niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 38

(oczami Amandy)
   Mijały kolejne dni, a ja znów zostałam sama. Co prawda Justin odwiedza mnie gdy tylko może i jest dla mnie bardzo kochany. Zabiera mnie w różne ciekawe miejsca i daje prezenty. Nie jesteśmy parą, ale najlepszymi przyjaciółmi. Kocham go i on mnie też, ale ja jeszcze nie jestem gotowa na nowy związek. Wspierał mnie gdy dziadek zmarł i powiedział, że on mnie nigdy nie zostawi.Dzisiaj również przyjechał, ale tylko na kilka godzin, które spędziliśmy razem na kanapie przed telewizorem, śmiejąc się i wygłupiając. Ostatnio bardzo dużo trenuje z Lucy, bo niedługo są zawody konne, na które bardzo chcę pójść. Jak byłam mała wiele razy brałam w nich udział. Uwielbiałam jeździć konno. Trochę się zmieniło od ostatniego razu, ale wracam do formy.
-Amy czas do łóżka!.-krzyknęła babcia, a ja się zaśmiałam
-Dobrze babciu.-powiedziałam i odłożyłam telefon na półkę. Poszłam do łazienki przebrać się w moją piżamę, po czym wróciłam i wtuliłam się w moją ciepłą kołderkę.
(bzyyp, bzyyyyp) Nie dane mi było jednak spać. Wiedziałam kto się do mnie dobija, a tą osobą oczywiście jest Justin. Uśmiechnęłam się i złapałam za telefon.
Od Justin: Tęsknie :(
 Przewróciłam oczami i szybko odpisałam
Do Justin: Ja też, ale niedługo się zobaczymy znowu. :)
  Po chwili przyszła odpowiedź
Od Justin: Ale ja już tęsknie i nie mogę zasnąć.
  Cicho się zaśmiałam
Do Justin: Piszemy ze sobą już 4 godziny, a 4 i pół godziny temu się widzieliśmy. :P
Od Justin: Ale....tesknieeee.... :'(
Do Justin: Jutro zadzwonię, dobrze?
Od Justin: Ja będę pierwszy!
 Zaśmiałam się
Do Justin: Oczywiście... :P
Od Justin: Śpij dobrze i niech ci się przyśnię... :) DOBRANOC kochanie!! :D
 Mogę przysiąc, że właśnie się cwaniacko uśmiecha
Do Justin: Dobranoc wariacie.... :)
  Odłożyłam telefon na półkę i zamknęłam oczy. Nawet nie wiem kiedy....zasnęłam.
********************************
 Rano obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez okno. Przetarłam oczy i westchnęłam.
-No to czas wstać.-powiedziałam sama do siebie, po czym odsunęłam kołdrę i zsunęłam się z łóżka. Już miałam wchodzić do łazienki, gdy nagle mój telefon zaczął zdzwonić. Podeszłam szybko do niego i nie patrząc kto dzwoni, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?-powiedziałam
-No cześć kochanie.-powiedział Justin, a ja przewróciłam oczami.
-Hej Justin...-powiedziałam obojętnie
-Nie cieszysz się, że mnie słyszysz?-powiedział oburzony
-Ciszę się, ale to ja miałam zadzwonić.-powiedziałam, na co on pewnie przewrócił oczami
-Ale ja powiedziałem, że będę pierwszy i mi się udało.-powiedział dumny z siebie.- Co robisz?-spytał po chwili ciszy
-Właśnie szykuję ciuchy i idę się wykąpać...-powiedziałam
-Aha....-powiedział podejrzanie, a ja zmarszczyłam brwi.
-O co chodzi Justin?-spytałam, a on się cicho zaśmiał
-Nic, nic...-powiedział, a ja przewróciłam oczami
-Co zrobiłeś?-spytałam, a on znów się zaśmiał
-Zobaczysz kochanie, pa.-zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rozłączył się. Wzruszyłam ramionami,po czym skierowałam się do łazienki. Gdy ją otworzyłam stanęłam jak wryta. Woda była już nalana, oczywiście nie obyło się, bez ogromnej piany na szczycie. Dookoła było pełno płatków róż, a wokół wanny porozstawiane były świeczki  o zapachu wanilij. Okno było zasłonięte co dawało romantyczny nastrój. Chwile tam stałam z otwartą buzią, po czym zmarszczyłam brwi i wyszłam z łazienki.
-Babciu?
-Tak skarbie?-spytała
-Był ktoś u nas w łazience?-spytałam
-Nie, a czemu pytasz?-spytała zdziwiona
-Nie nic.-weszłam z powrotem do łazienki i zaczęłam się rozglądać. Na umywalce leżała jakaś karteczka. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać. "Zrelaksuj się i odpocznij, to nie koniec niespodzianek, kochanie..-J"
Uśmiechnęłam się i postanowiłam skorzystać z jego prezentu. Zanim go uduszę, przynajmniej wezmę porządną kąpiel.
  Po jakiejś godzinie siedzenia w wannie, postanowiłam w końcu się umyć. Namydliłam całe swoje ciało i włosy, po czym spłukałam wodą. Wyszłam z wanny, owinęłam swoje ciało ręcznikiem i uderzyłam się w czoło otwartą dłonią. Z tego wszystkiego zapomniałam ciuchów z pokoju. Owinęłam swoje włosy ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Poszłam do pokoju i znów mnie zatkało. Ten wariat kupił chyba z milion kwiatów, które poustawiał w moim pokoju. Na łóżku leżały jeszcze czekoladki i jakieś pudełko. Przecisnęłam się między kwiatami i złapałam pudełko. Powoli je otworzyłam, a w środku była śliczna sukienka. Gdy ją wyciągnęłam ze środka wyleciała kolejna karteczka. "Ślicznie wyglądasz w ten ręczniku, ale proszę ubierz tą sukienkę na siebie, bo zwariuję.- J". Zaśmiałam się cicho i sprawdzając czy nikogo nie ma w pokoju, zamknęłam drzwi i szybko się przebrałam. Była do kolan, biała w kwiatki. Naprawdę mi się podobała.  Przejrzałam się ostatni raz w lustrze i zeszłam na dół.
-Babciu, naprawdę nie wiesz kto był u mnie w poko....-zamarłam. W kuchni razem z moją babcią siedział sobie spokojnie ten wariat, Justin. Podbiegłam go niego z uśmiechem i mocno go przytuliłam. -Wariacie, co w ciebie wstąpiło?-spytałam, a on się zaśmiał.
-Wspaniała dziewczyna musi być dobrze traktowana.-powiedział, a ja się zaczerwieniłam. Schowałam twarz w dłonie i odwróciłam się do niego tyłem by nie mógł zobaczyć mojej twarzy-Po za tym uwielbiam jak się czerwienisz.-powiedział i objął mnie od tyłu.-Ślicznie wyglądasz.-wyszeptał mi do ucha, po czym pocałował mnie w głowę.
-Dziękuję.-wyszeptałam i mocno go przytuliłam. - Tak w ogóle to co ty tu robisz?-spytałam zdziwiona
-Jest sobota, a tak jak się umawialiśmy, zawsze w soboty do ciebie przyjeżdżam.-powiedział, a ja chwile pomyślałam, po czym skinęłam głową.
-Masz rację.-przyznałam, po czym znów mnie przytulił.
-Teraz kolejna niespodzianka-spojrzałam na niego pytająco.-Twoja babcia i ja zrobiliśmy ci śniadanie.-powiedział i pokazał na stół, gdzie leżały, grzanki, jajecznica posypana szczypiorkiem. Chleb z pomidorem i sok pomarańczowy.
-W zasadzie to on wszystko przygotował, ja tylko mówiłam, gdzie co leży.-powiedziała babcia, a ja się zaśmiałam.
-Dziękuję.-dałam mu buziaka w policzek i usiadłam do stołu.
   Przez cały czas Justin mi się dziwnie przyglądał, ale starałam się to zignorować. Gdy skończyłam jeść chciałam odstawić talerz do zlewu, ale Justin był szybszy i mnie w tym wyręczył.
-Gotowa?-spytał, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Na co?-spytałam zdziwiona
-Na kolejną niespodziankę.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się szeroko i złapałam jego rękę, którą do mnie wystawił. Ubrałam swoje baleriny i wyszliśmy na zewnątrz. Było ciepło. Zapomniałam wspomnieć, że to już wiosna. Co oznacza, że spędziłam tutaj całą zimę. Tęskniłam trochę za domem, jednak czasem odwiedzałam rodzinę, a oni mnie. Do szkoły chodziłam tutaj, nie chciałam wracać do miasta. Babcia teraz była sama i miała na głowie całą farmę. Po drugie tam były złe wspomnienia, a tutaj mam wszystko co dobre, oprócz tego, że muszę rozstawać się z Justinem.
A właśnie, o wilku mowa. Nawet nie zauważyłam kiedy doszliśmy do miejsca, gdzie stał mój magiczny dąb. Ostatni raz tutaj byłam wtedy z Justinem, gdy my.... no sami wiecie.
-Zamknij oczy.-powiedział, Justin.
-Po co?-spytałam, a on westchnął
-Ufasz mi?-spytał, a ja się zaśmiałam, bo gdy pierwszy raz z nim tu przyszłam, spytałam oto samo i zamknął oczy. Tak, więc ja też mu zaufałam i zamknęłam oczy. Przeszliśmy kilka kroków, po czym stanęliśmy-Otwórz.-powiedział, a ja zrobiłam jak kazał.
 -Justin, to jest.....sam to zrobiłeś?-spytałam patrząc na bujaną ławkę, zawieszoną na dwóch grubych gałęziach drzewa. usiedliśmy na niej i zaczęłam się bujać. Dużo rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Nawet nie wiem kiedy minęły te kolejne godziny. Justin wstał i wyjął zza drzewa koszyk z jedzeniem oraz piciem.
Jak to w filmach, karmiliśmy siebie nawzajem truskawkami, a nawet kanapkami. Było cudownie.
-Dziękuję ci Justin.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie pytająco.
-Za co?-spytał
-Za wszystko. Za to że jesteś, za to że mi pomagasz, za to że mnie tak kochasz.-powiedziałam, a on wzruszył ramionami.
-Mówiłem ci, że jesteś wyjątkowa i musisz być wyjątkowo traktowana.-powiedział, a ja się zaśmiałam
-Kocham cię.-wypaliłam, a potem spuściłam głowę, gdy uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos.
-Co powiedziałaś?-spytał z niedowierzaniem
-Nic.-powiedziałam w uśmiechu, a moje policzki zaczęły robić się bardziej czerwone.
-Słyszałem, ale chciałbym usłyszeć to jeszcze raz.-powiedział i przybliżył się jeszcze bardziej.-Powtórz.-powiedział stanowczo przy moich ustach
-Ja...umm...-jąkałam się i nie mogłam nic na to poradzić. Jego oczy były wpatrzone w moje, a to sprawiało, że strasznie się denerwowałam.-K-kocham c-cie.-wyszeptałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i złączył nasze usta. Oczywiście oddałam pocałunek i owinęłam swoje ręce wokół jego szyi, po czym przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Bez wahania odchyliłam usta, a po chwili nasze języki brały walkę o dominację. Nie wiem ile to trwało, ale nie chciałam przestawać. Po chwili odsunęliśmy się od siebie łapiąc powietrze. Nasze oddechy były nierówne. Otworzyliśmy oczy i przytuliłam go mocno.
-Nawet nie wiesz kochanie, jak długo na to czekałem.-powiedział w moją szyję, a ja się uśmiechnęłam- Też cie kocham i zawsze będę.-powiedział, a ja osunęłam się na chwilę od niego by znów złączyć nasze usta.
Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale pragnęłam go. To drzewo naprawdę było magiczne i dawało mi znak, że to właśnie ten jedyny. Uśmiechnęłam się przez pocałunek.
-Dziękuję.-wyszeptałam, a szatyn odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.-Nieważne.-powiedziałam i dałam mu ostatniego, krótkiego buziaka.
   Siedzieliśmy wtuleni w siebie i nic nie mówiliśmy. Każde z nas wiedziało, że teraz najlepsza jest cisza. Zatopiliśmy się w swoje rozmyślenia, które po chwili Justin przerwał
-Umm...Amy?-zaczął
-Tak?
-Czy to oznacza, że...-przerwał, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana-No wiesz..., że my...-po chwili zrozumiałam o czym myślał. Przez chwile zastanawiałam się co odpowiedzieć, co pewnie strasznie denerwowało Justina, bo znów się odezwał
-Jak coś to ja mogę poczekać. Kocham cię i niezależnie od tego czy będziemy razem czy nie, ja będę przy tobie.-powiedział, a ja odsunęłam się od niego i złączyłam nasze usta, po czym zaraz je oderwałam
-Tak.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie zdezorientowany-Będę twoją dziewczyną.-powiedziałam, a on uradowany kolejny raz złączył nasze usta.
________________________________________________________________
Mamy kolejny. Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam weny. Teraz sobie wszystko poukładałam i rozdziały będą częściej. Mam również złą wiadomość, bo to opowiadanie dobiega końca, jednak nie tak szybko. Postaram się przeciągnąć to jak najdłużej, ale niczego nie obiecuję. Proszę o komentarze i miłego czytania.

7 komentarzy:

  1. jejuu... Każda chciałaby mieć takiego chłopaka ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Za taki rozdział wybaczamy ten długi czas ;) Rozdział wyszedł... hmm? Nieziemski? <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny...zresztą jak każdy.. <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże jakie to romantyczne<33

    OdpowiedzUsuń
  5. OMGF ! UHCVIUEYNVUID *.* Cudooo <3

    OdpowiedzUsuń
  6. gsadgjksgadjkgakjdh kolejny!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo <3 kocham.

    OdpowiedzUsuń