(oczami Amandy)
Przez resztę wieczoru siedzieliśmy u mnie w pokoju, moi rodzice wrócili, więc musieliśmy się ulotnić z kanapy na dole.
Było zabawnie, ciągle żartowaliśmy i naprawdę cieszyłam się, że między nami się układa. Alex jest dla mnie bardzo ważny, wiele czasu z nim spędzam i sądzę, że znamy się wystarczająco dobrze by pójść dalej. Ale czy ten my jesteśmy już razem? Czy to co się stało na dole to było potwierdzenie? Nie jestem pewna, nie wiem co on o tym myśli..
-Czy my jesteśmy parą?
-A chcesz?-spytał, a ja spostrzegłam się, że moje wcześniejsze pytanie wypowiedziałam na głos. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, a moje policzki zaczęły robić się czerwone. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy chciałam? Oczywiście, ale nie wiem czemu nie potrafiłam powiedzieć tego na głos.
Spuściłam głowę i bawiąc się palcami, wzruszyłam ramionami
-Nie wiem..-wyszeptałam-To znaczy... chce, ale...-przerwałam i spojrzałam na Alexa, który z cwanym uśmieszkiem mi się przyglądał.-Co?-spytałam, gdy cicho zachichotał
-Słodko wyglądasz, gdy się denerwujesz...-powiedział i posłał mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłam-Jeśli nie jesteś gotowa to poczekam..-powiedział i przejechał palcem po moim policzku.-Ale strasznie mi się podobasz i nie chce cię stracić...-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak.-odpowiedziałam stanowczo.
-Co tak?-spytał zdziwiony
-Chce być twoją dziewczyną.-powiedziałam i go mocno przytuliłam, co on zaraz odwzajemnił tym samym.
-Nie chce psuć chwili, ale...-wyszeptał mi do ucha, po chwili ciszy- muszę już iść. Spotkamy się jutro, księżniczko.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam, słysząc jak słodko mnie nazwał.
-Dobrze, pa.-powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam.
-Śpij dobrze...-wyszeptał i wyszedł z pokoju.
(oczami Justina)
Czekałem i czekałem. Mijały godziny, a on wciąż tam siedział. Nie mogłem wrócić do domu, byłem blisko odkrycia prawdy, a ty bardziej nie mogłem zostawić ich samych. Zaparkowałem nie daleko i miałem widok na pokój Amy. Nie widziałem go, ale ona siedziała tak, że mogłem dostrzec jej uśmiech.
Bałem się o nią, ale nie mogłem na razie nic zrobić.
Po chwili ktoś wyszedł z domu, to był on. "Na reszcie" pomyślałem i wpatrywałem się w chłopaka.
Przed wejściem do samochodu, wyciągnął telefon i do kogoś zadzwonił. Miał cwaniacki uśmieszek na twarzy, po czym wsiadł do auta.
Ruszyłem za nim. Starałem się nie rzucać się w oczy, nigdy nie śledziłem nikogo, ale wiedziałem, że muszę trzymać się z daleka.
Miałem ochotę rozwalić mu to auto, ale chciałem znać prawdę do końca. Musiałem to zrobić dla... Amy oraz dla własnego spokoju.
Po chwili jady zatrzymał się koło szkoły, było ciemno i nikogo wokół. Po chwili podjechał drugi samochód i Alex do niego wsiadł. Chyba o czymś gadali, ale nie mogłem usłyszeć. Po jakiś 5 min wysiadł i pożegnał się z mężczyzną uściskiem dłoni, ale po za tym nic nie widziałem.
Samochód odjechał, a blondyn został sam. Przez chwile stał i wpatrywał się w odjeżdżający czarny pojazd, a gdy zniknął z pola widzenia, kopnął w oponę swojego samochodu, po czym usiadł na ziemi opierając się o murek. Schował głowę w dłonie, a ja nie wiedziałem co zrobić. Wszystko zaczęło się komplikować, nie rozumiałem jego zachowania, to wszystko przestawało mieć sens.
Po chwili wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę chłopaka.
Złapałem go za kołnierzyk jego skórzanej kurtki i podniosłem go do góry.
-Co do chol...?-wymamrotał i spojrzał na mnie-Justin? Co ty tutaj robisz?-spytał zdziwiony.
Wszystko we mnie buzowało, gdy tylko na niego spojrzałem miałem ochotę go zabić, ale tylko uderzyłem go z pięści w twarz, przez co się skrzywił i upadł.-Czego chcesz?-spytał łapiąc się za policzek.
-Zostaw Amy w spokoju, rozumiesz?-spytałem, nachylając się nad nim tak, że byliśmy tylko kilka centymetrów od siebie.
-Nie mogę.-wymamrotał i spuścił wzrok.
-Nie obchodzi mnie twój zakład...tu chodzi o jej bezpieczeństwo!-krzyknąłem i kopnąłem go w brzuch, przez co się zgiął.
-Ty nic nie rozumiesz.-wymamrotał.
-Rozumiem i to bardzo dobrze.-powiedziałem, a gdy chciał coś powiedzieć kontynuowałem.- Założyłeś się z... nie wiem w sumie z kim, że zranisz, prześpisz się z Amandą, po czym ją zostawisz. Tylko dlatego by nie wylecieć ze szkoły.-powiedziałem, a on pokiwał przecząco głową.
-To była wcześniejsza umowa, ale... chłopak z którym się założyłem, dowiedział się, że o wszystkim wiesz...-przerwał wycierając twarz od krwi spływającej z jego wargi.-zmienił umowę.-dokończył,
-Nie obchodzi mnie co ci obiecał. Chce żebyś zostawił ją w spokoju, albo ja się z tobą policzę.-zagroziłem, a on zachichotał
-Chyba wolałbym żebyś ty się tym zajął, niż przechodzić przez to, co mi zrobią, gdy nie spełnię obietnicy.-powiedział, a ja spojrzałem na niego tak by kontynuował.-Ty mnie zabijesz, pobijesz, cokolwiek, a on...oni... będą mnie torturować, po czym wezmą się za moją rodzinę, tak bym cierpiał, a potem mnie zabiją.-podniósł się z ziemi i oparł o murek.
-Kto to jest?-spytałem
-Nie mogę ci powiedzieć, będziesz miał kłopoty, a ja nie chce już nikogo krzywdzić.-powiedział
-Dlaczego im tak zależy na tym, by Amy cierpiała?-spytałem, a on wzruszył ramionami.
-Nie wiem, mówił tylko, że musi cierpieć i nie może być szczęśliwa. Że zapłaci za to co zrobiła, ale nie wiem o co chodziło.-powiedział, a ja przeczesałem włosy palcami.
-Nie możesz jej skrzywdzić... ale nie możesz też odmówić zlecania.-wydukałem
-Nie chce jej nic zrobić, ona jest...
-Wiem...-przerwałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.-Co?-spytałem zdezorientowany
-Ona...zakochałeś się w niej.-powiedział z cwanym uśmiechem.
-Nie!-krzyknąłem.-Ona.. ona jest koleżanką. Niewinną dziewczyną, która nie zasługuje, na takie traktowanie.-wytłumaczyłem
-Ty jesteś Justin Bieber, żadna dziewczyna cię nie obchodzi. Śpisz z nimi, a potem olewasz..-powiedział, a ja miałem ochotę coś powiedzieć, ale po chwili przyznałem mu racje
-Wiem, ale ona jest inna.-powiedziałem, ale zaraz tego pożałowałem.-Nieważne, teraz zastanówmy się jak to zrobić.-dodałem, a on cwaniacko się uśmiechnął, co zignorowałem
Chyba nigdy bym nie pomyślał, że będę mu pomagał. To dupek i zasługuje na śmierć, ale też miał rodzinę i widziałem, że nie chciał nic zrobić Amy. Musieliśmy wymyślić co zrobić z facetem z samochodu.
Nie chciał mi powiedzieć, ale musiałem wiedzieć, to by pomogło w rozwiązaniu sprawy.
Chwile staliśmy i gadaliśmy, ale robiło się późno, a ja nie miałem ochoty stać przy szkole, tym bardziej że ten facet może wrócić.
Wróciłem do domu i od razu poszedłem pod prysznic. Cała złość i wątpliwości ze mnie wyszły pozostawiając mnie w rozmyśleniach.
Wyszedłem z pod prysznica, owinąłem ręcznik wokół tali i przejechałem ręką po mokrych włosach.
Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem z szuflady nowe bokserki, po czym włożyłem je.
Położyłem się na łóżku i długo nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o Amy. Jej uśmiech, je oczy były wszędzie i nie mogłem złożyć myśli.
W końcu ogarnęła mnie senność i zasnąłem.
**************************
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO MNIE NIE BYŁO!!
KOMENTOWAĆ!
Przepraszam również za błędy, ale jestem zmęczona i muszę się jeszcze pouczyć, więc pisałam na szybkiego :P
ee tam nic nie szkodzi mam nadzieje ze następny bedzie szybciej :)
OdpowiedzUsuńJeeejku doczekałam się ^^
OdpowiedzUsuńKooooocham Tooo. Nie moogłam się już doczekać .. ;**
OdpowiedzUsuńboskie *>* tylko tym razem szybciej dodaj :)
OdpowiedzUsuń