja, a ty jesteś tutaj zbędny.- powiedziałem, wiedząc o co mu chodzi.
-Zobaczymy...-wymamrotał.
-To groźba?- spytałem rozbawiony
-Raczej obietnica.-powiedział i odszedł.
Wkurzył mnie i to bardzo. Nie chce by przychodził do Amy. Widziałem jej reakcje na zawodach. Była smutna i przestraszona. Staram się myśleć pozytywnie, dla niej, dlatego westchnąłem ciężko i wszedłem do pokoju.
-Przeszkadzam?- spytałem.
-Nie, skądże.- powiedziała kobieta, a ja skinąłem i usiadłem obok łóżka.
-Hej, kicia....-pogłaskałem jej policzek i po chwili do sali wszedł lekarz.
-Oo..dzień dobry, ty jesteś Justin? Dobrze pamiętam?- spytał przyglądając mi się.
-Tak, ale skąd...
-To małe miasto, wszystkiego się tu można dowiedzieć.- przerwał mi, a ja skinąłem głową.-A pani?
-To jest babcia Amy.- przedstawiłem ich sobie i wróciłem wzrokiem do mojej ukochanej.- Doktorze i co z nią? Jakieś wieści?- wypytywałem z zaciekawieniem.
-Cóż.... mam dobrą i złą wiadomość.-powiedział, a ja spojrzałem na niego pytająco.- Zła jest taka, że potrzebujemy pieniędzy na leczenie Amandy.-powiedział i spojrzał na starszą kobietę.
-Ile?- spytałem, przerywając ciszę.
-10 000.-powiedział, a ja złapałem się za głowę.
-Skąd mamy wziąć tyle pieniędzy?- spytałem zdenerwowany
-Spokojnie...i tu jest ta dobra wiadomość.- powiedział, a ja spojrzałem na niego z zainteresowaniem.
-Jaka?-spytałem
-Amanda może tutaj zostać i być leczona na naszych warunkach, jednak jeśli nie otrzymamy tych pieniędzy nie wiadomo czy ona się obudzi.-powiedział, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę.
-I gdzie tu dobra wiadomość?- spytałem poirytowany
-Cóż...macie państwo trochę więcej czasu na zebranie pieniędzy.- powiedział, a ja opuściłem głowę.
-Ile?- spytałem.
-Dokładnie nie wiadomo, ale z moich badań wynika, że....
-Ile?- przerwałem mu.
-Miesiąc, może półtora.- powiedział, a ja złożyłem ręce jak do modlitwy i starałem się uspokoić.
-Zdobędziemy te pieniądze, dziękuję doktorze.- odezwała się babcia Amy wyrywając mnie z rozmyślań.
-W razie czego jestem u siebie.- powiedział doktor i wyszedł.
-I co my teraz zrobimy? Nie mam tyle pieniędzy, a pracy też brak.- powiedziałem zrezygnowany.
-Sprzedamy farmę dziadka.- powiedziała patrząc w jeden punkt.
-Co? Nie! Amy by się na to nie zgodziła.-powiedziałem stanowczo.
-Ale Amy potrzebuje pieniędzy, a za farmę dostaniemy trochę.- powiedziała, a ja potrząsnąłem głową.
-Wymyślimy coś innego. Nie mogę pozwolić sprzedać pani farmy. Ona wiele znaczy dla Amy i nie zgodziłaby się na to.- powiedziałem, a ona spojrzała na wnuczkę.
-A więc co zrobimy?- spytała.
-Nie wiem jeszcze ale coś wymyślę. -powiedziałem i wróciłem na miejsc obok łóżka.
*************************************
Dni mijały a czasu było coraz mniej. Babcia Amy już szukała kupca, a ja nadal myślałem nad inną opcją. Nic nie mogłem wymyślić. W głowie wciąż miałem twarz uśmiechniętej Amandy.
Siedząc na parapecie w pokoju z gitarą w ręce. Myślałem i myślałem.
-When you smile, I smile...oooooo....when you smile, I smile.-zaśpiewałem grając jakąś melodie. Tak wiele dla mnie znaczyła...To nie mogło się tak skończyć....
-WIEM!- krzyknąłem nagle i zbiegłem na dół po schodach. W kuchni siedziała mama, tata, brat i babcia mojej ukochanej. Wszyscy mieli grobowe miny, a ja wleciałem uradowany do pomieszczenia i stanąłem przed nimi.
-Justin, co się stało?- spytała mama Amy.
-Wiem, jak zdobędziemy pieniądze!- powiedziałem, a oni spojrzeli na siebie zdziwieni i powrócili wzrokiem na mnie czekając na wyjaśnienia.
________________________________________________________________
Hej, jest nowy rozdział. Wiem, że rzadko dodaje, ale zrozumcie, są wakacje i każdy chce odpocząć. Czekam oczywiście na komentarze i opinie na temat rozdziału. Chce was również poinformować, że zaczęłam prowadzić innego bloga. Ma mało wyświetleń i 0 komentarzy, ale mam nadzieję, że to się zmieni. <3 Tu macie linkhttp://bieberfever-blog.blogspot.com/
niedziela, 4 sierpnia 2013
Rozdział 43
(Justin)
Oczy cały czas miałem zaszklone. Nie mam pojęcia co teraz będzie.
Wbiegłem zdyszany do szpitala, gdzie zawieźli moją Amy i podszedłem do recepcji.
-Gdzie leży Amanda...-nie dokończyłem, bo koło mnie pojawił się lekarz.
-Jesteś z rodziny?- spytał przeglądając kartę pacjenta.
-Jestem jej chłopakiem.- powiedziałem.
-Jest może z tobą ktoś z rodziny?- spytał oddając teczkę pielęgniarce.
-Nie, to znaczy ona ma tutaj jeszcze babcie, ale była zbyt roztrzęsiona i zabrałem ją do domu.- powiedziałem, a on skinął głową.
-Rozumiem, w takim razie proszę za mną.-tak jak powiedział tak zrobiłem. Poszliśmy na drugie piętro, przeszliśmy dość długi korytarz i stanęliśmy przed jedną z sal. Gdy się odwróciłem zobaczyłem za szybą moją ukochaną. Leżała podłączona do różnych maszyn, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo powoli.
-Boże Amy...- wymamrotałem i wtedy pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Powiem szczerze...jest źle. Ma połamane kilka żeber i lewą nogę. Oddycha bardzo ciężko, a mózg...no cóż...ma wstrząs mózgu i nie wiadomo jak jej organizm to przyjmie i co będzie jak się obudzi.-powiedział patrząc na dziewczynę.
-Wie pan kiedy się obudzi? Mogę do niej wejść?- wypytywałem.
-Niestety nikt nie wie kiedy się obudzi. Zapadła w śpiączkę i jeszcze niedawno było z nią bardzo źle. Musieliśmy ją reanimować, bo mózg jak i serce przestało działać. Teraz wszystko w mocy Boga.- powiedział, a ja złapałem się za głowę.- Jest mi strasznie przykro. Przepraszam, ale muszę iść do innych pacjentów. Zajrzę tutaj jeszcze później, a teraz może pan do niej wejść.- powiedział, a ja mu podziękowałem i wszedłem do środka.
-Hej skarbie.- podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.- Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś.-pocałowałem wierzch jej dłoni.- Tęsknie za tobą, proszę, wróć do mnie.- powiedziałem i wtedy już niczym się nie przejmowałem. Rozpłakałem się i nie mogłem opanować łez. Wyglądała tak blado.
-Kocham cię.- pogłaskałem ją po policzku.-Nie zostawiaj mnie samego, proszę...- błagałem i ocierałem policzki z łez.-Jesteś dla mnie bardzo ważna. Tak wiele tobie zawdzięczam.- wymamrotałem.-Nigdy ci nie mówiłem, ale dzięki tobie pogodziłem się z matką. Wybaczyłem jej bo pokazałaś mi, że dobrze jest wybaczać i ufać na nowo. Pokazałaś mi, którą drogą mam iść i dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem.- mówiłem i uśmiechałem się blado na wspomnienia o niej.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak zazdrosny jestem gdy widzę cię z innymi facetami, albo jaki ból czuję kłócąc się z tobą.-powiedziałem i znów pocałowałem jej dłoń.
-Zrobię wszystko by znów zobaczyć twój uśmiech. Rozumiesz? WSZYSTKO.- podkreśliłem ostatnie słowo, ale nadal mówiłem szeptem.
************************
Nie wiek kiedy zasnąłem. Obudził mnie męski głos i szturchanie w ramię.
-Proszę pana.- powiedział mężczyzna.
-Tak?- przetarłem oczy i wtedy przypomniałem sobie gdzie jestem. Szybko spojrzałem na Amy, ale nadal bez zmian. Była nieprzytomna, ale i tak wyglądała ślicznie.
-Niech pan jedzie do domu odpocząć.- powiedział, a ja nadal przyglądałem się mojej ślicznotce.
-Wole zostać. Chce być gdy się obudzi, chce być gdy otworzy oczy.- powiedziałem i posłałem mu blady uśmiech.
-Rozumiem, ale wątpię by to się stało szybko. Nic na to nie wskazuje, ale obiecuję, że jak będzie poprawa to zadzwonimy do pana. -powiedział, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Dobrze, ale wrócę tu jak odpocznę.- powiedziałem i delikatnie pocałowałem Amy.-Jeszcze tu wrócę.- powiedziałem szeptem w stronę ukochanej.
Gdy wróciłem do domu, to nie było tak samo. Było cicho. Spojrzałem na schody i miałem nadzieję, że zaraz zejdzie z nich moja królewna i żuci mi si na szyje. Powie, że to był tylko sen i da mi słodkiego buziaka....
Jednak nic takiego się nie stało, a mnie uderzyła tylko rzeczywistość. Znów moje policzki zrobiły się mokre, a do uszy doleciał szloch, dochodzący z kuchni.Otarłem wierzchem dłoni łzy i wszedłem do pomieszczenia. Przy stole siedziała babcia Amy i płakała. Wiedziałem, że to dla niej wielki szok. Straciła męża, a teraz jej wnuczka walczy o życie. Podszedłem do niej i delikatnie ją objąłem.
-Amy?- spytała, a ja pokręciłem głowa.
-To ja Justin.- powiedziałem i usiadłem koło niej.
-Byłeś w szpitalu? Co z moją wnuczką?- spytała, a ja opuściłem głowę. Powinienem był być silny i wspierać jej rodzinę i bliskich, ale nie potrafiłem. To było zbyt silne ode mnie. Ból zżerał mnie od środka, a łzy paliły mi oczy. Pierwszy raz rozpłakałem się przy jakiejkolwiek osobie. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Przed oczami wciąż miałem twarz bladej i podłączone do tego wszystkiego Amy.
Gdy razem z jej babcię trochę się pozbieraliśmy. Przetarłem twarz i nadal z opuszczoną głową zacząłem opowiadać.
-Przepraszam.- wydukałem.- To moja wina.- powiedziałem.
-O czym ty mówisz, Justin? To nie twoja wina to był wypadek.-pocieszała mnie.
-To moja wina. Mogłem jej powiedzieć, by nie startowała. Nie powinna wsiadać na tego konia.- mówiłem przez łzy.
-Justin, to był wypadek.- tłumaczyła.- Nikt nie wiedział, że to tak się skończy. A Amanda na pewno nie chciałaby, byś się obwiniał. Kochała...Kocha cię i ona wie, że to nie twoja wina.- powiedziała, a ja powoli podniosłem głowę i spojrzałem jj w oczy.
-To nie miało tak być. Powinna teraz świętować razem z nami wygraną. A jest całkiem inaczej. Co my takiego zrobiliśmy by nas tak Bóg karał? Nie mógł zrobić coś mnie? Dlaczego ona? Dlaczego?- mówiłem przez płacz. Łzy leciały mi jak z wodospadu, a okropne myśli krążyły po głowie.
-Co lekarz powiedział?- spytała kobieta.
-Powiedział, że ma połamane żebra i nogę. Walczy o życie i zapadła w śpiączkę.- powiedziałem szeptem i jeszcze mocniej się rozpłakałem.-Nie chce jej stracić! Jest dla mnie wszystkim. - powiedziałem i uderzyłem ręką w stół.
-Rozumiem cię. Dla wielu osób jest ona ważna i każdy z nich cierpi z tego powodu. Jednak wy jesteście ze sobą bardzo związani i widzę jak cierpisz.- przetarła mój policzek.- Idź się połóż. Dobrze ci to zrobi. Jutro pojedziemy do niej razem.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
Pocałowałem kobietę w policzek i wymamrotałem ciche "Dziękuję", po czym poszedłem do pokoju Amy. Podszedłem do komody, gdzie leżało nasze zdjęcie i przetarłem jej twarz.
-Kocham cię.- wymamrotałem i wyciągnąłem z szafki jedną z jej bluzek. Pachniały nią. Położyłem się na jej łóżku i wtuliłem w bluzkę. Miałem wrażenie, że leży koło mnie i bawi się moimi włosami, tak jak robiła to zawsze, gdy nie mogłem zasnąć. Uśmiechnąłem się na tą myśl i dalej delektowałem się jej zapachem.
______________________________________________________________________
Boże!!! Rozpłakałam się jak pisałam ten rozdział. Przepraszam, że dawno nie dodawałam, ale nie miałam okazji i weny. Teraz mam jej sporo i postaram się dodać dzisiaj kolejny. Teraz muszę się pozbierać trochę, bo ryczę jak głupia przez ten rozdział. Mam nadzieję, że wam też przekazałam te emocję i czekam na komentarze. :') Dzięki za 10 000 wyświetleń i pragnę by było kolejne tyle haha...
Oczy cały czas miałem zaszklone. Nie mam pojęcia co teraz będzie.
Wbiegłem zdyszany do szpitala, gdzie zawieźli moją Amy i podszedłem do recepcji.
-Gdzie leży Amanda...-nie dokończyłem, bo koło mnie pojawił się lekarz.
-Jesteś z rodziny?- spytał przeglądając kartę pacjenta.
-Jestem jej chłopakiem.- powiedziałem.
-Jest może z tobą ktoś z rodziny?- spytał oddając teczkę pielęgniarce.
-Nie, to znaczy ona ma tutaj jeszcze babcie, ale była zbyt roztrzęsiona i zabrałem ją do domu.- powiedziałem, a on skinął głową.
-Rozumiem, w takim razie proszę za mną.-tak jak powiedział tak zrobiłem. Poszliśmy na drugie piętro, przeszliśmy dość długi korytarz i stanęliśmy przed jedną z sal. Gdy się odwróciłem zobaczyłem za szybą moją ukochaną. Leżała podłączona do różnych maszyn, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo powoli.
-Boże Amy...- wymamrotałem i wtedy pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Powiem szczerze...jest źle. Ma połamane kilka żeber i lewą nogę. Oddycha bardzo ciężko, a mózg...no cóż...ma wstrząs mózgu i nie wiadomo jak jej organizm to przyjmie i co będzie jak się obudzi.-powiedział patrząc na dziewczynę.
-Wie pan kiedy się obudzi? Mogę do niej wejść?- wypytywałem.
-Niestety nikt nie wie kiedy się obudzi. Zapadła w śpiączkę i jeszcze niedawno było z nią bardzo źle. Musieliśmy ją reanimować, bo mózg jak i serce przestało działać. Teraz wszystko w mocy Boga.- powiedział, a ja złapałem się za głowę.- Jest mi strasznie przykro. Przepraszam, ale muszę iść do innych pacjentów. Zajrzę tutaj jeszcze później, a teraz może pan do niej wejść.- powiedział, a ja mu podziękowałem i wszedłem do środka.
-Hej skarbie.- podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.- Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś.-pocałowałem wierzch jej dłoni.- Tęsknie za tobą, proszę, wróć do mnie.- powiedziałem i wtedy już niczym się nie przejmowałem. Rozpłakałem się i nie mogłem opanować łez. Wyglądała tak blado.
-Kocham cię.- pogłaskałem ją po policzku.-Nie zostawiaj mnie samego, proszę...- błagałem i ocierałem policzki z łez.-Jesteś dla mnie bardzo ważna. Tak wiele tobie zawdzięczam.- wymamrotałem.-Nigdy ci nie mówiłem, ale dzięki tobie pogodziłem się z matką. Wybaczyłem jej bo pokazałaś mi, że dobrze jest wybaczać i ufać na nowo. Pokazałaś mi, którą drogą mam iść i dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem.- mówiłem i uśmiechałem się blado na wspomnienia o niej.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak zazdrosny jestem gdy widzę cię z innymi facetami, albo jaki ból czuję kłócąc się z tobą.-powiedziałem i znów pocałowałem jej dłoń.
-Zrobię wszystko by znów zobaczyć twój uśmiech. Rozumiesz? WSZYSTKO.- podkreśliłem ostatnie słowo, ale nadal mówiłem szeptem.
************************
Nie wiek kiedy zasnąłem. Obudził mnie męski głos i szturchanie w ramię.
-Proszę pana.- powiedział mężczyzna.
-Tak?- przetarłem oczy i wtedy przypomniałem sobie gdzie jestem. Szybko spojrzałem na Amy, ale nadal bez zmian. Była nieprzytomna, ale i tak wyglądała ślicznie.
-Niech pan jedzie do domu odpocząć.- powiedział, a ja nadal przyglądałem się mojej ślicznotce.
-Wole zostać. Chce być gdy się obudzi, chce być gdy otworzy oczy.- powiedziałem i posłałem mu blady uśmiech.
-Rozumiem, ale wątpię by to się stało szybko. Nic na to nie wskazuje, ale obiecuję, że jak będzie poprawa to zadzwonimy do pana. -powiedział, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Dobrze, ale wrócę tu jak odpocznę.- powiedziałem i delikatnie pocałowałem Amy.-Jeszcze tu wrócę.- powiedziałem szeptem w stronę ukochanej.
Gdy wróciłem do domu, to nie było tak samo. Było cicho. Spojrzałem na schody i miałem nadzieję, że zaraz zejdzie z nich moja królewna i żuci mi si na szyje. Powie, że to był tylko sen i da mi słodkiego buziaka....
Jednak nic takiego się nie stało, a mnie uderzyła tylko rzeczywistość. Znów moje policzki zrobiły się mokre, a do uszy doleciał szloch, dochodzący z kuchni.Otarłem wierzchem dłoni łzy i wszedłem do pomieszczenia. Przy stole siedziała babcia Amy i płakała. Wiedziałem, że to dla niej wielki szok. Straciła męża, a teraz jej wnuczka walczy o życie. Podszedłem do niej i delikatnie ją objąłem.
-Amy?- spytała, a ja pokręciłem głowa.
-To ja Justin.- powiedziałem i usiadłem koło niej.
-Byłeś w szpitalu? Co z moją wnuczką?- spytała, a ja opuściłem głowę. Powinienem był być silny i wspierać jej rodzinę i bliskich, ale nie potrafiłem. To było zbyt silne ode mnie. Ból zżerał mnie od środka, a łzy paliły mi oczy. Pierwszy raz rozpłakałem się przy jakiejkolwiek osobie. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Przed oczami wciąż miałem twarz bladej i podłączone do tego wszystkiego Amy.
Gdy razem z jej babcię trochę się pozbieraliśmy. Przetarłem twarz i nadal z opuszczoną głową zacząłem opowiadać.
-Przepraszam.- wydukałem.- To moja wina.- powiedziałem.
-O czym ty mówisz, Justin? To nie twoja wina to był wypadek.-pocieszała mnie.
-To moja wina. Mogłem jej powiedzieć, by nie startowała. Nie powinna wsiadać na tego konia.- mówiłem przez łzy.
-Justin, to był wypadek.- tłumaczyła.- Nikt nie wiedział, że to tak się skończy. A Amanda na pewno nie chciałaby, byś się obwiniał. Kochała...Kocha cię i ona wie, że to nie twoja wina.- powiedziała, a ja powoli podniosłem głowę i spojrzałem jj w oczy.
-To nie miało tak być. Powinna teraz świętować razem z nami wygraną. A jest całkiem inaczej. Co my takiego zrobiliśmy by nas tak Bóg karał? Nie mógł zrobić coś mnie? Dlaczego ona? Dlaczego?- mówiłem przez płacz. Łzy leciały mi jak z wodospadu, a okropne myśli krążyły po głowie.
-Co lekarz powiedział?- spytała kobieta.
-Powiedział, że ma połamane żebra i nogę. Walczy o życie i zapadła w śpiączkę.- powiedziałem szeptem i jeszcze mocniej się rozpłakałem.-Nie chce jej stracić! Jest dla mnie wszystkim. - powiedziałem i uderzyłem ręką w stół.
-Rozumiem cię. Dla wielu osób jest ona ważna i każdy z nich cierpi z tego powodu. Jednak wy jesteście ze sobą bardzo związani i widzę jak cierpisz.- przetarła mój policzek.- Idź się połóż. Dobrze ci to zrobi. Jutro pojedziemy do niej razem.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
Pocałowałem kobietę w policzek i wymamrotałem ciche "Dziękuję", po czym poszedłem do pokoju Amy. Podszedłem do komody, gdzie leżało nasze zdjęcie i przetarłem jej twarz.
-Kocham cię.- wymamrotałem i wyciągnąłem z szafki jedną z jej bluzek. Pachniały nią. Położyłem się na jej łóżku i wtuliłem w bluzkę. Miałem wrażenie, że leży koło mnie i bawi się moimi włosami, tak jak robiła to zawsze, gdy nie mogłem zasnąć. Uśmiechnąłem się na tą myśl i dalej delektowałem się jej zapachem.
______________________________________________________________________
Boże!!! Rozpłakałam się jak pisałam ten rozdział. Przepraszam, że dawno nie dodawałam, ale nie miałam okazji i weny. Teraz mam jej sporo i postaram się dodać dzisiaj kolejny. Teraz muszę się pozbierać trochę, bo ryczę jak głupia przez ten rozdział. Mam nadzieję, że wam też przekazałam te emocję i czekam na komentarze. :') Dzięki za 10 000 wyświetleń i pragnę by było kolejne tyle haha...
poniedziałek, 29 lipca 2013
Rozdział 42
(oczami Justina)
Nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem Amy i wiedziałem, że gdyby mnie potrzebowała to by mi powiedziała. Kocham ją i chce dla niej jak najlepiej. Nie długo sama mi powie o co poszło, a teraz nie chce jej denerwować przed zawodami.
-Kotek, czas wstawać.- wymruczałem jej do ucha.- Musisz się szykować na zawody.- powiedziałem, a ona leniwie otworzyła oczy.
-Jeszcze 5 minut.- powiedziała zaspana i ziewnęła
-Dobra, to ja przygotuję ci kąpiel, a ty leż. –powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
(oczami Amandy)
Byłam zmęczona, ale po gorącej kąpieli, przygotowanej, przez Justina od razu się obudziłam. Ucieszyłam się bo to już dziś są zawody. Tyle na nie czekałam.
Ubrałam się na razie w luźny strój i zeszłam na dół, gdzie mój książę siedział przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam radośnie
-Dzień dobry skarbie.- powiedziała babcia, a ja dałam jej buziaka w policzek, po czym podeszłam do Justina i wpiłam się w jego usta.
-Mógłbym być tak witany co dziennie.- powiedział uradowany
-Co na śniadanie?- spytałam zmieniając temat.
-Tosty.- powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się za jedzienie.
Po śniadaniu poszłam do stajni, sprawdzić czy wszystko jest gotowe i niczego nie brakuje.
-Hej Lucy- przywitałam się z koniem- Jak się czujesz?- spytałam i pogłaskałam ją.- To już dziś, jesteś gotowa?- spytałam, a ona jak na zawołanie skinęła kilka razy głową.- To dobrze, kocham cię i wierzę w ciebie.- powiedziałam i ucałowałam ją delikatnie.
Gdy wszystko już sprawdziłam wróciłam do domu się przygotować. Ubrałam specjalny strój, spakowałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół
-Gotowa?- spytał Justin.
-Tak.- powiedziałam i wyszliśmy na zewnątrz.
-Lucy już zawieźli na miejsce.- oznajmił Jus, a ja skinęłam głową.
Impreza organizowana była na ogromnym polu. Rozstawione były budki z jedzeniem i punktu w których organizowane były konkursy dla dzieci. Było też miejsce na zawody. Wsyzstko wyglądało wspaniale. Ludzie się cieszyli, a zawodnicy stresowali. Ja byłam spokojna. Brałam to wszystko dla zabawy i jeśli nie wygram to nic się nie stanie.
-Chodź, musisz się przygotować.- powiedział szatyn i zaprowadził mnie do stajni.- denerwujesz się? – spytał poważnie.
-Nie, staram się myśleć pozytywnie i wiem, że nawet jeśli nie wygram to nic to nie zmieni.- powiedziałam, a on wpił się w moje usta.
-Kocham cię.- powiedział trzymając moją twarz w dłoniach.
-Ja ciebie też.- dałam mu buziaka.
-Zaraz wrócę, muszę jeszcze sprawdzić tor.- powiedział i odszedł.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, przez co się wzdrygnęłam
-Justin? Miałeś sprawdzić tor.- powiedziałam, ale gdy się odwróciłam moja mina zbledła
-Może nie jestem Justin, ale też miło cię widzieć.- powiedział Mark.
-Co ty tu robisz?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Przyszedłem cię wspierać. Nadal chce być twoim przyjacielem i nadal pragnę twojego szczęścia.- powiedział i dotknął mojego policzka.
-Gdybyś chciał mojego szczęścia nie przychodziłbyś tutaj.- powiedziałam oschle.
-Daj spokój, kocham cię i nie odpuszczę. Jesteś dla mnie ważna, a ten Justin nie jest ciebie wart.- powiedział przybliżając się do mnie, przez co zrobiłam krok w tył.
-Ale ja cię nie kocham. Zepsułeś to co było między nami i nawet nie starasz się tego naprawić. Mówiłam ci, że Justin jest dla mnie ważny i to z nim chce być i nic tego nie zmieni.- powiedziałam i wyszłam ze stajni.
-Ale Amy, chcesz teraz tak po prostu to wszystko skreślić. Te wszystkie spędzone lata? Kocham cię i znam cię. Wiem, że ty też coś do mnie czujesz.- powiedział, ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo wpił się w moje usta. Szybko go odepchnęłam i uciekłam w stronę toru.
-Gotowa?- spytał organizator.
-Tak.- odpowiedziałam zdyszana i wsiadłam na konia.
Minęło kilka konkurencji, w których po sprawie z Markiem strasznie się denerwowałam. Nie wychodziło mi nic co uczyłam się przez ostatnie tygodnie, jednak byłam cały czas druga i mogłam to jeszcze wygrać. Została ostatnia konkurencja, skoki. Nie wiedziałam czy dam radę, ale starałam się myśleć pozytywnie i uspokoić umysł. Była moja kolej. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiechniętego Justina i babcie na trybunach. Nagle za szatynem pojawił się Mark i zaczął mi machać. Moja mina zrzedła, a łza spłynęła po moim policzku.
(oczami Justina)
Była świetna. Prawda, trochę się denerwowała, ale była cudowna. Miała jeszcze szansę wygrać. Musiała tylko wygrać tą konkurencję. Widziałem jak się uśmiecha, ale w pewnym momencie posmutniała i chyba… płakała? Spojrzałem w kierunku, którym ona patrzała i zobaczyłem Marka. Podszedłem do niego i zacisnąłem pięści.
-Dlaczego ona płacze?- spytałem przez zaciśnięte zęby
-Mnie się pytasz? To ty jesteś jej chłopakiem.- powiedział i spojrzał na mnie dumnie.
-Od czasu gdy ze sobą rozmawialiście, ona chodzi smutna. Co ty jej zrobiłeś?- spytałem poirytowany
-Nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem jej to co uważałem za słuszne, a tobie radzę się od niej odczepić.- powiedział oschle.
-Dlaczego? –spytałem, ale nie odpowiedział. Spojrzał jeszcze raz na Amy i powiedział
-Jest taka piękna.-westchnął.- Jakiemu facetowi się ona nie podoba.- powiedział tajemniczo i spojrzał na mnie z pogardą.
-Podoba ci się Amy? To, to jej powiedziałeś? –spytałem, ale już nic nie powiedział.- Nie odwzajemniła twoich uczyć, ale nie odpuszczasz? – spytałem, a on skinął głową
-Nie odpuszczę.- powiedział stanowczo.- Kocham ją i znam ją lepiej niż ty. Ona też coś do mnie czuje. Wiem to, ale ona jeszcze tego nie wie. Jak wytłumaczę jej, że jestem lepszy od ciebie, przyjdzie do mnie, a ty zostaniesz sam.- powiedział, a ja zaśmiałem mu się w twarz.
-Śmieszny jesteś! Kochamy się, a taki goguś jak ty tego nie zniszczy. – powiedziałem i uderzyłem do w nos.-Nie zbliżaj się do niej bo pożałujesz.- powiedziałem i odszedłem.
Amy już ruszyła. Przeskoczyła kilka przeszkód i została jej ostatnia. Najtrudniejsza. Wszystko ucichło, a ludzie wpatrzeni byli w jeden punkt. Po chwili stało się najgorsze. Amanda straciła panowanie nad koniem i zleciała z niego, a na nią Lucy. To było strasznie. Czułem się jakby cały świat się zawalił pod moimi nogami. Proszę! Nie! Tylko nie ona! Boże ratuj ją!
_______________________________________________________________
Nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem Amy i wiedziałem, że gdyby mnie potrzebowała to by mi powiedziała. Kocham ją i chce dla niej jak najlepiej. Nie długo sama mi powie o co poszło, a teraz nie chce jej denerwować przed zawodami.
-Kotek, czas wstawać.- wymruczałem jej do ucha.- Musisz się szykować na zawody.- powiedziałem, a ona leniwie otworzyła oczy.
-Jeszcze 5 minut.- powiedziała zaspana i ziewnęła
-Dobra, to ja przygotuję ci kąpiel, a ty leż. –powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
(oczami Amandy)
Byłam zmęczona, ale po gorącej kąpieli, przygotowanej, przez Justina od razu się obudziłam. Ucieszyłam się bo to już dziś są zawody. Tyle na nie czekałam.
Ubrałam się na razie w luźny strój i zeszłam na dół, gdzie mój książę siedział przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam radośnie
-Dzień dobry skarbie.- powiedziała babcia, a ja dałam jej buziaka w policzek, po czym podeszłam do Justina i wpiłam się w jego usta.
-Mógłbym być tak witany co dziennie.- powiedział uradowany
-Co na śniadanie?- spytałam zmieniając temat.
-Tosty.- powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się za jedzienie.
Po śniadaniu poszłam do stajni, sprawdzić czy wszystko jest gotowe i niczego nie brakuje.
-Hej Lucy- przywitałam się z koniem- Jak się czujesz?- spytałam i pogłaskałam ją.- To już dziś, jesteś gotowa?- spytałam, a ona jak na zawołanie skinęła kilka razy głową.- To dobrze, kocham cię i wierzę w ciebie.- powiedziałam i ucałowałam ją delikatnie.
Gdy wszystko już sprawdziłam wróciłam do domu się przygotować. Ubrałam specjalny strój, spakowałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół
-Gotowa?- spytał Justin.
-Tak.- powiedziałam i wyszliśmy na zewnątrz.
-Lucy już zawieźli na miejsce.- oznajmił Jus, a ja skinęłam głową.
Impreza organizowana była na ogromnym polu. Rozstawione były budki z jedzeniem i punktu w których organizowane były konkursy dla dzieci. Było też miejsce na zawody. Wsyzstko wyglądało wspaniale. Ludzie się cieszyli, a zawodnicy stresowali. Ja byłam spokojna. Brałam to wszystko dla zabawy i jeśli nie wygram to nic się nie stanie.
-Chodź, musisz się przygotować.- powiedział szatyn i zaprowadził mnie do stajni.- denerwujesz się? – spytał poważnie.
-Nie, staram się myśleć pozytywnie i wiem, że nawet jeśli nie wygram to nic to nie zmieni.- powiedziałam, a on wpił się w moje usta.
-Kocham cię.- powiedział trzymając moją twarz w dłoniach.
-Ja ciebie też.- dałam mu buziaka.
-Zaraz wrócę, muszę jeszcze sprawdzić tor.- powiedział i odszedł.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, przez co się wzdrygnęłam
-Justin? Miałeś sprawdzić tor.- powiedziałam, ale gdy się odwróciłam moja mina zbledła
-Może nie jestem Justin, ale też miło cię widzieć.- powiedział Mark.
-Co ty tu robisz?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Przyszedłem cię wspierać. Nadal chce być twoim przyjacielem i nadal pragnę twojego szczęścia.- powiedział i dotknął mojego policzka.
-Gdybyś chciał mojego szczęścia nie przychodziłbyś tutaj.- powiedziałam oschle.
-Daj spokój, kocham cię i nie odpuszczę. Jesteś dla mnie ważna, a ten Justin nie jest ciebie wart.- powiedział przybliżając się do mnie, przez co zrobiłam krok w tył.
-Ale ja cię nie kocham. Zepsułeś to co było między nami i nawet nie starasz się tego naprawić. Mówiłam ci, że Justin jest dla mnie ważny i to z nim chce być i nic tego nie zmieni.- powiedziałam i wyszłam ze stajni.
-Ale Amy, chcesz teraz tak po prostu to wszystko skreślić. Te wszystkie spędzone lata? Kocham cię i znam cię. Wiem, że ty też coś do mnie czujesz.- powiedział, ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo wpił się w moje usta. Szybko go odepchnęłam i uciekłam w stronę toru.
-Gotowa?- spytał organizator.
-Tak.- odpowiedziałam zdyszana i wsiadłam na konia.
Minęło kilka konkurencji, w których po sprawie z Markiem strasznie się denerwowałam. Nie wychodziło mi nic co uczyłam się przez ostatnie tygodnie, jednak byłam cały czas druga i mogłam to jeszcze wygrać. Została ostatnia konkurencja, skoki. Nie wiedziałam czy dam radę, ale starałam się myśleć pozytywnie i uspokoić umysł. Była moja kolej. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiechniętego Justina i babcie na trybunach. Nagle za szatynem pojawił się Mark i zaczął mi machać. Moja mina zrzedła, a łza spłynęła po moim policzku.
(oczami Justina)
Była świetna. Prawda, trochę się denerwowała, ale była cudowna. Miała jeszcze szansę wygrać. Musiała tylko wygrać tą konkurencję. Widziałem jak się uśmiecha, ale w pewnym momencie posmutniała i chyba… płakała? Spojrzałem w kierunku, którym ona patrzała i zobaczyłem Marka. Podszedłem do niego i zacisnąłem pięści.
-Dlaczego ona płacze?- spytałem przez zaciśnięte zęby
-Mnie się pytasz? To ty jesteś jej chłopakiem.- powiedział i spojrzał na mnie dumnie.
-Od czasu gdy ze sobą rozmawialiście, ona chodzi smutna. Co ty jej zrobiłeś?- spytałem poirytowany
-Nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem jej to co uważałem za słuszne, a tobie radzę się od niej odczepić.- powiedział oschle.
-Dlaczego? –spytałem, ale nie odpowiedział. Spojrzał jeszcze raz na Amy i powiedział
-Jest taka piękna.-westchnął.- Jakiemu facetowi się ona nie podoba.- powiedział tajemniczo i spojrzał na mnie z pogardą.
-Podoba ci się Amy? To, to jej powiedziałeś? –spytałem, ale już nic nie powiedział.- Nie odwzajemniła twoich uczyć, ale nie odpuszczasz? – spytałem, a on skinął głową
-Nie odpuszczę.- powiedział stanowczo.- Kocham ją i znam ją lepiej niż ty. Ona też coś do mnie czuje. Wiem to, ale ona jeszcze tego nie wie. Jak wytłumaczę jej, że jestem lepszy od ciebie, przyjdzie do mnie, a ty zostaniesz sam.- powiedział, a ja zaśmiałem mu się w twarz.
-Śmieszny jesteś! Kochamy się, a taki goguś jak ty tego nie zniszczy. – powiedziałem i uderzyłem do w nos.-Nie zbliżaj się do niej bo pożałujesz.- powiedziałem i odszedłem.
Amy już ruszyła. Przeskoczyła kilka przeszkód i została jej ostatnia. Najtrudniejsza. Wszystko ucichło, a ludzie wpatrzeni byli w jeden punkt. Po chwili stało się najgorsze. Amanda straciła panowanie nad koniem i zleciała z niego, a na nią Lucy. To było strasznie. Czułem się jakby cały świat się zawalił pod moimi nogami. Proszę! Nie! Tylko nie ona! Boże ratuj ją!
_______________________________________________________________
Wróciłam :D Cieszycie się? Kolejne rozdziały postaram się napisać jak najszybciej, ale nie wiem jeszcze kiedy będą. :D Cieszę się, że czekaliście i za te wspaniałe komentarze. :D
wtorek, 23 lipca 2013
PRZEPRASZAM!! :(
Mam złe wieści......
Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie będę miała jak dodawać rozdziałów. :( Mam nadzieje, że zrozumiecie i poczekacie na mnie. Obiecuje, że jak wrócę to postaram się jak najszybciej dodać rozdziały do każdego opowiadania. :D Uwielbiam was za komentarze i za to, że czytacie. Dziękuję wam i mam nadzieje, że mnie nie opuścicie. :D Przepraszam i do zobaczenia.
Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie będę miała jak dodawać rozdziałów. :( Mam nadzieje, że zrozumiecie i poczekacie na mnie. Obiecuje, że jak wrócę to postaram się jak najszybciej dodać rozdziały do każdego opowiadania. :D Uwielbiam was za komentarze i za to, że czytacie. Dziękuję wam i mam nadzieje, że mnie nie opuścicie. :D Przepraszam i do zobaczenia.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 41
(oczami Amandy)
Już jutro mam zawody. Cieszę się, ponieważ od zawsze lubiłam jeździć na koniach, a tym bardziej na Lucy. Bardzo dużo ostatnio trenowałyśmy, ale w trudnych chwilach zawsze mieliśmy pomoc Justina. Wspierał nas i powtarzał, że nie można się poddawać i że wierzy, że wygramy te zawody. Kocham go, jest dla mnie bardzo ważny i cieszę się, że jest ze mną gdy go potrzebuję.
Obudziłam się i już wiedziałam, że będę miała lenia.
-Kochanie, czas wstawać.- usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Jeszcze pięć minut.- wymamrotałam w poduszkę.
-Już pięć minut minęło, a teraz wstawaj i chodź na śniadanie.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Justin?
-Hym?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem
-Kocham cię.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Ja ciebie też – powiedział mi w usta i pogłębił pocałunek. Po chwili jednak odsunął się ode mnie i szeroko się uśmiechnął.- Wstawaj.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Westchnęłam i zakryłam się kołdrą. Gdy już miałam zasnąć do pokoju wparował Justin i rzucił się na mnie.
-Aaa…. Justin głupku złaź ze mnie.- powiedziałam, a on udał, że tego nie słyszy i leżał dalej.
-Justin kochanie, już wstaje, więc proszę zejdź ze mnie.- powiedziałam łagodniej, a on od razu się uśmiechnął i wstał. Ściągnął ze mnie kołdrę i przerzucił przez ramię.
-Idziemy na śniadanie.- powiedział i zaniósł mnie do kuchni.
-Boże, dzieci, co wy robicie? – spytała zdziwiona babcia.
-To wszystko jego wina.- powiedziałam oburzona.
-Ale to ty księżniczko, nie chciałaś wstać, a dzisiaj pamiętaj jest ostatni dzień przed zawodami.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Ale mi się nie chce dzisiaj ćwiczyć.- powiedziałam oburzona.
-Dzisiaj nie będziesz ćwiczyć, ale zabieram cię gdzieś.- powiedział tajemniczo.
-Gdzie?- spytałam zainteresowana.
-Daleko.- powiedział i wyszedł z kuchni
-Babciu a ty wiesz gdzie?- spytałam próbując coś z niej wyciągnąć.
-Ja nic nie wiem.- powiedziała i tak ja Justin wyszła z kuchni.
Westchnęłam i zjadłam śniadanie. Odstawiłam talerz do zlewu i poszłam do siebie się przebrać. Na łóżku już miałam uszykowany zestaw, co mnie bardzo zdziwiło, ale domyśliłam się, że to sprawka Justina. No nic. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wyszłam owijając się ręcznikiem. Rozczesałam jeszcze mokre włosy, wysuszyłam swoje ciało i ubrałam przygotowany strój. Zrobiłam lekki makijaż, podsuszyłam włosy i opuściłam je na ramiona, po czym gotowa wyszłam z łazienki. Zabrałam jeszcze torebkę z pokoju, po czym zeszłam na dół, gdzie stał Justin i… Mark?
-A co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.- powiedział trochę zdenerwowany
-O co chodzi?- spytałam zdezorientowana
-Na osobności?- spojrzał na Justina.
-Dobra, chodź, ale szybko.- powiedziałam i złapałam go za rękę. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na sofie.
-A więc? Co chciałeś?- spytałam zniecierpliwiona
-Wiem, że wybieram sobie najgorszy moment w życiu, ale…- przerwał i opuścił głowę.
-No wyduś to z siebie.- powiedziałam poirytowana
-Kocham cię.- powiedział szybko
-Co?- byłam w szoku
-Kocham cię i nie mogę przestać o tobie myśleć. Wiem, że jesteś z Justinem, ale chciałem, żebyś to wiedziała. Bardzo dużo dla mnie znaczysz i wiem, że ja dla ciebie też. Wtedy gdy cię pocałowałem to nie był przypadek. Chciałem cię pocałować i nie odpuszczę…. – zapadła cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć. Lubię go, ale jako przyjaciela. Jest dla mnie jak brat. Po drugie kocham Justina i nie zamierzam tego zmieniać. –Proszę powiedz coś..-błagał. Wstałam i odeszłam kawałek.
-Wyjdź proszę.- powiedziałam łagodnie
-Ale…
-Wyjdź- powiedziałam głośniej. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale do pokoju wszedł Justin.
-Przemyśl to co ci powiedziałem.- powiedział i wyszedł. Usiadłam z powrotem na sofie i schowałam twarz w dłonie, po czym się rozpłakałam. Justin zauważył co się dzieje i podszedł mnie przytulić.
(oczami Justina)
Nie wiem co on jej powiedział i nie wiem co zrobił, ale załamała się. Nie mogła nic z siebie wydusić. Płakała, a ja nie wiedziałem jak jej pomóc.
-Nie płacz.- powiedziałem i tuliłem ją mocniej.
-To nie tak miało być.- powiedziała przez łzy.
-Już dobrze, nie płacz.- mówiłem i głaskałem ją po głowie.- Chodź, zabieram cię gdzieś.- powiedziałem i wytarłem jej mokry policzek.
-Justin, przepraszam, ale nie najlepiej się teraz czuję, chyba pójdę się położyć.- powiedziała i i chciała odejść, ale złapałem ją za rękę.
-Obiecuję, że poczujesz się lepiej. Chodź.- powiedziałem, a ona chwilę się zastanawiała po czym się zgodziła. Zaprowadziłem ją w nasze miejsce. Pod magiczny dąb, gdzie lubiła przebywać w takich chwilach, gdy nie wiedziała co dalej zrobić. Na początku była zdziwiona dlaczego ją tu przyprowadziłem, ale po chwili zrozumiała, że to dobre miejsce na przemyślenia. Usiedliśmy na bujanej huśtawce i nic nie mówiliśmy. Zatraciliśmy się w swoich rozmyśleniach i cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
(oczami Amandy)
I za to kocham Justina. Nic nie muszę mówić, a on mnie tak rozumie. Wiedział, że potrzebuję pomyśleć, a huśtawka pod dębem jest najlepszym miejscem. Nie mogłam przestać myśleć o sprawie z Markiem. Czy to koniec naszej przyjaźni? Czy teraz będę musiała go unikać by nie czuć się niekomfortowo? Dlaczego ja? Dlaczego mnie musiało to spotkać?
-Dziękuję- wyszeptałam
-Za co?- spytał zdziwiony
-Za to, że jesteś i że mi tak pomagasz.- powiedziałam i złączyłam nasze usta w krótkim, ale pełnym uczuć pocałunku.
-Nie ma za co księżniczko. Wszystko dla ciebie.- powiedział i znów zapadła cisza. Siedzieliśmy tak dosyć długo, ale nie było nam źle.
-Kocham cię.- wyszeptał mi we włosy
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i mocniej się do niego wtuliłam, przymykając oczy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Już jutro mam zawody. Cieszę się, ponieważ od zawsze lubiłam jeździć na koniach, a tym bardziej na Lucy. Bardzo dużo ostatnio trenowałyśmy, ale w trudnych chwilach zawsze mieliśmy pomoc Justina. Wspierał nas i powtarzał, że nie można się poddawać i że wierzy, że wygramy te zawody. Kocham go, jest dla mnie bardzo ważny i cieszę się, że jest ze mną gdy go potrzebuję.
Obudziłam się i już wiedziałam, że będę miała lenia.
-Kochanie, czas wstawać.- usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Jeszcze pięć minut.- wymamrotałam w poduszkę.
-Już pięć minut minęło, a teraz wstawaj i chodź na śniadanie.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Justin?
-Hym?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem
-Kocham cię.- powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Ja ciebie też – powiedział mi w usta i pogłębił pocałunek. Po chwili jednak odsunął się ode mnie i szeroko się uśmiechnął.- Wstawaj.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Westchnęłam i zakryłam się kołdrą. Gdy już miałam zasnąć do pokoju wparował Justin i rzucił się na mnie.
-Aaa…. Justin głupku złaź ze mnie.- powiedziałam, a on udał, że tego nie słyszy i leżał dalej.
-Justin kochanie, już wstaje, więc proszę zejdź ze mnie.- powiedziałam łagodniej, a on od razu się uśmiechnął i wstał. Ściągnął ze mnie kołdrę i przerzucił przez ramię.
-Idziemy na śniadanie.- powiedział i zaniósł mnie do kuchni.
-Boże, dzieci, co wy robicie? – spytała zdziwiona babcia.
-To wszystko jego wina.- powiedziałam oburzona.
-Ale to ty księżniczko, nie chciałaś wstać, a dzisiaj pamiętaj jest ostatni dzień przed zawodami.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Ale mi się nie chce dzisiaj ćwiczyć.- powiedziałam oburzona.
-Dzisiaj nie będziesz ćwiczyć, ale zabieram cię gdzieś.- powiedział tajemniczo.
-Gdzie?- spytałam zainteresowana.
-Daleko.- powiedział i wyszedł z kuchni
-Babciu a ty wiesz gdzie?- spytałam próbując coś z niej wyciągnąć.
-Ja nic nie wiem.- powiedziała i tak ja Justin wyszła z kuchni.
Westchnęłam i zjadłam śniadanie. Odstawiłam talerz do zlewu i poszłam do siebie się przebrać. Na łóżku już miałam uszykowany zestaw, co mnie bardzo zdziwiło, ale domyśliłam się, że to sprawka Justina. No nic. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wyszłam owijając się ręcznikiem. Rozczesałam jeszcze mokre włosy, wysuszyłam swoje ciało i ubrałam przygotowany strój. Zrobiłam lekki makijaż, podsuszyłam włosy i opuściłam je na ramiona, po czym gotowa wyszłam z łazienki. Zabrałam jeszcze torebkę z pokoju, po czym zeszłam na dół, gdzie stał Justin i… Mark?
-A co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona
-Chciałbym z tobą porozmawiać.- powiedział trochę zdenerwowany
-O co chodzi?- spytałam zdezorientowana
-Na osobności?- spojrzał na Justina.
-Dobra, chodź, ale szybko.- powiedziałam i złapałam go za rękę. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na sofie.
-A więc? Co chciałeś?- spytałam zniecierpliwiona
-Wiem, że wybieram sobie najgorszy moment w życiu, ale…- przerwał i opuścił głowę.
-No wyduś to z siebie.- powiedziałam poirytowana
-Kocham cię.- powiedział szybko
-Co?- byłam w szoku
-Kocham cię i nie mogę przestać o tobie myśleć. Wiem, że jesteś z Justinem, ale chciałem, żebyś to wiedziała. Bardzo dużo dla mnie znaczysz i wiem, że ja dla ciebie też. Wtedy gdy cię pocałowałem to nie był przypadek. Chciałem cię pocałować i nie odpuszczę…. – zapadła cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć. Lubię go, ale jako przyjaciela. Jest dla mnie jak brat. Po drugie kocham Justina i nie zamierzam tego zmieniać. –Proszę powiedz coś..-błagał. Wstałam i odeszłam kawałek.
-Wyjdź proszę.- powiedziałam łagodnie
-Ale…
-Wyjdź- powiedziałam głośniej. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale do pokoju wszedł Justin.
-Przemyśl to co ci powiedziałem.- powiedział i wyszedł. Usiadłam z powrotem na sofie i schowałam twarz w dłonie, po czym się rozpłakałam. Justin zauważył co się dzieje i podszedł mnie przytulić.
(oczami Justina)
Nie wiem co on jej powiedział i nie wiem co zrobił, ale załamała się. Nie mogła nic z siebie wydusić. Płakała, a ja nie wiedziałem jak jej pomóc.
-Nie płacz.- powiedziałem i tuliłem ją mocniej.
-To nie tak miało być.- powiedziała przez łzy.
-Już dobrze, nie płacz.- mówiłem i głaskałem ją po głowie.- Chodź, zabieram cię gdzieś.- powiedziałem i wytarłem jej mokry policzek.
-Justin, przepraszam, ale nie najlepiej się teraz czuję, chyba pójdę się położyć.- powiedziała i i chciała odejść, ale złapałem ją za rękę.
-Obiecuję, że poczujesz się lepiej. Chodź.- powiedziałem, a ona chwilę się zastanawiała po czym się zgodziła. Zaprowadziłem ją w nasze miejsce. Pod magiczny dąb, gdzie lubiła przebywać w takich chwilach, gdy nie wiedziała co dalej zrobić. Na początku była zdziwiona dlaczego ją tu przyprowadziłem, ale po chwili zrozumiała, że to dobre miejsce na przemyślenia. Usiedliśmy na bujanej huśtawce i nic nie mówiliśmy. Zatraciliśmy się w swoich rozmyśleniach i cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
(oczami Amandy)
I za to kocham Justina. Nic nie muszę mówić, a on mnie tak rozumie. Wiedział, że potrzebuję pomyśleć, a huśtawka pod dębem jest najlepszym miejscem. Nie mogłam przestać myśleć o sprawie z Markiem. Czy to koniec naszej przyjaźni? Czy teraz będę musiała go unikać by nie czuć się niekomfortowo? Dlaczego ja? Dlaczego mnie musiało to spotkać?
-Dziękuję- wyszeptałam
-Za co?- spytał zdziwiony
-Za to, że jesteś i że mi tak pomagasz.- powiedziałam i złączyłam nasze usta w krótkim, ale pełnym uczuć pocałunku.
-Nie ma za co księżniczko. Wszystko dla ciebie.- powiedział i znów zapadła cisza. Siedzieliśmy tak dosyć długo, ale nie było nam źle.
-Kocham cię.- wyszeptał mi we włosy
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i mocniej się do niego wtuliłam, przymykając oczy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
sobota, 20 lipca 2013
Rozdział 40
(oczami Amandy)
*******dwa tygodnie później*******
To był najgorszy tydzień mojego życia. Od kilku dni strasznie się z Justinem kłócę i nie możemy znaleźć porozumienia. Śpimy osobno, śniadania jemy osobno…. Wszystko robimy jako ja lub on, a nie jako MY. Zaczęło się od tego, jak w szkole rozmawiałam z nowym chłopakiem. Przyznaje był przystojny i flirtował ze mną, ale ja nic nie zrobiłam. Justin był wtedy bardzo zazdrosny i pobił go, przez co jego mama musiała przyjechać do szkoły. Nawrzeszczeliśmy na siebie i starałam się mu to jakoś wytłumaczyć, ale on tego nie zrozumiał i od tamtej pory w szkole mnie unika, a gdy jestem gdzieś w pobliżu, zaczyna podrywać jakąś laskę. Staram się to olewać, ale nie wiem jak długo to wytrzymam.
-Amy, słuchasz mnie w ogóle?- spytał Mark. On ostatnio cały czas jest przy mnie i powtarza, że wszystko się ułoży. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo i rozmawiamy o wszystkim.
-Tak, jasne.- powiedziałam smutna.
-Nadal myślisz o tej sprawie z Justinem?- spytał, jak widać zmęczony całą tą sytuacją.
-Przepraszam, ale wiesz jak bardzo go kocham. Nie potrafię przestać tak z dnia na dzień o nim myśleć.- powiedziałam i oparłam się o szkolną szafkę.
-To ja przepraszam, powinienem cię wspierać, ale chce byś była szczęśliwa, a zamęczanie się jakąś głupią kłótnią, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oboje cierpicie, ale potrzebna wam przerwa. –pocieszał mnie.
-Może masz racje…- powiedziałam i wypuściłam głośno powietrze.
-Pewnie, że mam.- powiedział dumny, a ja się zaśmiałam.- Słuchaj…, a może poszłabyś ze mną do kina, dzisiaj.- powiedział i podrapał się po karku.
-Pewnie, słyszałam, że mają jakieś nowe filmy.- powiedziałam bardziej wesoło.
-To super, przyjdę po ciebie o 19.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Okej, chodźmy na lekcje.- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę sali.
Reszta zajęć minęła spokojnie. Każdą przerwę spędzałam z Markiem, a Justina starałam się jak najbardziej unikać.
Wróciłam do domu, przywitałam się z babcią i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w jakieś luźniejsze ciuchy, związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Właśnie szykowałam sobie jedzenie, gdy do domu wszedł nie kto inny jak sam Justin. Mruknął ciche „hej” i poszedł do siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, bo zawsze, mimo wszystko przynajmniej na mnie spojrzał, a teraz? NIC!.
Zrobiłam sobie coś na szybkiego i zjadłam. Wróciłam do pokoju, uszykowałam sobie ciuchy na spotkanie z Markiem i poszłam wziąć prysznic, przy tym nucąc jakąś piosenkę. Po umyciu się, owinęłam się ręcznikiem i podsuszyłam włosy. Dalej śpiewając swoją wymyśloną piosenkę przeszłam do pokoju i usiadłam przed lustrem.
-Możemy pogadać? – usłyszałam za sobą głos, przez co się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do szatyna i spojrzałam na niego pytająco.
-O czym? – spytałam dalej nucąc pod nosem i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli makijaż.
-O nas? O tej całej głupiej kłótni?- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-To ty zacząłeś.- powiedziałam, a on westchnął.
-Gdzie idziesz?- spytał marszcząc brwi.
-Do kina.- powiedziałam obojętnie i przeczesałam włosy.
-Z kim? Z tym kolesiem?- spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie twoja sprawa z kim i gdzie idę – powiedziałam oschle.
-Jesteś moją dziewczyną i to chyba logiczne, że chce wiedzieć. Martwię się.- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej.
-Skoro już musisz wiedzieć to idę z Markiem. Zaprosił mnie, a ja i tak nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.- wytłumaczyłam, a on tylko siedział i mi się przyglądał. Dokończyłam makijaż, uczesałam się i zabrałam rzeczy. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.- znów usłyszałam jego głos. Od razu przeszły mnie przyjemne dreszcze, ale starałam się tego nie pokazywać.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam pakować do torebki potrzebne rzeczy.
-Wiesz, że cię kocham prawda?- spytał jakby bał się, że odejdę na zawsze.
-Wiem, ja ciebie też.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na zegarek, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. –Już jest.- powiedziałam i odwróciłam się do Justina.- Pogadamy jutro, bo nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię, ale musze lecieć. Pa.- dałam mu buziaka w policzek i szybko zbiegłam na dół.
(oczami Justina)
Była taka piękna. Tak bardzo żałuje tego co zrobiłem, ale nie mogę cofnąć czasu. Kocham ją i byłem cholernie zazdrosny, gdy ten facet się do niej przystawiał. Potem było już coraz gorzej. Kłóciliśmy się o najmniejszą rzecz, a potem nie odzywaliśmy się do siebie. Tak bardzo mi jej brakuję.
Usłyszałem jakieś śmiechy z doły. Podszedłem do okna i odsunąłem lekko firankę. Widziałem jak się witają, jak on ją dotyka. Zacisnąłem ręce w pięści i patrzyłem dalej. Objął ją ramieniem i zaprowadził do samochodu. Otworzył jej drzwi, po czym ona wsiadła. Była taka uśmiechnięta. Jak kiedyś. Chcę to wszystko naprawić. Kocham ją i nie odpuszczę.
(oczami Amandy)
Wszystko szło świetnie. Mark był bardzo kochany i romantyczny. Po filmie poszliśmy coś zjeść, gadaliśmy, śmialiśmy się. W pewnej chwili to się zepsuło. Mark zrobił rzecz, której się nie spodziewałam, a mianowicie pocałował mnie. Szybko się odsunęłam i odwróciłam wzrok.
-Przepraszam, nie powinienem.- tłumaczył się, ale mu przerwałam.
-Nic się nie stało, ale zapomnijmy o tym.- powiedziałam, a on niechętnie skinął głową.
-To może… odwiozę się do domu.- powiedział i ruszyliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do domu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, znów zapadła niezręczna cisza, która trwała zbyt długo.
-Dzięki za kino i kolację, było… fajnie.- powiedziałam, a on skinął głową.
-Jeszcze raz chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, to nie tak miało być.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nic się nie stało. Dałeś ponieść się emocją, rozumiem. Ale proszę zapomnijmy już o tym. Nie chcę stracić przyjaciela.- powiedziałam, a on znów skinął niechętnie głową.- Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Teraz czekało mnie najgorsze. Rozmowa z Justinem. Nie chce by dowiedział się o pocałunku, bo on zabije Marka, a to mój przyjaciel i nie chce go stracić. Weszłam do domu, ściągnęłam cicho buty i poszłam do siebie. Zapaliłam w pokoju światło, a tam Justin stoi przy oknie.
-Matko, Justin... przestraszyłeś mnie.- powiedziałam łapiąc się z serce.
-Czekałem na ciebie.- powiedział i usiadł na łóżku.- Jak było?- spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Dobrze, było kino, potem poszliśmy coś zjeść i... wróciliśmy do domu.- powiedziałam trochę poddenerwowana.- Jestem strasznie zmęczona, pójdę się przebrać i pójdę spać.- powiedziałam i szybko zabrałam swoją piżamę i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam Justin nadal siedział na łóżku, ale tym razem z twarzą w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- spytałam podchodząc do niego.
-Wszystko zepsułem.- powiedział z zaszklonymi oczami.
-Nic nie zepsułeś.- powiedziałam głaszcząc go po plecach.
-Zepsułem...tracę ciebie, tak bardzo cię kocham i nie chce, żebyś mnie zostawiła. Siedziałem tu i czekałem. Zastanawiałem się jak to naprawić.- powiedział, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Już dobrze Justin.- przytuliłam go.- Ja nigdzie się nie wybieram. Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.- A teraz choć się położymy.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Justin rozebrał się do bokserek i zaraz do mnie dołączył. Przytulił się do mnie mocno, tak jakby bał się, że w nocy ktoś mu mnie zabierze. Głaskałam go po głowie i myślałam. Po chwili zauważyłam, że zasnął, więc i ja zaraz po zamknięciu oczu zasnęłam.
*******dwa tygodnie później*******
To był najgorszy tydzień mojego życia. Od kilku dni strasznie się z Justinem kłócę i nie możemy znaleźć porozumienia. Śpimy osobno, śniadania jemy osobno…. Wszystko robimy jako ja lub on, a nie jako MY. Zaczęło się od tego, jak w szkole rozmawiałam z nowym chłopakiem. Przyznaje był przystojny i flirtował ze mną, ale ja nic nie zrobiłam. Justin był wtedy bardzo zazdrosny i pobił go, przez co jego mama musiała przyjechać do szkoły. Nawrzeszczeliśmy na siebie i starałam się mu to jakoś wytłumaczyć, ale on tego nie zrozumiał i od tamtej pory w szkole mnie unika, a gdy jestem gdzieś w pobliżu, zaczyna podrywać jakąś laskę. Staram się to olewać, ale nie wiem jak długo to wytrzymam.
-Amy, słuchasz mnie w ogóle?- spytał Mark. On ostatnio cały czas jest przy mnie i powtarza, że wszystko się ułoży. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo i rozmawiamy o wszystkim.
-Tak, jasne.- powiedziałam smutna.
-Nadal myślisz o tej sprawie z Justinem?- spytał, jak widać zmęczony całą tą sytuacją.
-Przepraszam, ale wiesz jak bardzo go kocham. Nie potrafię przestać tak z dnia na dzień o nim myśleć.- powiedziałam i oparłam się o szkolną szafkę.
-To ja przepraszam, powinienem cię wspierać, ale chce byś była szczęśliwa, a zamęczanie się jakąś głupią kłótnią, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oboje cierpicie, ale potrzebna wam przerwa. –pocieszał mnie.
-Może masz racje…- powiedziałam i wypuściłam głośno powietrze.
-Pewnie, że mam.- powiedział dumny, a ja się zaśmiałam.- Słuchaj…, a może poszłabyś ze mną do kina, dzisiaj.- powiedział i podrapał się po karku.
-Pewnie, słyszałam, że mają jakieś nowe filmy.- powiedziałam bardziej wesoło.
-To super, przyjdę po ciebie o 19.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Okej, chodźmy na lekcje.- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę sali.
Reszta zajęć minęła spokojnie. Każdą przerwę spędzałam z Markiem, a Justina starałam się jak najbardziej unikać.
Wróciłam do domu, przywitałam się z babcią i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w jakieś luźniejsze ciuchy, związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Właśnie szykowałam sobie jedzenie, gdy do domu wszedł nie kto inny jak sam Justin. Mruknął ciche „hej” i poszedł do siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, bo zawsze, mimo wszystko przynajmniej na mnie spojrzał, a teraz? NIC!.
Zrobiłam sobie coś na szybkiego i zjadłam. Wróciłam do pokoju, uszykowałam sobie ciuchy na spotkanie z Markiem i poszłam wziąć prysznic, przy tym nucąc jakąś piosenkę. Po umyciu się, owinęłam się ręcznikiem i podsuszyłam włosy. Dalej śpiewając swoją wymyśloną piosenkę przeszłam do pokoju i usiadłam przed lustrem.
-Możemy pogadać? – usłyszałam za sobą głos, przez co się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do szatyna i spojrzałam na niego pytająco.
-O czym? – spytałam dalej nucąc pod nosem i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli makijaż.
-O nas? O tej całej głupiej kłótni?- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-To ty zacząłeś.- powiedziałam, a on westchnął.
-Gdzie idziesz?- spytał marszcząc brwi.
-Do kina.- powiedziałam obojętnie i przeczesałam włosy.
-Z kim? Z tym kolesiem?- spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie twoja sprawa z kim i gdzie idę – powiedziałam oschle.
-Jesteś moją dziewczyną i to chyba logiczne, że chce wiedzieć. Martwię się.- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej.
-Skoro już musisz wiedzieć to idę z Markiem. Zaprosił mnie, a ja i tak nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.- wytłumaczyłam, a on tylko siedział i mi się przyglądał. Dokończyłam makijaż, uczesałam się i zabrałam rzeczy. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.- znów usłyszałam jego głos. Od razu przeszły mnie przyjemne dreszcze, ale starałam się tego nie pokazywać.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam pakować do torebki potrzebne rzeczy.
-Wiesz, że cię kocham prawda?- spytał jakby bał się, że odejdę na zawsze.
-Wiem, ja ciebie też.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na zegarek, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. –Już jest.- powiedziałam i odwróciłam się do Justina.- Pogadamy jutro, bo nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię, ale musze lecieć. Pa.- dałam mu buziaka w policzek i szybko zbiegłam na dół.
(oczami Justina)
Była taka piękna. Tak bardzo żałuje tego co zrobiłem, ale nie mogę cofnąć czasu. Kocham ją i byłem cholernie zazdrosny, gdy ten facet się do niej przystawiał. Potem było już coraz gorzej. Kłóciliśmy się o najmniejszą rzecz, a potem nie odzywaliśmy się do siebie. Tak bardzo mi jej brakuję.
Usłyszałem jakieś śmiechy z doły. Podszedłem do okna i odsunąłem lekko firankę. Widziałem jak się witają, jak on ją dotyka. Zacisnąłem ręce w pięści i patrzyłem dalej. Objął ją ramieniem i zaprowadził do samochodu. Otworzył jej drzwi, po czym ona wsiadła. Była taka uśmiechnięta. Jak kiedyś. Chcę to wszystko naprawić. Kocham ją i nie odpuszczę.
(oczami Amandy)
Wszystko szło świetnie. Mark był bardzo kochany i romantyczny. Po filmie poszliśmy coś zjeść, gadaliśmy, śmialiśmy się. W pewnej chwili to się zepsuło. Mark zrobił rzecz, której się nie spodziewałam, a mianowicie pocałował mnie. Szybko się odsunęłam i odwróciłam wzrok.
-Przepraszam, nie powinienem.- tłumaczył się, ale mu przerwałam.
-Nic się nie stało, ale zapomnijmy o tym.- powiedziałam, a on niechętnie skinął głową.
-To może… odwiozę się do domu.- powiedział i ruszyliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do domu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, znów zapadła niezręczna cisza, która trwała zbyt długo.
-Dzięki za kino i kolację, było… fajnie.- powiedziałam, a on skinął głową.
-Jeszcze raz chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, to nie tak miało być.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nic się nie stało. Dałeś ponieść się emocją, rozumiem. Ale proszę zapomnijmy już o tym. Nie chcę stracić przyjaciela.- powiedziałam, a on znów skinął niechętnie głową.- Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Teraz czekało mnie najgorsze. Rozmowa z Justinem. Nie chce by dowiedział się o pocałunku, bo on zabije Marka, a to mój przyjaciel i nie chce go stracić. Weszłam do domu, ściągnęłam cicho buty i poszłam do siebie. Zapaliłam w pokoju światło, a tam Justin stoi przy oknie.
-Matko, Justin... przestraszyłeś mnie.- powiedziałam łapiąc się z serce.
-Czekałem na ciebie.- powiedział i usiadł na łóżku.- Jak było?- spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Dobrze, było kino, potem poszliśmy coś zjeść i... wróciliśmy do domu.- powiedziałam trochę poddenerwowana.- Jestem strasznie zmęczona, pójdę się przebrać i pójdę spać.- powiedziałam i szybko zabrałam swoją piżamę i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam Justin nadal siedział na łóżku, ale tym razem z twarzą w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- spytałam podchodząc do niego.
-Wszystko zepsułem.- powiedział z zaszklonymi oczami.
-Nic nie zepsułeś.- powiedziałam głaszcząc go po plecach.
-Zepsułem...tracę ciebie, tak bardzo cię kocham i nie chce, żebyś mnie zostawiła. Siedziałem tu i czekałem. Zastanawiałem się jak to naprawić.- powiedział, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Już dobrze Justin.- przytuliłam go.- Ja nigdzie się nie wybieram. Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.- A teraz choć się położymy.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Justin rozebrał się do bokserek i zaraz do mnie dołączył. Przytulił się do mnie mocno, tak jakby bał się, że w nocy ktoś mu mnie zabierze. Głaskałam go po głowie i myślałam. Po chwili zauważyłam, że zasnął, więc i ja zaraz po zamknięciu oczu zasnęłam.
czwartek, 18 lipca 2013
Rozdział 39
(oczami Amandy)
Rano obudziłam się wtulona w Justina. Widok rozczochranego, śpiącego szatyna był bezcenny. Mogłabym budzić się tak codziennie i nie miałabym dość. Nie chciałam go budzić, więc wtuliłam się w niego i zanurzyłam się w swoich rozmyśleniach, aż w końcu zasnęłam.
Nie wiem jak długo spałam, ale tym razem obudziły mnie słodkie pocałunki składane na mojej szyi. Zaśmiałam się cicho i przegryzłam dolną wargę.
-Dzień dobry piękna.- usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
-Dzień dobry.- wymamrotałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Wstawaj, śniadanie gotowe.- powiedział, wciąż mnie całując. Przetarłam leniwie oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ułożyłam się wygodnie, a Justin podał mi tackę z jajecznicą i sokiem pomarańczowym.
-Dziękuję.-powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Wolałbym gdzie indziej, ale jakoś przeżyje.- powiedział oburzony, a ja się zaśmiałam. Usiadł koło mnie bacznie mnie obserwując. Starałam się go olać, ale po jakimś czasie zaczęłam się stresować.
-Mógłbyś przestać?- spytałam patrząc na niego, a on się jeszcze szerzej uśmiechnął.
-Ale co?- spytał zdziwiony
-Gapić się na mnie, to mnie stresuje.- powiedziałam, a on się zaśmiał i dał mi buziaka w policzek.
-Po prostu nie mogę się napatrzeć na moją piękność.- powiedział, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem piękna.- kłóciłam się i powróciłam do jedzenia. Złapał mój podbródek i przyciągnął tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Jesteś i będę ci to powtarzać, aż w końcu uwierzysz.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Jak chcesz…- westchnęłam i dokończyłam jedzenie. Gdy wszystko zniknęło z mojego talerza, wypiłam sok i odłożyłam tace na szafkę koło łóżka. Justin objął mnie ręką i przysunął do siebie. Nie mieliśmy ochoty ani rozmawiać, ani się ruszać.
Przez cały czas siedzieliśmy w ciszy, ciesząc się swoją obecnością. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Do pokoju wtargnęła babcia i zaczęła odsłaniać okna, na co się skrzywiliśmy od ostrego światła i schowaliśmy się pod kołdrą.
-Wstawać śpiochy!- krzyknęła, na co my jęknęliśmy z niezadowolenia.
-Jeszcze 5 minut.- Krzyknęłam z pod kołdry.
-Dałam wam nawet 10, a teraz wstawać i nie gadać.- powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Na jej gadaniu się skończyło. Nadal leżeliśmy w łóżku, przytulając się i śmiejąc z byle czego. Justinowi jak widać się nudziło, więc co chwila całował każdy odkryty centymetr mojego ciała, a ja śmiałam się za każdym razem.
-Głupku, przestań.- powiedziałam, a on spojrzał na mnie obrażony i powrócił do wcześniejszych czynności.
-Nigdy.- powiedział między pocałunkami. W końcu każde miejsce na mojej twarzy zostało wycałowane, więc przeniósł się na mój brzuch. Zapomniał chyba o tym, że mam łaskotki, więc gdy tylko dotknął mojej skóry, zaczęłam się wić i śmiać jak opętana. Po jakimś czasie do mnie dołączył, ale nie przestawał mnie dotykać. Nagle przez przypadek podniosłam kolano i uderzyłam w jego kolegę. Zgiął się w pół i jedyne co wydobył ze swoich ust to wycie z bólu. Szybko zakryłam ręką usta i spojrzałam na niego z powagą.
-Przepraszam, kochanie, ja nie….- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wpił się w moje usta.-Boli?- spytałam robiąc grymas i patrząc na niego przepraszająco.
-Teraz już nie.- powiedział zadowolony i znów złączył nasze usta. Przysunął mnie tak do siebie, że teraz siedziałam na nim okrakiem. Gdy chciałam zejść, przysuwał mnie jeszcze bardzie i trzymał tak bym mu nie uciekła. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Oczywiście nie obyło się bez śmiania i wariowania, ale tak właśnie minął na ten dzień. Babcia kilka razy przychodziła i próbowała nas wyciągnąć z łóżka, ale Justin trzymał mnie tak mocno, że nie miałam jak się wydostać. Odpowiadał tylko stanowczym „nie” na co moja babcia się śmiała i znów zostawiała nas samych. Wieczorem znów posmutniałam. Wiedziałam, że będę musiała się z nim pożegnać. Tak bardzo tego nie chciałam. Gdy miałam już coś powiedzieć, szatyn mnie wyprzedził.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział zadowolony.
-Jaką?- spytałam zaciekawiona
-Jak dostane buziaka to ci powiem.- powiedział, a ja dałam mu delikatnego buziaka, który zaraz pogłębił. Po kilku minutach miziania się i wymiany śliny. Oderwaliśmy się od siebie.
- A więc?- spytałam próbując uregulować oddech
-Rozmawiałem z twoją babcią oraz z moją mamą…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-I?- dopytywałam
-I udało mi się ich namówić, by dokończyć naukę tutaj, z tobą.- powiedział, a ja uradowałam poraz kolejny wpiłam się w jego usta.
-Tak bardzo się cieszę.- powiedziałam, a on zachichotał.
-Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- powiedział i mocno mnie przytulił.
_________________________________________________________________________
Krótki, ale nie miałam weny. Następne postaram się dłuższe. Przepraszam za nieobecność i zapraszam do pozostałych opowiadań.
Rano obudziłam się wtulona w Justina. Widok rozczochranego, śpiącego szatyna był bezcenny. Mogłabym budzić się tak codziennie i nie miałabym dość. Nie chciałam go budzić, więc wtuliłam się w niego i zanurzyłam się w swoich rozmyśleniach, aż w końcu zasnęłam.
Nie wiem jak długo spałam, ale tym razem obudziły mnie słodkie pocałunki składane na mojej szyi. Zaśmiałam się cicho i przegryzłam dolną wargę.
-Dzień dobry piękna.- usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
-Dzień dobry.- wymamrotałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Wstawaj, śniadanie gotowe.- powiedział, wciąż mnie całując. Przetarłam leniwie oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ułożyłam się wygodnie, a Justin podał mi tackę z jajecznicą i sokiem pomarańczowym.
-Dziękuję.-powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Wolałbym gdzie indziej, ale jakoś przeżyje.- powiedział oburzony, a ja się zaśmiałam. Usiadł koło mnie bacznie mnie obserwując. Starałam się go olać, ale po jakimś czasie zaczęłam się stresować.
-Mógłbyś przestać?- spytałam patrząc na niego, a on się jeszcze szerzej uśmiechnął.
-Ale co?- spytał zdziwiony
-Gapić się na mnie, to mnie stresuje.- powiedziałam, a on się zaśmiał i dał mi buziaka w policzek.
-Po prostu nie mogę się napatrzeć na moją piękność.- powiedział, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem piękna.- kłóciłam się i powróciłam do jedzenia. Złapał mój podbródek i przyciągnął tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Jesteś i będę ci to powtarzać, aż w końcu uwierzysz.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Jak chcesz…- westchnęłam i dokończyłam jedzenie. Gdy wszystko zniknęło z mojego talerza, wypiłam sok i odłożyłam tace na szafkę koło łóżka. Justin objął mnie ręką i przysunął do siebie. Nie mieliśmy ochoty ani rozmawiać, ani się ruszać.
Przez cały czas siedzieliśmy w ciszy, ciesząc się swoją obecnością. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Do pokoju wtargnęła babcia i zaczęła odsłaniać okna, na co się skrzywiliśmy od ostrego światła i schowaliśmy się pod kołdrą.
-Wstawać śpiochy!- krzyknęła, na co my jęknęliśmy z niezadowolenia.
-Jeszcze 5 minut.- Krzyknęłam z pod kołdry.
-Dałam wam nawet 10, a teraz wstawać i nie gadać.- powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Na jej gadaniu się skończyło. Nadal leżeliśmy w łóżku, przytulając się i śmiejąc z byle czego. Justinowi jak widać się nudziło, więc co chwila całował każdy odkryty centymetr mojego ciała, a ja śmiałam się za każdym razem.
-Głupku, przestań.- powiedziałam, a on spojrzał na mnie obrażony i powrócił do wcześniejszych czynności.
-Nigdy.- powiedział między pocałunkami. W końcu każde miejsce na mojej twarzy zostało wycałowane, więc przeniósł się na mój brzuch. Zapomniał chyba o tym, że mam łaskotki, więc gdy tylko dotknął mojej skóry, zaczęłam się wić i śmiać jak opętana. Po jakimś czasie do mnie dołączył, ale nie przestawał mnie dotykać. Nagle przez przypadek podniosłam kolano i uderzyłam w jego kolegę. Zgiął się w pół i jedyne co wydobył ze swoich ust to wycie z bólu. Szybko zakryłam ręką usta i spojrzałam na niego z powagą.
-Przepraszam, kochanie, ja nie….- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wpił się w moje usta.-Boli?- spytałam robiąc grymas i patrząc na niego przepraszająco.
-Teraz już nie.- powiedział zadowolony i znów złączył nasze usta. Przysunął mnie tak do siebie, że teraz siedziałam na nim okrakiem. Gdy chciałam zejść, przysuwał mnie jeszcze bardzie i trzymał tak bym mu nie uciekła. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Oczywiście nie obyło się bez śmiania i wariowania, ale tak właśnie minął na ten dzień. Babcia kilka razy przychodziła i próbowała nas wyciągnąć z łóżka, ale Justin trzymał mnie tak mocno, że nie miałam jak się wydostać. Odpowiadał tylko stanowczym „nie” na co moja babcia się śmiała i znów zostawiała nas samych. Wieczorem znów posmutniałam. Wiedziałam, że będę musiała się z nim pożegnać. Tak bardzo tego nie chciałam. Gdy miałam już coś powiedzieć, szatyn mnie wyprzedził.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział zadowolony.
-Jaką?- spytałam zaciekawiona
-Jak dostane buziaka to ci powiem.- powiedział, a ja dałam mu delikatnego buziaka, który zaraz pogłębił. Po kilku minutach miziania się i wymiany śliny. Oderwaliśmy się od siebie.
- A więc?- spytałam próbując uregulować oddech
-Rozmawiałem z twoją babcią oraz z moją mamą…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-I?- dopytywałam
-I udało mi się ich namówić, by dokończyć naukę tutaj, z tobą.- powiedział, a ja uradowałam poraz kolejny wpiłam się w jego usta.
-Tak bardzo się cieszę.- powiedziałam, a on zachichotał.
-Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- powiedział i mocno mnie przytulił.
_________________________________________________________________________
Krótki, ale nie miałam weny. Następne postaram się dłuższe. Przepraszam za nieobecność i zapraszam do pozostałych opowiadań.
sobota, 13 lipca 2013
Ważne !!!
Jest mi przykro ale nie wiem kiedy bd nowy rozdział. Zabrali mi internet i nie wiem kiedy znów będę go miała. Obiecuje, że jak tylko bd miała szanse napisać rozdziały to postaram się dodać. :D
Przepraszam i do zobaczenia. Prawdopodobnie bd za 3, 4 dni.
Przepraszam i do zobaczenia. Prawdopodobnie bd za 3, 4 dni.
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział 38
(oczami Amandy)
Robiło się coraz ciemniej, a z tym przychodziły również podmuchy zimnego wiatru. Siedzieliśmy na ławce, a na mojej skórze pojawiała się gęsia skórka.
-Zimno ci, kochanie?-spytał zatroskany
-Trochę.-powiedziałam, a on wyciągnął z koszyka kocyk, po czym mnie otulił.
-Chodź, wracajmy do domu...-powiedział, a ja tylko skinęłam głową.-Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem szczęśliwy kochanie..-powiedział, a ja momentalnie się uśmiechnęłam
-Ja też.-powiedziałam i ruszyliśmy w stronę domu.
Babcia jak zwykle krzątała się po kuchni i sprzątała albo znów coś gotowała.Gdy usłyszała, że wróciliśmy od razu do nas podeszła
-Dzieci...-zaczęła-Gdzie wyście tak długo byli? Martwiłam się...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Byliśmy pod dębem. Justin zawiesił tam huśtawkę i tak jakoś czas zleciał.-powiedziałam, a ona spojrzała na nas podejrzanie. Spojrzałam na szatyna, a on nic nie mówiąc pocałował mnie w skroń.
-Czy jest coś o czym muszę wiedzieć?-spytała, a ja starałam się nie wybuchnąć śmiechem
-Nie? Prawda Justin?-spytałam, a on cicho się zaśmiał.
-Prawda kochanie...-powiedział po czym spojrzeliśmy się uradowani na moją babcie.
-No mówcie, bo nie wytrzymam...-powiedziała, a ja już nie wytrzymałam i głośno się zaśmiałam, a po chwili dołączył do mnie Justin.
-No nic się nie dzieje. A teraz jeśli pozwolisz ja i MÓJ chłopak chcemy obejrzeć jakiś film.-powiedziałam, a ona zrobiła duże oczy.
-Co?-spytała zdziwiona.
-Chcielibyśmy obejrzeć film.-powiedziałam z uśmiechem.
-Chwile, chwila...-zapadła chwila ciszy.-Jesteście razem?-spytała, a my skinęliśmy głową.-Dzieci, tak bardzo się cieszę...-powiedziała i mocno nas przytuliła
-Dobrze, ale chcemy żyć, więc możesz nas puścić?-spytałam łapiąc powietrze.
-Tak, tak...-powiedziała i ostatni raz się do nas uśmiechnęła po czym zniknęła w kuchni.
-Chyba się cieszy...-powiedział Justin i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Gdy się w końcu uspokoiliśmy, poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Justin odpalił laptopa i zaczął szukać jakiś film, a ja zeszłam na dół po coś do jedzenia. Babcia siedziała przy stole z albumem w ręce i kciukiem przejeżdżała po zdjęciu.
-Co robisz babciu?-spytałam zdziwiona
-A nic...-westchnęła-Wspominam sobie...-spojrzała na mnie i wtedy widziałam jej zaszklone oczy.
-Co się dzieje babciu?-spytałam zatroskana i szybko do niej podeszłam
-Nic skarbie...po prostu tęsknie za dziadkiem...-spojrzała na fotografie, na którym ona i dziadek się całowali.-Widząc ciebie przypomniało mi się jak kiedyś ja z dziadkiem się zachowywaliśmy. Byliśmy tacy młodzi i bardzo zakochani.-powiedziała, a osobna łza spłynęła po jej policzku.
-Babciu.....-przeciągnęłam i mocno ją przytuliłam.
-Kocham cię wnusiu...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Ja ciebie też.-powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Amyyyyyy...!!!-Usłyszałam krzyk Justina
-Co się stało?-spytałam zdziwiona, gdy wbiegł do kuchni i mocno mnie przytulił
-Stęskniłem się.-powiedział, a ja się zaśmiałam
-Mówiłam, że idę po coś do jedzenia.
-Ale nie było cię tak długo, że musiałem sprawdzić czy mnie nie zostawiłaś.-powiedział zmartwiony
-Spokojnie, głuptasie...-dałam mu buziaka.-Nigdzie się nie wybieram, a po za tym to mój dom...-zaśmiałam się, a Justin chwilę się nad tym zastanawiał, po czym przyznał mi rację.
-Wracajmy do łóżka...-powiedział, a ja spojrzałam na babcie.
-Poczekaj, tylko wezmę popcorn.-powiedziałam i szybko przygotowałam miskę, po czym wsypałam popcorn.
-Już?-spytał zniecierpliwiony, a ja skinęłam głową. Justin cwaniacko się uśmiechnął i wziął mnie na ręce.
-Co ty robisz?-spytałam zdziwiona
-Przyspieszam twoje ruchy.-powiedział i pożegnaliśmy się z babcią, po czym wróciliśmy do pokoju. Justin położył mnie na łóżku i usiadł koło mnie.
-Serio? Horror?-spytałam patrząc na monitor.
-Oj kochanie... ten film jest naprawdę super.-powiedział i spojrzał na mnie błagalnie.
-Ale ja się będę bała...-powiedziałam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech
-Masz mnie...-pokazał dumnie na siebie.-Ja cię obronie.-powiedział i mocno mnie przytulił.
Nie minęła chwila, a ja już zakrywałam oczy. Ten film był okropny i straszny. Gdy spojrzałam na szatyna on wyglądał na niewzruszonego. Nie rozumiem jak to nie mogło na niego nie działać.
Nagle coś strasznego wyskoczyło, a ja pisnęłam i wtuliłam się w chłopaka, a on się cicho zaśmiał
-Z czego się śmiejesz?-spytałam oburzona.
-Z niczego kochanie.-powiedział powstrzymując się od śmiechu.
Przez resztę filmu nie odezwałam się ani słowem. Gdy pojawiły się napisy końcowe odsunęłam się od chłopaka i podeszłam do szafki. Wyciągnęłam moją piżamę i nie patrząc na Justina ruszyłam w stronę drzwi. Gdy miałam już wychodzić, poczułam ręce Justina owinięte wokół mojej tali.
-Przepraszam kochanie.-wyszeptał mi do ucha.-Nie powinienem był się śmiać.-powiedział, a ja nadal się nie odzywałam. Wyrwałam się z jego uścisku i otworzyłam drzwi, ale nie mogłam wyjść, bo stanął mi na drodze.
-Kochanieee...-przeciągnął i spojrzał mi w oczy.-Przepraszam, przepraszam, przepraszam...-powiedział i całował mnie w każde możliwe miejsce na mojej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
-Justin...przestań.-powiedziałam, ale on nadal mnie całował.
-Nie jesteś już na mnie zła?-spytał, a ja się zaśmiałam
-Nie.-powiedziałam, a on mocno mnie przytulił.-W sumie to mam prośbę...-odsunął się kawałek ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.-Mógłbyś pójść ze mną do łazienki i stać przed drzwiami....boje się...-ostatnią część wyszeptałam, a on przyciągnął mnie bliżej i znów przytulił
-Jasne kochanie.-powiedział i poszedł ze mną do łazienki.
Szybko się przebrałam i razem z szatynem wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, a on przykrył mnie kołdrą i chciał wyjść, ale go zatrzymałam
-Gdzie idziesz?-spytałam szybko
-Do pokoju.-powiedział
-Teraz?-spytałam, a on skinął głową.-Zostań ze mną. Boje się sama spać.-powiedziałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i szybko podbiegł do łóżka, po drodze ściągając bluzkę i spodnie, przez co został w samych bokserkach. Wślizgnął się pod kołdrę i mocno mnie przytulił.
-Kocham cię.-wyszeptał mi we włosy.
-Ja ciebie też.-powiedziałam, a po chwili zasnęłam
Robiło się coraz ciemniej, a z tym przychodziły również podmuchy zimnego wiatru. Siedzieliśmy na ławce, a na mojej skórze pojawiała się gęsia skórka.
-Zimno ci, kochanie?-spytał zatroskany
-Trochę.-powiedziałam, a on wyciągnął z koszyka kocyk, po czym mnie otulił.
-Chodź, wracajmy do domu...-powiedział, a ja tylko skinęłam głową.-Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem szczęśliwy kochanie..-powiedział, a ja momentalnie się uśmiechnęłam
-Ja też.-powiedziałam i ruszyliśmy w stronę domu.
Babcia jak zwykle krzątała się po kuchni i sprzątała albo znów coś gotowała.Gdy usłyszała, że wróciliśmy od razu do nas podeszła
-Dzieci...-zaczęła-Gdzie wyście tak długo byli? Martwiłam się...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Byliśmy pod dębem. Justin zawiesił tam huśtawkę i tak jakoś czas zleciał.-powiedziałam, a ona spojrzała na nas podejrzanie. Spojrzałam na szatyna, a on nic nie mówiąc pocałował mnie w skroń.
-Czy jest coś o czym muszę wiedzieć?-spytała, a ja starałam się nie wybuchnąć śmiechem
-Nie? Prawda Justin?-spytałam, a on cicho się zaśmiał.
-Prawda kochanie...-powiedział po czym spojrzeliśmy się uradowani na moją babcie.
-No mówcie, bo nie wytrzymam...-powiedziała, a ja już nie wytrzymałam i głośno się zaśmiałam, a po chwili dołączył do mnie Justin.
-No nic się nie dzieje. A teraz jeśli pozwolisz ja i MÓJ chłopak chcemy obejrzeć jakiś film.-powiedziałam, a ona zrobiła duże oczy.
-Co?-spytała zdziwiona.
-Chcielibyśmy obejrzeć film.-powiedziałam z uśmiechem.
-Chwile, chwila...-zapadła chwila ciszy.-Jesteście razem?-spytała, a my skinęliśmy głową.-Dzieci, tak bardzo się cieszę...-powiedziała i mocno nas przytuliła
-Dobrze, ale chcemy żyć, więc możesz nas puścić?-spytałam łapiąc powietrze.
-Tak, tak...-powiedziała i ostatni raz się do nas uśmiechnęła po czym zniknęła w kuchni.
-Chyba się cieszy...-powiedział Justin i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Gdy się w końcu uspokoiliśmy, poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Justin odpalił laptopa i zaczął szukać jakiś film, a ja zeszłam na dół po coś do jedzenia. Babcia siedziała przy stole z albumem w ręce i kciukiem przejeżdżała po zdjęciu.
-Co robisz babciu?-spytałam zdziwiona
-A nic...-westchnęła-Wspominam sobie...-spojrzała na mnie i wtedy widziałam jej zaszklone oczy.
-Co się dzieje babciu?-spytałam zatroskana i szybko do niej podeszłam
-Nic skarbie...po prostu tęsknie za dziadkiem...-spojrzała na fotografie, na którym ona i dziadek się całowali.-Widząc ciebie przypomniało mi się jak kiedyś ja z dziadkiem się zachowywaliśmy. Byliśmy tacy młodzi i bardzo zakochani.-powiedziała, a osobna łza spłynęła po jej policzku.
-Babciu.....-przeciągnęłam i mocno ją przytuliłam.
-Kocham cię wnusiu...-powiedziała, a ja się uśmiechnęłam
-Ja ciebie też.-powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Amyyyyyy...!!!-Usłyszałam krzyk Justina
-Co się stało?-spytałam zdziwiona, gdy wbiegł do kuchni i mocno mnie przytulił
-Stęskniłem się.-powiedział, a ja się zaśmiałam
-Mówiłam, że idę po coś do jedzenia.
-Ale nie było cię tak długo, że musiałem sprawdzić czy mnie nie zostawiłaś.-powiedział zmartwiony
-Spokojnie, głuptasie...-dałam mu buziaka.-Nigdzie się nie wybieram, a po za tym to mój dom...-zaśmiałam się, a Justin chwilę się nad tym zastanawiał, po czym przyznał mi rację.
-Wracajmy do łóżka...-powiedział, a ja spojrzałam na babcie.
-Poczekaj, tylko wezmę popcorn.-powiedziałam i szybko przygotowałam miskę, po czym wsypałam popcorn.
-Już?-spytał zniecierpliwiony, a ja skinęłam głową. Justin cwaniacko się uśmiechnął i wziął mnie na ręce.
-Co ty robisz?-spytałam zdziwiona
-Przyspieszam twoje ruchy.-powiedział i pożegnaliśmy się z babcią, po czym wróciliśmy do pokoju. Justin położył mnie na łóżku i usiadł koło mnie.
-Serio? Horror?-spytałam patrząc na monitor.
-Oj kochanie... ten film jest naprawdę super.-powiedział i spojrzał na mnie błagalnie.
-Ale ja się będę bała...-powiedziałam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech
-Masz mnie...-pokazał dumnie na siebie.-Ja cię obronie.-powiedział i mocno mnie przytulił.
Nie minęła chwila, a ja już zakrywałam oczy. Ten film był okropny i straszny. Gdy spojrzałam na szatyna on wyglądał na niewzruszonego. Nie rozumiem jak to nie mogło na niego nie działać.
Nagle coś strasznego wyskoczyło, a ja pisnęłam i wtuliłam się w chłopaka, a on się cicho zaśmiał
-Z czego się śmiejesz?-spytałam oburzona.
-Z niczego kochanie.-powiedział powstrzymując się od śmiechu.
Przez resztę filmu nie odezwałam się ani słowem. Gdy pojawiły się napisy końcowe odsunęłam się od chłopaka i podeszłam do szafki. Wyciągnęłam moją piżamę i nie patrząc na Justina ruszyłam w stronę drzwi. Gdy miałam już wychodzić, poczułam ręce Justina owinięte wokół mojej tali.
-Przepraszam kochanie.-wyszeptał mi do ucha.-Nie powinienem był się śmiać.-powiedział, a ja nadal się nie odzywałam. Wyrwałam się z jego uścisku i otworzyłam drzwi, ale nie mogłam wyjść, bo stanął mi na drodze.
-Kochanieee...-przeciągnął i spojrzał mi w oczy.-Przepraszam, przepraszam, przepraszam...-powiedział i całował mnie w każde możliwe miejsce na mojej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
-Justin...przestań.-powiedziałam, ale on nadal mnie całował.
-Nie jesteś już na mnie zła?-spytał, a ja się zaśmiałam
-Nie.-powiedziałam, a on mocno mnie przytulił.-W sumie to mam prośbę...-odsunął się kawałek ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.-Mógłbyś pójść ze mną do łazienki i stać przed drzwiami....boje się...-ostatnią część wyszeptałam, a on przyciągnął mnie bliżej i znów przytulił
-Jasne kochanie.-powiedział i poszedł ze mną do łazienki.
Szybko się przebrałam i razem z szatynem wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, a on przykrył mnie kołdrą i chciał wyjść, ale go zatrzymałam
-Gdzie idziesz?-spytałam szybko
-Do pokoju.-powiedział
-Teraz?-spytałam, a on skinął głową.-Zostań ze mną. Boje się sama spać.-powiedziałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i szybko podbiegł do łóżka, po drodze ściągając bluzkę i spodnie, przez co został w samych bokserkach. Wślizgnął się pod kołdrę i mocno mnie przytulił.
-Kocham cię.-wyszeptał mi we włosy.
-Ja ciebie też.-powiedziałam, a po chwili zasnęłam
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)