niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 46

(Justin)
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, złością.
-Co ty tutaj robisz?- spytałem oschle.
-Justin, przepraszam, ale musiałam przyjechać.- podeszłą bliżej mnie.- Widziałam twój występ, byłeś niesamowi...
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.- przerwałem jej.
-Chciałam was przeprosić. Odkąd wyjechaliście nie spotykam się z Alex'em. -powiedziała spuszczając głowę.
-Ojej, co za pech.- powiedziałem sarkastycznie i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała.
-Justin.-powiedziała, a ja spojrzałem na nią wyczekująco.- Na prawdę mi przykro, że tak się stało. Amy była moją najlepszą przyjaciółką, od zawsze....
-No właśnie BYŁA.- znów jej przerwałem.
-Gdybym wiedziała, że to tak się stanie, cofnęłabym czas. Ale nie mogę!- powiedziała, a ja przewróciłem oczami.- Gdy dowiedziałam się, że założył się z jakimś Ianem, żeby skrzywdzić Amy, nigdy bym tego nie zrobiła. Zakochałam się, a on....
-Chwila, chwila...-przerwałem jej.- Mówiłaś Ianem? -spytałem niedowierzając
-Tak, nie znam go, ale podobno jest starszy i umm... chodzi do naszej szkoły.- powiedziała, a ja momentalnie zamarłem. To wszystko wina tego debila? To on chciał tak zranić moją Amy? To przez nich ona cierpiała? Ale dlaczego?
-Rozumiem... pogadamy później, teraz muszę coś załatwić.-powiedziałem i ruszyłem w stronę miejsca, gdzie stał Ian.
-Świetny występ.- usłyszałem jeszcze głos dziewczyny, ale zignorowałem to. Byłem wściekły. Jak on mógł? Wiedział co czuję do Amy! Wiedział ile dla mnie znaczy!. Bez zastanowienia podszedłem do niego i złapałem go za ramię.
-Hej, Justin, zmieniłeś zdanie?- spytał z chytrym uśmieszkiem, jednak mi nie było do śmiechu i od razu uderzyłem go w nos.- Co to było?- spytał łapiąc się za nos.
-To za Amy!- krzyknąłem, a gdy opuścił rękę, przyłożyłem mu drugi raz, przez co upadł.
-O co ci chodzi stary.- spytał próbując wstać.
-To za zniszczenie naszej przyjaźni.- kopnąłem go w brzuch,- A to...-znów go kopnąłem.-za to, że jesteś dupkiem.- splunąłem koło niego i odszedłem. Dopiero teraz zobaczyłem jakie zbiorowisko zebrało się wokół nas.
-Justin, co to było?- spytała moja mama.
-Nic!-warknąłem.- Przepraszam, po prostu ten dupek...
-Ale to twój przyjaciel.- przerwała mi.
-Już nie.- powiedziałem i odszedłem. Szedłem przed siebie, próbując ułożyć sobie to wszystko w głowie, ale to było zbyt trudne. Jak on mógł mi to zrobić? Jak on mógł w ogóle pomyśleć, by zrobić takie coś kobiecie?
-Justin!- usłyszałem głos starszej kobiety. Odwróciłem się i zobaczyłem babcie Amy.
-Tak?- odezwałem się podchodząc bliżej.
-Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczamy. -powiedziała, a ja spojrzałem na nią pytająco.- Po twoim koncercie na konto wpłynęło kilka tysięcy, dzięki czemu już prawie zebraliśmy pieniądze.- powiedziała, a ja przetarłem twarz dłońmi.
-Na prawdę?- spytałem zdziwiony.
-Tak, to był świetny pomysł z tym festynem. Masz.- podała mi talerzyk z jej ciastem.
-Mmmm...jabłecznik, mój ulubiony.- powiedziałem i wziąłem kawałek do ust.
-Zasłużyłeś.-powiedziała i podała innej kobiecie talerz.-A teraz leć do Amy. Sprawdź co u niej.- powiedziała, a ja skinąłem głową.
-A nie będę tutaj potrzebny?- spytałem z troską.
-Nie, damy radę, teraz już idź.- powiedziała, a ja posłałem jej uśmiech i odłożyłem talerzy. Bez wahania pojechałem do szpitala, ale najpierw wstąpiłem do kwiaciarni, gdzie kupiłem jej ulubione kwiaty.
Gdy wszedłem do sali, uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej łóżka.
-Hej kochanie.- powiedziałem dając jej lekkiego buziaka.-Tęskniłem.- powiedziałem siadając na krześle.-Mam dobre wieści.-przerwałem i złapałem jej dłoń.- Już niedługo będziesz miała nowy sprzęt i leki, dzięki którym w końcu się obudzisz.- powiedziałem uradowany.-Gdybyś tylko widziała radość twojej babci sprzedającej ciasto na festynie.-cicho zachichotałem.-Kocham cię i  nie pozwolę ci odejść.- pocałowałem jej dłoń. Już nic nie mówiłem. Patrzałem na nią i nuciłem piosenkę,którą śpiewałem na festynie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziłem się wieczorem, gdy do pokoju wszedł lekarz.
-Przepraszam, że cię obudziłem.-powiedział, a ja przetarłem oczy.
-Nic się nie stało, jakieś wieści?- spytałem, a on się uśmiechnął.
-Tak i to dobre. Na konto szpitala wpłynęła cała suma pieniędzy. Od jutra zaczniemy leczenie Amy z bardzo dobrym sprzętem.-powiedział, na co od razu się uśmiechnąłem.
-Jakie są szanse, że dzięki temu się obudzi?-spytałem bardziej smutno.
-Bardzo duże. Ten sprzęt jak i leki pomogą w wybudzeniu dziewczyny i do tego poprawią jej organizm.-powiedział, na co odetchnąłem z ulgą.
-Dziękuję doktorze.- powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń.
-Nie ma za co. -uśmiechnął się.- Może pojedziesz do domu i odpoczniesz? Dużo przeszedłeś i wiem, że jesteś zmęczony.-powiedział, a gdy chciałem zaprotestować, przerwał mi.- Obiecuję, że zadzwonię, gdy tylko coś się zmieni.- powiedział, a ja w końcu skinąłem głową.
-Dobrze, ale wrócę tu jutro.-powiedziałem i pożegnałem się z moją księżniczką, po czym wyszedłem z sali.
**********************KILKA DNI PÓŹNIEJ****************************

Tak jak mówiłem tak też robiłem. Co dziennie chodziłem do szpitala i codziennie miałem nadzieję na jakąkolwiek zmianę, ale nic. Co prawda jej stan jest lepszy, choć nadal jest w śpiączce. Dzisiaj też przyszedłem. Nikogo nie było, tylko ja i ona. Patrzałem na nią ze łzami w oczach i powtarzałem jak bardzo ją kocham. Tak bardzo mi jej brakowało....
-Skarbie...proszę, obudź się.- błagałem.- Nie zostawiaj mnie samego na kolejny dzień. Już tego nie zniosę. -położyłem głowę na łóżku, zacząłem płakać.-Tak wiele dla mnie znaczysz. Zrobię wszystko, będę najlepszym chłopakiem pod słońcem, tylko proszę obudź się.- mówiłem. Nagle poczułem jak jej ręka się poruszyła i ścisnęła moją dłoń, myślałem, że mi się to przyśniło, ale potem stało się coś czego się nie spodziewałem.
-Justin.-usłyszałem ten anielski głos, którego usłyszeć chciałem od kiedy tu trafiła. Podniosłem szybko głowę, a łzy spłynęły po moim policzku.
____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. :) Zapraszam do mojego bloga o Justinie, proszę o komentarze i błagam przesyłajcie dalej ten link, by więcej osób go czytało. http://bieberfever-blog.blogspot.com/

3 komentarze:

  1. Boże ja sie tu rozpłakałam :'(

    OdpowiedzUsuń
  2. ach,w końcu się obudziła,to takie słodkie,jaak on się o nią troszczy :)

    OdpowiedzUsuń