(oczami Amandy)
*******dwa tygodnie później*******
To był najgorszy tydzień mojego życia. Od kilku dni strasznie się z Justinem kłócę i nie możemy znaleźć porozumienia. Śpimy osobno, śniadania jemy osobno…. Wszystko robimy jako ja lub on, a nie jako MY. Zaczęło się od tego, jak w szkole rozmawiałam z nowym chłopakiem. Przyznaje był przystojny i flirtował ze mną, ale ja nic nie zrobiłam. Justin był wtedy bardzo zazdrosny i pobił go, przez co jego mama musiała przyjechać do szkoły. Nawrzeszczeliśmy na siebie i starałam się mu to jakoś wytłumaczyć, ale on tego nie zrozumiał i od tamtej pory w szkole mnie unika, a gdy jestem gdzieś w pobliżu, zaczyna podrywać jakąś laskę. Staram się to olewać, ale nie wiem jak długo to wytrzymam.
-Amy, słuchasz mnie w ogóle?- spytał Mark. On ostatnio cały czas jest przy mnie i powtarza, że wszystko się ułoży. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo i rozmawiamy o wszystkim.
-Tak, jasne.- powiedziałam smutna.
-Nadal myślisz o tej sprawie z Justinem?- spytał, jak widać zmęczony całą tą sytuacją.
-Przepraszam, ale wiesz jak bardzo go kocham. Nie potrafię przestać tak z dnia na dzień o nim myśleć.- powiedziałam i oparłam się o szkolną szafkę.
-To ja przepraszam, powinienem cię wspierać, ale chce byś była szczęśliwa, a zamęczanie się jakąś głupią kłótnią, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oboje cierpicie, ale potrzebna wam przerwa. –pocieszał mnie.
-Może masz racje…- powiedziałam i wypuściłam głośno powietrze.
-Pewnie, że mam.- powiedział dumny, a ja się zaśmiałam.- Słuchaj…, a może poszłabyś ze mną do kina, dzisiaj.- powiedział i podrapał się po karku.
-Pewnie, słyszałam, że mają jakieś nowe filmy.- powiedziałam bardziej wesoło.
-To super, przyjdę po ciebie o 19.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Okej, chodźmy na lekcje.- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę sali.
Reszta zajęć minęła spokojnie. Każdą przerwę spędzałam z Markiem, a Justina starałam się jak najbardziej unikać.
Wróciłam do domu, przywitałam się z babcią i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w jakieś luźniejsze ciuchy, związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Właśnie szykowałam sobie jedzenie, gdy do domu wszedł nie kto inny jak sam Justin. Mruknął ciche „hej” i poszedł do siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, bo zawsze, mimo wszystko przynajmniej na mnie spojrzał, a teraz? NIC!.
Zrobiłam sobie coś na szybkiego i zjadłam. Wróciłam do pokoju, uszykowałam sobie ciuchy na spotkanie z Markiem i poszłam wziąć prysznic, przy tym nucąc jakąś piosenkę. Po umyciu się, owinęłam się ręcznikiem i podsuszyłam włosy. Dalej śpiewając swoją wymyśloną piosenkę przeszłam do pokoju i usiadłam przed lustrem.
-Możemy pogadać? – usłyszałam za sobą głos, przez co się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do szatyna i spojrzałam na niego pytająco.
-O czym? – spytałam dalej nucąc pod nosem i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli makijaż.
-O nas? O tej całej głupiej kłótni?- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-To ty zacząłeś.- powiedziałam, a on westchnął.
-Gdzie idziesz?- spytał marszcząc brwi.
-Do kina.- powiedziałam obojętnie i przeczesałam włosy.
-Z kim? Z tym kolesiem?- spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie twoja sprawa z kim i gdzie idę – powiedziałam oschle.
-Jesteś moją dziewczyną i to chyba logiczne, że chce wiedzieć. Martwię się.- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej.
-Skoro już musisz wiedzieć to idę z Markiem. Zaprosił mnie, a ja i tak nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.- wytłumaczyłam, a on tylko siedział i mi się przyglądał. Dokończyłam makijaż, uczesałam się i zabrałam rzeczy. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.- znów usłyszałam jego głos. Od razu przeszły mnie przyjemne dreszcze, ale starałam się tego nie pokazywać.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam pakować do torebki potrzebne rzeczy.
-Wiesz, że cię kocham prawda?- spytał jakby bał się, że odejdę na zawsze.
-Wiem, ja ciebie też.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na zegarek, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. –Już jest.- powiedziałam i odwróciłam się do Justina.- Pogadamy jutro, bo nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię, ale musze lecieć. Pa.- dałam mu buziaka w policzek i szybko zbiegłam na dół.
(oczami Justina)
Była taka piękna. Tak bardzo żałuje tego co zrobiłem, ale nie mogę cofnąć czasu. Kocham ją i byłem cholernie zazdrosny, gdy ten facet się do niej przystawiał. Potem było już coraz gorzej. Kłóciliśmy się o najmniejszą rzecz, a potem nie odzywaliśmy się do siebie. Tak bardzo mi jej brakuję.
Usłyszałem jakieś śmiechy z doły. Podszedłem do okna i odsunąłem lekko firankę. Widziałem jak się witają, jak on ją dotyka. Zacisnąłem ręce w pięści i patrzyłem dalej. Objął ją ramieniem i zaprowadził do samochodu. Otworzył jej drzwi, po czym ona wsiadła. Była taka uśmiechnięta. Jak kiedyś. Chcę to wszystko naprawić. Kocham ją i nie odpuszczę.
(oczami Amandy)
Wszystko szło świetnie. Mark był bardzo kochany i romantyczny. Po filmie poszliśmy coś zjeść, gadaliśmy, śmialiśmy się. W pewnej chwili to się zepsuło. Mark zrobił rzecz, której się nie spodziewałam, a mianowicie pocałował mnie. Szybko się odsunęłam i odwróciłam wzrok.
-Przepraszam, nie powinienem.- tłumaczył się, ale mu przerwałam.
-Nic się nie stało, ale zapomnijmy o tym.- powiedziałam, a on niechętnie skinął głową.
-To może… odwiozę się do domu.- powiedział i ruszyliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do domu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, znów zapadła niezręczna cisza, która trwała zbyt długo.
-Dzięki za kino i kolację, było… fajnie.- powiedziałam, a on skinął głową.
-Jeszcze raz chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, to nie tak miało być.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nic się nie stało. Dałeś ponieść się emocją, rozumiem. Ale proszę zapomnijmy już o tym. Nie chcę stracić przyjaciela.- powiedziałam, a on znów skinął niechętnie głową.- Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Teraz czekało mnie najgorsze. Rozmowa z Justinem. Nie chce by dowiedział się o pocałunku, bo on zabije Marka, a to mój przyjaciel i nie chce go stracić. Weszłam do domu, ściągnęłam cicho buty i poszłam do siebie. Zapaliłam w pokoju światło, a tam Justin stoi przy oknie.
-Matko, Justin... przestraszyłeś mnie.- powiedziałam łapiąc się z serce.
-Czekałem na ciebie.- powiedział i usiadł na łóżku.- Jak było?- spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Dobrze, było kino, potem poszliśmy coś zjeść i... wróciliśmy do domu.- powiedziałam trochę poddenerwowana.- Jestem strasznie zmęczona, pójdę się przebrać i pójdę spać.- powiedziałam i szybko zabrałam swoją piżamę i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam Justin nadal siedział na łóżku, ale tym razem z twarzą w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- spytałam podchodząc do niego.
-Wszystko zepsułem.- powiedział z zaszklonymi oczami.
-Nic nie zepsułeś.- powiedziałam głaszcząc go po plecach.
-Zepsułem...tracę ciebie, tak bardzo cię kocham i nie chce, żebyś mnie zostawiła. Siedziałem tu i czekałem. Zastanawiałem się jak to naprawić.- powiedział, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Już dobrze Justin.- przytuliłam go.- Ja nigdzie się nie wybieram. Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.- A teraz choć się położymy.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Justin rozebrał się do bokserek i zaraz do mnie dołączył. Przytulił się do mnie mocno, tak jakby bał się, że w nocy ktoś mu mnie zabierze. Głaskałam go po głowie i myślałam. Po chwili zauważyłam, że zasnął, więc i ja zaraz po zamknięciu oczu zasnęłam.
*******dwa tygodnie później*******
To był najgorszy tydzień mojego życia. Od kilku dni strasznie się z Justinem kłócę i nie możemy znaleźć porozumienia. Śpimy osobno, śniadania jemy osobno…. Wszystko robimy jako ja lub on, a nie jako MY. Zaczęło się od tego, jak w szkole rozmawiałam z nowym chłopakiem. Przyznaje był przystojny i flirtował ze mną, ale ja nic nie zrobiłam. Justin był wtedy bardzo zazdrosny i pobił go, przez co jego mama musiała przyjechać do szkoły. Nawrzeszczeliśmy na siebie i starałam się mu to jakoś wytłumaczyć, ale on tego nie zrozumiał i od tamtej pory w szkole mnie unika, a gdy jestem gdzieś w pobliżu, zaczyna podrywać jakąś laskę. Staram się to olewać, ale nie wiem jak długo to wytrzymam.
-Amy, słuchasz mnie w ogóle?- spytał Mark. On ostatnio cały czas jest przy mnie i powtarza, że wszystko się ułoży. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo i rozmawiamy o wszystkim.
-Tak, jasne.- powiedziałam smutna.
-Nadal myślisz o tej sprawie z Justinem?- spytał, jak widać zmęczony całą tą sytuacją.
-Przepraszam, ale wiesz jak bardzo go kocham. Nie potrafię przestać tak z dnia na dzień o nim myśleć.- powiedziałam i oparłam się o szkolną szafkę.
-To ja przepraszam, powinienem cię wspierać, ale chce byś była szczęśliwa, a zamęczanie się jakąś głupią kłótnią, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oboje cierpicie, ale potrzebna wam przerwa. –pocieszał mnie.
-Może masz racje…- powiedziałam i wypuściłam głośno powietrze.
-Pewnie, że mam.- powiedział dumny, a ja się zaśmiałam.- Słuchaj…, a może poszłabyś ze mną do kina, dzisiaj.- powiedział i podrapał się po karku.
-Pewnie, słyszałam, że mają jakieś nowe filmy.- powiedziałam bardziej wesoło.
-To super, przyjdę po ciebie o 19.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Okej, chodźmy na lekcje.- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę sali.
Reszta zajęć minęła spokojnie. Każdą przerwę spędzałam z Markiem, a Justina starałam się jak najbardziej unikać.
Wróciłam do domu, przywitałam się z babcią i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w jakieś luźniejsze ciuchy, związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół. Właśnie szykowałam sobie jedzenie, gdy do domu wszedł nie kto inny jak sam Justin. Mruknął ciche „hej” i poszedł do siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, bo zawsze, mimo wszystko przynajmniej na mnie spojrzał, a teraz? NIC!.
Zrobiłam sobie coś na szybkiego i zjadłam. Wróciłam do pokoju, uszykowałam sobie ciuchy na spotkanie z Markiem i poszłam wziąć prysznic, przy tym nucąc jakąś piosenkę. Po umyciu się, owinęłam się ręcznikiem i podsuszyłam włosy. Dalej śpiewając swoją wymyśloną piosenkę przeszłam do pokoju i usiadłam przed lustrem.
-Możemy pogadać? – usłyszałam za sobą głos, przez co się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do szatyna i spojrzałam na niego pytająco.
-O czym? – spytałam dalej nucąc pod nosem i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli makijaż.
-O nas? O tej całej głupiej kłótni?- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-To ty zacząłeś.- powiedziałam, a on westchnął.
-Gdzie idziesz?- spytał marszcząc brwi.
-Do kina.- powiedziałam obojętnie i przeczesałam włosy.
-Z kim? Z tym kolesiem?- spytał, a ja przewróciłam oczami.
-Nie twoja sprawa z kim i gdzie idę – powiedziałam oschle.
-Jesteś moją dziewczyną i to chyba logiczne, że chce wiedzieć. Martwię się.- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej.
-Skoro już musisz wiedzieć to idę z Markiem. Zaprosił mnie, a ja i tak nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.- wytłumaczyłam, a on tylko siedział i mi się przyglądał. Dokończyłam makijaż, uczesałam się i zabrałam rzeczy. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam i wróciłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.- znów usłyszałam jego głos. Od razu przeszły mnie przyjemne dreszcze, ale starałam się tego nie pokazywać.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam pakować do torebki potrzebne rzeczy.
-Wiesz, że cię kocham prawda?- spytał jakby bał się, że odejdę na zawsze.
-Wiem, ja ciebie też.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na zegarek, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. –Już jest.- powiedziałam i odwróciłam się do Justina.- Pogadamy jutro, bo nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię, ale musze lecieć. Pa.- dałam mu buziaka w policzek i szybko zbiegłam na dół.
(oczami Justina)
Była taka piękna. Tak bardzo żałuje tego co zrobiłem, ale nie mogę cofnąć czasu. Kocham ją i byłem cholernie zazdrosny, gdy ten facet się do niej przystawiał. Potem było już coraz gorzej. Kłóciliśmy się o najmniejszą rzecz, a potem nie odzywaliśmy się do siebie. Tak bardzo mi jej brakuję.
Usłyszałem jakieś śmiechy z doły. Podszedłem do okna i odsunąłem lekko firankę. Widziałem jak się witają, jak on ją dotyka. Zacisnąłem ręce w pięści i patrzyłem dalej. Objął ją ramieniem i zaprowadził do samochodu. Otworzył jej drzwi, po czym ona wsiadła. Była taka uśmiechnięta. Jak kiedyś. Chcę to wszystko naprawić. Kocham ją i nie odpuszczę.
(oczami Amandy)
Wszystko szło świetnie. Mark był bardzo kochany i romantyczny. Po filmie poszliśmy coś zjeść, gadaliśmy, śmialiśmy się. W pewnej chwili to się zepsuło. Mark zrobił rzecz, której się nie spodziewałam, a mianowicie pocałował mnie. Szybko się odsunęłam i odwróciłam wzrok.
-Przepraszam, nie powinienem.- tłumaczył się, ale mu przerwałam.
-Nic się nie stało, ale zapomnijmy o tym.- powiedziałam, a on niechętnie skinął głową.
-To może… odwiozę się do domu.- powiedział i ruszyliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do domu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, znów zapadła niezręczna cisza, która trwała zbyt długo.
-Dzięki za kino i kolację, było… fajnie.- powiedziałam, a on skinął głową.
-Jeszcze raz chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, to nie tak miało być.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nic się nie stało. Dałeś ponieść się emocją, rozumiem. Ale proszę zapomnijmy już o tym. Nie chcę stracić przyjaciela.- powiedziałam, a on znów skinął niechętnie głową.- Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Teraz czekało mnie najgorsze. Rozmowa z Justinem. Nie chce by dowiedział się o pocałunku, bo on zabije Marka, a to mój przyjaciel i nie chce go stracić. Weszłam do domu, ściągnęłam cicho buty i poszłam do siebie. Zapaliłam w pokoju światło, a tam Justin stoi przy oknie.
-Matko, Justin... przestraszyłeś mnie.- powiedziałam łapiąc się z serce.
-Czekałem na ciebie.- powiedział i usiadł na łóżku.- Jak było?- spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Dobrze, było kino, potem poszliśmy coś zjeść i... wróciliśmy do domu.- powiedziałam trochę poddenerwowana.- Jestem strasznie zmęczona, pójdę się przebrać i pójdę spać.- powiedziałam i szybko zabrałam swoją piżamę i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam Justin nadal siedział na łóżku, ale tym razem z twarzą w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- spytałam podchodząc do niego.
-Wszystko zepsułem.- powiedział z zaszklonymi oczami.
-Nic nie zepsułeś.- powiedziałam głaszcząc go po plecach.
-Zepsułem...tracę ciebie, tak bardzo cię kocham i nie chce, żebyś mnie zostawiła. Siedziałem tu i czekałem. Zastanawiałem się jak to naprawić.- powiedział, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Już dobrze Justin.- przytuliłam go.- Ja nigdzie się nie wybieram. Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.- A teraz choć się położymy.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Justin rozebrał się do bokserek i zaraz do mnie dołączył. Przytulił się do mnie mocno, tak jakby bał się, że w nocy ktoś mu mnie zabierze. Głaskałam go po głowie i myślałam. Po chwili zauważyłam, że zasnął, więc i ja zaraz po zamknięciu oczu zasnęłam.
nuuuuuuuuuuuuuuuuuda!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJak ci się nie podoba to po co czytasz? Albo może wyraź się bardziej dosłownie i powiedz co ci się tutaj nie podoba, a postaram się to zmienić. Nie jestem jakąś profesjonalną pisarką, ale się staram i wiem, że są tu ludzie, którym się to podoba.
UsuńŚwietny rozdział <3
OdpowiedzUsuń:'( piękne <3
OdpowiedzUsuńboooooooooooooooooooski <33333333 kolejny !!! aaa<333
OdpowiedzUsuńbozee ten rodzial jest cudowny a cale opowiadanie boskieeee nie przejmuj sie hejtami ;* <3
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się rozdział świetny
OdpowiedzUsuń