(Justin)
Oczy cały czas miałem zaszklone. Nie mam pojęcia co teraz będzie.
Wbiegłem zdyszany do szpitala, gdzie zawieźli moją Amy i podszedłem do recepcji.
-Gdzie leży Amanda...-nie dokończyłem, bo koło mnie pojawił się lekarz.
-Jesteś z rodziny?- spytał przeglądając kartę pacjenta.
-Jestem jej chłopakiem.- powiedziałem.
-Jest może z tobą ktoś z rodziny?- spytał oddając teczkę pielęgniarce.
-Nie, to znaczy ona ma tutaj jeszcze babcie, ale była zbyt roztrzęsiona i zabrałem ją do domu.- powiedziałem, a on skinął głową.
-Rozumiem, w takim razie proszę za mną.-tak jak powiedział tak zrobiłem. Poszliśmy na drugie piętro, przeszliśmy dość długi korytarz i stanęliśmy przed jedną z sal. Gdy się odwróciłem zobaczyłem za szybą moją ukochaną. Leżała podłączona do różnych maszyn, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo powoli.
-Boże Amy...- wymamrotałem i wtedy pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Powiem szczerze...jest źle. Ma połamane kilka żeber i lewą nogę. Oddycha bardzo ciężko, a mózg...no cóż...ma wstrząs mózgu i nie wiadomo jak jej organizm to przyjmie i co będzie jak się obudzi.-powiedział patrząc na dziewczynę.
-Wie pan kiedy się obudzi? Mogę do niej wejść?- wypytywałem.
-Niestety nikt nie wie kiedy się obudzi. Zapadła w śpiączkę i jeszcze niedawno było z nią bardzo źle. Musieliśmy ją reanimować, bo mózg jak i serce przestało działać. Teraz wszystko w mocy Boga.- powiedział, a ja złapałem się za głowę.- Jest mi strasznie przykro. Przepraszam, ale muszę iść do innych pacjentów. Zajrzę tutaj jeszcze później, a teraz może pan do niej wejść.- powiedział, a ja mu podziękowałem i wszedłem do środka.
-Hej skarbie.- podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.- Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś.-pocałowałem wierzch jej dłoni.- Tęsknie za tobą, proszę, wróć do mnie.- powiedziałem i wtedy już niczym się nie przejmowałem. Rozpłakałem się i nie mogłem opanować łez. Wyglądała tak blado.
-Kocham cię.- pogłaskałem ją po policzku.-Nie zostawiaj mnie samego, proszę...- błagałem i ocierałem policzki z łez.-Jesteś dla mnie bardzo ważna. Tak wiele tobie zawdzięczam.- wymamrotałem.-Nigdy ci nie mówiłem, ale dzięki tobie pogodziłem się z matką. Wybaczyłem jej bo pokazałaś mi, że dobrze jest wybaczać i ufać na nowo. Pokazałaś mi, którą drogą mam iść i dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem.- mówiłem i uśmiechałem się blado na wspomnienia o niej.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak zazdrosny jestem gdy widzę cię z innymi facetami, albo jaki ból czuję kłócąc się z tobą.-powiedziałem i znów pocałowałem jej dłoń.
-Zrobię wszystko by znów zobaczyć twój uśmiech. Rozumiesz? WSZYSTKO.- podkreśliłem ostatnie słowo, ale nadal mówiłem szeptem.
************************
Nie wiek kiedy zasnąłem. Obudził mnie męski głos i szturchanie w ramię.
-Proszę pana.- powiedział mężczyzna.
-Tak?- przetarłem oczy i wtedy przypomniałem sobie gdzie jestem. Szybko spojrzałem na Amy, ale nadal bez zmian. Była nieprzytomna, ale i tak wyglądała ślicznie.
-Niech pan jedzie do domu odpocząć.- powiedział, a ja nadal przyglądałem się mojej ślicznotce.
-Wole zostać. Chce być gdy się obudzi, chce być gdy otworzy oczy.- powiedziałem i posłałem mu blady uśmiech.
-Rozumiem, ale wątpię by to się stało szybko. Nic na to nie wskazuje, ale obiecuję, że jak będzie poprawa to zadzwonimy do pana. -powiedział, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Dobrze, ale wrócę tu jak odpocznę.- powiedziałem i delikatnie pocałowałem Amy.-Jeszcze tu wrócę.- powiedziałem szeptem w stronę ukochanej.
Gdy wróciłem do domu, to nie było tak samo. Było cicho. Spojrzałem na schody i miałem nadzieję, że zaraz zejdzie z nich moja królewna i żuci mi si na szyje. Powie, że to był tylko sen i da mi słodkiego buziaka....
Jednak nic takiego się nie stało, a mnie uderzyła tylko rzeczywistość. Znów moje policzki zrobiły się mokre, a do uszy doleciał szloch, dochodzący z kuchni.Otarłem wierzchem dłoni łzy i wszedłem do pomieszczenia. Przy stole siedziała babcia Amy i płakała. Wiedziałem, że to dla niej wielki szok. Straciła męża, a teraz jej wnuczka walczy o życie. Podszedłem do niej i delikatnie ją objąłem.
-Amy?- spytała, a ja pokręciłem głowa.
-To ja Justin.- powiedziałem i usiadłem koło niej.
-Byłeś w szpitalu? Co z moją wnuczką?- spytała, a ja opuściłem głowę. Powinienem był być silny i wspierać jej rodzinę i bliskich, ale nie potrafiłem. To było zbyt silne ode mnie. Ból zżerał mnie od środka, a łzy paliły mi oczy. Pierwszy raz rozpłakałem się przy jakiejkolwiek osobie. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Przed oczami wciąż miałem twarz bladej i podłączone do tego wszystkiego Amy.
Gdy razem z jej babcię trochę się pozbieraliśmy. Przetarłem twarz i nadal z opuszczoną głową zacząłem opowiadać.
-Przepraszam.- wydukałem.- To moja wina.- powiedziałem.
-O czym ty mówisz, Justin? To nie twoja wina to był wypadek.-pocieszała mnie.
-To moja wina. Mogłem jej powiedzieć, by nie startowała. Nie powinna wsiadać na tego konia.- mówiłem przez łzy.
-Justin, to był wypadek.- tłumaczyła.- Nikt nie wiedział, że to tak się skończy. A Amanda na pewno nie chciałaby, byś się obwiniał. Kochała...Kocha cię i ona wie, że to nie twoja wina.- powiedziała, a ja powoli podniosłem głowę i spojrzałem jj w oczy.
-To nie miało tak być. Powinna teraz świętować razem z nami wygraną. A jest całkiem inaczej. Co my takiego zrobiliśmy by nas tak Bóg karał? Nie mógł zrobić coś mnie? Dlaczego ona? Dlaczego?- mówiłem przez płacz. Łzy leciały mi jak z wodospadu, a okropne myśli krążyły po głowie.
-Co lekarz powiedział?- spytała kobieta.
-Powiedział, że ma połamane żebra i nogę. Walczy o życie i zapadła w śpiączkę.- powiedziałem szeptem i jeszcze mocniej się rozpłakałem.-Nie chce jej stracić! Jest dla mnie wszystkim. - powiedziałem i uderzyłem ręką w stół.
-Rozumiem cię. Dla wielu osób jest ona ważna i każdy z nich cierpi z tego powodu. Jednak wy jesteście ze sobą bardzo związani i widzę jak cierpisz.- przetarła mój policzek.- Idź się połóż. Dobrze ci to zrobi. Jutro pojedziemy do niej razem.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
Pocałowałem kobietę w policzek i wymamrotałem ciche "Dziękuję", po czym poszedłem do pokoju Amy. Podszedłem do komody, gdzie leżało nasze zdjęcie i przetarłem jej twarz.
-Kocham cię.- wymamrotałem i wyciągnąłem z szafki jedną z jej bluzek. Pachniały nią. Położyłem się na jej łóżku i wtuliłem w bluzkę. Miałem wrażenie, że leży koło mnie i bawi się moimi włosami, tak jak robiła to zawsze, gdy nie mogłem zasnąć. Uśmiechnąłem się na tą myśl i dalej delektowałem się jej zapachem.
______________________________________________________________________
Boże!!! Rozpłakałam się jak pisałam ten rozdział. Przepraszam, że dawno nie dodawałam, ale nie miałam okazji i weny. Teraz mam jej sporo i postaram się dodać dzisiaj kolejny. Teraz muszę się pozbierać trochę, bo ryczę jak głupia przez ten rozdział. Mam nadzieję, że wam też przekazałam te emocję i czekam na komentarze. :') Dzięki za 10 000 wyświetleń i pragnę by było kolejne tyle haha...
Boski rozdział ;")
OdpowiedzUsuń; (
OdpowiedzUsuń;'( <3 cudowne jak zawsze..
OdpowiedzUsuńcudowne ;(( wzruszające biedna Amy i biedny Justin mocny cios,już czekam nn <3333
OdpowiedzUsuńBoże rycze ! Tl jest takie piękne *.*
OdpowiedzUsuń