sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 33

Rano obudziłam się bez problemu, chyba mój organizm zaczął się przyzwyczajać do tego, że muszę tak wcześnie wstawać. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w przyszykowane wczoraj ciuchy. Jeszcze tylko lekki makijaż i byłam gotowa. Miałam jeszcze jakąś godzinę do wyjścia, więc poszłam sprawdzić czy Justin jeszcze śpi. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział, gdy otworzyłam drzwi, tam go nie było. Zeszłam na dół i chciałam się spytać czy babcia go przypadkiem nie widziała, ale nie zdążyłam, bo gdy chciałam wejść usłyszałam jego głos.
-Dobrze pani gotuje.-powiedział, a ona się zaśmiała. Ja nadal stałam za ścianą w ukryciu.
-Dziękuję.-odpowiedziała.-Justin...? Zależy ci na Amy?-jedno co wiedziałam to, że babcia nie owija w bawełnę. Zawsze taka była i za to również ją kocham
-Tak, bardzo.-odpowiedział szatyn, a mi zrobiło się dziwnie ciepło na sercu.
-Ostatnio opowiadała mi o chłopaku, który bardzo ją zranił. Nie chcę by to się powtórzyło. Ona tego drugi raz nie zniesie.-powiedziała babcia, a ja miałam ochotę przerwać tą rozmowę, ale głos Justina mnie zatrzymał.
-Wiem...wiem co zrobił i wiem, że źle zrobił. Jednak... ja jej nie skrzywdzę. Bardzo ko...lubię Amy i zależy mi na niej. Nie mogę znieść ani jednego dnia bez niej. Jest w niej coś niesamowitego, coś co ciągnie mnie do niej.-powiedział, a do moich oczu zaczęły zbierać się łzy. Czy on zamierzał powiedzieć, że mnie kocha? Nie, pewnie mi się przesłyszało.
-Chce dla niej jak najlepiej. Muszę wiedzieć czy jej nie zranisz.-powiedziała na co się uśmiechnęłam.
-Nigdy tego nie zrobię. Po za tym...ona pewnie nie chce czegoś więcej. Chce tu zostać i zacząć nowe życie. Widziałem z nią jakiegoś chłopaka...chyba dobrze się znają i lubią...-powiedział
-Chodzi ci o Marka? To przyjaciel z dzieciństwa Amy. Nie wiem jak sprawy między nimi się mają, ale widzę, że jesteś dobrym młodzieńcem i życie ci szczęścia. Masz jeszcze szanse na zdobycie zaufania jak i sympatii Amy.-powiedziała, a ja mogłam sobie wyobrazić, że właśnie teraz szatyn się uśmiecha
-Dziękuję pani.-odpowiedział
-Nie ma za co, a teraz jedz.-powiedziała, a ja w tym czasie udałam, że właśnie dopiero przyszłam
-Dzień dobry wszystkim.-powiedziałam i podeszłam do chłopaka. Nie wiem co mnie naszło, ale dałam mu buziaka w policzek.
-D-dzień dobry.-szatyn z wrażenia rozszerzył oczy i zaczął się jąkać, na co się zaśmiałam.
-Masz kochanie, to twoje śniadanie.-powiedziała babcia i podała mi talerz.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i wzięłam się za jedzenie jajecznicy.
    Śniadanie minęło w ciszy, wciąż czułam na sobie wzrok Justina, ale starałam się nie zwracać na to uwagi.
Gdy zjadłam zaniosłam nasze talerze do zlewu i pożegnałam się z babcią. Szatyn cały czas podążał za mną wzrokiem i wtedy mi się coś przypomniało.
-Yyy...Justin?
-Tak?-spytał zdziwiony.
-A ty nie masz szkoły?-spytałam, a on się uśmiechnął
-Mam zwolnienie do końca tygodnia.-powiedział, a ja skinęłam głową.
-Kiedy wracasz do domu?-kontynuowałam
-Jeśli chcesz to mogę dzisiaj już wyjechać.-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Nie, możesz zostać. Nie przeszkadza mi twoja obecność.-powiedziałam spokojnie.
-W takim razie zostanę - powiedział, po czym zwrócił się do babci.-Jeśli oczywiście pani pozwoli.-powiedział, a raczej spytał.
-Pewnie, przecież mówiłam, że możesz zostać tak długo jak tylko zechcesz.-powiedziała, a ja spojrzałam na szatyna morderczym spojrzeniem.
-Co? -spytał udając, że nie wie o co mi chodzi
-Nic, idę do szkoły, a ty w tym czasie...nie wiem...zajmij się sobą.-powiedziałam po czym pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Na zewnątrz było chłodno, a na ziemi leżał już śnieg. W nocy musiało mocno padać, bo było go aż poza kostki. Koło stajni czekał na mnie Mark. Przywitałam się z nim i ruszyliśmy do szkoły.
*************************
Lekcje minęły dosyć szybko, cieszyłam się, że już wracam do domu. Wciąż nie mogłam zapomnieć rozmowy mojej babci z Justinem. Polubiła go, a to u niej nowość, bo ona zawsze jest pesymistycznie nastawiona do nowych twarzy.
 Weszłam do domu, a tam zastałam szatyna, który gotował coś z moją babcią.
-Co tak ładnie pachnie?-spytałam, a brązowooki od razu się odwrócił i do mnie podszedł. Przytulił mnie i wyszeptał mi do ucha, że bardzo się stęsknił.-Moja babcia cię wymęczyła?-spytałam, a on się zaśmiał.
-Chyba na odwrót. Nie dawał mi spokoju, wciąż chciał uczyć się czegoś nowego. Mówił, że chce ci zaimponować i coś ci ugotować.-powiedziała babcia, a ja spojrzałam na szatyna. Jego policzki zrobiły się czerwone, ale się nie śmiałam. Uważam, że to słodkie, a mu pewnie zrobiłoby się przykro gdybym go wyśmiała.
-Tak? To słodkie z jego strony.-powiedziałam na ogół, ale wciąż przyglądałam się Justinowi.-A więc...?-spytałam, a on podniósł wzrok i spojrzał na mnie.-Co dla mnie ugotowałeś?-spytałam, a on się uśmiechnął.
   Zrobił dla mnie spaghetti z pysznym pomidorowym sosem. Upiekł też babeczki oraz  czekoladowe ciasteczka. Wszystko było pyszne. Zjadłam tak dużo, że nawet nie wiem gdzie to wszystko zmieściłam.
Po obiedzie zaprowadziłam Justina do stajni. Chciałam mu pokazać Lucy.
-Teraz przedstawię ci mój skarb, Lucy. Jest dla mnie najważniejsza na świecie. Kocham ją z całego serca i nie zamieniłabym jej na nic innego.-powiedziałam, a on się uśmiechnął.
-Śliczna.-powiedział i pogłaskał klacz.
-Uważaj, nie lubi obcych.-powiedziałam, ale on nie przestał. Podszedł bliżej, a to co zobaczyłam po prostu mnie zamurowało....
_______________________________________________________________
Jest nowy rozdział. Do każdego opowiadania dzisiaj dodałam następny, więc proszę o komentarze.
Przypominam również o moim najnowszym opowiadaniu. http://justfallinlovee.blogspot.com/
Zmieniłam nazwę, ale opowiadanie to samo.

3 komentarze: