(Oczami Justina)
Przez pół nocy nie mogłem zasnąć. Wciąż myślałem o Amy. Zaufała mi.....
A to co się wydarzyło tam, pod dębem było niesamowite. Kocham ją! Tak, mogę w końcu to przyznać. Gdy nie ma jej przy mnie wariuje, a gdy mnie dotyka....cały świat znika i zostajemy tylko my. Wczoraj bałem się zrobić ruch, ale zaufała mi i to na razie mi wystarczy. Chcę być przy niej każdej możliwej minucie. Chce mówić jej miłe słowa, chce całować ją gdy tylko ją zobaczę. Chcę by była, tutaj, ze mną.
Było około szóstej, gdy obudził mnie jakiś hałas. Przetarłem oczy i usłyszałem jak ktoś kicha i kaszle. Uśmiechnąłem się do siebie, bo wiedziałem już, że to Amy. Wstałem i powędrowałem do jej pokoju.
-Mogę?-spytałem wchodząc.
-Pewnie.-powiedziała leżąc na łóżku z paczką chusteczek. Podszedłem bliżej, a ona niekontrolowanie kichnęła.-Odejdź, jestem chora.-powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.
-To potrzebujesz kogoś, kto by się tobą zajął.-powiedziałem dumnie.
-Tak? A znasz kogoś tak dobrze wyszkolonego?-spytała, a ja przewróciłem oczami
-No pewnie. Obudziło go właśnie twoje choróbsko. Jest bardzo opiekuńczy i przystojny.
-Hahaha....strasznie przepraszam, że go obudziłam.
-Spoko.-odpowiedziałem i usiadłem na krawędzi łóżka. -Wyglądasz....-spojrzałem na nią i specjalnie zrobiłem grymas na twarzy.-ślicznie.-dokończyłem i się uśmiechnąłem.
-Ha, ha, ha... zabawne. Wyglądam okropnie, a czuję się jeszcze gorzej.-zakaszlała.
-Przyniosę ci coś.-wstałem i wyszedłem. Po cichu poszedłem do kuchni, gdzie była już Amy babcia.-Dzień dobry.-przywitałem się, a ona się uśmiechnęła
-Dzień dobry, Justin. Jak Amy się czuje? Słyszałam jak kaszlała.-powiedziała zmartwiona.
-Jest przeziębiona. Wczoraj byliśmy...ummm...
-Pod magicznym dębem?-dokończyła, a ja spojrzałem na nią pytająco.-Ja wiem wszystko, kochanie. Amy często tam chodziła jak była mała. Zawsze gdy potrzebowała przemyśleć coś lub dostać jakiś znak, który pomógłby jej w dalszej drodze, chodziła tam i siadała na drewnianej ławce.-powiedziała kobieta i podała mi talerz zupy.-Mógłbyś jej to zanieść?-spytała zmieniając temat.
-Tak, oczywiście.-powiedziałem i podniosłem talerz.
-Justin?
-Tak?
-Opiekuj się nią, proszę. Ona nie pokazuje byle komu tego miejsca.
-Dobrze.-odpowiedziałem i poszedłem do pokoju Amy. Już na korytarzu można było usłyszeć jej smarkanie i kaszlenie. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi.
-Twoja babcia przygotowała ci zupę.-powiedziałem.
-Dzięki.-powiedziała i podsunęła się na łóżku, by oprzeć się o tył łóżka. Podszedłem i usiadłem koło niej. Złapałem za łyżkę i cwaniacko się uśmiechnąłem.
-Powiedz "aaaaa"-powiedziałem, a ona zachichotała i zrobiła to co kazałem.
Karmiłem ją, a ona uśmiechała się, kichała, uśmiechała się, kaszlała i tak na zmianę. Gdy wszystko zjadła odstawiłem miskę na stolik i wróciłem na wcześniej zajmowane przeze mnie miejsce.
-Dziękuję.-wyszeptała
-Za co?-spytałem zdziwiony.
-Za to... za to że jesteś, że się mną opiekujesz.-powiedziała, a ja pogłaskałem jej włosy.
-Wszystko dla ciebie księżniczko.-powiedziałem, a ona jak zwykle się zarumieniła. To też w niej kocham. Jest urocza i bardzo wstydliwa, jest po prostu moją księżniczką.
(oczami Amy)
Leżałam tak wtulona w Justina i rozmyślałam. Jak to możliwe, że spotkało mnie takie szczęście? Czy ten pocałunek pod dębem to był znak? Znak, że powinnam dać szansę miłości? Przyznam, że strasznie się tego boje. Po ostatnim razie, gdy dałam upust emocją, zostałam zraniona i to bardzo wpłynęło na teraźniejsze moje decyzje. Jednak dąb nigdy się nie mylił. Wiem, że teraz myślicie, że jestem głupia, że wierze w magiczne dęby i znaki od niego, ale to prawda. Zawsze mi pomagał. Gdy byłam mniejsza przyjaciele chcieli iść na wagary, jednak ja bałam się, bo znając moich rodziców, zabili by mnie, gdyby się dowiedzieli. Wtedy poszłam usiąść na tą samą ławkę co wczoraj i nie wiem skąd, ale wiedziałam już, że nie mogę. Że to zły pomysł. I dobrze myślałam. Gdy połowa mojej klasy urwała się z lekcji, jakimś cudem ich przyłapali i wszyscy musieli sprzątać szkołę, za karę.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Teraz tylko zastanawiałam się, co będzie z Justinem, z nami.
-O czym myślisz, księżniczko?-spytał Justin, gładząc moje włosy.
-O..-nie mogłam mu powiedzieć, że o nas, bo to byłoby głupie.-O wszystkim. O rodzinie, szkole, przyjaciołach...po prostu.-westchnęłam-O wszystkim.
-A jak się czujesz?-spytał zatroskany
-Lepiej.-powiedziałam i znów zapadła ta niezręczna cisza. Obydwoje zanurzyliśmy się w swoje rozmyślenia. Po chwili jednak, moje powieki zrobiły się ciężkie i zasnęłam....
(oczami Justina)
Wciąż o niej myślę. Nie mogę wyrzucić jej z głowy. Jej oczy, uśmiech...., wciąż miałem jej twarz przed oczami. Gładziłem jej miękkie włosy i rozmyślałem. Powiedzieć jej o moich uczuciach? A jeśli ona mnie nie kocha? Jeśli nie chce niczego więcej prócz przyjaźni? Nie poddam się. Będę ją wspierał, będę jej pomagał, aż mnie pokocha. Mam nadzieję, że to już niedługo....
*****************************
Po południu siedziałem na dole z babcią Amy. Gotowaliśmy, rozmawialiśmy. Dowiedziałem się dużo o mojej księżniczce. Babcia bardzo ją chwali i jest z niej bardzo dumna. Mówiła również o jej przyjaciołach z dzieciństwa, w których znalazł się również Mark. Podobno byli sobie bliscy i wszyscy dookoła myśleli, że kiedyś będą ze sobą. Ha! Po moim trupie.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach.
-Hej księżniczko.-powiedziałem, a ona schowała twarz za kosmykami włosów. Podszedłem do niej i spojrzałem jej w oczy, po czym pocałowałem w czoło.
-Hej.-wymamrotała i usiadła przy stole
-Jak spałaś?-spytałem.
-Dobrze.-powiedziała i się uśmiechnęła
-Twoja babcia dużo mi o tobie mówiła.-powiedziałem, a ona rozszerzyła oczy
-Babciu!-powiedziała karcącym głosem.
-No co? Chciał cię bliżej poznać, a że spałaś to wypytał mnie.-broniła się babcia.
-Taaak...kucyki i ogrodniczki...-zrobiłem minę jakbym to sobie wyobrażał.-seksi.-powiedziałem, a ona znów się zaczerwieniła.
-Miałam 10 lat.-wyjaśniała
-Dobra, dobra, księżniczko. Teraz nie gadaj i jedz.-powiedziałem, podałem jej talerz i pocałowałem w policzek. Gdy zobaczyłem jak się czerwieni, uśmiechnąłem się cwaniacko i wyszedłem. Musiałem zadzwonić do mamy, bo pewnie się martwiła.
(oczami Amy)
Czułam się dziwnie. Babcia robiła dziurę w mojej głowie, patrząc się i czekając aż jej wszystko opowiem. Ale ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Sama nie rozumiem tego co się ze mną, z nami dzieje. To wszystko stało się tak nagle, ale nie żałuje niczego. Gdy zjadłam, odłożyłam talerz i westchnęłam.
-No dobra, już ci powiem, tylko się tak nie patrz!-powiedziałam, a ona się zaśmiała.
zajebiste kolejne !!!<33
OdpowiedzUsuńboooski rozdział daj następny !!!!!!!! amazing story :****
OdpowiedzUsuńkocham <333
OdpowiedzUsuńoni są tacy słodcy
czekam na następny <333333
Suuuper.. ; 3 Ja chce następny <3
OdpowiedzUsuńpiekne <3 nastepny;________)
OdpowiedzUsuń