(Oczami Amandy)
Niekontrolowanie zaczęłam się śmiać. Nie chciałam go w jakiś sposób obrazić, ale zdziwiło mnie to co powiedział. Wolałam nie odpowiadać na to pytanie, bo mógłby się obrazić, albo zezłościć.
Odwróciłam powoli głowę i wciąż się uśmiechając udawałam, że czytam temat
-Amy?-powiedział Justin
-Tak?-spytałam, ale w ogóle na niego nie patrzałam
-Powiedz.
-Ale po co ci to wiedzieć?-powiedziałam, ale tym razem tylko na niego zerknęłam i znów powróciłam do czytania
-Bo chce wiedzieć co myślisz.-powiedział, a mnie zamurowało
-Ale po co?-spytałam chcąc jakoś wymigać się od odpowiedzi.
-Bo...-udawał, że nad czymś myśli.-Bo chce.-odpowiedział i zapadła cisza
Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu i nierówny oddech na szyi, przez co wzdrygnęłam, a po moim ciele przeszły dreszcze
-Powiedz.-wyszeptał
-Nie.-odpowiedziałam i złapałam za zeszyt po czym skierowałam się na łóżko i usiadłam na nim po turecku
-Ale dlaczego?-spytał mrużąc oczy jakby chciał coś ze mnie wyciągnąć.
-Bo..-zrobiłam to samo co on przed chwilą, czyli udawałam, że myślę.-Ba tak.-odpowiedziałam szybko i przewróciłam kartkę
-Amyyy..-powiedział kładąc się koło mnie.-Ale ja muszę wiedzieć.-powiedział
-Nie powiem ci, bo... bo się obrazisz albo zezłościsz.-powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam
-Nie zrobię tego, obiecuję.-odpowiedział, a ja głośno westchnęłam
-No, bo powiedziałeś, a raczej spytałeś się czego się dziś uczymy...-popatrzałam na niego, a on tylko kiwnął głową, że pamięta i czekał, aż będę kontynuować.- A, że znając ciebie... to się zdziwiłam, że takie pytanie zadałeś.-dokończyłam, a on cwaniacko się uśmiechnął
-Jesteś niemożliwa.-powiedział i uderzył mnie lekko poduszką, którą wcześniej się bawił
-A to za co?-spytałam poprawiając moje rozczochrane włosy
-Za nic, nudziło mi się.-powiedział, a ja otworzyłam usta i zaraz się uśmiechnęłam
-Zobaczymy...-powiedziałam i chwyciłam za poduszkę.
-Co chcesz zrobić?-spytał udając przerażenie
-Oddać ci.-powiedziałam, a on zanim zdążył coś powiedzieć dostał poduszką prosto w twarz
-Osz.. tyyy...-powiedział chwytając mnie za nadgarstek i kładąc na plecach, po czym usiadł na mnie okrakiem.
-Co ty robisz? Złaź.ze mnie.-wydukałam w śmiechu.
-Przeproś.-powiedział trzymając w ręce poduszkę.
-Nie.-odpowiedziałam udając obrażoną.
-Ooo... teraz będziesz obrażona?-spytałam, a ja pokiwałam głową, odwracając wzrok.-Nawet nie myśl, że dam się nabrać... i tak się zemszczę.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-P-przestań.-nie mogłam przestać się śmiać
-To co...? Przeprosisz?-powiedział nie przestając mnie łaskotać.
-N-nie.-wydusiłam z siebie
-Na pewno?-spytałam, a ja już nie mogłam wytrzymać
-D-dobra, dobra.-krzyknęłam, a on na chwilę przestał
-Nie słyszałem..-powiedział nachylając się i nastawił ucho.
-Przepraszam.-wyszeptałam, prawie nie słyszalnie.
-Dobra dziewczynka, ale jakoś mnie nie przekonałaś.-powiedział, a ja automatycznie wytrzeszczyłam oczy
-Co jeszcze chcesz? Złaź ze mnie, musimy się uczyć.-powiedziałam chcąc jak najszybciej pozbyć się go z mojego ciała
-Chce...-przeciągnął udając, że myśli.-buziaka.-dokończył, a ja spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem
-Nie, nigdy.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi
-To nie zejdę.-powiedział i tez udał upartego
-Złaź ze mnie! Ciężki jesteś!-krzyknęłam, ale on nic sobie z tego nie robił.
Nagle mój telefon zadzwonił, a ja próbowałam go sięgnąć, ale był za daleko. Justin dziwnie poruszył brwiami i chwycił komórkę.
-Oddaj!-krzyknęłam widząc, że zamierza odebrać
-Hymm... nie.-powiedział stanowczo patrząc na wyświetlacz.- Alex? To twój chłopak?-spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie! Oddawaj!-krzyknęłam próbując złapać telefon, ale był zbyt silny i nie mogłam się wyrwać.
-Nie?-spytał zdziwiony, a zarazem uradowany z jakiegoś powodu i odebrał telefon.-Halo?-spytał-Tak? Nie, Amanda nie może podejść do telefonu. Tu Justin.-powiedział, a ja zaczęłam się wierzgać.
-Oddaj ten telefon.-krzyknęłam
-Nie kręć się, rozmawiam.-odpowiedział i powrócił do rozmowy.-Nie, leżymy sobie.-odpowiedział, a ja zrobiłam się czerwona.-Ojj... Amy... nie rób tego, bo się podniecę.-powiedział, a ja uderzyłam go w ramię
-Zamknij się!-krzyknęłam
-Ona? Ona jest zajęta.-powiedział z cwaniackim uśmiechem.-Trochę nam przeszkadzasz, bo wiesz.... my tu się.."uczymy"-zaakcentował ostatnie słowo, a ja już nie wytrzymałam
-Alex nie słuchaj go!-krzyknęłam, ale było już za późno
-Tak... yhymm...-kontynuował rozmowę, a ja ze złości przegryzłam dolną wargę- Amanda! Przestań!-krzyknął do mnie, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana.-To podnieca.-powiedział, a ja zakryłam twarz dłońmi.-Tak, więc... Alex? Nieważne... musimy kończyć, bo jak już mówiłem, jesteśmy zajęci.-dodał i szybko się rozłączył.
-Zabije cię!-krzyknęłam bijąc go i kopiąc we wszystkie możliwe miejsca
-To nie moja wina, że chciałaś mnie podniecić.-powiedział, a ja nie wytrzymałam
-Przestań!-Krzyknęłam i zakryłam się poduszką czując jak moje policzki robią się gorące
-Nie chowaj twarzy.-powiedział i chwycił poduszkę-Uwielbiam jak się czerwienisz.-przewróciłam oczami.-To takie.... podniecające.-powiedział uwodzicielsko
-Zamknij się i złaź ze mnie!-krzyknęłam, a on unosząc obronnie ręce położył się koło mnie.
-Dobra, dobra...-powiedział, a ja usiadłam po turecku i złapałam telefon.-A ty co robisz?-spytał zdziwiony
-Muszę wytłumaczyć Aleksowi, że kłamałeś.-powiedziałam i wybrałam numer Aleksa.
-Nie, nie, nie..-powiedział, a ja z zakłopotaniem spojrzałam na niego
-Czemu?-spytałam
-Jeśli chcesz by był zazdrosny to...
-Nie chce by był zazdrosny.-przerwałam mu
-Ta.. jasne..-zakpił, a ja zmrużyłam oczy
-Dlaczego myślisz, że chce by był zazdrosny?-spytałam zaciekawiona
-Bo na niego lecisz.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam
-Na niego? TO tylko przyjaciel-powiedziałam
-No, no... mów co chcesz..-powiedział, a ja przewróciłam oczami.
Przez kolejne 2 godziny spokojnie, bez żadnych niespodzianek uczyliśmy się biologi i powtarzaliśmy chemie. Zdziwiło mnie ile Justin wie, mimo tego, że kiblował 2 razy. Dlaczego omijał lekcje i udawał, że nic nie wie, jak teraz połowę tego co mówiłam on wiedział
-Ty chyba mnie w ogóle nie potrzebujesz.-powiedziała, a on spojrzał zdezorientowany
-O co ci chodzi?-spytał leżąc i opierając się na łokciach
-Wszystko o co pytam umiesz, więc dlaczego masz takie oceny?-spytałam, a on opuścił wzrok i wzruszył ramionami.-Dlaczego udajesz, że nic nie wiesz?-spytałam, ale nie chciałam tego powiedzieć
-Nie udaje..-powiedział
-Daj spokój Justin!
-Nie! To ty daj spokój! Nie chce o tym gadać.-powiedział i wstał wkurzony z łóżka.
-Dobra, przepraszam, ale...-zawahałam się -Nie wiem po co mam ci pomagać w nauce, skoro tobie wystarczy tylko powtórzyć albo chociaż zerknąć do książki i wszystko sobie przypomnisz z lekcji.-powiedziałam patrząc zmartwiona na niego, gdy on w złości chodził w tą i z powrotem
-Możemy przestać o tym gadać? Uczymy się czy nie?-spytał, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć on znów zaczął- Nieważne..-machnął ręką i podszedł do drzwi.-Pa.-powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami.
O co mu chodziło? Przecież nic takiego się nie stało? Coś go gryzie i muszę wiedzieć co. Odłożyłam książki na półkę i poszłam się umyć. Musiałam wszystko przemyśleć, a kąpiel dobrze mi zrobi. Miałam mętlik w głowie i zaczynałam coraz więcej myśleć o Justinie.
***********************
(Oczami Justina)
Wróciłem do siebie. Byłem zły, ale nie na Amandę tylko na siebie. Chciałem z nią zostać. Chciałem patrzeć na jej twarz, oczy, słuchać jej głosu, ale... Co ja robię? Muszę przestać o niej myśleć. To mnie wykańcza. Chciałem jej powiedzieć wszystko, chciałem się wyżalić, ale nie mogłem.
Od razu poszedłem do swojego pokoju. Nie chciałem odpowiadać na pytania matki, musiałem pobyć sam.
Rzuciłem się na łóżko i odetchnąłem z ulgą. Jakby cała złość ze mnie wyleciała i się uspokoiłem. Miałem ochotę zawołać Stelle, która na pewno poprawiłaby mi humor, ale nie mogłem. Zostawiłem ją jakiś czas temu, gdy ona zaszła w ciąże. Cieszę się, że nie ze mną, bo nie wiem co bym zrobił, ale brakuje mi naszych "spotkań".
sobota, 27 kwietnia 2013
piątek, 26 kwietnia 2013
Rozdział 16
Obudziłam się na kanapie przykryta mięciutkim kocykiem a pod głową miałam małego jaśka. Trochę bolały mnie plecy, ale po za tym spało mi się dobrze. Przetarłam leniwie oczy i ruszyłam w stronę łazienki.
Spojrzałam w lustro i dopiero teraz zrozumiałam, że zasnęłam przed telewizorem w ciuchach, które miałam u Justina. Wzięłam szybki prysznic, jednym ręcznikiem owinęłam swoje nagie ciało a drugim zaczęłam wycierać włosy. Jak zwykle miałam problem z ich rozczesaniem, ale po 10 minutach udręki spowodowanej szarpaniem moich włosów udało mi się doprowadzić się do ładu. Wyszłam z łazienki, poszłam do swojego pokoju i spojrzałam na telefon. Całkiem zapomniałam, że dzisiaj szkoła, dobrze, że miałam jeszcze jakieś pół godziny do wyjścia. Wybrałam nowe ciuchy z szafy i wróciłam do łazienki by się przebrać.
-Amanda wyłaź!-usłyszałam zaspanego mojego młodszego brata pukającego delikatnie w drzwi od łazienki
-Już, już tylko się ubiorę.-krzyknęłam na co usłyszałam tylko głośne westchnięcie.
Przeglądając się ostatni raz w lustrze tylko się uśmiechnęłam ze swojego dzieła i wyszłam otwierając gwałtownie drzwi, przez co mój brat prawie, że wyłożył się na podłogę. Musiał być oparty o drzwi kiedy byłam w środku i nie spodziewał się, że nagle je otworze.
Powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem i zeszłam na dół do kuchni.
-Hej mamo.-powiedziałam siadając przy stole
-Cześć, skarbie.-odpowiedziała z dużym uśmiechem na twarzy, kładąc talerz z kanapkami przed moją twarzą.
-Dziękuję.-powiedziałam szybko i złapałam za kanapkę.
-Dzisiaj jadę z twoim ojcem i Danielem do dziadków. Nie będzie nas do jutra. Wiem, że pewnie nie chcesz jechać z nami, więc zostaniesz sama.-przerwała sprawdzając moją reakcje, ale ja nic nie zrobiłam, nie byłam osobą, która pod nieobecność zrobiłaby coś nieodpowiedzialnego i ucieszyła się, że nie będzie ich w domu. Oczywiście ucieszyłam się w małym stopniu, bo będę mogła robić co chce i nie będę musiała wciąż siedzieć na górze się uczyć.-Tak więc nie chcemy żadnych imprez.-kontynuowała-Żadnych chłopców, oprócz Justina, bo go możesz zaprosić i możecie się tutaj pouczyć.-Gdyby ona wiedziała, jaki on jest nie zostawiałaby mnie z nim samej. Jest nieodpowiedzialny, nachalny, arogancki, bipolarny, cwaniacki i wiele, wiele więcej, ale za dużo by mówić. Po prostu wiem, że na pewno nie pozwalałaby mi się z nim spotykać. Taka już jest moja rodzinka. Grzeczna i podporządkowana, ale co do Justina to bym się z nimi zgodziła.Najlepiej trzymać się od niego z daleko, mimo tego, że muszę się z nim uczyć i chodzić z nim do klasy, to mam ochotę go unikać.
-Mamo.-przerwałam, jej kolejną gadkę o odpowiedzialności i zasadach panujących w domu.-Nie jestem już mała. Wiem jak się zachowywać.-powiedziałam kończąc kanapkę
-Wiem, skarbie, ufam ci.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło.-Ale martwię się.
Teatralnie przewróciłam oczami i złapałam za jabłko leżące na stole. Schowałam do torby i ruszyłam w stronę szkoły.
Ostatnio mało jeżdżę autobusem, przyzwyczaiłam się chodzić na pieszo, nawet wychodziło mi to na dobre, bo nie musiałam słyszeć wyzwisk kierowanych w moją stronę, a po drodze mogłam wiele przemyśleć i powtarzać sobie na lekcje. Właśnie jeśli o tym mowa, to szłam przed siebie wpatrzona w zeszyt, gdy nagle na kogoś wpadłam. To był nie kto inny jak sam Bieber
-Sory, -wydukałam i chciałam przejść obok, ale mnie zatrzymał
-Poczekaj.-powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Tak?-spytałam zdezorientowana
-Umm... to dzisiaj przyjdziesz tak?-spytał, ale chyba nie wydaje mi się, że to chciał powiedzieć
-Yyy.. tak, ale może ty wpadniesz do mnie. Mam wolny dom i będzie spokojniej, a przynajmniej będę miała wszystkie potrzebne książki przy sobie.-powiedziałam i obojętnie spojrzałam w zeszyt
-um.. okej.-powiedział i chciałam odejść ale znów mnie zatrzymał.-Amy?
-Co?-spytałam juz lekko zirytowana.
-Ja...
-Amy!-ktoś krzyknął za mną, więc gwałtownie się odwróciłam
-Alex!-krzyknęłam i podbiegłam go przytulić.
-Tęskniłem.-powiedział, a ja się jak zwykle zaczerwieniłam
-Przestań!-uderzyłam go w ramię.-A, właśnie... Alex, Justin, Justin, Alex.-przedstawiłam, widząc jak robi się niezręczna sytuacja.
-Hej.-powiedział Alex podając dłoń Justinowi, ale on nic nie zrobił, więc Alex odsunął się z powrotem patrząc na mnie.
-Tak, więc.. co chciałeś?-spytałam patrząc na Justina
-Nic, nieważne.-powiedział i odszedł
-Dziwne...-powiedziałam, a Alex się uśmiechnął
-Idziemy do sali?-spytał
-Pewnie.-odpowiedziałam i poszliśmy na biologie
(Oczami Justina)
Chciałem z nią pogadać, ale nie mogłem, nie wiedziałem co powiedzieć. Przez całą noc o niej myślałem, ale nie mam pojęcia dlaczego. Nigdy tak nie miałem. Przecież jej nie lubię, ona tylko pomaga mi w nauce, ale musiałem z nią zagadać. Chciałem usłyszeć jej głos i spojrzeć w te oczy. Gdy tylko z nią rozmawiam, dotykam ją, patrze na nią to coś we mnie pęka. Wszystko się zmienia.. to coś co nie mogę wytłumaczyć. Ale dlaczego ona tak na mnie działa? Co ona w sobie takiego ma, że nie mogę przestać o niej myśleć? Nie mam bladego pojęcia, ale muszę się pozbyć jej z głowy, bo to nie jest dobry pomysł jak i moment na zawracanie sobie nią myśli.
Odszedłem, ale nie chciałem. Musiałem, bo nie mogłem patrzeć na tego kolesia koło niej. Kim on jest? Skąd się wziął i dlaczego interesuje go Amanda? To dziwne, ale nie będę, nie mogę o nich myśleć, to mnie niszczy od środka.
Reszta lekcji minęła spokojnie, nie rozmawiałem z Amy, ale ją obserwowałem. Wiem, że nie miałem o niej myśleć, ale nie mogłem. To było silniejsze ode mnie.
***************
(oczami Amandy)
Po lekcjach wróciłam do domu. Rodziców już nie było, więc zrobiłam sobie szybko płatki i usiadłam przed telewizorem. Gdyby rodzice widzieli, że jem w pokoju, a tym bardziej oglądając przy tym filmy zabili by mnie i dali kare. Dla nich muszę być zawsze grzeczna i dobrze wychowana. Co prawda kiedyś taka byłam, ale gdy poznałam Justina trochę wyluzowałam, a potem poznałam Alexa i on do końca mnie zmienił. Cieszę się, bo nie znałam tej strony świata. Zawsze siedziałam przed książkami, nie zwracałam uwagi na mój wygląd, a tym bardziej nie mogłam się dobrze bawić. Teraz jest inaczej, korzystam z życia i staram się zmienić. Nie od razu, tak jak chciał to zrobić Justin, ale małymi kroczkami. Wszystko w swoim czasie.
Oglądając już chyba 3 film w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Całkiem zapomniałam, o dzisiejszych korepetycjach. Wstałam z tapczanu i ruszyłam w stronę drzwi, delikatnie łapiąc klamkę.
-Hej.-powiedziałam widząc przed drzwiami Justina.-Wejdź.-po chwili dodałam
-Dzięki.-powiedział i wszedł rozglądając się po domu.
-Umm... napijesz się czegoś?-spytałam nie wiedząc co powiedzieć.
-Nie, dzięki.-odpowiedział i nastała niezręczna cisza.
-To...-zaczął Justin.
-Więc...-przeciągnęłam.-Chodźmy do mnie.-dodałam i pokazałam na schody
-Spoko.-odpowiedział drapiąc się po karku i puścił mnie przodem
Usiadłam przy biurku zaczesując włosy w niechlujnego koka i zaczęłam wertować po zeszytach.
-Umm.. Amy?-zaczął Justin
-Tak?-spytałam odrywając wzrok od zeszytu
-yy..to... czego się dziś uczymy?-spytał, a ja zrobiłam wielkie oczy-Co?-spytał zdezorientowany
-Nic.-potrząsnęłam głowa i odwróciłam wzrok.-To może...biologia.-dodałam
-Amy? Powiedz
-Ale co?-spytałam teraz ja kompletnie nie rozumiejąc o co mu chodzi
-Czemu się tak spojrzałaś?-spytał, a ja momentalnie złapałam się za czoło.
____________________________________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!! Wybaczycie? Wiem, że dawno nie dodawałam, ale nie miałam czasu i nie miałam weny. Ten rozdział pisałam już wczoraj, ale nie dokończyłam. Ostatnio zrobiło się cieplej i zaczęłam spotykać się z przyjaciółmi. Obiecuję, że następny dodam szybciej, ale nie gniewajcie się na mnie, bo na prawdę nie mogłam. Podoba się? Mam na dzieję, że nie straciłam widzów? Jeszcze raz przepraszam!
Spojrzałam w lustro i dopiero teraz zrozumiałam, że zasnęłam przed telewizorem w ciuchach, które miałam u Justina. Wzięłam szybki prysznic, jednym ręcznikiem owinęłam swoje nagie ciało a drugim zaczęłam wycierać włosy. Jak zwykle miałam problem z ich rozczesaniem, ale po 10 minutach udręki spowodowanej szarpaniem moich włosów udało mi się doprowadzić się do ładu. Wyszłam z łazienki, poszłam do swojego pokoju i spojrzałam na telefon. Całkiem zapomniałam, że dzisiaj szkoła, dobrze, że miałam jeszcze jakieś pół godziny do wyjścia. Wybrałam nowe ciuchy z szafy i wróciłam do łazienki by się przebrać.
-Amanda wyłaź!-usłyszałam zaspanego mojego młodszego brata pukającego delikatnie w drzwi od łazienki
-Już, już tylko się ubiorę.-krzyknęłam na co usłyszałam tylko głośne westchnięcie.
Przeglądając się ostatni raz w lustrze tylko się uśmiechnęłam ze swojego dzieła i wyszłam otwierając gwałtownie drzwi, przez co mój brat prawie, że wyłożył się na podłogę. Musiał być oparty o drzwi kiedy byłam w środku i nie spodziewał się, że nagle je otworze.
Powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem i zeszłam na dół do kuchni.
-Hej mamo.-powiedziałam siadając przy stole
-Cześć, skarbie.-odpowiedziała z dużym uśmiechem na twarzy, kładąc talerz z kanapkami przed moją twarzą.
-Dziękuję.-powiedziałam szybko i złapałam za kanapkę.
-Dzisiaj jadę z twoim ojcem i Danielem do dziadków. Nie będzie nas do jutra. Wiem, że pewnie nie chcesz jechać z nami, więc zostaniesz sama.-przerwała sprawdzając moją reakcje, ale ja nic nie zrobiłam, nie byłam osobą, która pod nieobecność zrobiłaby coś nieodpowiedzialnego i ucieszyła się, że nie będzie ich w domu. Oczywiście ucieszyłam się w małym stopniu, bo będę mogła robić co chce i nie będę musiała wciąż siedzieć na górze się uczyć.-Tak więc nie chcemy żadnych imprez.-kontynuowała-Żadnych chłopców, oprócz Justina, bo go możesz zaprosić i możecie się tutaj pouczyć.-Gdyby ona wiedziała, jaki on jest nie zostawiałaby mnie z nim samej. Jest nieodpowiedzialny, nachalny, arogancki, bipolarny, cwaniacki i wiele, wiele więcej, ale za dużo by mówić. Po prostu wiem, że na pewno nie pozwalałaby mi się z nim spotykać. Taka już jest moja rodzinka. Grzeczna i podporządkowana, ale co do Justina to bym się z nimi zgodziła.Najlepiej trzymać się od niego z daleko, mimo tego, że muszę się z nim uczyć i chodzić z nim do klasy, to mam ochotę go unikać.
-Mamo.-przerwałam, jej kolejną gadkę o odpowiedzialności i zasadach panujących w domu.-Nie jestem już mała. Wiem jak się zachowywać.-powiedziałam kończąc kanapkę
-Wiem, skarbie, ufam ci.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło.-Ale martwię się.
Teatralnie przewróciłam oczami i złapałam za jabłko leżące na stole. Schowałam do torby i ruszyłam w stronę szkoły.
Ostatnio mało jeżdżę autobusem, przyzwyczaiłam się chodzić na pieszo, nawet wychodziło mi to na dobre, bo nie musiałam słyszeć wyzwisk kierowanych w moją stronę, a po drodze mogłam wiele przemyśleć i powtarzać sobie na lekcje. Właśnie jeśli o tym mowa, to szłam przed siebie wpatrzona w zeszyt, gdy nagle na kogoś wpadłam. To był nie kto inny jak sam Bieber
-Sory, -wydukałam i chciałam przejść obok, ale mnie zatrzymał
-Poczekaj.-powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Tak?-spytałam zdezorientowana
-Umm... to dzisiaj przyjdziesz tak?-spytał, ale chyba nie wydaje mi się, że to chciał powiedzieć
-Yyy.. tak, ale może ty wpadniesz do mnie. Mam wolny dom i będzie spokojniej, a przynajmniej będę miała wszystkie potrzebne książki przy sobie.-powiedziałam i obojętnie spojrzałam w zeszyt
-um.. okej.-powiedział i chciałam odejść ale znów mnie zatrzymał.-Amy?
-Co?-spytałam juz lekko zirytowana.
-Ja...
-Amy!-ktoś krzyknął za mną, więc gwałtownie się odwróciłam
-Alex!-krzyknęłam i podbiegłam go przytulić.
-Tęskniłem.-powiedział, a ja się jak zwykle zaczerwieniłam
-Przestań!-uderzyłam go w ramię.-A, właśnie... Alex, Justin, Justin, Alex.-przedstawiłam, widząc jak robi się niezręczna sytuacja.
-Hej.-powiedział Alex podając dłoń Justinowi, ale on nic nie zrobił, więc Alex odsunął się z powrotem patrząc na mnie.
-Tak, więc.. co chciałeś?-spytałam patrząc na Justina
-Nic, nieważne.-powiedział i odszedł
-Dziwne...-powiedziałam, a Alex się uśmiechnął
-Idziemy do sali?-spytał
-Pewnie.-odpowiedziałam i poszliśmy na biologie
(Oczami Justina)
Chciałem z nią pogadać, ale nie mogłem, nie wiedziałem co powiedzieć. Przez całą noc o niej myślałem, ale nie mam pojęcia dlaczego. Nigdy tak nie miałem. Przecież jej nie lubię, ona tylko pomaga mi w nauce, ale musiałem z nią zagadać. Chciałem usłyszeć jej głos i spojrzeć w te oczy. Gdy tylko z nią rozmawiam, dotykam ją, patrze na nią to coś we mnie pęka. Wszystko się zmienia.. to coś co nie mogę wytłumaczyć. Ale dlaczego ona tak na mnie działa? Co ona w sobie takiego ma, że nie mogę przestać o niej myśleć? Nie mam bladego pojęcia, ale muszę się pozbyć jej z głowy, bo to nie jest dobry pomysł jak i moment na zawracanie sobie nią myśli.
Odszedłem, ale nie chciałem. Musiałem, bo nie mogłem patrzeć na tego kolesia koło niej. Kim on jest? Skąd się wziął i dlaczego interesuje go Amanda? To dziwne, ale nie będę, nie mogę o nich myśleć, to mnie niszczy od środka.
Reszta lekcji minęła spokojnie, nie rozmawiałem z Amy, ale ją obserwowałem. Wiem, że nie miałem o niej myśleć, ale nie mogłem. To było silniejsze ode mnie.
***************
(oczami Amandy)
Po lekcjach wróciłam do domu. Rodziców już nie było, więc zrobiłam sobie szybko płatki i usiadłam przed telewizorem. Gdyby rodzice widzieli, że jem w pokoju, a tym bardziej oglądając przy tym filmy zabili by mnie i dali kare. Dla nich muszę być zawsze grzeczna i dobrze wychowana. Co prawda kiedyś taka byłam, ale gdy poznałam Justina trochę wyluzowałam, a potem poznałam Alexa i on do końca mnie zmienił. Cieszę się, bo nie znałam tej strony świata. Zawsze siedziałam przed książkami, nie zwracałam uwagi na mój wygląd, a tym bardziej nie mogłam się dobrze bawić. Teraz jest inaczej, korzystam z życia i staram się zmienić. Nie od razu, tak jak chciał to zrobić Justin, ale małymi kroczkami. Wszystko w swoim czasie.
Oglądając już chyba 3 film w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Całkiem zapomniałam, o dzisiejszych korepetycjach. Wstałam z tapczanu i ruszyłam w stronę drzwi, delikatnie łapiąc klamkę.
-Hej.-powiedziałam widząc przed drzwiami Justina.-Wejdź.-po chwili dodałam
-Dzięki.-powiedział i wszedł rozglądając się po domu.
-Umm... napijesz się czegoś?-spytałam nie wiedząc co powiedzieć.
-Nie, dzięki.-odpowiedział i nastała niezręczna cisza.
-To...-zaczął Justin.
-Więc...-przeciągnęłam.-Chodźmy do mnie.-dodałam i pokazałam na schody
-Spoko.-odpowiedział drapiąc się po karku i puścił mnie przodem
Usiadłam przy biurku zaczesując włosy w niechlujnego koka i zaczęłam wertować po zeszytach.
-Umm.. Amy?-zaczął Justin
-Tak?-spytałam odrywając wzrok od zeszytu
-yy..to... czego się dziś uczymy?-spytał, a ja zrobiłam wielkie oczy-Co?-spytał zdezorientowany
-Nic.-potrząsnęłam głowa i odwróciłam wzrok.-To może...biologia.-dodałam
-Amy? Powiedz
-Ale co?-spytałam teraz ja kompletnie nie rozumiejąc o co mu chodzi
-Czemu się tak spojrzałaś?-spytał, a ja momentalnie złapałam się za czoło.
____________________________________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!! Wybaczycie? Wiem, że dawno nie dodawałam, ale nie miałam czasu i nie miałam weny. Ten rozdział pisałam już wczoraj, ale nie dokończyłam. Ostatnio zrobiło się cieplej i zaczęłam spotykać się z przyjaciółmi. Obiecuję, że następny dodam szybciej, ale nie gniewajcie się na mnie, bo na prawdę nie mogłam. Podoba się? Mam na dzieję, że nie straciłam widzów? Jeszcze raz przepraszam!
wtorek, 23 kwietnia 2013
Rozdział 15
(oczami Justina)
Moje oczy się otworzyły i miałem ochotę coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Miała na sobie krótką czarną spódniczkę, trampki i białą bluzkę z małym dekoltem, a na to niebieska marynarka. Mimo iż to Amanda, którą znam od dawna, to wyglądała ślicznie. Zmieniła się i dopiero teraz to dostrzegłem.
Stała przewracając kartki w rękach, nawet nie zauważyła, że otworzyłem drzwi.
Nagle podniosła wzrok i ze zdziwienia wszystkie notatki się rozsypały.
(oczami Amandy)
Czy to... Justin? Nie, nie, nie... to nie może być prawda... Pewnie pomyliłam domy. On tu nie mieszka, byłam w jego domu i to na pewno nie był ten sam dom.
Stałam przed nim nieruchomo zastanawiając się co zrobić. Nie miał koszulki i wyglądał....seksownie..
Potrząsnęłam głową, by w końcu się obudzić i zaczęłam zbierać kartki. Stał i wpatrywał się we mnie, przez co ja się zaczerwieniłam.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam stając na równe nogi.
-Mieszkam.-odpowiedział jakby to było oczywiste.
-Ale...
-Przeprowadziłem się tutaj z mamą i rodzeństwem.-dokończył
-Aha...to ty... to ciebie mam uczyć?-spytałam błagając w duchu, żeby to nie była prawda.
-Chyba tak.-odpowiedział i pozwolił mi wejść.-Chcesz coś do picia?-spytał i złapał za koszulkę leżącą na schodach, po czym ją nałożył
-Yyy.. nie, dzięki.-odpowiedziałam wpatrzona w jego poczynania.
-Amanda! Dzień dobry.-powiedziała Pattie wychodząc z kuchni.
-Dzień do...
-Mamo, to my pójdziemy do mnie się uczyć.-przerwał Justin łapiąc mnie za nadgarstek.
Nic nie mówiłam, ale zdziwiłam się jego zachowaniem. Nigdy tak się w stosunku do mnie nie zachowywał, a spodziewałam się, że zamknie mi drzwi przed nosem, albo powie coś co sprawi, że znów się zarumienię. Stanęłam w progu jego pokoju, a on wszedł do środka.
-Wchodzisz czy co?-spytał odwracając się do mnie przodem
-Ostatni raz gdy weszłam do twojego pokoju zostałam wywalona za drzwi i pozostawiona na pastwę losu.-powiedziałam na jednym wdechu
-Wchodź, bo zmienię zdanie.-powiedział głośno wzdychając.
Zrobiłam kilka kroków i zaczęłam się rozglądać. Miał przytulny pokój i chyba mniejszy bałagan niż w tamtym domu. Pewnie dlatego, że teraz jest z nim mama. Nie wiedziałam co zrobić. Usiąść? Ale co jeśli mu się to nie spodoba i znów zacznie być nie miły. Stać? I mam go uczyć na stojąco, gdy on się będzie wylegiwał na łóżku? Chyba nie...
-Siadasz?-spytał wytrącając mnie z myśli i pokazując na krzesło, przy niewielkim stole w kącie.
-Tak, jasne.-odpowiedziałam i usiadłam na krześle.-To...-przeciągnęłam spoglądając na szatyna.-Od czego zaczynamy?-spytałam kładąc notatki na stole.
-My? Nic.-odpowiedział, a ja podniosłam brwi pokazując, że nie rozumiem.-Myślałaś, że będę się uczył?
-Ale..
-Oczywiście, że tak powiedziałem, ale to tylko dlatego by spławić moją matkę. Suka uczepiła się mnie i nie ma zamiaru odpuścić.-powiedział kładąc się na łóżku.
-To twoja mama.-powiedziałam
-Równie dobrze mogłaby nią nie być. Tylko tyłek mi zawraca. Mogła zostać tam gdzie wyjechała. -powiedział zakładając na uczy słuchawki.
-Dupek.-powiedziałam pod nosem wstając.
Chciałam wyjść, ale nie było mi to dane. Gdy podeszłam do drzwi złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Nie idź.-szepnął mi do ucha.
(oczami Justina)
Staliśmy wtuleni w siebie. Ona nie wiedziała co powiedzieć, czułem jak jej ciało się napina pod wpływem mojego dotyku. Odwróciłem ją przodem i przejechałem kciukiem po jej policzku. Znowu to robiła, znowu mnie hipnotyzowała swoimi oczami. Nie panowałem nad tym. W szkole starałem się jej omijać, a teraz gdy do mnie przyszła wszystko wróciło. Nigdy się tak nie czułem. Chciałem ją pocałować, przytulić i nie puszczać. Gdy się do niej zbliżyłem, ona nie panikowała, nie protestowała. Pochyliłem się tak, że nasze usta były oddalone od siebie o centymetry. Oblizałem usta i już miałem ją pocałować, gdy jej telefon zadzwonił a ona mnie odepchnęła. Przekląłem pod nosem. Z jednej strony się cieszyłem, bo ja jej nawet nie lubię, ale coś mnie do niej ciągnęło. To było coś nie do opisania.
-Halo?-powiedziała do słuchawki odwracając się do mnie tyłem.- Alex? Co się stało?-spytała, a ja podniosłem wzrok.
Alex? Ten laluś z czwartej ławki? Ona się z nim spotyka? Pamiętam jak jakiś miesiąc temu przylazł do nas do klasy, ale jakoś mało co zwracałem na niego uwagę. Podczas rozmowy z nim Amanda często się uśmiechała i chichotała co w jej przypadku brzmiało uroczo. Poczułem coś w żołądku. Nie wiem co to było, ale strasznie mnie wkurzało.
Rzuciłem się na łóżko przyglądając dziewczynie. Chodziła po pokoju w tą i z powrotem, w niektórych momentach czerwieniąc się. Mało co słyszałem, byłem zajęty przyglądaniem się ciału Amandy. Była seksowna. Zaczęło mnie denerwować to, że tyle ze sobą gadają. W końcu przyszła do mnie i miała mnie uczyć. Uczyć? Co ja gadam... chyba zwariowałem, ale i tak musiała kończyć. Z tym kolesiem było coś nie tak, ja to czułem. Żaden facet nie zainteresował się nigdy Amandą , a on już za pierwszym razem zaczął z nią flirtować. Trochę to pokręcone, ale nie jestem zazdrosny... po prostu... czy ja wiem... MARTWIĘ SIĘ?
-Mieliśmy się uczyć prawda?-spytałem podnosząc jeden z jej zeszytów.
-Tak.-odpowiedziała i pożegnała się z Aleksem.-A ty co?
-Co?-spytałem zdziwiony
-Nagle zachciało ci się uczyć?-spytała, a ja musiałem coś wymyślić.
-Lepiej późno niż wcale.-powiedziałem mrużąc oczy.
-Tak, tak...-powiedziała i wyrwała zeszyt z mojej ręki.-A więc...-pociągnąłem ją do siebie, a ona cicho krzycząc upadła na mnie. Leżała patrząc mi w oczy, trochę ze strachem, ale zaraz powróciła na ziemię i schowała włosy za ucho.-Chemia.-dokończyła podnosząc się i siadając koło mnie.
-Tak.-odpowiedziałam
Przez cały czas mówiła, ale mało co ją słuchałem. Kilka razy przyłapała mnie na tym, że się na nią gapie i pytała o coś co własnie powiedziała, na co ja zmyślałem, że nadal tego nie rozumiem. W sumie to prawda, bo nie kumałem tego wcale, ale ona próbowała mi to wyjaśnić, ale co chwila coś odwracało moją uwagę od jej słów. Jak nie jej oczy, to nos, jak nie nos, to usta.... automatycznie przegryzłem dolną wargę
-Słuchasz mnie w ogóle?-spytała uderzając mnie w brzuch
-Tak, oczywiście, że słucham.-odpowiedziałem
-Co to powiedziałam? Co to jest destylacja?-spytała podnosząc brwi.
-Yyy....
-No widzisz, nie słuchałeś.-powiedziała wściekła i chciała wstać, ale ją zatrzymałem.
-Nie dałaś mi dokończyć.-powiedziałem, a ona usiadła z powrotem czekając, aż będę kontynuował.- proces polegający na przeprowadzeniu jednego ze składników mieszaniny ciekłej w stan pary i skropleniu go w odbieralniku.-skończyłem dając jej buziaka w policzek, a ona się zaczerwieniła odwracając wzrok.
-Dobrze - powiedziała cicho
Tak na prawdę nie wiedziałem co to jest, ale gdy miałem okazję przeczytałem kawałek w jej zeszycie, a resztę sam dopowiedziałem.
-Cóż ja muszę już iść.-powiedziała patrząc na zegarek.
-Już?Ale jeszcze nie uczyliśmy się z biologi i matematyki...
-To jutro to załatwimy.-dokończyła pakując zeszyty do torby.
(oczami Amandy)
Justin zaproponował, ze odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się, ale droga i tak nie trwała długo, a po za tym minęła w ciszy. Żadne z nas nic nie powiedziało. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam zgadzając się na tę pracę. Zatrzymaliśmy się pod moim domem. Zrobiło się niezręcznie, więc szybko odpięłam pasy i wyszłam z auta.
-Zaczekaj!-krzyknął przez otwarte okno gdy odchodziłam
-Co?-spytałam odchodząc.
-To o której jutro przyjdziesz?-spytał patrząc mi w oczy
-Tak jak dzisiaj.-powiedziałam i pomachałam mu na pożegnanie.
Weszłam do domu i zmęczona dniem, od razu weszłam do kuchni. Robiłam sobie szybko płatki i usiadłam przed telewizorem. Oglądałam jakiś film romantyczny, ale nie wiem nawet jak się nazywał. Po chwili nieświadomie zasnęłam
Moje oczy się otworzyły i miałem ochotę coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Miała na sobie krótką czarną spódniczkę, trampki i białą bluzkę z małym dekoltem, a na to niebieska marynarka. Mimo iż to Amanda, którą znam od dawna, to wyglądała ślicznie. Zmieniła się i dopiero teraz to dostrzegłem.
Stała przewracając kartki w rękach, nawet nie zauważyła, że otworzyłem drzwi.
Nagle podniosła wzrok i ze zdziwienia wszystkie notatki się rozsypały.
(oczami Amandy)
Czy to... Justin? Nie, nie, nie... to nie może być prawda... Pewnie pomyliłam domy. On tu nie mieszka, byłam w jego domu i to na pewno nie był ten sam dom.
Stałam przed nim nieruchomo zastanawiając się co zrobić. Nie miał koszulki i wyglądał....seksownie..
Potrząsnęłam głową, by w końcu się obudzić i zaczęłam zbierać kartki. Stał i wpatrywał się we mnie, przez co ja się zaczerwieniłam.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam stając na równe nogi.
-Mieszkam.-odpowiedział jakby to było oczywiste.
-Ale...
-Przeprowadziłem się tutaj z mamą i rodzeństwem.-dokończył
-Aha...to ty... to ciebie mam uczyć?-spytałam błagając w duchu, żeby to nie była prawda.
-Chyba tak.-odpowiedział i pozwolił mi wejść.-Chcesz coś do picia?-spytał i złapał za koszulkę leżącą na schodach, po czym ją nałożył
-Yyy.. nie, dzięki.-odpowiedziałam wpatrzona w jego poczynania.
-Amanda! Dzień dobry.-powiedziała Pattie wychodząc z kuchni.
-Dzień do...
-Mamo, to my pójdziemy do mnie się uczyć.-przerwał Justin łapiąc mnie za nadgarstek.
Nic nie mówiłam, ale zdziwiłam się jego zachowaniem. Nigdy tak się w stosunku do mnie nie zachowywał, a spodziewałam się, że zamknie mi drzwi przed nosem, albo powie coś co sprawi, że znów się zarumienię. Stanęłam w progu jego pokoju, a on wszedł do środka.
-Wchodzisz czy co?-spytał odwracając się do mnie przodem
-Ostatni raz gdy weszłam do twojego pokoju zostałam wywalona za drzwi i pozostawiona na pastwę losu.-powiedziałam na jednym wdechu
-Wchodź, bo zmienię zdanie.-powiedział głośno wzdychając.
Zrobiłam kilka kroków i zaczęłam się rozglądać. Miał przytulny pokój i chyba mniejszy bałagan niż w tamtym domu. Pewnie dlatego, że teraz jest z nim mama. Nie wiedziałam co zrobić. Usiąść? Ale co jeśli mu się to nie spodoba i znów zacznie być nie miły. Stać? I mam go uczyć na stojąco, gdy on się będzie wylegiwał na łóżku? Chyba nie...
-Siadasz?-spytał wytrącając mnie z myśli i pokazując na krzesło, przy niewielkim stole w kącie.
-Tak, jasne.-odpowiedziałam i usiadłam na krześle.-To...-przeciągnęłam spoglądając na szatyna.-Od czego zaczynamy?-spytałam kładąc notatki na stole.
-My? Nic.-odpowiedział, a ja podniosłam brwi pokazując, że nie rozumiem.-Myślałaś, że będę się uczył?
-Ale..
-Oczywiście, że tak powiedziałem, ale to tylko dlatego by spławić moją matkę. Suka uczepiła się mnie i nie ma zamiaru odpuścić.-powiedział kładąc się na łóżku.
-To twoja mama.-powiedziałam
-Równie dobrze mogłaby nią nie być. Tylko tyłek mi zawraca. Mogła zostać tam gdzie wyjechała. -powiedział zakładając na uczy słuchawki.
-Dupek.-powiedziałam pod nosem wstając.
Chciałam wyjść, ale nie było mi to dane. Gdy podeszłam do drzwi złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Nie idź.-szepnął mi do ucha.
(oczami Justina)
Staliśmy wtuleni w siebie. Ona nie wiedziała co powiedzieć, czułem jak jej ciało się napina pod wpływem mojego dotyku. Odwróciłem ją przodem i przejechałem kciukiem po jej policzku. Znowu to robiła, znowu mnie hipnotyzowała swoimi oczami. Nie panowałem nad tym. W szkole starałem się jej omijać, a teraz gdy do mnie przyszła wszystko wróciło. Nigdy się tak nie czułem. Chciałem ją pocałować, przytulić i nie puszczać. Gdy się do niej zbliżyłem, ona nie panikowała, nie protestowała. Pochyliłem się tak, że nasze usta były oddalone od siebie o centymetry. Oblizałem usta i już miałem ją pocałować, gdy jej telefon zadzwonił a ona mnie odepchnęła. Przekląłem pod nosem. Z jednej strony się cieszyłem, bo ja jej nawet nie lubię, ale coś mnie do niej ciągnęło. To było coś nie do opisania.
-Halo?-powiedziała do słuchawki odwracając się do mnie tyłem.- Alex? Co się stało?-spytała, a ja podniosłem wzrok.
Alex? Ten laluś z czwartej ławki? Ona się z nim spotyka? Pamiętam jak jakiś miesiąc temu przylazł do nas do klasy, ale jakoś mało co zwracałem na niego uwagę. Podczas rozmowy z nim Amanda często się uśmiechała i chichotała co w jej przypadku brzmiało uroczo. Poczułem coś w żołądku. Nie wiem co to było, ale strasznie mnie wkurzało.
Rzuciłem się na łóżko przyglądając dziewczynie. Chodziła po pokoju w tą i z powrotem, w niektórych momentach czerwieniąc się. Mało co słyszałem, byłem zajęty przyglądaniem się ciału Amandy. Była seksowna. Zaczęło mnie denerwować to, że tyle ze sobą gadają. W końcu przyszła do mnie i miała mnie uczyć. Uczyć? Co ja gadam... chyba zwariowałem, ale i tak musiała kończyć. Z tym kolesiem było coś nie tak, ja to czułem. Żaden facet nie zainteresował się nigdy Amandą , a on już za pierwszym razem zaczął z nią flirtować. Trochę to pokręcone, ale nie jestem zazdrosny... po prostu... czy ja wiem... MARTWIĘ SIĘ?
-Mieliśmy się uczyć prawda?-spytałem podnosząc jeden z jej zeszytów.
-Tak.-odpowiedziała i pożegnała się z Aleksem.-A ty co?
-Co?-spytałem zdziwiony
-Nagle zachciało ci się uczyć?-spytała, a ja musiałem coś wymyślić.
-Lepiej późno niż wcale.-powiedziałem mrużąc oczy.
-Tak, tak...-powiedziała i wyrwała zeszyt z mojej ręki.-A więc...-pociągnąłem ją do siebie, a ona cicho krzycząc upadła na mnie. Leżała patrząc mi w oczy, trochę ze strachem, ale zaraz powróciła na ziemię i schowała włosy za ucho.-Chemia.-dokończyła podnosząc się i siadając koło mnie.
-Tak.-odpowiedziałam
Przez cały czas mówiła, ale mało co ją słuchałem. Kilka razy przyłapała mnie na tym, że się na nią gapie i pytała o coś co własnie powiedziała, na co ja zmyślałem, że nadal tego nie rozumiem. W sumie to prawda, bo nie kumałem tego wcale, ale ona próbowała mi to wyjaśnić, ale co chwila coś odwracało moją uwagę od jej słów. Jak nie jej oczy, to nos, jak nie nos, to usta.... automatycznie przegryzłem dolną wargę
-Słuchasz mnie w ogóle?-spytała uderzając mnie w brzuch
-Tak, oczywiście, że słucham.-odpowiedziałem
-Co to powiedziałam? Co to jest destylacja?-spytała podnosząc brwi.
-Yyy....
-No widzisz, nie słuchałeś.-powiedziała wściekła i chciała wstać, ale ją zatrzymałem.
-Nie dałaś mi dokończyć.-powiedziałem, a ona usiadła z powrotem czekając, aż będę kontynuował.- proces polegający na przeprowadzeniu jednego ze składników mieszaniny ciekłej w stan pary i skropleniu go w odbieralniku.-skończyłem dając jej buziaka w policzek, a ona się zaczerwieniła odwracając wzrok.
-Dobrze - powiedziała cicho
Tak na prawdę nie wiedziałem co to jest, ale gdy miałem okazję przeczytałem kawałek w jej zeszycie, a resztę sam dopowiedziałem.
-Cóż ja muszę już iść.-powiedziała patrząc na zegarek.
-Już?Ale jeszcze nie uczyliśmy się z biologi i matematyki...
-To jutro to załatwimy.-dokończyła pakując zeszyty do torby.
(oczami Amandy)
Justin zaproponował, ze odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się, ale droga i tak nie trwała długo, a po za tym minęła w ciszy. Żadne z nas nic nie powiedziało. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam zgadzając się na tę pracę. Zatrzymaliśmy się pod moim domem. Zrobiło się niezręcznie, więc szybko odpięłam pasy i wyszłam z auta.
-Zaczekaj!-krzyknął przez otwarte okno gdy odchodziłam
-Co?-spytałam odchodząc.
-To o której jutro przyjdziesz?-spytał patrząc mi w oczy
-Tak jak dzisiaj.-powiedziałam i pomachałam mu na pożegnanie.
Weszłam do domu i zmęczona dniem, od razu weszłam do kuchni. Robiłam sobie szybko płatki i usiadłam przed telewizorem. Oglądałam jakiś film romantyczny, ale nie wiem nawet jak się nazywał. Po chwili nieświadomie zasnęłam
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Rozdział 14
(Oczami Amandy)
Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Alexa. Kamień spadł mi z serca. Nie chciałabym, żeby to był Justin. Od dawna się do mnie nie odzywał, a gdy na mnie patrzał to tak jakby tylko o jednym myślał.
-Co się stało? Wybiegłaś z sali tak nagle...-powiedział zmartwiony.
-Nic... ja tylko... nieważne.-spojrzałam na niego próbując zatuszować wszystkie moje emocje.-Idziemy?-spytałam odwracając się w stronę sali od matematyki.
-Pewnie..-nie uwierzył, ale nie chciał naciskać. Wiedział, że nie chce o tym gadać.
Następne lekcje minęły spokojnie, Justin nie pojawił się na żadnej. Pewnie siedzi gdzieś z jakąś lalą i nie wiadomo co robią, no w sumie wiadomo. Wszyscy wiedza jaki jest Justin i wiedzą, że nie chodzi na wagary pochodzić po mieście
*****************************
-To co dzisiaj robimy?-spytał Alex wychodząc ze mną ze szkoły
-Nie wiem, ja muszę wracać do domu, bo mama chce mi kogoś przedstawić. Mówi, że ma dla mnie robotę.-powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
-Ale mogę cię chociaż odprowadzić?-spytał stając mi na drodze.
-Jestem!-krzyknęłam zamykając drzwi.
-Chodź do nas skarbie, proszę.-odpowiedziała mama.
-Gdzie jesteś?-spytałam rozglądając się po kuchni
-W salonie.-odpowiedziała
Weszłam do pokoju, gdzie siedziała mama, tata i jakaś pani.
-Dzień dobry.-powiedziałam zdziwiona
-Dzień dobry-odpowiedziała ciemnowłosa kobieta.
-Kochanie, to jest pani Pattie. Jej syn ma problemy z nauką i potrzebuje pomocy.
-Okej? A co to ma wspólnego ze mną.
-Twoja mama mówiła, że szukasz pracy i że dobrze się uczysz, a ja potrzebuje kogoś kto pomoże mojemu synowi podciągnąć stopnie.-powiedziała kobieta spoglądając raz na mnie raz na moją mamę.
-To bardzo miłe, ale... nie wiem czy dam radę... ile on ma lat?-spytałam ciekawa
-19, ale siedział 2 lata w tej samej klasie i tym razem nie chce by to się powtórzyło.-powiedziała
-Cóż, mogę spróbować... kiedy mam zacząć?-spytałam ciekawa
-Może dzisiaj?-spytała
-Dzisiaj...no dobrze i tak nie mam nic do roboty.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do kobiety.-A gdzie?
-Tu masz adres i jeszcze raz dziękuję za pomoc.-dodała i wstała by się pożegnać
Po wyjściu dość ładnej kobiety poszłam do swojego pokoju przygotować się na mój pierwszy dzień pracy. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w bardziej eleganckie ciuchy.
******************************
Poszłam na wskazany adres i stanęłam przed drzwiami. Trochę się denerwuje, bo nawet nie spytałam jak on ma na imię. Delikatnie zapukałam do drzwi.
KOMENTOWAĆ!!
Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Alexa. Kamień spadł mi z serca. Nie chciałabym, żeby to był Justin. Od dawna się do mnie nie odzywał, a gdy na mnie patrzał to tak jakby tylko o jednym myślał.
-Co się stało? Wybiegłaś z sali tak nagle...-powiedział zmartwiony.
-Nic... ja tylko... nieważne.-spojrzałam na niego próbując zatuszować wszystkie moje emocje.-Idziemy?-spytałam odwracając się w stronę sali od matematyki.
-Pewnie..-nie uwierzył, ale nie chciał naciskać. Wiedział, że nie chce o tym gadać.
Następne lekcje minęły spokojnie, Justin nie pojawił się na żadnej. Pewnie siedzi gdzieś z jakąś lalą i nie wiadomo co robią, no w sumie wiadomo. Wszyscy wiedza jaki jest Justin i wiedzą, że nie chodzi na wagary pochodzić po mieście
*****************************
-To co dzisiaj robimy?-spytał Alex wychodząc ze mną ze szkoły
-Nie wiem, ja muszę wracać do domu, bo mama chce mi kogoś przedstawić. Mówi, że ma dla mnie robotę.-powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
-Ale mogę cię chociaż odprowadzić?-spytał stając mi na drodze.
-Oczywiście, będzie mi miło w twoim towarzystwie.-uśmiechnęłam się, co chłopak odwzajemnił tym samy **********************
Pożegnałam się z Aleksem i weszłam do domu.-Jestem!-krzyknęłam zamykając drzwi.
-Chodź do nas skarbie, proszę.-odpowiedziała mama.
-Gdzie jesteś?-spytałam rozglądając się po kuchni
-W salonie.-odpowiedziała
Weszłam do pokoju, gdzie siedziała mama, tata i jakaś pani.
-Dzień dobry.-powiedziałam zdziwiona
-Dzień dobry-odpowiedziała ciemnowłosa kobieta.
-Kochanie, to jest pani Pattie. Jej syn ma problemy z nauką i potrzebuje pomocy.
-Okej? A co to ma wspólnego ze mną.
-Twoja mama mówiła, że szukasz pracy i że dobrze się uczysz, a ja potrzebuje kogoś kto pomoże mojemu synowi podciągnąć stopnie.-powiedziała kobieta spoglądając raz na mnie raz na moją mamę.
-To bardzo miłe, ale... nie wiem czy dam radę... ile on ma lat?-spytałam ciekawa
-19, ale siedział 2 lata w tej samej klasie i tym razem nie chce by to się powtórzyło.-powiedziała
-Cóż, mogę spróbować... kiedy mam zacząć?-spytałam ciekawa
-Może dzisiaj?-spytała
-Dzisiaj...no dobrze i tak nie mam nic do roboty.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do kobiety.-A gdzie?
-Tu masz adres i jeszcze raz dziękuję za pomoc.-dodała i wstała by się pożegnać
Po wyjściu dość ładnej kobiety poszłam do swojego pokoju przygotować się na mój pierwszy dzień pracy. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w bardziej eleganckie ciuchy.
******************************
Poszłam na wskazany adres i stanęłam przed drzwiami. Trochę się denerwuje, bo nawet nie spytałam jak on ma na imię. Delikatnie zapukałam do drzwi.
***********************************
(oczami Justina)
Wróciłem do domu i chciałem pójść do siebie i odpocząć. Po dzisiejszej męczącej "nauki" w szkole miałem ochotę rzucić się na łóżko i w końcu się wyspać.
Nagle usłyszałem głos mamy.
-Justin?-spytała wychodząc z kuchni
-Tak?-spytałem poirytowany
-Będziemy mieli gościa... to znaczy ty będziesz miał.-powiedziała, a ja zdezorientowany spojrzałem na nią podnosząc brwi
-Co zrobiłaś? Kogo zaprosiłaś?-spytałem zmęczony tym wszystkim
-Będziesz miał korepetycje.-odpowiedziała, a ja miałem ochotę czymś rzucić.
-Co?Ja?- pokazałem na siebie z niedowierzaniem
-Dziewczyna szukała pracy, więc...
-Dziewczyna?-spytałem bardziej zaciekawiony.-Ładna?-spytałem podnosząc brwi
-Ładna, ale...-spojrzała na mnie zdziwiona, ale po chwili zrozumiała o co mi chodzi.-Nawet o tym nie myśl Justin.-dokończyła
-Ale co?-spytałem udając, że nie wiem o co jej chodzi.
-Wiem o czym myślisz, ale nie próbuj tego urzeczywistniać.-machnęła kilka razy przede mną palcem.-To porządna dziewczyna i nie masz jej odstraszyć.-powiedziała
-Ale...-pokazała ręką, że mam nic nie mówić i z powrotem weszła do kuchni.
Przewróciłem oczami i miałem wrócić do swojego wcześniejszego planu - czyli łóżka, ale po mieszkaniu rozległ się dźwięk delikatnego pukania. Uśmiechnąłem się do siebie i specjalnie ściągnąłem koszulkę rzucając ją gdzieś w kąt. Szybko krzyknąłem, że ja otworze i ruszyłem w stronę drzwi.
"Oby była ładna"- pomyślałem i otworzyłem drzwi.
_________________________________________________________________________
I oto kolejny rozdział :P Obiecałam to macie.
Jeszcze więcej emocji, co nie? I mam jeszcze więcej pomysłów, więc oznajmiam, że "DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM"
KOMENTOWAĆ!!
Rozdział 13
MIESIĄC PÓŹNIEJ.
(oczami Amy)
Obudziłam się dosyć wcześnie, przeciągnęłam się i ostatni raz ziewnęłam, po czym wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Ostatnio mój brat coraz rzadziej próbuje mi dokuczyć i nie ściga się ze mną do łazienki. Co on robi w tym pokoju? Zawsze, gdy wychodziłam z pokoju on na przekór wchodził mi w drogę i zajmował łazienkę... a teraz? Co się stało? W ogóle dlaczego ja się tym tak przejmuję? To dla mnie dobrze, więc nie będę się w to zagłębiać. Wzięłam poranny prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem. Wszyłam z łazienki i zobaczyłam mojego młodszego brata, który ledwo stał na nogach i otwierał oczy.
-Przesuń się!-krzyknął zaspany i wypchnął mnie bardziej na korytarz, po czym wszedł do łazienki trzaskając drzwiami.
-Dziwak.-powiedziałam pod nosem.
Weszłam do pokoju i zaczęłam szperać po moich szafach. Ostatnio wiele się zmieniło, to znaczy ja się zmieniłam. Odkąd poznałam Alexa często ze sobą gadamy i spotykamy się. Nie przeszkadza mu to jak się ubieram czy zachowuje, ale mnie zaczęło to wkurzać i postanowiłam małymi kroczkami wydorośleć i zmienić coś w sobie. On jest bardzo kochany i mnie rozumie. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela.
Nagle mój telefon zaczął wibrować, podeszłam szybko do łóżka i złapałam za poduszkę, pod którą zawsze chowałam komórkę. O wilku mowa...
Od: Alex:D
Siemka, co tam? Wstałaś?
Automatycznie się uśmiechnęłam
Do: Alex:D
Wstałam i wzięłam prysznic, a teraz zamierzam iść coś zjeść, a ty?
Od: Alex:D
Leżę i myślę o.... TOBIE! :*
Chyba się zaczerwieniłam, ale dobrze, że tego nie widział
Do: Alex:D
Hahaha... dobra, dobra, spotkamy się w szkole.
Odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko, po czym zaczęłam się ubierać.
Wszystko miałam przygotowane, więc złapałam za torbę i zeszłam na dół. Moja kochana rodzinka już siedziała przy stole i zajadała się naleśnikami.
-Zostało coś dla mnie?-upomniałam się podchodząc do pustego talerza.
-Tak, musiałam schować, żeby te dwa potwory wszystkiego nie pożarły.-powiedziała mama i obydwie się zaśmiałyśmy.
-Kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi.-powiedział tata podnosząc palec do góry pokazując, że mówi coś mądrego.
Złapałam za naleśnika i wzięłam dużego gryza, potem następnego i kolejnego, aż wciągnęłam dwa całe naleśniki. Podziękowałam i odeszłam od stołu wycierając twarz w chusteczkę i pobiegłam do pokoju po swój telefon.
********************
(oczami Justina)
Byłem padnięty, wczorajszy wieczór był.... można powiedzieć, że bombą alkoholową. Późno poszedłem spać i nie miałem ochoty iść do tej zasranej szkoły.
Nagle poczułem, że ktoś wchodzi na moje łóżko. Zerwałem się na równe nogi i otworzyłem szeroko oczy.
-Co do ch....?-spojrzałem na małego chłopca siedzącego na moich kolach i wpatrującego się we mnie.-Jaxon? Co tutaj robisz?-spytałem zaspany
-Mama kazała mi cię obudzić.-powiedział, a ja przewróciłem oczami. Co tak kobieta znów ode mnie chce? Nie wystarczy jej, że pozwoliłem jej wrócić? To ja utrzymywałem ten dom, więc w sumie był mój.
-Choć tu do mnie.-zrobiłem to ze względu na dzieci. Kochałem moje młodsze rodzeństwo i gdyby nie oni nie wiem czy byłbym tak litościwy dla matki. Przytuliłem go mocno i ucałowałem w głowę.
-Justin?-spytał swoim piskliwym głosikiem
-Hym?
-Kochasz nas?-spytał i spojrzał mi w oczy
-Oczywiście, tęskniłem za wami.-odpowiedziałem i znów go przytuliłem-Idź teraz proszę do mamy i powiedz, że zaraz zejdę.
Uśmiechnął się i zrobił co każe. Przeciągnąłem się i wstałem z łóżka, powoli kierując się ku łazience.
Wziąłem poranny prysznic, co pozwoliło mojemu umysłowi wrócić do porządku. Po wczorajszym i innych wieczorach miałem strasznie zawaloną głowę. Imprezy, alkohol, panienki... i tak w kółko.
Wyszedłem z łazienki owijając ręcznik wokół tali i wszedłem do pokoju, wyciągając z szafy jeansy i białą podkoszulkę. Szybko się ubrałem i zarzuciłem jeszcze na siebie moją skórzaną kurtkę, po czym zszedłem na dół do kuchni.
-Cześć kochanie..-powiedziała uśmiechnięta mama, ja nie odpowiedziałem, za to usiadłem przy stole.-Justin...-zaczyna się znowu jej przemowa.-nie możesz się tak zachowywać. Musisz poprawić oceny, bo inaczej znów zostaniesz w tej klasie.-powiedziała na co cicho zachichotałem.
-Co cie to obchodzi? Jakoś przez ostatnie dwa lata w ogóle cię nie obchodziłem... Gdzie byłaś jak cię potrzebowałem?-zamurowało ją i opuściła głowę, a ja zacząłem jeść.
-Wiem... rozumiem, że jesteś zły, ale...
-Nie, właśnie nie rozumiesz...zostawiłaś mnie i nie odzywałaś się przez 2 lata, a ja jak głupi czekałem. Gdy miałem ochotę się poddać nagle się pojawiasz i starasz się naprawić moje życie? To ty je zepsułaś! Mogliśmy być normalną szczęśliwą rodziną, ale ty wolałaś tego... alfonsa ode mnie.-krzyknąłem i odszedłem od stołu. Złapałem za kluczyki i wyszedłem trzaskając drzwiami. Wsiadłem do samochodu i uderzyłem rękoma w kierownice, po czym odpaliłem samochód i wyjechałem na drogę
***************************
(oczami Amy)
Weszłam do szkoły i skierowałam się w stronę mojej szafki. Już z daleka widziałam, że stał koło niej Alex.
-Hej piękna.-powiedział przytulając mnie na przywitanie.
-Hej.-odwzajemniłam uścisk.
-Tęskniłem.-powiedział odsuwając się, tak bym mogła otworzyć szafkę.
-Ja też... od naszej ostatniej rozmowy minęło...-udałam, że myślę sprawdzając zegarek.- pół godziny.-dokończyłam
-Pół godziny prawdziwej męczarni.-pokazał, że się dusi.-To trwało jak wieczność.-dokończył
-Hahaha... wierze ci...-powiedziałam i ruszyłam w stronę sali od biologi.
-Panie przodem.-powiedział puszczając mnie pierwszą przez próg do sali.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się i usiadłam na swoim miejscu, na co on puścił mi oczko.
Zadzwonił dzwonek i do sali weszła nauczycielka. Sprawdziła obecność i zaczęła przejeżdżać palcem po dzienniku zastanawiając się kogo dzisiaj spytać.
-Aman...-przerwała, gdy gwałtownie drzwi do sali się otworzyły, a do sali wszedł Justin-Panie Bieber...-popatrzała na niego z uwagą.-Do odpowiedzi.-dokończyła, na co on machnął ręką i usiadł na końcu sali cwaniacko się do mnie uśmiechając. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na tablice przede mną, wciąż czując nachalny wzrok szatyna na sobie.
Pani nie pytała już więcej. Zaczęła prowadzić lekcje i tłumaczyć materiał, ale i tak nic nie rozumiałam, bo wciąż czułam wzrok Justina na sobie.
Gdy zadzwonił dzwonek odetchnęłam z ulgą. Złapałam za książki i szybko wyszłam z sali.
Nagle poczułam czyjąś rękę na sobie i automatycznie wzdrygnęłam, a po mojej skórze przeszedł dziwny dreszczyk.
*******************************************************************************
Dziś dodam jeszcze jeden, ale później, bo teraz idę się przewietrzyć. :D
KOMENTOWAĆ!!
(oczami Amy)
Obudziłam się dosyć wcześnie, przeciągnęłam się i ostatni raz ziewnęłam, po czym wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Ostatnio mój brat coraz rzadziej próbuje mi dokuczyć i nie ściga się ze mną do łazienki. Co on robi w tym pokoju? Zawsze, gdy wychodziłam z pokoju on na przekór wchodził mi w drogę i zajmował łazienkę... a teraz? Co się stało? W ogóle dlaczego ja się tym tak przejmuję? To dla mnie dobrze, więc nie będę się w to zagłębiać. Wzięłam poranny prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem. Wszyłam z łazienki i zobaczyłam mojego młodszego brata, który ledwo stał na nogach i otwierał oczy.
-Przesuń się!-krzyknął zaspany i wypchnął mnie bardziej na korytarz, po czym wszedł do łazienki trzaskając drzwiami.
-Dziwak.-powiedziałam pod nosem.
Weszłam do pokoju i zaczęłam szperać po moich szafach. Ostatnio wiele się zmieniło, to znaczy ja się zmieniłam. Odkąd poznałam Alexa często ze sobą gadamy i spotykamy się. Nie przeszkadza mu to jak się ubieram czy zachowuje, ale mnie zaczęło to wkurzać i postanowiłam małymi kroczkami wydorośleć i zmienić coś w sobie. On jest bardzo kochany i mnie rozumie. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela.
Nagle mój telefon zaczął wibrować, podeszłam szybko do łóżka i złapałam za poduszkę, pod którą zawsze chowałam komórkę. O wilku mowa...
Od: Alex:D
Siemka, co tam? Wstałaś?
Automatycznie się uśmiechnęłam
Do: Alex:D
Wstałam i wzięłam prysznic, a teraz zamierzam iść coś zjeść, a ty?
Od: Alex:D
Leżę i myślę o.... TOBIE! :*
Chyba się zaczerwieniłam, ale dobrze, że tego nie widział
Do: Alex:D
Hahaha... dobra, dobra, spotkamy się w szkole.
Odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko, po czym zaczęłam się ubierać.
Wszystko miałam przygotowane, więc złapałam za torbę i zeszłam na dół. Moja kochana rodzinka już siedziała przy stole i zajadała się naleśnikami.
-Zostało coś dla mnie?-upomniałam się podchodząc do pustego talerza.
-Tak, musiałam schować, żeby te dwa potwory wszystkiego nie pożarły.-powiedziała mama i obydwie się zaśmiałyśmy.
-Kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi.-powiedział tata podnosząc palec do góry pokazując, że mówi coś mądrego.
Złapałam za naleśnika i wzięłam dużego gryza, potem następnego i kolejnego, aż wciągnęłam dwa całe naleśniki. Podziękowałam i odeszłam od stołu wycierając twarz w chusteczkę i pobiegłam do pokoju po swój telefon.
********************
(oczami Justina)
Byłem padnięty, wczorajszy wieczór był.... można powiedzieć, że bombą alkoholową. Późno poszedłem spać i nie miałem ochoty iść do tej zasranej szkoły.
Nagle poczułem, że ktoś wchodzi na moje łóżko. Zerwałem się na równe nogi i otworzyłem szeroko oczy.
-Co do ch....?-spojrzałem na małego chłopca siedzącego na moich kolach i wpatrującego się we mnie.-Jaxon? Co tutaj robisz?-spytałem zaspany
-Mama kazała mi cię obudzić.-powiedział, a ja przewróciłem oczami. Co tak kobieta znów ode mnie chce? Nie wystarczy jej, że pozwoliłem jej wrócić? To ja utrzymywałem ten dom, więc w sumie był mój.
-Choć tu do mnie.-zrobiłem to ze względu na dzieci. Kochałem moje młodsze rodzeństwo i gdyby nie oni nie wiem czy byłbym tak litościwy dla matki. Przytuliłem go mocno i ucałowałem w głowę.
-Justin?-spytał swoim piskliwym głosikiem
-Hym?
-Kochasz nas?-spytał i spojrzał mi w oczy
-Oczywiście, tęskniłem za wami.-odpowiedziałem i znów go przytuliłem-Idź teraz proszę do mamy i powiedz, że zaraz zejdę.
Uśmiechnął się i zrobił co każe. Przeciągnąłem się i wstałem z łóżka, powoli kierując się ku łazience.
Wziąłem poranny prysznic, co pozwoliło mojemu umysłowi wrócić do porządku. Po wczorajszym i innych wieczorach miałem strasznie zawaloną głowę. Imprezy, alkohol, panienki... i tak w kółko.
Wyszedłem z łazienki owijając ręcznik wokół tali i wszedłem do pokoju, wyciągając z szafy jeansy i białą podkoszulkę. Szybko się ubrałem i zarzuciłem jeszcze na siebie moją skórzaną kurtkę, po czym zszedłem na dół do kuchni.
-Cześć kochanie..-powiedziała uśmiechnięta mama, ja nie odpowiedziałem, za to usiadłem przy stole.-Justin...-zaczyna się znowu jej przemowa.-nie możesz się tak zachowywać. Musisz poprawić oceny, bo inaczej znów zostaniesz w tej klasie.-powiedziała na co cicho zachichotałem.
-Co cie to obchodzi? Jakoś przez ostatnie dwa lata w ogóle cię nie obchodziłem... Gdzie byłaś jak cię potrzebowałem?-zamurowało ją i opuściła głowę, a ja zacząłem jeść.
-Wiem... rozumiem, że jesteś zły, ale...
-Nie, właśnie nie rozumiesz...zostawiłaś mnie i nie odzywałaś się przez 2 lata, a ja jak głupi czekałem. Gdy miałem ochotę się poddać nagle się pojawiasz i starasz się naprawić moje życie? To ty je zepsułaś! Mogliśmy być normalną szczęśliwą rodziną, ale ty wolałaś tego... alfonsa ode mnie.-krzyknąłem i odszedłem od stołu. Złapałem za kluczyki i wyszedłem trzaskając drzwiami. Wsiadłem do samochodu i uderzyłem rękoma w kierownice, po czym odpaliłem samochód i wyjechałem na drogę
***************************
(oczami Amy)
Weszłam do szkoły i skierowałam się w stronę mojej szafki. Już z daleka widziałam, że stał koło niej Alex.
-Hej piękna.-powiedział przytulając mnie na przywitanie.
-Hej.-odwzajemniłam uścisk.
-Tęskniłem.-powiedział odsuwając się, tak bym mogła otworzyć szafkę.
-Ja też... od naszej ostatniej rozmowy minęło...-udałam, że myślę sprawdzając zegarek.- pół godziny.-dokończyłam
-Pół godziny prawdziwej męczarni.-pokazał, że się dusi.-To trwało jak wieczność.-dokończył
-Hahaha... wierze ci...-powiedziałam i ruszyłam w stronę sali od biologi.
-Panie przodem.-powiedział puszczając mnie pierwszą przez próg do sali.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się i usiadłam na swoim miejscu, na co on puścił mi oczko.
Zadzwonił dzwonek i do sali weszła nauczycielka. Sprawdziła obecność i zaczęła przejeżdżać palcem po dzienniku zastanawiając się kogo dzisiaj spytać.
-Aman...-przerwała, gdy gwałtownie drzwi do sali się otworzyły, a do sali wszedł Justin-Panie Bieber...-popatrzała na niego z uwagą.-Do odpowiedzi.-dokończyła, na co on machnął ręką i usiadł na końcu sali cwaniacko się do mnie uśmiechając. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na tablice przede mną, wciąż czując nachalny wzrok szatyna na sobie.
Pani nie pytała już więcej. Zaczęła prowadzić lekcje i tłumaczyć materiał, ale i tak nic nie rozumiałam, bo wciąż czułam wzrok Justina na sobie.
Gdy zadzwonił dzwonek odetchnęłam z ulgą. Złapałam za książki i szybko wyszłam z sali.
Nagle poczułam czyjąś rękę na sobie i automatycznie wzdrygnęłam, a po mojej skórze przeszedł dziwny dreszczyk.
*******************************************************************************
Dziś dodam jeszcze jeden, ale później, bo teraz idę się przewietrzyć. :D
KOMENTOWAĆ!!
niedziela, 21 kwietnia 2013
Rozdział 12
Spojrzałem na niego zabójczym wzrokiem i tylko machnąłem ręką.
-A więc?-spytał, gdy odchodziłem
-Nie.-odpowiedziałem nie odwracając się i szedłem dalej przed siebie.
Nie mógłbym tego zrobić. Mimo iż jej nie lubię i pewnie każdej innej dziewczynie bym to zrobił. Ale jej.... jakoś nie mogłem... Może dlatego, że chciałem się od niej uwolnić, bo przez nią moje ciało i uczucia wariowały....nie wiem... po prostu nie mogłem. Ian zawsze lubił rywalizować, a dziewczyny to drugie jego ulubione słowo. Ja mimo iż czasem traktowałem dziewczyny jak szmaty to Amy nie mogłem tego zrobić. Ta dziewczyna była... dziwna... przyciągała, ale zaraz odpychała i nie zamierzałem się dalej w to wciągać.
***************************
(oczami Amandy)
Kolejne lekcje minęły spokojnie. Justin już nie wpatrywał się we mnie, a ja byłam spokojniejsza.
Mimo iż to był mój wybór, to brakowało mi tych jego zaczepek.
Ostatnia lekcja i do domu."Nareszcie"-pomyślałam. Nagle do sali wszedł chłopak, blondyn o niebieskich oczach, a za nim dyrektorka.
-Uwaga.-powiedziała i w tym momencie każdy spojrzał na kobietę.-Ten oto młodzieniec będzie chodził z wami do klasy, od jutra. Ma na imię Alex i przeprowadził się tu z Londynu.-powiedziała i pokazała na blondyna, który dziwnie mi się przyglądał.
Chłopak puścił mi oczko i wyszedł z sali za dyrektorką. Poczułam dziwne uczucie w brzuchu.
Co to miało znaczyć? Nie wiem skąd, ale wiem, że gdzieś go już widziałam.
Przez resztę lekcji nie mogłam przestać o nim myśleć. Te oczy, te włosy, ten uśmiech... wciąż przed oczami miałam jego twarz. Co się ze mną dzieje?
Z rozmyślań wytrącił mnie dzwonek, więc szybko się spakowałam i wyszłam z sali.
-Hej.-powiedział jakiś chłopak, ale się nie odwróciłam-Hej.-powtórzył, ale tym razem złapał mnie za ramię.
-Ja?-spytałam zdezorientowana, a on pokiwał głową.-ummm... hej-wydukałam
-Jestem Alex.-powiedział
-Amanda..-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę szafki.
-Będziemy razem w klasie..
-Wiem.-odpowiedziałam
-Nie pamiętasz mnie?-spytał, a ja pokiwałam zdziwiona przecząco głową- Na imprezie...
-Aaa....-przypomniałam sobie.-Pamiętam.-dodałam
-Cieszę się, że znów się spotkaliśmy.-powiedział uśmiechając cię do mnie.
-Ja też.-odparłam i wyciągnęłam potrzebne rzeczy z szafki.-Yyy... miło było cię poznać, ale muszę iść-dodałam i skierowałam się w stronę drzwi.
-Odprowadzić cię?-spytał podchodząc do mnie bliżej.
-Miałam jechać autobusem, ale....dobrze, mogę się przejść.-odpowiedziałam, a on się uśmiechnął pokazyjąc swoje bielutkie zęby.
Przez całą drogę rozmawialiśmy. Gdy nastawała cisza, on znajdywał temat, na który mogliśmy gadać przez kolejne 10 min. Doszliśmy pod mój dom i zrobiło się niezręcznie.
-Umm... tutaj mieszkam, więc...-przeciągnęłam sygnalizując, że muszę iść.
-Tak... ymm... to,... to do jutra..-dodał i odchodząc pomachał mi ręką.
************************
(oczami Justina)
Nowy koleś? Jakiś dziwny... Czy on puścił Amy oczko? Co to miało znaczyć? Chyba żaden facet jeszcze tak na nią nie spojrzał po raz pierwszy ją widząc. Może się już wcześniej znali? Nie wiem..., ale czemu mnie to obchodzi? Ona... nie wiem...
Po lekcjach wkurzony wleciałem do domu. Zdziwiło mnie to, że drzwi były otwarte. Rozejrzałem się po domu, a w kuchni zobaczyłem.....MAMĘ?
-Co ty tutaj robisz?-jeszcze bardziej pogorszył mi się humor.
-Ja.... my... wróciliśmy..-odpowiedziała przestraszona
-Czemu?-spytałem, ale wiedziałem jaka będzie odpowiedź.
-No cóż.... miałeś racje...-wydukała robiąc niewidzialne kółka na blacie.
-Wiedziałem...-wkurzony wbiegłem po schodach do swojego pokoju. Musiałem pomysleć
Wrócili? Tak jak gdyby nigdy nic? Zostawili mnie jakieś 2 lata temu i ani razu nie dzwonili. Rozumiem Jaxona i Jazmin, bo są mali, ale mama? Ona mogła zadzwonić. Spytać czy wszystko w porządku, czy sobie radzę, ale tego nie zrobiła, a teraz zjawia się i co...? Nie chciałem jej widzieć dzisiaj na oczy. Byłem zły, a gdybym spojrzał jej w oczy nie wytrzymałbym i nie wiem co bym zrobił.
To wszystko mnie przyłacza
********************************************************************************
KRÓTKI, ALE NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY...
KOMENTOWAĆ!!
-A więc?-spytał, gdy odchodziłem
-Nie.-odpowiedziałem nie odwracając się i szedłem dalej przed siebie.
Nie mógłbym tego zrobić. Mimo iż jej nie lubię i pewnie każdej innej dziewczynie bym to zrobił. Ale jej.... jakoś nie mogłem... Może dlatego, że chciałem się od niej uwolnić, bo przez nią moje ciało i uczucia wariowały....nie wiem... po prostu nie mogłem. Ian zawsze lubił rywalizować, a dziewczyny to drugie jego ulubione słowo. Ja mimo iż czasem traktowałem dziewczyny jak szmaty to Amy nie mogłem tego zrobić. Ta dziewczyna była... dziwna... przyciągała, ale zaraz odpychała i nie zamierzałem się dalej w to wciągać.
***************************
(oczami Amandy)
Kolejne lekcje minęły spokojnie. Justin już nie wpatrywał się we mnie, a ja byłam spokojniejsza.
Mimo iż to był mój wybór, to brakowało mi tych jego zaczepek.
Ostatnia lekcja i do domu."Nareszcie"-pomyślałam. Nagle do sali wszedł chłopak, blondyn o niebieskich oczach, a za nim dyrektorka.
-Uwaga.-powiedziała i w tym momencie każdy spojrzał na kobietę.-Ten oto młodzieniec będzie chodził z wami do klasy, od jutra. Ma na imię Alex i przeprowadził się tu z Londynu.-powiedziała i pokazała na blondyna, który dziwnie mi się przyglądał.
Chłopak puścił mi oczko i wyszedł z sali za dyrektorką. Poczułam dziwne uczucie w brzuchu.
Co to miało znaczyć? Nie wiem skąd, ale wiem, że gdzieś go już widziałam.
Przez resztę lekcji nie mogłam przestać o nim myśleć. Te oczy, te włosy, ten uśmiech... wciąż przed oczami miałam jego twarz. Co się ze mną dzieje?
Z rozmyślań wytrącił mnie dzwonek, więc szybko się spakowałam i wyszłam z sali.
-Hej.-powiedział jakiś chłopak, ale się nie odwróciłam-Hej.-powtórzył, ale tym razem złapał mnie za ramię.
-Ja?-spytałam zdezorientowana, a on pokiwał głową.-ummm... hej-wydukałam
-Jestem Alex.-powiedział
-Amanda..-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę szafki.
-Będziemy razem w klasie..
-Wiem.-odpowiedziałam
-Nie pamiętasz mnie?-spytał, a ja pokiwałam zdziwiona przecząco głową- Na imprezie...
-Aaa....-przypomniałam sobie.-Pamiętam.-dodałam
-Cieszę się, że znów się spotkaliśmy.-powiedział uśmiechając cię do mnie.
-Ja też.-odparłam i wyciągnęłam potrzebne rzeczy z szafki.-Yyy... miło było cię poznać, ale muszę iść-dodałam i skierowałam się w stronę drzwi.
-Odprowadzić cię?-spytał podchodząc do mnie bliżej.
-Miałam jechać autobusem, ale....dobrze, mogę się przejść.-odpowiedziałam, a on się uśmiechnął pokazyjąc swoje bielutkie zęby.
Przez całą drogę rozmawialiśmy. Gdy nastawała cisza, on znajdywał temat, na który mogliśmy gadać przez kolejne 10 min. Doszliśmy pod mój dom i zrobiło się niezręcznie.
-Umm... tutaj mieszkam, więc...-przeciągnęłam sygnalizując, że muszę iść.
-Tak... ymm... to,... to do jutra..-dodał i odchodząc pomachał mi ręką.
************************
(oczami Justina)
Nowy koleś? Jakiś dziwny... Czy on puścił Amy oczko? Co to miało znaczyć? Chyba żaden facet jeszcze tak na nią nie spojrzał po raz pierwszy ją widząc. Może się już wcześniej znali? Nie wiem..., ale czemu mnie to obchodzi? Ona... nie wiem...
Po lekcjach wkurzony wleciałem do domu. Zdziwiło mnie to, że drzwi były otwarte. Rozejrzałem się po domu, a w kuchni zobaczyłem.....MAMĘ?
-Co ty tutaj robisz?-jeszcze bardziej pogorszył mi się humor.
-Ja.... my... wróciliśmy..-odpowiedziała przestraszona
-Czemu?-spytałem, ale wiedziałem jaka będzie odpowiedź.
-No cóż.... miałeś racje...-wydukała robiąc niewidzialne kółka na blacie.
-Wiedziałem...-wkurzony wbiegłem po schodach do swojego pokoju. Musiałem pomysleć
Wrócili? Tak jak gdyby nigdy nic? Zostawili mnie jakieś 2 lata temu i ani razu nie dzwonili. Rozumiem Jaxona i Jazmin, bo są mali, ale mama? Ona mogła zadzwonić. Spytać czy wszystko w porządku, czy sobie radzę, ale tego nie zrobiła, a teraz zjawia się i co...? Nie chciałem jej widzieć dzisiaj na oczy. Byłem zły, a gdybym spojrzał jej w oczy nie wytrzymałbym i nie wiem co bym zrobił.
To wszystko mnie przyłacza
********************************************************************************
KRÓTKI, ALE NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY...
KOMENTOWAĆ!!
piątek, 19 kwietnia 2013
Rozdział 11
(oczami Amandy)
Patrzył mi prosto w oczy i nic nie mówił. Byłam zła, ale też zdezorientowana. Czego on ode mnie chciał? Przecież na rękę mu było, że nie chciałam się zmieniać. Przynajmniej nie musiał mnie niańczyć.
-Co robisz?-powtórzyłam wyrywając rękę z jego uścisku.
-Ja...umm...-przeczesał ręką włosy- Chciałem przeprosić.-powiedział nie patrząc mi w oczy.
-Za co?-spytałam w lekkim szoku.
-Za to, że cię zostawiłem pod drzwiami mojego domu. i ...umm... za wszystko...-powiedział spoglądając z pode łba w moje oczy.
-Wybaczam.-powiedziałam i wyszłam z sali.
Justin wyszedł zaraz za mną, chciał coś powiedzieć, ale ktoś go zatrzymał. Jakiś chyba jego kolega, bo gdy się odwróciłam gadali jakby się dobrze znali.
*******************
(oczami Justina)
Nie wiedziałem co powiedzieć, nie wiem nawet czemu ją zatrzymałem. Musiałem spojrzeć w jej duże, zielone oczy. Wciąż była, jest i będzie tą samą Amy co zawsze, ale ostatnio wciąż o niej myślę i interesuje mnie jej zdanie. Chce wiedzieć co myśli i czuje... Co się ze mną dzieje? Co ona ze mną robi? Muszę się od niej odsunąć.
Wyszedłem z sali zaraz za nią, chciałem coś powiedzieć, ale się powstrzymałem, a z rozmyślań wytrącił mnie Ian.
-Hej Bieber, co tam?-spytał kładąc rękę na moim ramieniu.
-Spoko.-odpowiedziałem szybko.
-Tak w ogóle, to nie spytałem cię co wczoraj robiłeś, miałeś wieczorem do nas wpaść, pamiętasz?-spytał patrząc na mnie z podniesionymi brwiami.
-Zapomniałem... najpierw była u mnie Amanda... potem...
-Czekaj, czekaj.... Amanda? Ta Amanda?-spytał pokazując na zgrabną dziewczynę w kraciastej spódnicy.
-Taaak.., ale była tylko na chwile, bo zaraz ją wyrzuciłem.-powiedziałem, próbując wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.-A potem przyszła Stella i wiesz...-przeciągnąłem, bo wiedziałem, że wie o co mi chodzi.
-Nie musisz tłumaczyć...-Zaśmiał się.-Wpadłem na genialny pomysł Bieber.-powiedział, a wtedy wiedziałem, że będzie to coś głupiego.
-Jaki?-spytałem mało zaciekawiony.
-Ta Amanda...-wiedziałem, że coś głupiego.-na imprezie była śliczna i to na serio..-jakbym nie wiedział, ale spojrzałem się na niego, aby kontynuował.-No wiec skoro ty tak przyciągasz te wszystkie laski do siebie, to może spróbuj ją zmienić, co?-spytał, a ja spojrzałem się na niego jak na idiotę.
-Po co?-spytałem zdziwiony
-Z nudów, a przy tym pewnie będziesz miał niezłą frajdę, ja przynajmniej też...
-Nie chce mi się z nią męczyć..., a po drugie ona nie chce zmian..
-To spraw by zechciała...
-A może ja nie chce?
-Boisz się, że nie dasz rady i tyle.-powiedział powoli odchodząc
-Jestem Justin Bieber i taka laska jak ona to dla mnie pestka...-powiedziałem przyciskając go do ściany
-Nigdy nie uda ci się jej zmienić, to jest kujonica Amy i zawsze nią będzie..., nie uda ci się jej nawet przelecieć.
-Nie chce jej dotykać, ona jest.... wkurzająca delikatnie mówiąc. Nie mam zamiaru się z nią widywać nawet.-powiedziałem i chciałem odejść, ale Ian mnie zatrzymał
-Na imprezie wyglądało to inaczej, a potem była u ciebie w domu, więc...-zaśmiał się-Założę się, że nie uda ci się jej zmienić.-powiedział
-Jeśli wygram co z tego będę miał?-spytałem poirytowany
-Co chcesz..., a jeśli ja wygram, będziesz musiał ubrać się w jej ciuchy i przebiec się po korytarzu...-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-A jeśli ja wygram.....-przeciągnąłem udając, że się zastanawiam.-będziesz musiał rozebrać się do naga i przebiec się po szkole.-powiedziałem, a jego uśmiech nagle znikł.
-ZGODA!-powiedział, ale ja nie wiedziałem czy to dobry pomysł. Miałem się z nią nie widywać, miałem odsunąć myśli od niej, a jeśli się zgodzę, będę musiał spędzać z nią coraz więcej czasu.-Cykasz się Justin?-spytał akcentując moje imię.
*********************************************************************************
Krótki, ale jestem padnięta....
Jak myślicie, zgodzi się? Czy dobrze robi Justin? A co na to Amy?
KOMENTOWAĆ !!!
JUTRO POSTARAM SIĘ DODAĆ NOWY
KOMENTOWAĆ !!!
JUTRO POSTARAM SIĘ DODAĆ NOWY
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 10
(oczami Amandy)
Obudziłam się i wstałam bez problemu, byłam wypoczęta i miałam dobry humor. Odsłoniłam rolety i widząc jaka jest ładna pogoda od razu się uśmiechnęłam. Przebiegłam ręką po moich włosach przeciągając się przy tym i podeszłam do szafy. Nie mogłam ubrać tych nowych ubrań, nie chciałam. Chyba jestem na to za słaba i nie mam ochoty się zmieniać. Wyciągnęłam worki z moimi starymi ciuchami i zaczęłam wertować. Znalazłam moją kraciastą spódnicę i bluzkę z krótkim rękawem. To były moje ulubione ciuchy i ubierałam je zawsze gdy miałam na prawdę dobry dzień. Szybko złapałam za rzeczy i poszłam do łazienki. Na szczęście Daniel jeszcze nie wyszedł z pokoju, więc mogłam spokojnie przejść korytarzem, bez żadnych wyścigów.
Wzięłam krótki prysznic i ubrałam się w przyszykowane ciuchy. Włosy związałam, ale tym razem w koka, bo zauważyłam, że nawet ładnie to wygląda.
Wyszłam z łazienki i zobaczyłam zaspanego braciszka. Przeszłam obok niego cicho się śmiejąc i zeszłam na dół. Rodzice chyba jeszcze spali, więc zrobiłam sobie szybko śniadanie i usiadłam do stołu.
-Dzień dobry kochanie.-powiedziała mama.
-Cześć mamuś. Jak się spało?-spytałam widząc jak pociera oczy
-Dobrze, ale się nie wyspałam.-powiedziała i ziewnęła
-Aha. Ja zaraz wychodzę, więc będziesz mogła znowu się położyć.-powiedziałam i wstałam od stołu.
Umyłam talerz i poszłam umyć zęby. Po sprawdzeniu się ostatni raz w lustrze zbiegłam na dół, złapałam za jabłko na drugie śniadanie i wyszłam z domu.
Miałam jeszcze sporo czasu do przyjazdu autobusu, więc postanowiłam iść pieszo. Ładna pogoda, a w autobusie i tak znowu by się ze mnie śmiali.
W końcu dotarłam do szkoły i poszłam do swojej szafki. Wyciągnęłam najpotrzebniejsze rzeczy i trzasnęłam metalowymi drzwiczkami, za którymi stał nie kto inny jak sam Justin.
-Co ty masz na sobie?-spytał oburzony.
-Ciuchy.-odpyskowałam
-Widzę, al co z tymi co sobie kupiłaś?-spytał zdziwiony
-Zmieniłam zdanie i nie chce się zmieniać. Wystarczy mi wrażeń.-powiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem idąc w kierunku sali.
*********************************
(oczami Justina)
Co w nią wstąpiło? Skąd ta nagła zmiana? Ale to chyba lepiej dla mnie. Przynajmniej mam ją z głowy i przestane o niej myśleć. Chociaż nadal patrząc na jej tyłek widziałem dziewczynę z imprezy. Co ja wygaduję? To przecież Amanda... Kujonica Amy... ona jest.... nią i to jest najgorsze.
-Komu tak się przyglądasz?-wyrywając mnie z moich myśli spytał Ian.-Na kujonice Amy? Zwariowałeś?-spytał widząc, w którym kierunku mój wzrok sięga.
-Nie ważne...-powiedziałem starając się wybrnąć z sytuacji.
-Podoba ci się?-spytał robiąc minę obrzydzenia
-Nie!-zaprzeczyłem-Przecież mnie znasz.-powiedziałem i złapałem go za ramię.
-Faktycznie, to o czym z nią gadałeś?-spytał zaciekawiony
-Ja? O niczym...-nie chciałem mu powiedzieć, bo to by mnie zrujnowało.
-Przecież widziałem.-powiedział podnosząc brwi.
-Aaa... wtedy...-udając, że sobie przypomniałem musiałem coś wymyślić-O projekcie, miała go zrobić, bo jestem z nią w grupie.
-Tak? To czemu słyszałem coś o ubiorze?-spytał przybliżając się do mnie i próbując coś ze mnie wyciągnąć-Jestem twoim kumplem, możesz mi powiedzieć.-dodał
-Ohh... no dobra..-przeczesałem moje włosy ręką.- Miałem z nią umowę, że ona pomoże w zadaniach, a ja ją zmienię na "lepszy model"-powiedziałem robiąc cudzysłów w powietrzu.
-I? Jak widać ciężko ci to idzie.-powiedział złośliwie
-Zmieniłem ją. Pamiętasz tą laskę, z którą tańczyłem na imprezie?-spytałem
-Noo... to była dupa.-powiedział na co spiorunowałem go wzrokiem
-To właśnie była ona.-pokazałem ręką na wchodzącą do sali Amandę.
-Ona? Kłamiesz!-powiedział zdziwiony
-Nie kłamię.
-To co się z nią stało?-spytał patrząc na nią z obrzydzeniem
-Odechciało jej się zmiany i nie chce się zmieniać.-powiedziałem głośno wzdychając
-Kurcze...
-No, ale to nadal kujonica Amy, co nie?-powiedziałem próbując rozluźnić atmosferę.
-Oczywiście.-uśmiechnął się i przybił mi piątkę.
Zadzwonił dzwonek na lekcję, więc pożegnałem się z kumplem i ruszyłem w stronę sali. Ona już tam siedziała. Znowu w kącie, zapatrzona w książkę, nie zwracająca uwagi na nic co wokół niej się dzieje.
****************************
(oczami Amandy)
Czułam jego wzrok na sobie, ale nie mogłam się spojrzeć. Jego brązowe oczy znów zahipnotyzowałyby mnie i nie mogłabym odwrócić wzroku. Czekałam tylko, aż lekcja się zacznie, by móc skupić się na czymś innym.
Po chwili weszła nauczycielka i odetchnęłam z ulgą.
Wszystko było dobrze, do czasu gdy miałam odpowiadać. Kolejny dzień, kolejne obraźliwe słowa. Chociaż weekend był w miarę w porządku. Ale wróciłam do rzeczywistości, więc musiałam tego słuchać.
Momentalnie spojrzałam na Justina i wszystkie informacje wyleciały mi z głowy. Uczyłam się, ale gdy na niego patrzałam nic nie wiedziałam. Jąkałam się, przez co wszyscy się śmiali. Nie mogłam tego znieść, więc bez słowa wróciłam do ławki i schowałam głowę w ręce kładąc się na ławce.
Reszta lekcji minęła spokojnie, ale ciągnęła się w nieskończoność. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli oprócz mnie i Justina. Czekałam, aż wstanie i sobie pójdzie, ale tego nie zrobił. Ruszyłam się i spakowałam rzeczy do torby. Wstałam, a gdy miałam już wychodzić z sali, szatyn złapał mnie za nadgarstek i wciągnął z powrotem do sali i zamknął drzwi
-Co ty robisz?-spytałam wściekła
Obudziłam się i wstałam bez problemu, byłam wypoczęta i miałam dobry humor. Odsłoniłam rolety i widząc jaka jest ładna pogoda od razu się uśmiechnęłam. Przebiegłam ręką po moich włosach przeciągając się przy tym i podeszłam do szafy. Nie mogłam ubrać tych nowych ubrań, nie chciałam. Chyba jestem na to za słaba i nie mam ochoty się zmieniać. Wyciągnęłam worki z moimi starymi ciuchami i zaczęłam wertować. Znalazłam moją kraciastą spódnicę i bluzkę z krótkim rękawem. To były moje ulubione ciuchy i ubierałam je zawsze gdy miałam na prawdę dobry dzień. Szybko złapałam za rzeczy i poszłam do łazienki. Na szczęście Daniel jeszcze nie wyszedł z pokoju, więc mogłam spokojnie przejść korytarzem, bez żadnych wyścigów.
Wzięłam krótki prysznic i ubrałam się w przyszykowane ciuchy. Włosy związałam, ale tym razem w koka, bo zauważyłam, że nawet ładnie to wygląda.
Wyszłam z łazienki i zobaczyłam zaspanego braciszka. Przeszłam obok niego cicho się śmiejąc i zeszłam na dół. Rodzice chyba jeszcze spali, więc zrobiłam sobie szybko śniadanie i usiadłam do stołu.
-Dzień dobry kochanie.-powiedziała mama.
-Cześć mamuś. Jak się spało?-spytałam widząc jak pociera oczy
-Dobrze, ale się nie wyspałam.-powiedziała i ziewnęła
-Aha. Ja zaraz wychodzę, więc będziesz mogła znowu się położyć.-powiedziałam i wstałam od stołu.
Umyłam talerz i poszłam umyć zęby. Po sprawdzeniu się ostatni raz w lustrze zbiegłam na dół, złapałam za jabłko na drugie śniadanie i wyszłam z domu.
Miałam jeszcze sporo czasu do przyjazdu autobusu, więc postanowiłam iść pieszo. Ładna pogoda, a w autobusie i tak znowu by się ze mnie śmiali.
W końcu dotarłam do szkoły i poszłam do swojej szafki. Wyciągnęłam najpotrzebniejsze rzeczy i trzasnęłam metalowymi drzwiczkami, za którymi stał nie kto inny jak sam Justin.
-Co ty masz na sobie?-spytał oburzony.
-Ciuchy.-odpyskowałam
-Widzę, al co z tymi co sobie kupiłaś?-spytał zdziwiony
-Zmieniłam zdanie i nie chce się zmieniać. Wystarczy mi wrażeń.-powiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem idąc w kierunku sali.
*********************************
(oczami Justina)
Co w nią wstąpiło? Skąd ta nagła zmiana? Ale to chyba lepiej dla mnie. Przynajmniej mam ją z głowy i przestane o niej myśleć. Chociaż nadal patrząc na jej tyłek widziałem dziewczynę z imprezy. Co ja wygaduję? To przecież Amanda... Kujonica Amy... ona jest.... nią i to jest najgorsze.
-Komu tak się przyglądasz?-wyrywając mnie z moich myśli spytał Ian.-Na kujonice Amy? Zwariowałeś?-spytał widząc, w którym kierunku mój wzrok sięga.
-Nie ważne...-powiedziałem starając się wybrnąć z sytuacji.
-Podoba ci się?-spytał robiąc minę obrzydzenia
-Nie!-zaprzeczyłem-Przecież mnie znasz.-powiedziałem i złapałem go za ramię.
-Faktycznie, to o czym z nią gadałeś?-spytał zaciekawiony
-Ja? O niczym...-nie chciałem mu powiedzieć, bo to by mnie zrujnowało.
-Przecież widziałem.-powiedział podnosząc brwi.
-Aaa... wtedy...-udając, że sobie przypomniałem musiałem coś wymyślić-O projekcie, miała go zrobić, bo jestem z nią w grupie.
-Tak? To czemu słyszałem coś o ubiorze?-spytał przybliżając się do mnie i próbując coś ze mnie wyciągnąć-Jestem twoim kumplem, możesz mi powiedzieć.-dodał
-Ohh... no dobra..-przeczesałem moje włosy ręką.- Miałem z nią umowę, że ona pomoże w zadaniach, a ja ją zmienię na "lepszy model"-powiedziałem robiąc cudzysłów w powietrzu.
-I? Jak widać ciężko ci to idzie.-powiedział złośliwie
-Zmieniłem ją. Pamiętasz tą laskę, z którą tańczyłem na imprezie?-spytałem
-Noo... to była dupa.-powiedział na co spiorunowałem go wzrokiem
-To właśnie była ona.-pokazałem ręką na wchodzącą do sali Amandę.
-Ona? Kłamiesz!-powiedział zdziwiony
-Nie kłamię.
-To co się z nią stało?-spytał patrząc na nią z obrzydzeniem
-Odechciało jej się zmiany i nie chce się zmieniać.-powiedziałem głośno wzdychając
-Kurcze...
-No, ale to nadal kujonica Amy, co nie?-powiedziałem próbując rozluźnić atmosferę.
-Oczywiście.-uśmiechnął się i przybił mi piątkę.
Zadzwonił dzwonek na lekcję, więc pożegnałem się z kumplem i ruszyłem w stronę sali. Ona już tam siedziała. Znowu w kącie, zapatrzona w książkę, nie zwracająca uwagi na nic co wokół niej się dzieje.
****************************
(oczami Amandy)
Czułam jego wzrok na sobie, ale nie mogłam się spojrzeć. Jego brązowe oczy znów zahipnotyzowałyby mnie i nie mogłabym odwrócić wzroku. Czekałam tylko, aż lekcja się zacznie, by móc skupić się na czymś innym.
Po chwili weszła nauczycielka i odetchnęłam z ulgą.
Wszystko było dobrze, do czasu gdy miałam odpowiadać. Kolejny dzień, kolejne obraźliwe słowa. Chociaż weekend był w miarę w porządku. Ale wróciłam do rzeczywistości, więc musiałam tego słuchać.
Momentalnie spojrzałam na Justina i wszystkie informacje wyleciały mi z głowy. Uczyłam się, ale gdy na niego patrzałam nic nie wiedziałam. Jąkałam się, przez co wszyscy się śmiali. Nie mogłam tego znieść, więc bez słowa wróciłam do ławki i schowałam głowę w ręce kładąc się na ławce.
Reszta lekcji minęła spokojnie, ale ciągnęła się w nieskończoność. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli oprócz mnie i Justina. Czekałam, aż wstanie i sobie pójdzie, ale tego nie zrobił. Ruszyłam się i spakowałam rzeczy do torby. Wstałam, a gdy miałam już wychodzić z sali, szatyn złapał mnie za nadgarstek i wciągnął z powrotem do sali i zamknął drzwi
-Co ty robisz?-spytałam wściekła
wtorek, 16 kwietnia 2013
Rozdział 9
Nic mi po takiej zmianie. Tylko ból głowy i nie przespana noc. Mam dość. Siedziałam na tych schodach jakąś godzinę, a on nawet nie wyszedł spytać się czy mi zimno. Robiło się chłodno, ale na szczęście miałam moją letnią jeansową kurtkę, którą zarzuciłam na ramiona. Wiedziałam, że skoro teraz nie wyszedł to nie wyjdzie wcale. Nie mogłam czekać w nieskończoność, bo musiałam wrócić jakoś do domu i przygotować się do zajęć. Wstałam i otrzepałam swoje ciuchy. Rozglądnęłam się w lewo, w prawo, ale nadal niczego znajomego nie widziałam. Mieszkam w tym mieście tyle lat, a tego miejsca w ogóle nie znam.
Z daleka zobaczyłam kobietę, postanowiłam do niej podbiec i spytać o drogę.
-Dzień dobry-powiedziałam próbując złapać oddech
-Dzień dobry, mogę w czymś pomóc?-spytała trochę przerażona.
-Wie pani w którą stronę na ulicę Wesley 24.?-spytałam patrząc z błaganiem w oczach, żeby wiedziała
-Tak, musisz iść cały czas prosto i przy sklepie pana Paula, skręć w prawo. Później będzie już prosta droga.
-Dziękuję pani bardzo.-powiedziałam i oddaliłam się od kobiety.
Szłam i szłam, a sklepu nie było widać. Byłam wykończona i zmarznięta. Wpatrywałam się w ziemię i głośno wzdychałam. Nagle usłyszałam pisk opon, a koło mnie zatrzymał się samochód.
-Wsiadaj.-krzyknął szatyn
-Nie dzięki.-powiedziałam wściekła na niego za to, że mnie tak potraktował
-No nie wygłupiaj się i wsiadaj.-otworzył mi drzwi, ale ja je zatrzasnęłam
-Nie! Daj mi spokój!-krzyknęłam i szłam przed siebie
Chwilę powoli za mną jechał trąbiąc, próbując mnie wkurzyć i sprowokować do tego, abym wsiadła
Byłam uparta i nie miałam ochoty na niego patrzeć. Po chwili Justin poddał się i odjechał. Ja z ledwo podniesioną głową szłam dalej, a moje oczy wypełniły się łzami. Byłam załamana.
Miałam już dosyć wszystkiego i wszystkich. Nagle ujrzałam sklep. Przez to że płakałam, nie zauważyłam, że to już nie daleko.
***************
-Już jestem.!-krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział.-Kurcze.-powiedziałam pod nosem widząc co miałam na sobie.
Byłam wciąż w ciuchach z imprezy i na szczęście w domu nikogo nie było, oprócz... mojego brata.
Jego cwany uśmieszek widziałam z końca korytarza. Jest taki mały, ale jest w nim diabeł. Potarł ręce i złośliwie się zaśmiał.
-Nawet o tym nie myśl!-powiedziałam machając palcem przed twarzą.
-Ale o czym siostrzyczko?-spytał udając, że nie wie o co chodzi.
-Ty wiesz o co chodzi. Nie mów nic rodzicom.-powiedziałam i podeszłam bliżej niego
-Bo co?-spytał, widząc, że coś za to dostanie.
-Boo...-przeciągnęłam szukając czegoś czym mogłabym go zastraszyć.
-Nic na mnie nie masz, kochana.-powiedział zadowolony z siebie.
-Proszę, nie mów rodzicom.-poddałam się i zaczęłam go błagać.
-Hymm...-udawał, że nad czymś myśli.-Będziesz odrabiać moje zadania domowe przez...2 miesiące-powiedział i poklepał mnie w ramię.
-2 tygodnie.
-Miesiąc
-Zgoda.-powiedziałam i podałam mu rękę.
Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Miałam dość, ale musiałam się ogarnąć i ruszyć do pracy. Wstałam i poszłam pod prysznic. Czując jak ciepła woda spływa po moim ciele zadrżałam. Po umyciu się, wyszłam i wytarłam włosy ręcznikiem. Ubrałam luźny dres i związałam włosy. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przeglądać zeszyty
***********
(Oczami Justina)
Wróciłem do siebie. Byłem wściekły. Jak ona mogła mnie tak potraktować? Co w nią wstąpiło? Ale może to też trochę moja wina, mogłem ją odwieźć i mieć spokój. Potraktowałem ją źle, ale miałem zły humor. Facet, z którym się spotkałem miał mi pomóc w sprzedaży domu, ale w ostatnim momencie się wymigał.
Przez niego pogorszyłem swoje stosunki z Amy. Czasem mnie wkurza, ale w niej coś jest... coś co przyciąga, jak narkotyk. Jutro ją przeproszę. To dla mnie bardzo ważne, bo przez nią nie mogę na niczym się skoncentrować. Wiem, że to głupio brzmi, ale tak jest. Co się ze mną dzieje? Co ona ze mną zrobiła? Przecież ona jest kujonem, a ja... ja jestem Justin Bieber i nie powinienem w ogóle się nią przejmować.
Spojrzałem na zegarek i poszedłem pod prysznic. W głowie wciąż miałem twarz Amy. Ta dziewczyna chyba nigdy nie da mi spokoju. Musiałem się wyluzować i oderwać od niej. Bo zwariuję.
Wyszedłem z łazienki owijając sobie ręcznik wokół bioder. Zszedłem po schodach i już miałem iść do kuchni, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. To była Stella. Moja "dziewczyna". Można tak powiedzieć, ale ja tego tak nie uznaję. To jest luźny związek i oboje o tym wiemy. Przyszła w odpowiednim momencie, bo musiałem pozbyć się zmartwień. Owinąłem się wokół jej tali i nachalnie ją pocałowałem.
Nie musieliśmy nic mówić, oboje wiedzieliśmy do czego i tak dojdzie, a gadanie to tylko przeszkoda.
Bez rozłączania naszych ust wniosłem ją na górę do mojego pokoju.
Cudownie całowała, chyba była w tym mistrzynią. Nigdy z dziewczynami nie spotykałem się więcej niż raz, ale z nią było inaczej za każdym razem, więc korzystałem ile mogłem.
Z daleka zobaczyłam kobietę, postanowiłam do niej podbiec i spytać o drogę.
-Dzień dobry-powiedziałam próbując złapać oddech
-Dzień dobry, mogę w czymś pomóc?-spytała trochę przerażona.
-Wie pani w którą stronę na ulicę Wesley 24.?-spytałam patrząc z błaganiem w oczach, żeby wiedziała
-Tak, musisz iść cały czas prosto i przy sklepie pana Paula, skręć w prawo. Później będzie już prosta droga.
-Dziękuję pani bardzo.-powiedziałam i oddaliłam się od kobiety.
Szłam i szłam, a sklepu nie było widać. Byłam wykończona i zmarznięta. Wpatrywałam się w ziemię i głośno wzdychałam. Nagle usłyszałam pisk opon, a koło mnie zatrzymał się samochód.
-Wsiadaj.-krzyknął szatyn
-Nie dzięki.-powiedziałam wściekła na niego za to, że mnie tak potraktował
-No nie wygłupiaj się i wsiadaj.-otworzył mi drzwi, ale ja je zatrzasnęłam
-Nie! Daj mi spokój!-krzyknęłam i szłam przed siebie
Chwilę powoli za mną jechał trąbiąc, próbując mnie wkurzyć i sprowokować do tego, abym wsiadła
Byłam uparta i nie miałam ochoty na niego patrzeć. Po chwili Justin poddał się i odjechał. Ja z ledwo podniesioną głową szłam dalej, a moje oczy wypełniły się łzami. Byłam załamana.
Miałam już dosyć wszystkiego i wszystkich. Nagle ujrzałam sklep. Przez to że płakałam, nie zauważyłam, że to już nie daleko.
***************
-Już jestem.!-krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział.-Kurcze.-powiedziałam pod nosem widząc co miałam na sobie.
Byłam wciąż w ciuchach z imprezy i na szczęście w domu nikogo nie było, oprócz... mojego brata.
Jego cwany uśmieszek widziałam z końca korytarza. Jest taki mały, ale jest w nim diabeł. Potarł ręce i złośliwie się zaśmiał.
-Nawet o tym nie myśl!-powiedziałam machając palcem przed twarzą.
-Ale o czym siostrzyczko?-spytał udając, że nie wie o co chodzi.
-Ty wiesz o co chodzi. Nie mów nic rodzicom.-powiedziałam i podeszłam bliżej niego
-Bo co?-spytał, widząc, że coś za to dostanie.
-Boo...-przeciągnęłam szukając czegoś czym mogłabym go zastraszyć.
-Nic na mnie nie masz, kochana.-powiedział zadowolony z siebie.
-Proszę, nie mów rodzicom.-poddałam się i zaczęłam go błagać.
-Hymm...-udawał, że nad czymś myśli.-Będziesz odrabiać moje zadania domowe przez...2 miesiące-powiedział i poklepał mnie w ramię.
-2 tygodnie.
-Miesiąc
-Zgoda.-powiedziałam i podałam mu rękę.
Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Miałam dość, ale musiałam się ogarnąć i ruszyć do pracy. Wstałam i poszłam pod prysznic. Czując jak ciepła woda spływa po moim ciele zadrżałam. Po umyciu się, wyszłam i wytarłam włosy ręcznikiem. Ubrałam luźny dres i związałam włosy. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przeglądać zeszyty
***********
(Oczami Justina)
Wróciłem do siebie. Byłem wściekły. Jak ona mogła mnie tak potraktować? Co w nią wstąpiło? Ale może to też trochę moja wina, mogłem ją odwieźć i mieć spokój. Potraktowałem ją źle, ale miałem zły humor. Facet, z którym się spotkałem miał mi pomóc w sprzedaży domu, ale w ostatnim momencie się wymigał.
Przez niego pogorszyłem swoje stosunki z Amy. Czasem mnie wkurza, ale w niej coś jest... coś co przyciąga, jak narkotyk. Jutro ją przeproszę. To dla mnie bardzo ważne, bo przez nią nie mogę na niczym się skoncentrować. Wiem, że to głupio brzmi, ale tak jest. Co się ze mną dzieje? Co ona ze mną zrobiła? Przecież ona jest kujonem, a ja... ja jestem Justin Bieber i nie powinienem w ogóle się nią przejmować.
Spojrzałem na zegarek i poszedłem pod prysznic. W głowie wciąż miałem twarz Amy. Ta dziewczyna chyba nigdy nie da mi spokoju. Musiałem się wyluzować i oderwać od niej. Bo zwariuję.
Wyszedłem z łazienki owijając sobie ręcznik wokół bioder. Zszedłem po schodach i już miałem iść do kuchni, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. To była Stella. Moja "dziewczyna". Można tak powiedzieć, ale ja tego tak nie uznaję. To jest luźny związek i oboje o tym wiemy. Przyszła w odpowiednim momencie, bo musiałem pozbyć się zmartwień. Owinąłem się wokół jej tali i nachalnie ją pocałowałem.
Nie musieliśmy nic mówić, oboje wiedzieliśmy do czego i tak dojdzie, a gadanie to tylko przeszkoda.
Bez rozłączania naszych ust wniosłem ją na górę do mojego pokoju.
Cudownie całowała, chyba była w tym mistrzynią. Nigdy z dziewczynami nie spotykałem się więcej niż raz, ale z nią było inaczej za każdym razem, więc korzystałem ile mogłem.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Rozdział 8
Obudziłam się w łóżku. Strasznie bolała mnie głowa i nie zauważyłam nawet, że to nie mój dom. Ale czyj?
Prawie nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru. Jak się tu dostałam? Jak wyszłam z imprezy? Czyj to dom? Czyje to łóżko? Te pytania wciąż chodziły mi po głowie. Byłam lekko przestraszona i chciałam stamtąd wyjść, ale drzwi były zamknięte. Usiadłam na łóżku i czekałam.
Nagle drzwi się otworzyły, a w progu ujrzałam cwaniacko uśmiechniętego, bez koszulki, Justina.
-Co ja tu robię?-spytałam bez wahania.
-Sama tu przyszłaś.-powiedział, a ja otworzyłam szeroko oczy.-Chciałem cię odwieźć do domu, ale nie chciałaś się ode mnie odczepić i powiedziałaś, że rodzice cię zabiją, więc nie miałem innego wyboru i przyniosłem cię tutaj.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.-Dosłownie cię przyniosłem, bo w samochodzie zasnęłaś jak aniołek.-usiadł koło mnie i kosmyk moich włosów schował za ucho.
-Aha...-nie wiedziałam co powiedzieć.-Przepraszam jeśli ci przeszkadzałam. Ja tylko wezmę swoje rzeczy i już wychodzę.-powiedziałam schodząc z łóżka.
-Nie przeszkadzałaś. Szczerze mówiąc to podobało mi się to jak spałaś.-zaczerwieniłam się i opuściłam głowę.-po za tym twój dom jest daleko stąd, więc trochę by ci to zajęło zanim byś doszła. Zawiozę cię, ale po śniadaniu.-gdy usłyszałam śniadanie mój brzuch się odezwał.
Justin nic nie powiedział, ale cicho zaśmiał się pod nosem. Wstał z łóżka i podał mi rękę.
Mam ją złapać? Gdzie on mnie znów zabierze? Ale powiedział śniadanie, więc warto zaryzykować.
Delikatnie wyciągnęłam rękę, a wzrok powędrował na jego dobrze wyrzeźbiony brzuch. Całkiem zapomniałam, że nie miał na sobie koszulki.
-Możesz zrobić zdjęcie jak chcesz.-powiedział, a ja spostrzegłam się, że gdy tak na niego patrzałam, on to widział. Znów się zaczerwieniłam i odwróciłam się tyłem.-Nie chowaj twarzy.-powiedział i odwrócił mnie do siebie przodem, tak, że widział moje różowiutkie policzki.-Słodko wyglądasz jak się tak czerwienisz.-powiedział i złapał mnie za rękę.
Zeszliśmy na dół i poszliśmy do kuchni. Usiadłam na wskazanym przez niego miejscu i bez słowa patrzałam, jak szykuje jedzenie. Zrobił jajecznice i kanapki z pomidorem, sałatą, ogórkiem, i szczypiorkiem.
Powoli położył talerze na stole i przysunął do mnie.
-A ty nie będziesz jadł?-spytałam zdziwiona.
-Nie, wolę przyglądać się tobie.-odpowiedział, a ja wzruszyłam ramionami i zaczęłam jeść.
-Proszę, nie patrz się tak, bo nie mogę jeść. Stresujesz mnie.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Dobra, mam coś do załatwienia, więc zaraz wracam, a ty spokojnie jedz.
-Dobrze.-odpowiedziałam i wzięłam gryza kanapki.
Justin wyszedł, a ja zostałam sama. Zjadłam śniadanie i strasznie mi się nudziło, więc rozejrzałam się po domu. Miał ogromny salon z plazmą, dwie łazienki, u góry i na dole. Kuchnia też była śliczna, u góry miał z 3 pokoje. Ale... po co mu tak duży dom? On mieszka sam? Gdzie jego rodzina? W domu nie znalazłam żadnych oznak, że ktoś oprócz niego tam jeszcze mieszka.
Nagle otworzyłam drzwi, do jakiegoś ciemno fioletowego pokoju. Pewnie to jego pokój, bo miał lekki bałagan, wielkie czarne łóżko, kolejną plazmę i kilka szaf. Rozejrzałam się wokoło i moim zdaniem jak na faceta to miał porządek.
Chwilę tam stałam, gdy nagle usłyszałam zamykające się za mną drzwi.
-Co tutaj robisz?-spytał lekko zły.
-Przepraszam.-odpowiedziałam i już miałam wychodzić, ale zagrodził mi swoim ciałek drogę.
-Nie powinnaś tutaj wchodzić.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-No przecież przeprosiłam. Mogę wyjść?-spytałam lekko podnosząc głos, ale w środku byłam przestraszona.
-Czas wrócić do domu.-powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Bez słowa zeszliśmy na dół, a on umocnił ucisk na moim nadgarstku. Zaczynała mnie boleć, więc mu to powiedziałam, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Otworzył mi drzwi i pokazał, że mam wyjść.
Byłam zdezorientowana. Powiedział jeszcze 2 godziny temu, że mnie odwiezie, a teraz mnie po prostu wyrzuca? Co się stało? Nie mogłam tego zrozumieć. Stanęłam naprzeciwko niego i skrzyżowałam ręce.
-Co się stało?-spytałam zmartwiona.-Co zrobiłam? Jeśli chodzi o to, że weszłam do twojego pokoju, to przepraszam, ale nie wiedziałam, że nie mogę.-zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwał złączając nasze usta.
Zaraz potem się odsunął, ale wciąż na jego twarzy nic nie mogłam wyczytać.
-Za dużo gadasz wiesz?-powiedział i się lekko uśmiechnął.
-Co to miało znaczyć?-spytałam zdezorientowana.
-Że dużo gadasz.-powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale nie chodzi mi o to.-powiedziałam wycierając usta.
-Aaa... pocałunek? Miałem ochotę zrobić to wcześniej, ale teraz była okazja, żebyś się zamknęła.-powiedział i wzruszył ramionami.
-Mówiłam ci coś. Była umowa.-powiedziałam
-I dotrzymuję obietnicy. Nie zakochałem się w tobie. Nie było mowy o całowaniu i dotykaniu.-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.-Jesteś seksowna i muszę mieć z tego jakąś korzyść.
-Aha..., a jeśli się nie zgodzę?-spytałam podnosząc jedną brew.
-Nie masz wyboru skarbie..-powiedział i popchnął mnie za drzwi.-Ja zawsze dostaje to czego chce.-powiedział i chciał zamknąć drzwi, ale mu przeszkodziłam.
-Odwieź mnie do domu.-powiedziałam
-A co jeśli nie?-spytał- Co za to dostanę?
-Mój piękny uśmiech.-odpowiedziałam
-Wole buziaka.-powiedział a ja otworzyłam buzię.
-Nie.-odpowiedziałam, a on zamknął drzwi.
Nawet nie wiedziałam gdzie jestem i jak wrócić do domu. Rozglądałam się, ale nic znajomego nie widziałam.Usiadłam na schodach przed domem i z grymasem patrzałam przed siebie.
Prawie nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru. Jak się tu dostałam? Jak wyszłam z imprezy? Czyj to dom? Czyje to łóżko? Te pytania wciąż chodziły mi po głowie. Byłam lekko przestraszona i chciałam stamtąd wyjść, ale drzwi były zamknięte. Usiadłam na łóżku i czekałam.
Nagle drzwi się otworzyły, a w progu ujrzałam cwaniacko uśmiechniętego, bez koszulki, Justina.
-Co ja tu robię?-spytałam bez wahania.
-Sama tu przyszłaś.-powiedział, a ja otworzyłam szeroko oczy.-Chciałem cię odwieźć do domu, ale nie chciałaś się ode mnie odczepić i powiedziałaś, że rodzice cię zabiją, więc nie miałem innego wyboru i przyniosłem cię tutaj.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.-Dosłownie cię przyniosłem, bo w samochodzie zasnęłaś jak aniołek.-usiadł koło mnie i kosmyk moich włosów schował za ucho.
-Aha...-nie wiedziałam co powiedzieć.-Przepraszam jeśli ci przeszkadzałam. Ja tylko wezmę swoje rzeczy i już wychodzę.-powiedziałam schodząc z łóżka.
-Nie przeszkadzałaś. Szczerze mówiąc to podobało mi się to jak spałaś.-zaczerwieniłam się i opuściłam głowę.-po za tym twój dom jest daleko stąd, więc trochę by ci to zajęło zanim byś doszła. Zawiozę cię, ale po śniadaniu.-gdy usłyszałam śniadanie mój brzuch się odezwał.
Justin nic nie powiedział, ale cicho zaśmiał się pod nosem. Wstał z łóżka i podał mi rękę.
Mam ją złapać? Gdzie on mnie znów zabierze? Ale powiedział śniadanie, więc warto zaryzykować.
Delikatnie wyciągnęłam rękę, a wzrok powędrował na jego dobrze wyrzeźbiony brzuch. Całkiem zapomniałam, że nie miał na sobie koszulki.
-Możesz zrobić zdjęcie jak chcesz.-powiedział, a ja spostrzegłam się, że gdy tak na niego patrzałam, on to widział. Znów się zaczerwieniłam i odwróciłam się tyłem.-Nie chowaj twarzy.-powiedział i odwrócił mnie do siebie przodem, tak, że widział moje różowiutkie policzki.-Słodko wyglądasz jak się tak czerwienisz.-powiedział i złapał mnie za rękę.
Zeszliśmy na dół i poszliśmy do kuchni. Usiadłam na wskazanym przez niego miejscu i bez słowa patrzałam, jak szykuje jedzenie. Zrobił jajecznice i kanapki z pomidorem, sałatą, ogórkiem, i szczypiorkiem.
Powoli położył talerze na stole i przysunął do mnie.
-A ty nie będziesz jadł?-spytałam zdziwiona.
-Nie, wolę przyglądać się tobie.-odpowiedział, a ja wzruszyłam ramionami i zaczęłam jeść.
-Proszę, nie patrz się tak, bo nie mogę jeść. Stresujesz mnie.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Dobra, mam coś do załatwienia, więc zaraz wracam, a ty spokojnie jedz.
-Dobrze.-odpowiedziałam i wzięłam gryza kanapki.
Justin wyszedł, a ja zostałam sama. Zjadłam śniadanie i strasznie mi się nudziło, więc rozejrzałam się po domu. Miał ogromny salon z plazmą, dwie łazienki, u góry i na dole. Kuchnia też była śliczna, u góry miał z 3 pokoje. Ale... po co mu tak duży dom? On mieszka sam? Gdzie jego rodzina? W domu nie znalazłam żadnych oznak, że ktoś oprócz niego tam jeszcze mieszka.
Nagle otworzyłam drzwi, do jakiegoś ciemno fioletowego pokoju. Pewnie to jego pokój, bo miał lekki bałagan, wielkie czarne łóżko, kolejną plazmę i kilka szaf. Rozejrzałam się wokoło i moim zdaniem jak na faceta to miał porządek.
Chwilę tam stałam, gdy nagle usłyszałam zamykające się za mną drzwi.
-Co tutaj robisz?-spytał lekko zły.
-Przepraszam.-odpowiedziałam i już miałam wychodzić, ale zagrodził mi swoim ciałek drogę.
-Nie powinnaś tutaj wchodzić.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-No przecież przeprosiłam. Mogę wyjść?-spytałam lekko podnosząc głos, ale w środku byłam przestraszona.
-Czas wrócić do domu.-powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Bez słowa zeszliśmy na dół, a on umocnił ucisk na moim nadgarstku. Zaczynała mnie boleć, więc mu to powiedziałam, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Otworzył mi drzwi i pokazał, że mam wyjść.
Byłam zdezorientowana. Powiedział jeszcze 2 godziny temu, że mnie odwiezie, a teraz mnie po prostu wyrzuca? Co się stało? Nie mogłam tego zrozumieć. Stanęłam naprzeciwko niego i skrzyżowałam ręce.
-Co się stało?-spytałam zmartwiona.-Co zrobiłam? Jeśli chodzi o to, że weszłam do twojego pokoju, to przepraszam, ale nie wiedziałam, że nie mogę.-zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwał złączając nasze usta.
Zaraz potem się odsunął, ale wciąż na jego twarzy nic nie mogłam wyczytać.
-Za dużo gadasz wiesz?-powiedział i się lekko uśmiechnął.
-Co to miało znaczyć?-spytałam zdezorientowana.
-Że dużo gadasz.-powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale nie chodzi mi o to.-powiedziałam wycierając usta.
-Aaa... pocałunek? Miałem ochotę zrobić to wcześniej, ale teraz była okazja, żebyś się zamknęła.-powiedział i wzruszył ramionami.
-Mówiłam ci coś. Była umowa.-powiedziałam
-I dotrzymuję obietnicy. Nie zakochałem się w tobie. Nie było mowy o całowaniu i dotykaniu.-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.-Jesteś seksowna i muszę mieć z tego jakąś korzyść.
-Aha..., a jeśli się nie zgodzę?-spytałam podnosząc jedną brew.
-Nie masz wyboru skarbie..-powiedział i popchnął mnie za drzwi.-Ja zawsze dostaje to czego chce.-powiedział i chciał zamknąć drzwi, ale mu przeszkodziłam.
-Odwieź mnie do domu.-powiedziałam
-A co jeśli nie?-spytał- Co za to dostanę?
-Mój piękny uśmiech.-odpowiedziałam
-Wole buziaka.-powiedział a ja otworzyłam buzię.
-Nie.-odpowiedziałam, a on zamknął drzwi.
Nawet nie wiedziałam gdzie jestem i jak wrócić do domu. Rozglądałam się, ale nic znajomego nie widziałam.Usiadłam na schodach przed domem i z grymasem patrzałam przed siebie.
sobota, 13 kwietnia 2013
Rozdział 7
Nagle ktoś złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie.
-Hej maleńka, zatańczymy?-wyszeptał jakiś podpity koleś mi do ucha.
-Nie, dzięki.-odpowiedziałam i go odepchnęłam.
Musiałam stamtąd jakoś wyjść, już nie obchodziło mnie gdzie jest Justin. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Przeciskałam się przez tłum, ale co chwila ktoś mnie zaczepiał. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok. To był Justin
-Uhh... gdzieś ty był? Szukałam cię.-powiedziałam ze złością i uderzyłam go w tors.
-Tęskniłaś?-spytał flirtującym głosem i zbliżył się do mojej szyi kładąc na niej pocałunek.
-Zostaw mnie! Chce wrócić do domu.-powiedziałam i do odepchnęłam
-Oj.. rozluźnij się trochę. To jest impreza i powinnaś się bawić.-powiedział i zaczął się rozglądać.-Masz.-zabrał jakiemuś kolesiowi kubek i dał mi do ręki.
-Co to?-spytałam czując od tego alkohol.
-A czy to ważne? Pij, to ci pomoże.-powiedział i podniósł brwi czekając aż się napiję.
-Ale to śmierdzi alkoholem.-zrobiłam minę jakbym miała zwymiotować.
-Pij, bo sam ci to wleje do buzi.-przewrócił oczami i zagroził.
-Dobra.-odpowiedziałam i wzięłam dużego łyka.
Justin się zaśmiał widząc jak się skrzywiłam. Czułam jakby moje gardło się paliło. Wypiłam do końca i odłożyłam kubek. Szatyn uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do pokoju, gdzie wszyscy tańczyli. Stanął za mną i zaczął tańczyć. Stałam nieruchomo nie wiedząc co zrobić.
-Rozluźnij się.-powiedział i podał mi kolejny kubek.
Po kilku wypitych drinkach rozluźniłam się i zaczęłam szaleć. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale nie mogłam się powstrzymać. Justin nie spuszczał ze mnie oczu. Tańcząc ocieraliśmy się o siebie i przytulaliśmy.
Kilku innych kolesi zaczęło nas obserwować i oblizywać usta wpatrując się w mój tyłek. Nie wiem co oni mienie do mojego tyłka. Czy ja nie mam twarzy? Justin widział, ze się stresuje i cwaniacko się uśmiechnął szepcząc mi do ucha.
- Nie stresuj się tak. Oni tylko patrzą.-puścił mi oczko i znów wyszeptał.-Nie dotkną puki ja tu jestem.-uśmiechnął się.
Trochę się uspokoiłam, ale kręciło mi się w głowie, więc usiadłam na pobliskiej kanapie. Szatyn w ogóle się nie przejął, złapał pierwszą lepszą dziewczynę i zaczął z nią tańczyć. To raczej można byłoby nazwać obmacywaniem niż tańcem. Skakali sobie do gardeł, nie zwracając uwagi na to czy ktoś patrzy. Chciało mi się rzygać i to dosłownie, więc wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia.
Wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza, rozejrzałam się wokoło i zobaczyłam ławkę. Jakoś doczłapałam się do niej i usiadłam opierając łokcie o kolana i chowając głowę w dłonie.
Przez chwilę siedziałam i próbowałam uspokoić myśli. Przez ten alkohol strasznie kręciło mi się w głowie i nie mogłam się skupić.
-Coś się stało?- usłyszałam cichy głos za sobą, więc się odwróciłam, by zobaczyć kto to.
-Nic mi nie jest.-odpowiedziałam próbując dojrzeć jego twarz.-Jestem tylko... lekko pijana.-odpowiedziałam łapiąc się za czoło.
-Jestem Alex, a ty?-spytał siadając obok mnie.
-Amanda, ale mówią mi Amy.-odpowiedziałam i zaczęłam się mu przyglądać
Był bardzo przystojny, miał blond włosy, lekko poczochrane i bardzo jasno niebieskie oczy, mogłabym powiedzieć, że były jak ocean. Miała na sobie szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy. Wyglądał bardzo seksownie.
-Czemu mi się tak przyglądasz?-spytał z lekkim uśmiechem.-Coś mam na twarzy?
-Nie, przepraszam.-odpowiedziałam speszona i odwróciłam wzrok.
-Nic się nie stało.-złapał moją brodę i przyciągnął moją twarz, tak że patrzeliśmy sobie prosto w oczy.-A tak w ogóle...-przerwał przegryzając dolną wargę.-Masz... piękne oczy.-dokończył, a ja poczułam jak moje policzki robią się gorące.
Zbliżył się jeszcze bardziej, że nasze nosy się prawie stykały. Spojrzał mi w oczy, a potem na usta i oblizał usta. Nie wiem czemu się nie odsunęłam. Prze te jego oczy byłam jak w hipnozie, nie mogłam się ruszyć.
-Amanda! Amy gdzie jesteś?-usłyszałam głos Justina i automatycznie się odsunęłam.
-Co się stało?-spytał Alex.
-W porządku, ale muszę już iść.-powiedziałam i szybko wstałam
-Czekaj!-złapał mnie za nadgarstek kiedy odchodziłam.-Spotkamy się jeszcze?-spytał z lekkim błaganiem w oczach.
-Bardzo chętnie, ale teraz muszę iść.-odpowiedziałam i odeszłam.
Odchodząc obejrzałam się ostatni raz, ale już go tam nie było. Trochę się zdziwiłam i zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie było. Nagle ktoś objął mnie w pasie i pocałował w szyję.
-Szukałem cię.-powiedział szatyn
-Źle się poczułam i musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza.-powiedziałam i powoli odwróciłam się do niego przodem.
-Już jest okej?-spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak, możemy wracać na imprezę-odpowiedziałam i poszłam w kierunku muzyki.
Justin szedł tuż za mną i tym razem nie spuszczał mnie z oka. Ja wypiłam jeszcze kilka drinków i....
-Hej maleńka, zatańczymy?-wyszeptał jakiś podpity koleś mi do ucha.
-Nie, dzięki.-odpowiedziałam i go odepchnęłam.
Musiałam stamtąd jakoś wyjść, już nie obchodziło mnie gdzie jest Justin. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Przeciskałam się przez tłum, ale co chwila ktoś mnie zaczepiał. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok. To był Justin
-Uhh... gdzieś ty był? Szukałam cię.-powiedziałam ze złością i uderzyłam go w tors.
-Tęskniłaś?-spytał flirtującym głosem i zbliżył się do mojej szyi kładąc na niej pocałunek.
-Zostaw mnie! Chce wrócić do domu.-powiedziałam i do odepchnęłam
-Oj.. rozluźnij się trochę. To jest impreza i powinnaś się bawić.-powiedział i zaczął się rozglądać.-Masz.-zabrał jakiemuś kolesiowi kubek i dał mi do ręki.
-Co to?-spytałam czując od tego alkohol.
-A czy to ważne? Pij, to ci pomoże.-powiedział i podniósł brwi czekając aż się napiję.
-Ale to śmierdzi alkoholem.-zrobiłam minę jakbym miała zwymiotować.
-Pij, bo sam ci to wleje do buzi.-przewrócił oczami i zagroził.
-Dobra.-odpowiedziałam i wzięłam dużego łyka.
Justin się zaśmiał widząc jak się skrzywiłam. Czułam jakby moje gardło się paliło. Wypiłam do końca i odłożyłam kubek. Szatyn uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do pokoju, gdzie wszyscy tańczyli. Stanął za mną i zaczął tańczyć. Stałam nieruchomo nie wiedząc co zrobić.
-Rozluźnij się.-powiedział i podał mi kolejny kubek.
Po kilku wypitych drinkach rozluźniłam się i zaczęłam szaleć. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale nie mogłam się powstrzymać. Justin nie spuszczał ze mnie oczu. Tańcząc ocieraliśmy się o siebie i przytulaliśmy.
Kilku innych kolesi zaczęło nas obserwować i oblizywać usta wpatrując się w mój tyłek. Nie wiem co oni mienie do mojego tyłka. Czy ja nie mam twarzy? Justin widział, ze się stresuje i cwaniacko się uśmiechnął szepcząc mi do ucha.
- Nie stresuj się tak. Oni tylko patrzą.-puścił mi oczko i znów wyszeptał.-Nie dotkną puki ja tu jestem.-uśmiechnął się.
Trochę się uspokoiłam, ale kręciło mi się w głowie, więc usiadłam na pobliskiej kanapie. Szatyn w ogóle się nie przejął, złapał pierwszą lepszą dziewczynę i zaczął z nią tańczyć. To raczej można byłoby nazwać obmacywaniem niż tańcem. Skakali sobie do gardeł, nie zwracając uwagi na to czy ktoś patrzy. Chciało mi się rzygać i to dosłownie, więc wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia.
Wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza, rozejrzałam się wokoło i zobaczyłam ławkę. Jakoś doczłapałam się do niej i usiadłam opierając łokcie o kolana i chowając głowę w dłonie.
Przez chwilę siedziałam i próbowałam uspokoić myśli. Przez ten alkohol strasznie kręciło mi się w głowie i nie mogłam się skupić.
-Coś się stało?- usłyszałam cichy głos za sobą, więc się odwróciłam, by zobaczyć kto to.
-Nic mi nie jest.-odpowiedziałam próbując dojrzeć jego twarz.-Jestem tylko... lekko pijana.-odpowiedziałam łapiąc się za czoło.
-Jestem Alex, a ty?-spytał siadając obok mnie.
-Amanda, ale mówią mi Amy.-odpowiedziałam i zaczęłam się mu przyglądać
Był bardzo przystojny, miał blond włosy, lekko poczochrane i bardzo jasno niebieskie oczy, mogłabym powiedzieć, że były jak ocean. Miała na sobie szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy. Wyglądał bardzo seksownie.
-Czemu mi się tak przyglądasz?-spytał z lekkim uśmiechem.-Coś mam na twarzy?
-Nie, przepraszam.-odpowiedziałam speszona i odwróciłam wzrok.
-Nic się nie stało.-złapał moją brodę i przyciągnął moją twarz, tak że patrzeliśmy sobie prosto w oczy.-A tak w ogóle...-przerwał przegryzając dolną wargę.-Masz... piękne oczy.-dokończył, a ja poczułam jak moje policzki robią się gorące.
Zbliżył się jeszcze bardziej, że nasze nosy się prawie stykały. Spojrzał mi w oczy, a potem na usta i oblizał usta. Nie wiem czemu się nie odsunęłam. Prze te jego oczy byłam jak w hipnozie, nie mogłam się ruszyć.
-Amanda! Amy gdzie jesteś?-usłyszałam głos Justina i automatycznie się odsunęłam.
-Co się stało?-spytał Alex.
-W porządku, ale muszę już iść.-powiedziałam i szybko wstałam
-Czekaj!-złapał mnie za nadgarstek kiedy odchodziłam.-Spotkamy się jeszcze?-spytał z lekkim błaganiem w oczach.
-Bardzo chętnie, ale teraz muszę iść.-odpowiedziałam i odeszłam.
Odchodząc obejrzałam się ostatni raz, ale już go tam nie było. Trochę się zdziwiłam i zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie było. Nagle ktoś objął mnie w pasie i pocałował w szyję.
-Szukałem cię.-powiedział szatyn
-Źle się poczułam i musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza.-powiedziałam i powoli odwróciłam się do niego przodem.
-Już jest okej?-spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak, możemy wracać na imprezę-odpowiedziałam i poszłam w kierunku muzyki.
Justin szedł tuż za mną i tym razem nie spuszczał mnie z oka. Ja wypiłam jeszcze kilka drinków i....
piątek, 12 kwietnia 2013
Rozdział 6
Lekko przestraszona podeszłam do okna. Zrobiłam wielkie oczy widząc Justina stojącego pod moim domem.
-Co ty tutaj robisz?-głośno wyszeptałam.
-Jak to co? Zmieniam cię!-wyszeptał tak głośno jak ja.-Dzisiaj jest impreza u jakiegoś kolesia.
-No i? Co ja mam z tym wspólnego?-spytałam zdezorientowana.
-No i idziemy. Jeśli chcesz się zmienić musisz wyjść do ludzi.-powiedział pewny siebie.
-Ale ja...-przerwałam nie wiedząc czy mogę kontynuować.-Ja nigdy...
-Nie byłaś nigdy na imprezie?-tym razem wykrzyknął z uśmiechem na twarzy.
-Zamknij się! Jeszcze cię ktoś usłyszy.-powiedziałam z lekką złością.
-Oj... ubieraj coś seksownego i idziemy.-przewróciłam oczami słysząc jego słowa.
-Dobra, zaraz zejdę.-powiedziałam i zamknęłam okno.
Nie wiedziałam co zrobić. Musiałam jakoś wyjść, ale nie mogłam się wymknąć, bo i tak w końcu wejdą do mojego pokoju. Wzięłam torbę i schowałam kilka ciuchów, które dzisiaj kupiłam. Na siebie ubrałam ciuchy, które Justin kazał mi wyrzucić. Wiedziałam, że kiedyś się przydadzą. To był ten moment, musiałam wmówić rodzicom, że idę się uczyć do koleżanki i zostanę u niej na noc. Była sobota, więc na pewno mi pozwolą. Musiałam tylko wyglądać mało podejrzanie, bo moja mama jest bardzo czujna.
Uczesałam włosy w kucyk, złapałam za torbę i zeszłam na dół. Mama z tatą siedzieli przed telewizorem i skakali po kanałach.
-Gdzie idziesz?-spytał tata nawet się nie odwracając.
-Ja? Do koleżanki na noc. Będziemy się uczyć do późna, więc zaprosiła mnie na noc. Mogę prawda?-spytałam błagającym głosem.
-Możesz...-powiedział tata po krótkiej ciszy.
-Dziękuję, kocham was.-powiedziałam podekscytowana i ucałowałam ich w policzek.
Wyszłam z domu i szybko podbiegłam do samochodu Justina.
-Co ty masz na sobie?-spytał patrząc na mnie z lekkim obrzydzeniem.
-Ciuchy.-odpyskowałam
-Chyba nie zamierzasz tak iść na imprezę.-powiedział po czym dodał.-ze mną.
-Tak właśnie zamierzałam. Myślałam, że spodoba ci się moja dupa nawet w tym wdzianku.-powiedziałam sarkastycznie.
-Nie pójdziesz tak na imprezę. -powiedział opierając się o samochód.
-Wiem przecież idioto. Ciuchy mam w torbie, przebiorę się w aucie. A musiałam to ubrać, żeby wyjść z domu.-powiedziałam próbując otworzyć drzwi, ale Justin oparł się o nie.
-Skąd u ciebie taki język? Nie pozwalaj sobie za dużo skarbie, bo pożałujesz.-powiedział przysuwając twarz do mojej tak, że czułam jego miętowy zapach z buzi.-A teraz wsadź ten twój seksowny tyłeczek do auta i jedziemy.
Nic nie powiedziałam, ale jak się odwrócił wytknęłam mu język. Wsiadłam do tyłu i trzasnęłam drzwiami. Chyba za mocno, bo gdy Justin wszedł do auta spojrzał się na mnie zabójczym wzrokiem.
Ja tylko podniosłam ręce i wyciągnęłam ciuchy z torby.
Chwyciłam za końcówkę swojej bluzki i chciałam ją ściągnąć, ale zauważyłam w lusterku cwaniacki uśmiech Justina.
-Nie patrz.-powiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Nie pokarzesz nic, czego wcześniej nie widziałem.-powiedział lekko chichocząc.-A po za tym to moje auto, więc mogę robić w nim co ze chce i z kim ze chce.-powiedział i znów skupił się na drodze.
Przewróciłam oczami i ściągnęłam bluzkę, a potem spódniczkę. Spojrzałam się na szatyna, a on oblizał usta i poprawił się na siedzeniu z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Akurat się przebrałam i byliśmy już na miejscu. Justin zaparkował trochę dalej i wysiadł z auta czekając na mnie.
-Seksownie wyglądasz w tych szortach- powiedział i klepnął mnie w dupę.-Ale rozpuść te chole*** włosy.-powiedział i znów ściągnął mi gumkę.
-Nie życzę sobie, żebyś mnie klepał po dupie. Na takie zachowanie trzeba zasłużyć, a ty jak na razie nie nadajesz się na kandydata.-powiedziałam i przeczesałam włosy palcami.
-Wiem, że to lubisz. A po drugie, to robię co mi się podoba, więc dla własnego dobra nie mów mi co mam robić, a czego nie robić, dobrze?-spytał, a ja tylko przewróciłam oczami.
Bez słowa szedł przed siebie nie zważając czy za nim idę. Byłam przestraszona, bo nikogo tu nie znałam, a widziałam, że niektórzy byli już nieźle wstawieni. Podbiegłam do Justina, ale trzymałam się na uboczu, by go nie zdenerwować.
Weszliśmy do domu przepełnionego napalonymi i spragnionymi alkoholu nastolatkami i zaczęliśmy się przeciskać przez tłum.
Nagle szatyn gdzieś znikł. Chodziłam po pokojach, ale nigdzie go nie było. Nagle ktoś złapał mnie w tali.
-Co ty tutaj robisz?-głośno wyszeptałam.
-Jak to co? Zmieniam cię!-wyszeptał tak głośno jak ja.-Dzisiaj jest impreza u jakiegoś kolesia.
-No i? Co ja mam z tym wspólnego?-spytałam zdezorientowana.
-No i idziemy. Jeśli chcesz się zmienić musisz wyjść do ludzi.-powiedział pewny siebie.
-Ale ja...-przerwałam nie wiedząc czy mogę kontynuować.-Ja nigdy...
-Nie byłaś nigdy na imprezie?-tym razem wykrzyknął z uśmiechem na twarzy.
-Zamknij się! Jeszcze cię ktoś usłyszy.-powiedziałam z lekką złością.
-Oj... ubieraj coś seksownego i idziemy.-przewróciłam oczami słysząc jego słowa.
-Dobra, zaraz zejdę.-powiedziałam i zamknęłam okno.
Nie wiedziałam co zrobić. Musiałam jakoś wyjść, ale nie mogłam się wymknąć, bo i tak w końcu wejdą do mojego pokoju. Wzięłam torbę i schowałam kilka ciuchów, które dzisiaj kupiłam. Na siebie ubrałam ciuchy, które Justin kazał mi wyrzucić. Wiedziałam, że kiedyś się przydadzą. To był ten moment, musiałam wmówić rodzicom, że idę się uczyć do koleżanki i zostanę u niej na noc. Była sobota, więc na pewno mi pozwolą. Musiałam tylko wyglądać mało podejrzanie, bo moja mama jest bardzo czujna.
Uczesałam włosy w kucyk, złapałam za torbę i zeszłam na dół. Mama z tatą siedzieli przed telewizorem i skakali po kanałach.
-Gdzie idziesz?-spytał tata nawet się nie odwracając.
-Ja? Do koleżanki na noc. Będziemy się uczyć do późna, więc zaprosiła mnie na noc. Mogę prawda?-spytałam błagającym głosem.
-Możesz...-powiedział tata po krótkiej ciszy.
-Dziękuję, kocham was.-powiedziałam podekscytowana i ucałowałam ich w policzek.
Wyszłam z domu i szybko podbiegłam do samochodu Justina.
-Co ty masz na sobie?-spytał patrząc na mnie z lekkim obrzydzeniem.
-Ciuchy.-odpyskowałam
-Chyba nie zamierzasz tak iść na imprezę.-powiedział po czym dodał.-ze mną.
-Tak właśnie zamierzałam. Myślałam, że spodoba ci się moja dupa nawet w tym wdzianku.-powiedziałam sarkastycznie.
-Nie pójdziesz tak na imprezę. -powiedział opierając się o samochód.
-Wiem przecież idioto. Ciuchy mam w torbie, przebiorę się w aucie. A musiałam to ubrać, żeby wyjść z domu.-powiedziałam próbując otworzyć drzwi, ale Justin oparł się o nie.
-Skąd u ciebie taki język? Nie pozwalaj sobie za dużo skarbie, bo pożałujesz.-powiedział przysuwając twarz do mojej tak, że czułam jego miętowy zapach z buzi.-A teraz wsadź ten twój seksowny tyłeczek do auta i jedziemy.
Nic nie powiedziałam, ale jak się odwrócił wytknęłam mu język. Wsiadłam do tyłu i trzasnęłam drzwiami. Chyba za mocno, bo gdy Justin wszedł do auta spojrzał się na mnie zabójczym wzrokiem.
Ja tylko podniosłam ręce i wyciągnęłam ciuchy z torby.
Chwyciłam za końcówkę swojej bluzki i chciałam ją ściągnąć, ale zauważyłam w lusterku cwaniacki uśmiech Justina.
-Nie patrz.-powiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Nie pokarzesz nic, czego wcześniej nie widziałem.-powiedział lekko chichocząc.-A po za tym to moje auto, więc mogę robić w nim co ze chce i z kim ze chce.-powiedział i znów skupił się na drodze.
Przewróciłam oczami i ściągnęłam bluzkę, a potem spódniczkę. Spojrzałam się na szatyna, a on oblizał usta i poprawił się na siedzeniu z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Akurat się przebrałam i byliśmy już na miejscu. Justin zaparkował trochę dalej i wysiadł z auta czekając na mnie.
-Seksownie wyglądasz w tych szortach- powiedział i klepnął mnie w dupę.-Ale rozpuść te chole*** włosy.-powiedział i znów ściągnął mi gumkę.
-Nie życzę sobie, żebyś mnie klepał po dupie. Na takie zachowanie trzeba zasłużyć, a ty jak na razie nie nadajesz się na kandydata.-powiedziałam i przeczesałam włosy palcami.
-Wiem, że to lubisz. A po drugie, to robię co mi się podoba, więc dla własnego dobra nie mów mi co mam robić, a czego nie robić, dobrze?-spytał, a ja tylko przewróciłam oczami.
Bez słowa szedł przed siebie nie zważając czy za nim idę. Byłam przestraszona, bo nikogo tu nie znałam, a widziałam, że niektórzy byli już nieźle wstawieni. Podbiegłam do Justina, ale trzymałam się na uboczu, by go nie zdenerwować.
Weszliśmy do domu przepełnionego napalonymi i spragnionymi alkoholu nastolatkami i zaczęliśmy się przeciskać przez tłum.
Nagle szatyn gdzieś znikł. Chodziłam po pokojach, ale nigdzie go nie było. Nagle ktoś złapał mnie w tali.
wtorek, 9 kwietnia 2013
Rozdział 5
Skończyłam swoją część projektu, a Justinowi dałam najłatwiejszą robotę, czyli tekst do nauczenia, by coś o nim powiedział.
Rozejrzałam się po pokoju i wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Ciuchy, maskotki, pościel, wszystko leżało na podłodze porozrzucane. Spojrzałam się na szatyna z szeroko otwartymi oczami.
-Co?-spytał zdziwiony
-Kto to teraz posprząta?-spytałam pokazując rękę na pokój.
-Nie wiem, ja tylko ci pomagam się zmienić.-powiedział i podniósł ręce.-Trzeba iść na zakupy.-powiedział.
-Po co?
-Bo teraz nie masz się w co ubrać. Wszystko co masz, a raczej miałaś musisz wyrzucić, bo nic się nie nadaje.
-Ale...-chciałam coś powiedzieć, ale chwilę zastanowiłam się nad tym i musiałam zaryzykować. W końcu chciałam się zmienić.-Dobra,-machnęłam ręką i podeszłam do szafki, w której trzymałam oszczędności.
-Będę czekał na dole.
Wzięłam z ziemi moje najlepsze ciuchy i poszłam się przebrać. Związałam włosy i zeszłam na dół.
-Daniel, wychodzę, zamknij drzwi i nikogo nie wpuszczaj.-krzyknęłam zamykając za sobą drzwi. -Wow...-otworzyłam buzię na widok samochodu Justina.
-Wsiadasz?-spytał trąbiąc
-Jasne.-odpowiedziałam i podeszłam do auta.
Usiadłam na skórzanym fotelu i zapięłam pasy. Nadal byłam w kompletnym szoku, więc siedziałam cicho rozglądając się po samochodzie. Justin spojrzał się na mnie i głupio uśmiechnął.
Ruszył i jechał coraz szybciej. Trochę panikowałam, bo nie jestem przyzwyczajona do tak szybkiej jazdy.
-Co?-spytał drażniąc się ze mną i co chwila puszczał kierownice.
-Przestań!-krzyknęłam coraz bardziej wciskając się w siedzenie.
-Boisz się?-spytał i zaczął kręcić kierownicą tak, że jechaliśmy slalomem.
-Nie.-odpowiedziałam, ale w głębi duszy umierałam z przerażenia.
-Okej.-powiedział i przyśpieszył.
-Dobra, dobra,... boje się! Proszę zwolni!-krzyknęłam, a on głośno się zaśmiał.
Zwolnił i po kilku minutach byliśmy w centrum handlowym. Wysiedliśmy z auta i spojrzałam się na Justina. Szatyn założył ciemne okulary i kaptur, od razu wiedziałam, że nie ma ochoty się ze mną pokazywać, więc przewróciłam oczami i wyprzedziłam go. Pewnym krokiem weszłam do pierwszego sklepu i zaczęłam się rozglądać. Wzięłam kilka rzeczy i weszłam do przebieralni. Justin usiadł na kanapie i czekał aż wyjdę się pokazać.
-I co ty na to?-spytałam wychodząc z przebieralni.
-Nie!-pokiwał głową z obrzydzeniem.- Nie po to wyrzuciłem wszystkie twoje ciuchy, żebyś teraz kupiła sobie takie same.
-Nie są takie same.-powiedziałam przyglądając się im na moim ciele.
-Serio?-spytał sarkastycznie.-Spódnica za kolana i bluzka pod samą szyję to nie to samo? Właź i czekaj, a ja ci coś przyniosę.- przewróciłam oczami i zrobiłam co kazał.
Chwile to trwało, więc ściągnęłam ciuchy, które mu się nie podobały i odwiesiłam je na wieszak. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim tyłku. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina przyglądającego się mi od góry do doły.
-Co ty...? Idź!-byłam w samej bieliźnie, więc się zaczerwieniłam i zaczęłam osłaniać się ciuchami.
-Dobrze wybrałem...-powiedział i wyszedł.
Nie rozumiałam o co mu chodziło, ale tylko przewróciłam oczami i ubrałam to co przyniósł mi Justin.
-To chyba jakiś żart.-powiedziałam do siebie.
Krótkie jeansowe spodenki i bluzka z dużym dekoltem. Co prawda miałam cycki, ale nie lubiłam nigdy ich pokazywać. Do tego czarne conversy i byłam gotowa.
-Nie wyjdę w tym.-krzyknęłam przeglądając się w lustrze.
-Ohh... no dawaj! Wyłaź, bo po ciebie pójdę. -od razu zdecydowałam się wyjść. Lekko otworzyłam drzwi od przebieralni i wyjrzałam czy nikogo w pobliżu nie ma.
-Wow..-szatyn otworzył oczy i oblizał usta. Zaczerwieniłam się i weszłam z powrotem.
-Wyglądam jak....
-Ślicznie, seksownie i pociągająco.- wszedł do środka i klepnął mnie w tyłek- Wszystko jest idealne, ale...-przerwał i ściągnął gumkę z moich włosów.-Tego już nie będziesz nosić.
-Ale...
-A teraz się przebież w resztę ciuchów i pokaż jak ślicznie wygląda w nich twój tyłek. Czekam na zewnątrz.
Zrobiłam tak jak kazał. Kupiliśmy kilka ciuchów, a potem szukaliśmy po innych sklepach. Nie mogłam uwierzyć co on wybierał. Nigdy w takich ciuchach nie chodziłam i trudno będzie mi się przyzwyczaić.
Łaziliśmy po sklepach chyba 3 godziny. Nie wiedziałam, że istnieje facet, który tyle wytrzyma na zakupach.
Chyba wszystko kupiliśmy, więc wróciliśmy do samochodu. Justin odwiózł mnie do domu i pomógł wnieść rzeczy. Miałam jeszcze godzinę do przyjazdu rodziców z pracy, więc szybko posprzątałam pokój i schowałam nowe ciuchy do szafy, a ze starymi nie mogłam się jeszcze pożegnać, więc wsadziłam je do worków i włożyłam na tył szafy.
Nagle do domu weszli rodzice. Od razu poczułam kurczaka z rożna, a byłam tak głodna, że zaraz zbiegłam na dół.
Mama dziwnie mi się przyglądała, bo wyglądałam jakbym nie jadła z tydzień. Po jedzeniu wróciłam do pokoju i spojrzałam na telefon. W tym samym czasie dostałam sms, jakbym wiedziała, że zaraz go dostanę. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam nieznany numer.: " Spójrz przez okno"
Rozejrzałam się po pokoju i wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Ciuchy, maskotki, pościel, wszystko leżało na podłodze porozrzucane. Spojrzałam się na szatyna z szeroko otwartymi oczami.
-Co?-spytał zdziwiony
-Kto to teraz posprząta?-spytałam pokazując rękę na pokój.
-Nie wiem, ja tylko ci pomagam się zmienić.-powiedział i podniósł ręce.-Trzeba iść na zakupy.-powiedział.
-Po co?
-Bo teraz nie masz się w co ubrać. Wszystko co masz, a raczej miałaś musisz wyrzucić, bo nic się nie nadaje.
-Ale...-chciałam coś powiedzieć, ale chwilę zastanowiłam się nad tym i musiałam zaryzykować. W końcu chciałam się zmienić.-Dobra,-machnęłam ręką i podeszłam do szafki, w której trzymałam oszczędności.
-Będę czekał na dole.
Wzięłam z ziemi moje najlepsze ciuchy i poszłam się przebrać. Związałam włosy i zeszłam na dół.
-Daniel, wychodzę, zamknij drzwi i nikogo nie wpuszczaj.-krzyknęłam zamykając za sobą drzwi. -Wow...-otworzyłam buzię na widok samochodu Justina.
-Wsiadasz?-spytał trąbiąc
-Jasne.-odpowiedziałam i podeszłam do auta.
Usiadłam na skórzanym fotelu i zapięłam pasy. Nadal byłam w kompletnym szoku, więc siedziałam cicho rozglądając się po samochodzie. Justin spojrzał się na mnie i głupio uśmiechnął.
Ruszył i jechał coraz szybciej. Trochę panikowałam, bo nie jestem przyzwyczajona do tak szybkiej jazdy.
-Co?-spytał drażniąc się ze mną i co chwila puszczał kierownice.
-Przestań!-krzyknęłam coraz bardziej wciskając się w siedzenie.
-Boisz się?-spytał i zaczął kręcić kierownicą tak, że jechaliśmy slalomem.
-Nie.-odpowiedziałam, ale w głębi duszy umierałam z przerażenia.
-Okej.-powiedział i przyśpieszył.
-Dobra, dobra,... boje się! Proszę zwolni!-krzyknęłam, a on głośno się zaśmiał.
Zwolnił i po kilku minutach byliśmy w centrum handlowym. Wysiedliśmy z auta i spojrzałam się na Justina. Szatyn założył ciemne okulary i kaptur, od razu wiedziałam, że nie ma ochoty się ze mną pokazywać, więc przewróciłam oczami i wyprzedziłam go. Pewnym krokiem weszłam do pierwszego sklepu i zaczęłam się rozglądać. Wzięłam kilka rzeczy i weszłam do przebieralni. Justin usiadł na kanapie i czekał aż wyjdę się pokazać.
-I co ty na to?-spytałam wychodząc z przebieralni.
-Nie!-pokiwał głową z obrzydzeniem.- Nie po to wyrzuciłem wszystkie twoje ciuchy, żebyś teraz kupiła sobie takie same.
-Nie są takie same.-powiedziałam przyglądając się im na moim ciele.
-Serio?-spytał sarkastycznie.-Spódnica za kolana i bluzka pod samą szyję to nie to samo? Właź i czekaj, a ja ci coś przyniosę.- przewróciłam oczami i zrobiłam co kazał.
Chwile to trwało, więc ściągnęłam ciuchy, które mu się nie podobały i odwiesiłam je na wieszak. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim tyłku. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina przyglądającego się mi od góry do doły.
-Co ty...? Idź!-byłam w samej bieliźnie, więc się zaczerwieniłam i zaczęłam osłaniać się ciuchami.
-Dobrze wybrałem...-powiedział i wyszedł.
Nie rozumiałam o co mu chodziło, ale tylko przewróciłam oczami i ubrałam to co przyniósł mi Justin.
-To chyba jakiś żart.-powiedziałam do siebie.
Krótkie jeansowe spodenki i bluzka z dużym dekoltem. Co prawda miałam cycki, ale nie lubiłam nigdy ich pokazywać. Do tego czarne conversy i byłam gotowa.
-Nie wyjdę w tym.-krzyknęłam przeglądając się w lustrze.
-Ohh... no dawaj! Wyłaź, bo po ciebie pójdę. -od razu zdecydowałam się wyjść. Lekko otworzyłam drzwi od przebieralni i wyjrzałam czy nikogo w pobliżu nie ma.
-Wow..-szatyn otworzył oczy i oblizał usta. Zaczerwieniłam się i weszłam z powrotem.
-Wyglądam jak....
-Ślicznie, seksownie i pociągająco.- wszedł do środka i klepnął mnie w tyłek- Wszystko jest idealne, ale...-przerwał i ściągnął gumkę z moich włosów.-Tego już nie będziesz nosić.
-Ale...
-A teraz się przebież w resztę ciuchów i pokaż jak ślicznie wygląda w nich twój tyłek. Czekam na zewnątrz.
Zrobiłam tak jak kazał. Kupiliśmy kilka ciuchów, a potem szukaliśmy po innych sklepach. Nie mogłam uwierzyć co on wybierał. Nigdy w takich ciuchach nie chodziłam i trudno będzie mi się przyzwyczaić.
Łaziliśmy po sklepach chyba 3 godziny. Nie wiedziałam, że istnieje facet, który tyle wytrzyma na zakupach.
Chyba wszystko kupiliśmy, więc wróciliśmy do samochodu. Justin odwiózł mnie do domu i pomógł wnieść rzeczy. Miałam jeszcze godzinę do przyjazdu rodziców z pracy, więc szybko posprzątałam pokój i schowałam nowe ciuchy do szafy, a ze starymi nie mogłam się jeszcze pożegnać, więc wsadziłam je do worków i włożyłam na tył szafy.
Nagle do domu weszli rodzice. Od razu poczułam kurczaka z rożna, a byłam tak głodna, że zaraz zbiegłam na dół.
Mama dziwnie mi się przyglądała, bo wyglądałam jakbym nie jadła z tydzień. Po jedzeniu wróciłam do pokoju i spojrzałam na telefon. W tym samym czasie dostałam sms, jakbym wiedziała, że zaraz go dostanę. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam nieznany numer.: " Spójrz przez okno"
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rozdział 4
Obudziłam i przetarłam oczy, by zobaczyć która godzina. Uwielbiałam w soboty długo spać, więc nie zdziwiłam się widząc, że jest godzina 13. Powoli, szurając nogami poszłam przemyć twarz i zeszłam na dół coś zjeść. Rodzice byli w pracy, a Daniel grał u siebie, więc musiałam jeść w samotności. Zrobiłam sobie płatki i wzięłam tylko dwie łyżki do buzi, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Podeszłam by zobaczyć kto to, otworzyłam drzwi i zrobiłam się czerwona. Justin stał z cwanym uśmieszkiem na twarzy i przyglądał się mojej piżamie. Byłam w krótkich szarych spodenkach i dużej czarnej koszulce z napisem "Sweet dream".
Szybko zakryłam się drzwiami i nie wiedziałam co zrobić.
-Co ty tu robisz?-spytałam po krótkiej ciszy nadal czerwona na twarzy.
-Projekt.-oznajmił, a ja złapałam się za głowę.
-Zapomniałam. Dobra, wchodź.-powiedziałam i machnęłam ręką, żeby wszedł.
-Śliczna piżamka.-powiedział śmiejąc się pod nosem i wszedł do środka.
Opuściłam głowę i ruszyłam w stronę schodów. Nagle poczułam czyjś wzrok na sobie, więc na ostatnim schodku się odwróciłam. Justin stał tuż za mną i wciąż nie odrywał wzroku od mojego tyłka.
-khkhhkhmm...-udając, że kaszlę skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, a on się ocknął.
-Co?-spytał oblizując usta.
-Nic.-opuściłam ręce.-Idź na górę i wejdź do mojego pokoju. Pierwsze drzwi na prawo.- i pokazałam palcem.-Tylko niczego nie ruszaj. Zaraz przyjdę.
Podniósł ręce i zrobił co kazałam. Po drodze złapał mnie za tyłek na co wzdrygnęłam do góry, a on się zaśmiał. Przewróciłam oczami i poszłam do łazienki. Związałam włosy w kucyk i przebrałam się w luźny dres. Weszłam do pokoju i zobaczyłam jak Justin zbliża się do mojego szkicownika.
-Nie!-krzyknęłam podbiegając do zeszytu i schowałam go do szafki.
-Czemu?-spytał zdziwiony i usiadł u mnie na łóżku.
-Bo..., bo nie.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Przestań to robić.-powiedział i rzucił mnie poduszką.
-Ał!-krzyknęłam łapiąc się za głowę.-Ale czego?
-Nie opuszczaj tak tej głowy.
-Czemu?-spytałam zdziwiona
-Bo tak.-powiedział i położył się na łóżku.
-Uhh... nie ważne.-powiedziałam i sięgnęłam po torbę z książkami.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy, on rozglądał się po pokoju, a ja szukałam informacji potrzebnych do zrobienia projektu. Nagle spojrzałam na łóżko, ale go już tam nie było. Rozejrzałam się, a on już stał koło mnie.
-Przestraszyłeś mnie.-powiedziałam
-Sory, ale nudzi mi się.
-To może mi pomożesz?-spytałam podnosząc brwi.
-Nie..., ale rozejrzę się po twoim pokoju.-powiedział i odsunął szufladę z bielizną.
Zrobiłam się czerwona i chciałam mu przeszkodzić, ale powstrzymał mnie ręką i szperał dalej.
-Wow...-powiedział wyciągając czerwone majtki z koronką.
-Co?-spytałam i chwyciłam za bieliznę.-Majtek nie widziałeś?
-Widziałem, ale po tobie spodziewałem się czegoś... innego-odpowiedział i złapał się za brodę.
-Czego? Babcinych majtek w groszki?
-Coś w tym guście.-odpowiedział i cwaniacko się uśmiechnął.
-Nie zaglądaj tu więcej. Mamy projekt do zrobienia, a słyszałam, że się śpieszysz.
-Hyymmm... może jednak zmieniłem zdanie.-powiedział i zbliżył się do mnie, oblizując usta.
-Co ty robisz?-spytałam lekko przestraszona.
-Możemy przedłużyć nasze spotkanie i porobić coś... innego.-powiedział uwodzicielskim głosem i zbliżył usta do mojej szyi, tak, że czułam jego nierówny oddech.
-Nie..-odpowiedziałam i odepchnęłam go szybko. Podeszłam do biurka i ściągnęłam gumkę z włosów, przeczesując je palcami.
-Dlaczego wciąż wiążesz je w kucyk?-spytał i usiadł na łóżku bawiąc się moimi misiami.
-Włosy?-spytałam, a on pokiwał głową.-Nie wiem.-odpowiedziałam i znów je splątałam.
Nagle poczułam, że ktoś ją rozplątuje i ściąga z włosów. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Justina.
-Tak lepiej.-powiedział i rzucił gumkę do tyłu, a ja przewróciłam oczami.
-Dlaczego tak się tym przejmujesz? Nie możesz po prostu mnie zostawić? Nie jestem ani ładna, ani fajna. Tylko mądra, co oznacza, że muszę robić za innych zadania.-odwróciłam się w stronę biurka i zaczęłam przerzucać kartki w zeszycie.
-Jesteś ładna, ale to ukrywasz. Myślisz, że siedziałbym gdybyś była tylko mądra? Kazałbym ci zrobić ten cholerny projekt, a potem wmówiłbym, że ci pomogłem.
-Uważasz, że jestem ładna?-spytałam z lekkim uśmiechem.
-Pewnie jesteś ładna, ale tego nie widać, bo się ciągle ukrywasz. - powiedział i rzucił się z powrotem na łóżko.- Ale tyłek masz śliczny.-dodał, a ja się zaczerwieniłam.
Zapadła cisza, ale nagle wpadłam na pomysł. Chciałam mu go powiedzieć, ale nie wiedziałam jak zareaguje. Spojrzałam się na niego, ale zaraz odwróciłam wzrok i spojrzałam na zadanie.
-Co?-spytał nagle
-Nic.-odpowiedziałam i udawałam, że interesuje się tym co pisze w zeszycie.
-Przecież widziałem, że coś chcesz mi powiedzieć, więc mów.- ostatnie słowo powiedział głośniej, więc postanowiłam mu powiedzieć.
-No bo... może pomógłbyś mi się zmienić.-powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam
-Ja? Ciebie?-spytał z wielkim zdziwieniem.
-Nic, nie ważne. To głupi pomysł.-powiedziałam i oparłam się o biurko, głośno wzdychając
-To będzie bardzo trudne, ale...
-Na prawdę?-spytałam podekscytowana.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo. W szkole nadal się nie znamy i nic do siebie nie mówimy. Zmiana trochę potrwa, bo patrząc na ciebie... nie ważne. Tak, więc nikt nie może się o tym dowiedzieć.
-Dobrze.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam
-Hymm...
-Co?-spytałam zdziwiona
-Ale muszę mieć coś w zamian.-powiedział mierząc mnie wzrokiem i oblizując usta
Nie wiem czemu wciąż to robił, ale zaczynał mnie wkurzać. Nienawidziłam tych jego odruchów. Bałam się co zaproponuje w zamian, więc szybko musiałam coś wymyślić.
-Ja pomogę ci w lekcjach, a ty mnie zmienisz. Zgoda?-spytałam
-Będziesz robić za mnie lekcje?Zgoda-powiedział ucieszony
-Nie, nie, nie pomogę ci się nauczyć i sam będziesz je robił.
Podrapał się po głowie myśląc nad moją propozycją. Zapadła chwila ciszy.
-Hymmm... zgoda, ale...- przerwał na chwilę, po czym znów kontynuował.- o tym też nikt nie może się dowiedzieć.
-Dobrze.- po czym wstałam z krzesła i podeszłam do szatyna.
Nie wiedziałam co mnie napadło, ale uwodzicielsko przysunęłam się do jego szyi i szepnęłam
-Tylko obiecaj...-przeszłam na drugie ucho- że się we mnie nie zakochasz.- po czym delikatnie pocałowałam go w policzek.
-Spokojnie skarbie, nie zakocham się w tobie.
-A więc obiecujesz?-spytałam z ciekawością
-Obiecuję.-odpowiedział
Odsunęłam się od niego i zaczęłam robić projekt. W tym czasie Justin przeglądał moje ciuchy i wciąż wybrzydzał. Nic mu się nie podobało, oprócz bielizny, ale tylko przewróciłam oczami.
Po 2 godzinnej pracy zrobiłam sobie przerwę. Wyciągnęłam mój szkicownik i zaczęłam rysować. Narysowałam śliczną dziewczynę, a za nią stał ciemno ubrany chłopak w kapturze. Nie wiedziałam kto to był, ale rysowałam dalej. Nagle poczułam czyjś dotyk na moim ramieniu. Szybko zamknęłam zeszyt i gwałtownie się odwróciłam.
-Co tam rysujesz?-spytał
-Nic, nie twoja sprawa.-odpowiedziałam, trochę za głośno.
-Pokarz.-rozkazał.
-Nie, nikomu go nie pokazuje, więc ty nie będziesz wyjątkiem.-powiedziałam, a on przewrócił oczami i wrócił do wertowania moich rzeczy.
-Co ty w ogóle robisz?-spytałam podchodząc do niego.
-Wyrzucam te.... tak jakby ciuchy.-powiedział delikatnie łapiąc za kraciastą spódnice.-Po co ty to w ogóle tu trzymasz?
-To moje ciuchy.
-A więc, trzeba je zmienić.
-Ale ja nie chce.
-A chcesz się zmienić?-spytał podnosząc brwi.Kiwnęłam głową, a on kontynuował- Więc, trzeba to wyrzucić.
Otworzyłam szeroko usta, a on cwaniacko się uśmiechnął i popychając moją brodę zamknął mi buzię.
Szybko zakryłam się drzwiami i nie wiedziałam co zrobić.
-Co ty tu robisz?-spytałam po krótkiej ciszy nadal czerwona na twarzy.
-Projekt.-oznajmił, a ja złapałam się za głowę.
-Zapomniałam. Dobra, wchodź.-powiedziałam i machnęłam ręką, żeby wszedł.
-Śliczna piżamka.-powiedział śmiejąc się pod nosem i wszedł do środka.
Opuściłam głowę i ruszyłam w stronę schodów. Nagle poczułam czyjś wzrok na sobie, więc na ostatnim schodku się odwróciłam. Justin stał tuż za mną i wciąż nie odrywał wzroku od mojego tyłka.
-khkhhkhmm...-udając, że kaszlę skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, a on się ocknął.
-Co?-spytał oblizując usta.
-Nic.-opuściłam ręce.-Idź na górę i wejdź do mojego pokoju. Pierwsze drzwi na prawo.- i pokazałam palcem.-Tylko niczego nie ruszaj. Zaraz przyjdę.
Podniósł ręce i zrobił co kazałam. Po drodze złapał mnie za tyłek na co wzdrygnęłam do góry, a on się zaśmiał. Przewróciłam oczami i poszłam do łazienki. Związałam włosy w kucyk i przebrałam się w luźny dres. Weszłam do pokoju i zobaczyłam jak Justin zbliża się do mojego szkicownika.
-Nie!-krzyknęłam podbiegając do zeszytu i schowałam go do szafki.
-Czemu?-spytał zdziwiony i usiadł u mnie na łóżku.
-Bo..., bo nie.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Przestań to robić.-powiedział i rzucił mnie poduszką.
-Ał!-krzyknęłam łapiąc się za głowę.-Ale czego?
-Nie opuszczaj tak tej głowy.
-Czemu?-spytałam zdziwiona
-Bo tak.-powiedział i położył się na łóżku.
-Uhh... nie ważne.-powiedziałam i sięgnęłam po torbę z książkami.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy, on rozglądał się po pokoju, a ja szukałam informacji potrzebnych do zrobienia projektu. Nagle spojrzałam na łóżko, ale go już tam nie było. Rozejrzałam się, a on już stał koło mnie.
-Przestraszyłeś mnie.-powiedziałam
-Sory, ale nudzi mi się.
-To może mi pomożesz?-spytałam podnosząc brwi.
-Nie..., ale rozejrzę się po twoim pokoju.-powiedział i odsunął szufladę z bielizną.
Zrobiłam się czerwona i chciałam mu przeszkodzić, ale powstrzymał mnie ręką i szperał dalej.
-Wow...-powiedział wyciągając czerwone majtki z koronką.
-Co?-spytałam i chwyciłam za bieliznę.-Majtek nie widziałeś?
-Widziałem, ale po tobie spodziewałem się czegoś... innego-odpowiedział i złapał się za brodę.
-Czego? Babcinych majtek w groszki?
-Coś w tym guście.-odpowiedział i cwaniacko się uśmiechnął.
-Nie zaglądaj tu więcej. Mamy projekt do zrobienia, a słyszałam, że się śpieszysz.
-Hyymmm... może jednak zmieniłem zdanie.-powiedział i zbliżył się do mnie, oblizując usta.
-Co ty robisz?-spytałam lekko przestraszona.
-Możemy przedłużyć nasze spotkanie i porobić coś... innego.-powiedział uwodzicielskim głosem i zbliżył usta do mojej szyi, tak, że czułam jego nierówny oddech.
-Nie..-odpowiedziałam i odepchnęłam go szybko. Podeszłam do biurka i ściągnęłam gumkę z włosów, przeczesując je palcami.
-Dlaczego wciąż wiążesz je w kucyk?-spytał i usiadł na łóżku bawiąc się moimi misiami.
-Włosy?-spytałam, a on pokiwał głową.-Nie wiem.-odpowiedziałam i znów je splątałam.
Nagle poczułam, że ktoś ją rozplątuje i ściąga z włosów. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Justina.
-Tak lepiej.-powiedział i rzucił gumkę do tyłu, a ja przewróciłam oczami.
-Dlaczego tak się tym przejmujesz? Nie możesz po prostu mnie zostawić? Nie jestem ani ładna, ani fajna. Tylko mądra, co oznacza, że muszę robić za innych zadania.-odwróciłam się w stronę biurka i zaczęłam przerzucać kartki w zeszycie.
-Jesteś ładna, ale to ukrywasz. Myślisz, że siedziałbym gdybyś była tylko mądra? Kazałbym ci zrobić ten cholerny projekt, a potem wmówiłbym, że ci pomogłem.
-Uważasz, że jestem ładna?-spytałam z lekkim uśmiechem.
-Pewnie jesteś ładna, ale tego nie widać, bo się ciągle ukrywasz. - powiedział i rzucił się z powrotem na łóżko.- Ale tyłek masz śliczny.-dodał, a ja się zaczerwieniłam.
Zapadła cisza, ale nagle wpadłam na pomysł. Chciałam mu go powiedzieć, ale nie wiedziałam jak zareaguje. Spojrzałam się na niego, ale zaraz odwróciłam wzrok i spojrzałam na zadanie.
-Co?-spytał nagle
-Nic.-odpowiedziałam i udawałam, że interesuje się tym co pisze w zeszycie.
-Przecież widziałem, że coś chcesz mi powiedzieć, więc mów.- ostatnie słowo powiedział głośniej, więc postanowiłam mu powiedzieć.
-No bo... może pomógłbyś mi się zmienić.-powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam
-Ja? Ciebie?-spytał z wielkim zdziwieniem.
-Nic, nie ważne. To głupi pomysł.-powiedziałam i oparłam się o biurko, głośno wzdychając
-To będzie bardzo trudne, ale...
-Na prawdę?-spytałam podekscytowana.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo. W szkole nadal się nie znamy i nic do siebie nie mówimy. Zmiana trochę potrwa, bo patrząc na ciebie... nie ważne. Tak, więc nikt nie może się o tym dowiedzieć.
-Dobrze.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam
-Hymm...
-Co?-spytałam zdziwiona
-Ale muszę mieć coś w zamian.-powiedział mierząc mnie wzrokiem i oblizując usta
Nie wiem czemu wciąż to robił, ale zaczynał mnie wkurzać. Nienawidziłam tych jego odruchów. Bałam się co zaproponuje w zamian, więc szybko musiałam coś wymyślić.
-Ja pomogę ci w lekcjach, a ty mnie zmienisz. Zgoda?-spytałam
-Będziesz robić za mnie lekcje?Zgoda-powiedział ucieszony
-Nie, nie, nie pomogę ci się nauczyć i sam będziesz je robił.
Podrapał się po głowie myśląc nad moją propozycją. Zapadła chwila ciszy.
-Hymmm... zgoda, ale...- przerwał na chwilę, po czym znów kontynuował.- o tym też nikt nie może się dowiedzieć.
-Dobrze.- po czym wstałam z krzesła i podeszłam do szatyna.
Nie wiedziałam co mnie napadło, ale uwodzicielsko przysunęłam się do jego szyi i szepnęłam
-Tylko obiecaj...-przeszłam na drugie ucho- że się we mnie nie zakochasz.- po czym delikatnie pocałowałam go w policzek.
-Spokojnie skarbie, nie zakocham się w tobie.
-A więc obiecujesz?-spytałam z ciekawością
-Obiecuję.-odpowiedział
Odsunęłam się od niego i zaczęłam robić projekt. W tym czasie Justin przeglądał moje ciuchy i wciąż wybrzydzał. Nic mu się nie podobało, oprócz bielizny, ale tylko przewróciłam oczami.
Po 2 godzinnej pracy zrobiłam sobie przerwę. Wyciągnęłam mój szkicownik i zaczęłam rysować. Narysowałam śliczną dziewczynę, a za nią stał ciemno ubrany chłopak w kapturze. Nie wiedziałam kto to był, ale rysowałam dalej. Nagle poczułam czyjś dotyk na moim ramieniu. Szybko zamknęłam zeszyt i gwałtownie się odwróciłam.
-Co tam rysujesz?-spytał
-Nic, nie twoja sprawa.-odpowiedziałam, trochę za głośno.
-Pokarz.-rozkazał.
-Nie, nikomu go nie pokazuje, więc ty nie będziesz wyjątkiem.-powiedziałam, a on przewrócił oczami i wrócił do wertowania moich rzeczy.
-Co ty w ogóle robisz?-spytałam podchodząc do niego.
-Wyrzucam te.... tak jakby ciuchy.-powiedział delikatnie łapiąc za kraciastą spódnice.-Po co ty to w ogóle tu trzymasz?
-To moje ciuchy.
-A więc, trzeba je zmienić.
-Ale ja nie chce.
-A chcesz się zmienić?-spytał podnosząc brwi.Kiwnęłam głową, a on kontynuował- Więc, trzeba to wyrzucić.
Otworzyłam szeroko usta, a on cwaniacko się uśmiechnął i popychając moją brodę zamknął mi buzię.
piątek, 5 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ 3.
(KILKA DNI PÓŹNIEJ)
Tym razem przechytrzyłam mojego złośliwego brata i pierwsza zajęłam łazienkę. Wyszykowałam się tak jak zawsze i zeszłam na dół. Mama już przyszykowała na śniadanie jajecznicę,więc szybko zjadłam i pobiegłam na górę po telefon. Miałam jedną wiadomość: "Będę w autobusie- Bella"
Nie wiem czemu ale od razu się uśmiechnęłam. Przez ten czas co była chora nie miałam z kim pogadać i strasznie mi się nudziło. Dziś wraca do szkoły, więc będzie inaczej.
Wyszłam z domu i poszłam na przystanek. Gdy weszłam do autobusu, jak zwykle rzucali we mnie papierkami i wyśmiewali się z mojego ubioru, czego nie rozumiem, bo nie wyglądał moim zdaniem aż tak źle. Przyzwyczaiłam się do tego, ale w środku nadal krzyczałam jak opętana. Miałam ochotę zatrzymać się i wygarnąć im co o nich myślę, ale się powstrzymałam. Usiadłam na swoim miejscu, obok Belli i wzięłam głęboki oddech. Moje oczy momentalnie wypełniły się łzami.
-Co się dzieje?-spytała zmartwiona Bella
-Nic, zaraz mi przejdzie.-powiedziałam ocierając oczy
-Nie przejmuj się nimi. -powiedziała i podała mi chusteczkę.
-Wiem, już się przyzwyczaiłam, ale chciałabym choć raz wejść niezauważona, tak by nikt nic nie mówił.
-To boli mimo wszystko, ale ja jestem z tobą.
Pokiwałam głową, a reszta drogi minęła nam bardzo szybko. Wysiadłam i odprowadziłam przyjaciółkę pod salę, po czym sama udałam się do swojej. Usiadłam w ławce, gdzie mnie przesadzono i wyciągnęłam książkę, by sobie powtórzyć. Tak się wczytałam, że nie zauważyłam kiedy wszyscy weszli do klasy. Nawet Justin się pojawił. Nie było go przez ostatnie dni, a gdy mnie zobaczył chyba miał ochotę wyjść i nie wracać. Poznałam to po jego minie, stanął obok ławki, wziął głęboki oddech i usiadł, ale z taką niechęcią, że postanowiłam nie zwracać na niego uwagi i się kawałek odsunęłam.
Słyszałam, że się zaśmiał, a ja, jak taka gaduła musiałam się odezwać
-Co cię tak bawi?-spytałam szeptem.
-Co?-spytał
-Nie nic, nie ważne.-odpowiedziałam chowając ręce pod ławkę i opuszczając głowę.
-Powtórz.-Zabrzmiało groźnie, więc powtórzyłam
-Spytałam co cię tak bawi?-ale nadal na niego nie patrzałam
-Ty.-odpowiedział
-Czemu? A dobra, nie ważne, nie odpowiadaj. Za dużo gadam, nie ważne.-zakłopotana zacisnęłam usta.
-Bawi mnie to jak się wszystkich boisz.
-Nie boję się ich, ale przez to jak mnie traktują to ich unikam. -podniosłam lekko głowę.
-Boisz się odezwać, nawet nic nie zrobiłem, a przestraszona odsunęłaś się.-powiedział nie odrywając wzroku od tablicy.
-Bo widziałam twoją reakcje gdy wszedłeś do sali i spojrzałeś na mnie. Wiedziałam, że nie masz ochoty tu ze mną siedzieć, więc ci to ułatwiłam i się odsunęłam
-Nie patrzyłem na ciebie, ale na tą ławkę. Nie chciało mi się dzisiaj przychodzić do szkoły, bo... mam zły humor, ale nie dla tego, że z tobą siedzę.-nagle poczułam ukucie w sercu, a moje oczy zabłyszczały.-Twoją obecność jakoś zniosę, nic nie mówisz, więc mnie nie wkur*****, ale nie powinnaś się mnie bać, bo nic ci nie zrobię. Mam gdzieś to kim jesteś.
Moja mina zbladła i odwróciłam wzrok. Zrobiło mi się przykro, że tak o mnie myśli. Do końca lekcji nic nie mówiłam. Przed dzwonkiem pani powiedziała, że mamy zrobić projekt z osobą w ławce, obowiązkowo. Załamałam się, bo wiedziałam, że i tak on mi nie pomoże, ale pewnie nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zrobię to zadanie za niego. Chciałam tylko się przekonać i znowu jak głupia zaczęłam gadać.
- To kiedy możemy się spotkać i zrobić ten projekt?-spytałam
-My? Spotkać się? -spojrzał się na mnie wzrokiem "Nigdy w życiu", ale do rozmowy wtrąciła się nauczycielka
-Amanda, mam nadzieję, że nie zrobisz tego projektu sama. Justin ma ci pomóc, a ja będę wiedzieć czy to zrobił, bo nie umiesz kłamać. Macie się spotkać i razem to zrobić, po czym razem to przedstawicie. Justin tez musi o tym projekcie coś wiedzieć i powiedzieć.
Opuściłam wzrok, a Justin się odezwał.
-No dobra....-podniosłam wzrok, a szatyn przewrócił oczami.-Przyjadę do ciebie jutro, chce mieć to z głowy.
Nauczycielka uśmiechnięta odeszła, a Justin podszedł do mnie bliżej i szepnął do ucha.
-Ale nikomu ani słowa, nie chce, żeby ktokolwiek o tym wiedział. To jest jedno spotkanie i nic więcej. Rozumiesz?
Przestraszona pokiwałam głową. Szatyn lekko się uśmiechnął i wyszedł, ja przez chwilę stałam i nie wiedziałam co się właśnie stało. Wyszłam z sali i w końcu do mnie dotarło. Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić, cały czas myślałam o słowach Justina i o tym co się stanie, jak go nie posłucham
Przyznaję, że trochę się przestraszyłam. Wróciłam do domu i weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i poszłam coś zjeść. Siedziałam zamyślona, aż w końcu mama mnie szturchnęła i się otrząsnęłam
-Co się dzieje, skarbie?-spytała mama
-Nic.
-Przecież widzę, że coś cię gryzie.- oparła lewą rękę na biodrze.
-Nic, ale... jutro przyjdzie tu "kolega" i będziemy robić projekt.-odpowiedziałam
-Aha. Kolega mówisz?-spojrzała się na mnie jakby coś podejrzewała
-Mamo! Przestań.
-No, dobra.-przewróciła oczami i wróciła do sprzątania.
Szybko zjadłam i weszłam do pokoju. Jak zwykle zaczęłam odrabiać lekcje, potem się uczyłam i tak mi codziennie mijają popołudnia.Kiedy inni wychodzą na imprezy i świetnie się bawią, ja jak jakaś oferma siedzie i się uczę. To jest do bani, ale takie już moje życie. Położyłam się na łóżku i nieświadomie zasnęłam.
Tym razem przechytrzyłam mojego złośliwego brata i pierwsza zajęłam łazienkę. Wyszykowałam się tak jak zawsze i zeszłam na dół. Mama już przyszykowała na śniadanie jajecznicę,więc szybko zjadłam i pobiegłam na górę po telefon. Miałam jedną wiadomość: "Będę w autobusie- Bella"
Nie wiem czemu ale od razu się uśmiechnęłam. Przez ten czas co była chora nie miałam z kim pogadać i strasznie mi się nudziło. Dziś wraca do szkoły, więc będzie inaczej.
Wyszłam z domu i poszłam na przystanek. Gdy weszłam do autobusu, jak zwykle rzucali we mnie papierkami i wyśmiewali się z mojego ubioru, czego nie rozumiem, bo nie wyglądał moim zdaniem aż tak źle. Przyzwyczaiłam się do tego, ale w środku nadal krzyczałam jak opętana. Miałam ochotę zatrzymać się i wygarnąć im co o nich myślę, ale się powstrzymałam. Usiadłam na swoim miejscu, obok Belli i wzięłam głęboki oddech. Moje oczy momentalnie wypełniły się łzami.
-Co się dzieje?-spytała zmartwiona Bella
-Nic, zaraz mi przejdzie.-powiedziałam ocierając oczy
-Nie przejmuj się nimi. -powiedziała i podała mi chusteczkę.
-Wiem, już się przyzwyczaiłam, ale chciałabym choć raz wejść niezauważona, tak by nikt nic nie mówił.
-To boli mimo wszystko, ale ja jestem z tobą.
Pokiwałam głową, a reszta drogi minęła nam bardzo szybko. Wysiadłam i odprowadziłam przyjaciółkę pod salę, po czym sama udałam się do swojej. Usiadłam w ławce, gdzie mnie przesadzono i wyciągnęłam książkę, by sobie powtórzyć. Tak się wczytałam, że nie zauważyłam kiedy wszyscy weszli do klasy. Nawet Justin się pojawił. Nie było go przez ostatnie dni, a gdy mnie zobaczył chyba miał ochotę wyjść i nie wracać. Poznałam to po jego minie, stanął obok ławki, wziął głęboki oddech i usiadł, ale z taką niechęcią, że postanowiłam nie zwracać na niego uwagi i się kawałek odsunęłam.
Słyszałam, że się zaśmiał, a ja, jak taka gaduła musiałam się odezwać
-Co cię tak bawi?-spytałam szeptem.
-Co?-spytał
-Nie nic, nie ważne.-odpowiedziałam chowając ręce pod ławkę i opuszczając głowę.
-Powtórz.-Zabrzmiało groźnie, więc powtórzyłam
-Spytałam co cię tak bawi?-ale nadal na niego nie patrzałam
-Ty.-odpowiedział
-Czemu? A dobra, nie ważne, nie odpowiadaj. Za dużo gadam, nie ważne.-zakłopotana zacisnęłam usta.
-Bawi mnie to jak się wszystkich boisz.
-Nie boję się ich, ale przez to jak mnie traktują to ich unikam. -podniosłam lekko głowę.
-Boisz się odezwać, nawet nic nie zrobiłem, a przestraszona odsunęłaś się.-powiedział nie odrywając wzroku od tablicy.
-Bo widziałam twoją reakcje gdy wszedłeś do sali i spojrzałeś na mnie. Wiedziałam, że nie masz ochoty tu ze mną siedzieć, więc ci to ułatwiłam i się odsunęłam
-Nie patrzyłem na ciebie, ale na tą ławkę. Nie chciało mi się dzisiaj przychodzić do szkoły, bo... mam zły humor, ale nie dla tego, że z tobą siedzę.-nagle poczułam ukucie w sercu, a moje oczy zabłyszczały.-Twoją obecność jakoś zniosę, nic nie mówisz, więc mnie nie wkur*****, ale nie powinnaś się mnie bać, bo nic ci nie zrobię. Mam gdzieś to kim jesteś.
Moja mina zbladła i odwróciłam wzrok. Zrobiło mi się przykro, że tak o mnie myśli. Do końca lekcji nic nie mówiłam. Przed dzwonkiem pani powiedziała, że mamy zrobić projekt z osobą w ławce, obowiązkowo. Załamałam się, bo wiedziałam, że i tak on mi nie pomoże, ale pewnie nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zrobię to zadanie za niego. Chciałam tylko się przekonać i znowu jak głupia zaczęłam gadać.
- To kiedy możemy się spotkać i zrobić ten projekt?-spytałam
-My? Spotkać się? -spojrzał się na mnie wzrokiem "Nigdy w życiu", ale do rozmowy wtrąciła się nauczycielka
-Amanda, mam nadzieję, że nie zrobisz tego projektu sama. Justin ma ci pomóc, a ja będę wiedzieć czy to zrobił, bo nie umiesz kłamać. Macie się spotkać i razem to zrobić, po czym razem to przedstawicie. Justin tez musi o tym projekcie coś wiedzieć i powiedzieć.
Opuściłam wzrok, a Justin się odezwał.
-No dobra....-podniosłam wzrok, a szatyn przewrócił oczami.-Przyjadę do ciebie jutro, chce mieć to z głowy.
Nauczycielka uśmiechnięta odeszła, a Justin podszedł do mnie bliżej i szepnął do ucha.
-Ale nikomu ani słowa, nie chce, żeby ktokolwiek o tym wiedział. To jest jedno spotkanie i nic więcej. Rozumiesz?
Przestraszona pokiwałam głową. Szatyn lekko się uśmiechnął i wyszedł, ja przez chwilę stałam i nie wiedziałam co się właśnie stało. Wyszłam z sali i w końcu do mnie dotarło. Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić, cały czas myślałam o słowach Justina i o tym co się stanie, jak go nie posłucham
Przyznaję, że trochę się przestraszyłam. Wróciłam do domu i weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i poszłam coś zjeść. Siedziałam zamyślona, aż w końcu mama mnie szturchnęła i się otrząsnęłam
-Co się dzieje, skarbie?-spytała mama
-Nic.
-Przecież widzę, że coś cię gryzie.- oparła lewą rękę na biodrze.
-Nic, ale... jutro przyjdzie tu "kolega" i będziemy robić projekt.-odpowiedziałam
-Aha. Kolega mówisz?-spojrzała się na mnie jakby coś podejrzewała
-Mamo! Przestań.
-No, dobra.-przewróciła oczami i wróciła do sprzątania.
Szybko zjadłam i weszłam do pokoju. Jak zwykle zaczęłam odrabiać lekcje, potem się uczyłam i tak mi codziennie mijają popołudnia.Kiedy inni wychodzą na imprezy i świetnie się bawią, ja jak jakaś oferma siedzie i się uczę. To jest do bani, ale takie już moje życie. Położyłam się na łóżku i nieświadomie zasnęłam.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział 2
(piiiiiiiippp,piiiiiiiiip,piiiiip)
Wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy.
Podeszłam do szafy i zaczęłam wertować i szukać jakiś ciuchów. Złapałam za kraciastą spódniczkę, białą bluzkę i czarne balerinki. Otworzyłam drzwi na korytarz, a gdy chciałam już podchodzić do łazienki, mój młodszy brat zatrzasnął drzwi i zaczął się złowieszczo śmiać.
-Daniel!-krzyknęłam- Otwieraj!
-Nie!-odpowiedział
Wróciłam do pokoju i tam się przebrałam. Spakowałam książki, przeczesałam włosy w kucyk i wyszłam.
Daniel jeszcze nie wyszedł, więc poszłam na dół coś zjeść
-Mamo! Daniel zajął mi łazienkę.-krzyknęłam oburzona
-Amy, trzeba wcześniej wstawać. Wiesz, że mamy jedną łazienkę i musimy się dzielić.-powiedziała mama
-Uhh..., ale on... i...nie ważne...-powiedziałam przewracając oczami.
Zjadłam kanapkę i wypiłam herbatę. Nagle zszedł mój brat, miałam ochotę go zabić, ale moja mama spojrzała się na mnie wzrokiem typu"nawet nie próbuj", więc tylko wstałam i poszłam do łazienki.
Tylko się podmyłam i umyłam zęby, po czym zeszłam na dół. Złapałam za torbę, pożegnałam się z mamą i poszłam na przystanek. W ostatnim momencie weszłam i zajęłam swoje miejsce.
(bwww,bwww)
Dostałam sms, od Belli: "Zachorowałam, nie będzie mnie w szkole". Odpisałam jej, że życzę powrotu do zdrowia i schowałam telefon do torby. Droga minęła bardzo szybko, wyszłam z autobusu i ruszyłam w stronę szkoły. Spojrzałam na plan zajęć wiszący na ścianie przy wejściu i poszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce, ale tym razem w klasie nie byłam jako pierwsza. W kącie pod oknem siedział Justin. Zdziwiłam się, że jest przed czasem, bo zawsze był spóźniony. Nie ruszał się, nawet nie mrugał, był wpatrzony w jeden punkt i nic nie robił. Wyciągnęłam szkicownik i nie wiem czemu, ale zaczęłam go rysować. Ta jego cisza i opanowanie było tak interesujące, że ze szczegółami, z każdą widoczną kością, wystającą żyłą narysowałam go. Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klas. Pani sprawdziła obecność i zaczęła rozglądać się po sali.
-Amanda.-powiedziała i skierowała na mnie wzrok
-Tak?-pytałam przestraszona
-Usiądź z....-czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić, a ręce zaczynają się pocić. Zamknęłam oczy i usłyszałam.-z Justinem.
Stało się to czego najbardziej się bałam. Nikt mnie nie lubił w szkole, a tym bardziej on i musiałam z nim usiąść. Złapałam za książkę i torbę i przeniosłam się do jego ławki. Odsunęłam się od niego, by nic nie powiedział i opuściłam głowę.
Przez kilkanaście minut było cicho, ale nagle się odezwał.
-Pożyczysz ołówek?-spytał szeptem
-Co?-nie wiedziałam czy dobrze usłyszałam
-Pożyczysz ołówek?-powtórzył
-Pewnie.-z trzęsącymi się dłońmi wyciągnęłam ołówek z piórnika i podałam go szatynowi.
Nic nie powiedział, przez resztę lekcji siedział cicho i bawił się ołówkiem. Gdy zadzwonił dzwonek rzucił go na ławkę i wyszedł z sali. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam na przerwę. Nie było mojej najlepszej przyjaciółki i nie miałam z kim pogadać, więc zaszyłam się w kącie pod schodami i czytałam książkę. Kolejne lekcje mijały bardzo długo, ale gdy zadzwonił dzwonek szybko poszłam do szafki, wyciągnęłam i odłożyłam wszystko co musiałam i wyszłam ze szkoły. Nie poszłam na autobus, bo wolałam dzisiaj się przejść. Przechodząc obok parku usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Nie mogłam zapomnieć słów Justina "pożyczysz ołówek?", wiem że to głupio brzmi, ale się do mnie odezwał. Wiem, że mu się nigdy nie spodobam, ale cieszyłam się, że nie jestem niewidzialna i że mimo wszystko ktoś w końcu o coś mnie poprosił, nawet jeśli chodziło o głupi ołówek.
Wstałam i ruszyłam w stronę domu. Weszłam do środka i poszłam na górę. Nikogo jeszcze w domu nie było, bo brat w szkole, a rodzice w pracy, więc odłożyłam rzeczy i poszłam coś zjeść. Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Przeskakiwałam z kanału na kanał, ale nic ciekawego nie znalazłam i poszłam się umyć. Z nudów uwielbiałam siedzieć pod prysznicem i rozmyślać. Po 30 minutach wyszłam z łazienki i poszłam po luźne ciuchy. Ubrałam jakiś dres i przeczesałam wciąż mokre włosy. Odrobiłam szybko lekcje i wzięłam się za naukę. Nie mogłam się skupić, więc wylałam swoje myśli na papier i narysowałam dziewczynę siedzącą nad książkami, która nad głową miała mnóstwo myśli.
Nie wiem czemu akurat to rysuje, ale moje ręce same się ruszają, ja nad tym czasami nie panuje. Po prostu daje się ponieść i samo wychodzi.
Gdy skończyłam do pokoju weszła moja mama.
-Hej, już wróciłam. Jadłaś coś?-spytała
-Hej, jadłam. -odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.
-Jak było w szkole?
-Dobrze, tak jak zwykle.
Moja mama nie wiedziała o mojej sytuacji z rówieśnikami. Nic jej nie mówiłam, żeby się nie martwiła. Kocham ją, ale gdyby się dowiedziała pewnie zrobiłaby awanturę w szkole i byłoby jeszcze gorzej.
Uśmiechnęłam się by przestała coś podejrzewać i czekałam aż zamknie drzwi.
Włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Po chwili odleciałam i zasnęłam.
Wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy.
Podeszłam do szafy i zaczęłam wertować i szukać jakiś ciuchów. Złapałam za kraciastą spódniczkę, białą bluzkę i czarne balerinki. Otworzyłam drzwi na korytarz, a gdy chciałam już podchodzić do łazienki, mój młodszy brat zatrzasnął drzwi i zaczął się złowieszczo śmiać.
-Daniel!-krzyknęłam- Otwieraj!
-Nie!-odpowiedział
Wróciłam do pokoju i tam się przebrałam. Spakowałam książki, przeczesałam włosy w kucyk i wyszłam.
Daniel jeszcze nie wyszedł, więc poszłam na dół coś zjeść
-Mamo! Daniel zajął mi łazienkę.-krzyknęłam oburzona
-Amy, trzeba wcześniej wstawać. Wiesz, że mamy jedną łazienkę i musimy się dzielić.-powiedziała mama
-Uhh..., ale on... i...nie ważne...-powiedziałam przewracając oczami.
Zjadłam kanapkę i wypiłam herbatę. Nagle zszedł mój brat, miałam ochotę go zabić, ale moja mama spojrzała się na mnie wzrokiem typu"nawet nie próbuj", więc tylko wstałam i poszłam do łazienki.
Tylko się podmyłam i umyłam zęby, po czym zeszłam na dół. Złapałam za torbę, pożegnałam się z mamą i poszłam na przystanek. W ostatnim momencie weszłam i zajęłam swoje miejsce.
(bwww,bwww)
Dostałam sms, od Belli: "Zachorowałam, nie będzie mnie w szkole". Odpisałam jej, że życzę powrotu do zdrowia i schowałam telefon do torby. Droga minęła bardzo szybko, wyszłam z autobusu i ruszyłam w stronę szkoły. Spojrzałam na plan zajęć wiszący na ścianie przy wejściu i poszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce, ale tym razem w klasie nie byłam jako pierwsza. W kącie pod oknem siedział Justin. Zdziwiłam się, że jest przed czasem, bo zawsze był spóźniony. Nie ruszał się, nawet nie mrugał, był wpatrzony w jeden punkt i nic nie robił. Wyciągnęłam szkicownik i nie wiem czemu, ale zaczęłam go rysować. Ta jego cisza i opanowanie było tak interesujące, że ze szczegółami, z każdą widoczną kością, wystającą żyłą narysowałam go. Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klas. Pani sprawdziła obecność i zaczęła rozglądać się po sali.
-Amanda.-powiedziała i skierowała na mnie wzrok
-Tak?-pytałam przestraszona
-Usiądź z....-czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić, a ręce zaczynają się pocić. Zamknęłam oczy i usłyszałam.-z Justinem.
Stało się to czego najbardziej się bałam. Nikt mnie nie lubił w szkole, a tym bardziej on i musiałam z nim usiąść. Złapałam za książkę i torbę i przeniosłam się do jego ławki. Odsunęłam się od niego, by nic nie powiedział i opuściłam głowę.
Przez kilkanaście minut było cicho, ale nagle się odezwał.
-Pożyczysz ołówek?-spytał szeptem
-Co?-nie wiedziałam czy dobrze usłyszałam
-Pożyczysz ołówek?-powtórzył
-Pewnie.-z trzęsącymi się dłońmi wyciągnęłam ołówek z piórnika i podałam go szatynowi.
Nic nie powiedział, przez resztę lekcji siedział cicho i bawił się ołówkiem. Gdy zadzwonił dzwonek rzucił go na ławkę i wyszedł z sali. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam na przerwę. Nie było mojej najlepszej przyjaciółki i nie miałam z kim pogadać, więc zaszyłam się w kącie pod schodami i czytałam książkę. Kolejne lekcje mijały bardzo długo, ale gdy zadzwonił dzwonek szybko poszłam do szafki, wyciągnęłam i odłożyłam wszystko co musiałam i wyszłam ze szkoły. Nie poszłam na autobus, bo wolałam dzisiaj się przejść. Przechodząc obok parku usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Nie mogłam zapomnieć słów Justina "pożyczysz ołówek?", wiem że to głupio brzmi, ale się do mnie odezwał. Wiem, że mu się nigdy nie spodobam, ale cieszyłam się, że nie jestem niewidzialna i że mimo wszystko ktoś w końcu o coś mnie poprosił, nawet jeśli chodziło o głupi ołówek.
Wstałam i ruszyłam w stronę domu. Weszłam do środka i poszłam na górę. Nikogo jeszcze w domu nie było, bo brat w szkole, a rodzice w pracy, więc odłożyłam rzeczy i poszłam coś zjeść. Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Przeskakiwałam z kanału na kanał, ale nic ciekawego nie znalazłam i poszłam się umyć. Z nudów uwielbiałam siedzieć pod prysznicem i rozmyślać. Po 30 minutach wyszłam z łazienki i poszłam po luźne ciuchy. Ubrałam jakiś dres i przeczesałam wciąż mokre włosy. Odrobiłam szybko lekcje i wzięłam się za naukę. Nie mogłam się skupić, więc wylałam swoje myśli na papier i narysowałam dziewczynę siedzącą nad książkami, która nad głową miała mnóstwo myśli.
Nie wiem czemu akurat to rysuje, ale moje ręce same się ruszają, ja nad tym czasami nie panuje. Po prostu daje się ponieść i samo wychodzi.
Gdy skończyłam do pokoju weszła moja mama.
-Hej, już wróciłam. Jadłaś coś?-spytała
-Hej, jadłam. -odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.
-Jak było w szkole?
-Dobrze, tak jak zwykle.
Moja mama nie wiedziała o mojej sytuacji z rówieśnikami. Nic jej nie mówiłam, żeby się nie martwiła. Kocham ją, ale gdyby się dowiedziała pewnie zrobiłaby awanturę w szkole i byłoby jeszcze gorzej.
Uśmiechnęłam się by przestała coś podejrzewać i czekałam aż zamknie drzwi.
Włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Po chwili odleciałam i zasnęłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)