czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 39

    (oczami Amandy)
Rano obudziłam się wtulona w Justina. Widok rozczochranego, śpiącego szatyna był bezcenny. Mogłabym budzić się tak codziennie i nie miałabym dość.  Nie chciałam go budzić, więc wtuliłam się w niego i zanurzyłam się w swoich rozmyśleniach, aż w końcu zasnęłam.
    Nie wiem jak długo spałam, ale tym razem obudziły mnie słodkie pocałunki składane na mojej szyi. Zaśmiałam się cicho i przegryzłam dolną wargę.
-Dzień dobry piękna.- usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
-Dzień dobry.- wymamrotałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Wstawaj, śniadanie gotowe.- powiedział, wciąż mnie całując.  Przetarłam leniwie oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.  Ułożyłam się wygodnie, a Justin podał mi tackę z jajecznicą i sokiem pomarańczowym.
-Dziękuję.-powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Wolałbym gdzie indziej, ale jakoś przeżyje.- powiedział oburzony, a ja się zaśmiałam. Usiadł koło mnie bacznie mnie obserwując. Starałam się go olać, ale po jakimś czasie zaczęłam się stresować.
-Mógłbyś przestać?- spytałam patrząc na niego, a on się jeszcze szerzej uśmiechnął.
-Ale co?- spytał zdziwiony
-Gapić się na mnie, to mnie stresuje.- powiedziałam, a on się zaśmiał i dał mi buziaka w policzek.
-Po prostu nie mogę się napatrzeć na moją piękność.- powiedział, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem piękna.- kłóciłam się i powróciłam do jedzenia. Złapał mój podbródek i przyciągnął tak, że musiałam na niego spojrzeć.
-Jesteś i będę ci to powtarzać, aż w końcu uwierzysz.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Jak chcesz…- westchnęłam i dokończyłam jedzenie. Gdy wszystko zniknęło z mojego talerza, wypiłam sok i odłożyłam tace na szafkę koło łóżka. Justin objął mnie ręką i przysunął do siebie.  Nie mieliśmy ochoty ani rozmawiać, ani się ruszać.
Przez cały czas siedzieliśmy w ciszy, ciesząc się swoją obecnością. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Do pokoju wtargnęła babcia i zaczęła odsłaniać okna, na co się skrzywiliśmy od ostrego światła i schowaliśmy się pod kołdrą.
-Wstawać śpiochy!- krzyknęła, na co my jęknęliśmy z niezadowolenia.
-Jeszcze 5 minut.- Krzyknęłam z pod kołdry.
-Dałam wam nawet 10, a teraz wstawać i nie gadać.- powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Na jej gadaniu się skończyło. Nadal leżeliśmy w łóżku, przytulając się i śmiejąc z byle czego.  Justinowi jak widać się nudziło, więc co chwila całował każdy odkryty centymetr mojego ciała, a ja śmiałam się za każdym razem.
-Głupku, przestań.- powiedziałam, a on spojrzał na mnie obrażony i powrócił do wcześniejszych czynności.
-Nigdy.- powiedział między pocałunkami. W końcu każde miejsce na mojej twarzy zostało wycałowane, więc przeniósł się na mój brzuch.  Zapomniał chyba o tym, że mam łaskotki, więc gdy tylko dotknął mojej skóry, zaczęłam się wić i śmiać jak opętana. Po jakimś czasie do mnie dołączył, ale nie przestawał mnie dotykać. Nagle przez przypadek podniosłam kolano i uderzyłam w jego kolegę. Zgiął się w pół i jedyne co wydobył ze swoich ust to wycie z bólu. Szybko zakryłam ręką usta i spojrzałam na niego z powagą.
-Przepraszam, kochanie, ja nie….- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wpił się w moje usta.-Boli?- spytałam robiąc grymas i patrząc na niego przepraszająco.
-Teraz już nie.- powiedział zadowolony i znów złączył nasze usta. Przysunął mnie tak do siebie, że teraz siedziałam na nim okrakiem. Gdy chciałam zejść, przysuwał mnie jeszcze bardzie i trzymał tak bym mu nie uciekła. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Oczywiście nie obyło się bez śmiania i wariowania, ale tak właśnie minął na ten dzień.  Babcia kilka razy przychodziła i próbowała nas wyciągnąć z łóżka, ale Justin trzymał mnie tak mocno, że nie miałam jak się wydostać. Odpowiadał tylko stanowczym  „nie” na co moja babcia się śmiała i znów zostawiała nas samych.  Wieczorem znów posmutniałam. Wiedziałam, że będę musiała się z nim pożegnać. Tak bardzo tego nie chciałam. Gdy miałam już coś powiedzieć, szatyn mnie wyprzedził.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział zadowolony.
-Jaką?- spytałam zaciekawiona
-Jak dostane buziaka to ci powiem.- powiedział, a ja dałam mu delikatnego buziaka, który zaraz pogłębił. Po kilku minutach miziania się i wymiany śliny. Oderwaliśmy się od siebie.
- A więc?- spytałam próbując uregulować oddech
-Rozmawiałem z twoją babcią oraz z moją mamą…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-I?- dopytywałam
-I udało mi się ich namówić, by dokończyć naukę tutaj, z tobą.- powiedział, a ja uradowałam poraz kolejny wpiłam się w jego usta.
-Tak bardzo się cieszę.- powiedziałam, a on zachichotał.
-Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- powiedział i mocno mnie przytulił.
_________________________________________________________________________
Krótki, ale nie miałam weny. Następne postaram się dłuższe. Przepraszam za nieobecność i zapraszam do pozostałych opowiadań. 

4 komentarze: