środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 47

(Amanda)
Strasznie bolało mnie ciało, ale najbardziej głowa. Nie wiem ile tak leżałam, ale nie potrafiłam się ruszyć. Jedyne co potrafiłam to lekkie poruszenie palcami. Gdy w końcu oswoiłam się z jasnym światłem w pokoju, lekko otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku, którego dobrze znałam. Justin.
Szlochał i powtarzał bym się obudziła i go nie zostawiała. Kąciki moich ust lekko się uniosły, po czym spróbowałam wydusić z siebie słowo.
-Justin.- wyszeptałam, a przez moje gardło przeszedł palący ból. On momentalnie podniósł głowę i spojrzał na mnie z czerwonymi od płaczu, oczami.
-Boże, Amy!-podniósł się z krzesła i uśmiechnął się szeroko.- Obudziłaś się! Skarbie tak bardzo tęskniłem. Kocham cię i przepraszam. Nie zostawiaj mnie więcej.- mówił, a łzy znów zaczęły spływać po jego policzku. Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam, ale skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.-Pójdę zawołać lekarza.- powiedział i zniknął za drzwiami. Po kilku minutach był już z powrotem, a z nim starszy mężczyzna.
-Witam Amy, jak się czujesz?- spytał, a ja znów spróbowałam coś powiedzieć, ale wyszło z tego tylko kaszlnięcie.- Wody?- spytał i podał mi szklankę. Spróbowałam ją złapać i po chwili już mogłam ruszać ręką. Napiłam się i oddałam szklankę.
-Już lepiej.- powiedziałam.
-To dobrze.- powiedział i zaczął sprawdzać sprzęt.
-Ile tu leżę?- spytałam po chwili ciszy.
-Kilka tygodni.- powiedział Justin, a ja się skrzywiłam.- Tak bardzo tęskniłem.-dodał i pocałował mnie w policzek.
-Tak, nie mogliśmy go od ciebie odciągnąć. Wciąż powtarzał, że cie kocha i że cie nie zostawi.-powiedział z uśmiechem lekarz.
-Wiem.- powiedziałam, a Justin spojrzał na mnie pytająco.-Słyszałam- dodałam, a on nadal stał zdziwiony.
-To bardzo prawdopodobne. Wiele osób, które zapadło w śpiączkę słyszy to co się do niego mówi.-wytłumaczył lekarz.
-Dziękuję.- powiedziałam do Justina.
-Za co?- spytał zdziwiony.
-Za pomoc.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego czule.
-To ja zostawię was samych. Um...jak będziecie mnie potrzebować, to proszę nacisnąć ten guzik.- pokazał na czerwony guzik przy łóżku.-A zaraz przyjdę.-powiedział i podszedł do drzwi.- A i jak odpoczniesz to zrobimy ostatnie badania.- dodał i zniknął za drzwiami.
-Justin?- odezwałam się po chwili ciszy.
-Hymm?- spytał patrząc mi w oczy.
-Przytul mnie.- powiedziałam i przesunęłam się tak by usiadł koło mnie. Gdy już był przy mnie, wtuliłam się w niego, a on odwzajemnił uścisk.
-Kocham cię,- powiedział, a ja zachichotałam.
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam i zamknęłam oczy, wdychając jego zapach.
*************************KILKA DNI PÓŹNIEJ*****************************
Byłam wykończona. Po wszystkich badaniach i rozmowach z lekarzami, w końcu pozwolili mi wrócić do domu. Justin oczywiście cieszył się jak głupi, a ja razem z nim. Nie mogłam się doczekać, kiedy położę się na swoim wygodnym łóżku i zjem coś normalnego, a nie tylko te szpitalne jedzenie.
-Jak się czujesz skarbie?- to było częste pytanie wydobywane z ust moich bliskich, ale rozumiałam to że się martwią. Powoli jednak irytowało mnie, że nie spuszczają mnie z oczu, bo już czułam się lepiej i chciałam wrócić do normalnego stanu życie.
-Jak najlepiej.- powiedziałam z uśmiechem do Justina, ale widział, że męczy mnie to pytanie.
-Przepraszam kicia, ale się martwię. Tak bardzo cię kocham, że nie wiem co bym zrobił, gdybyś odeszła.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Wiem, Justin, ale męczy mnie to wszystko. Nie musicie pytać co pięć minut jak się czuję, bo gdyby coś się działo, powiedziałabym wam.-powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Kocham cię.-powiedział i pogłaskał mnie po plecach.
-Ja ciebie też i to bardzo.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Nie mocniej niż ja ciebie.-drążył dalej.
-Skąd ta pewność?- podniosłam się i spojrzałam mu w oczy, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Bo to wiem.-powiedział dumnie i musnął moje usta.
-Jasne, jasne...-powiedziałam kładąc się w poprzedniej pozycji.- wszystko co pozwoli ci spać, Bieber.-powiedziałam, a on tylko westchnął.
Nagle do pokoju wparował mój brat.
-To cześć siostra.- powiedział wskakując na łóżko.
-Jedziecie już?- spytałam trochę smutna.
-Nooo... mama i tata muszą wracać do pracy, a ja mam szkołę.- przewrócił oczami a ja się zaśmiałam.
-Tylko ucz się, a nie....-powiedziałam i poczochrałam mu włosy.
-Tsaaa...-prychnął i się we mnie wtulił.
-Pa młody.- odwzajemniłam uścisk, a po chwili już go nie było.
-Od kiedy ty masz taki kontakt z bratem?- spytał zdziwiony Justin.
-Sama nie wiem....-wzruszyłam ramionami.
Znów zapadła ciesz, którą przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę.- powiedziałam cicho.
-Przyniosłam wam naleśniki.-powiedziała babcia i podała nam tackę.
-Dziękuję babciu, kochana jesteś.- powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Dla ciebie wszystko, skarbie.- powiedziała i wyszła z pokoju.
-Głodny?- spytałam Justina wtykając mu do buzi kawałek ciasta.
-Pewnie.- powiedział z pełną buzią, na co się zaśmiałam.
I tak karmiliśmy siebie nawzajem. Nie obeszło się oczywiście bez pocałunków i śmiechów, ale po jakiejś godzinie, talerz był pusty.
Był wieczór, a ja zrobiłam się senna. Wstałam leniwie z łóżka i podeszłam do szuflady, z której wyciągnęłam piżamę.
-A ty gdzie skarbie?- spytał uśmiechnięty Justin.
-Idę się wykąpać.- powiedziałam, a w jego oczach zobaczyłam błysk.
-Mogę z tobą?- spytał, a ja się zaśmiałam.
-Nie.- powiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę łazienki, gdy nagle usłyszałam za sobą kroki.
-Czemu?- spytał przyciskając mnie do ściany.
-Bo cię kocham- powiedziałam z uśmiechem.
-Ja ciebie też, ale gdybyś mnie kochała, to byś mi pozwoliła, a nie znęcała się nade mną.- powiedział całując moją szyję.
-Jeśli mnie kochasz to zrozumiesz i poczekasz.- powiedziałam tajemniczo, a gdy trafił na mój czuły punkt cichy jęk wydobył się z moich ust. Wiedziałam, że szatyn cwaniacko się uśmiechnął i powoli przechodził pocałunkami do moich ust. Gdy ostatni raz mnie pocałował spojrzał mi w oczy.
-Poczekam, ale to tylko kąpiel.-powiedział z nadzieją.
-Wiem, ale będziesz mnie widział nagą.-powiedziałam cicho, a moje policzki zrobiły się czerwone.
-No i? Nawet nie wiesz ile bym dał by cię taką zobaczyć.- powiedział rozmarzony.
-Głupek.- powiedziałam odpychając go ode mnie. Otworzyłam drzwi i jeszcze raz się obejrzałam, po czym zobaczyłam cwaniacko uśmiechniętego Biebera.-Kocham cię.!-krzyknęłam za sobą, ale jakoś nie otrzymałam odpowiedzi, bo zamknęłam drzwi.
Po kąpieli wróciłam do mojego wariata i położyłam się na łóżku. Na początku, ani nic nie mówił, ani nic nie robił, po prostu patrzył w sufit i nad czymś myślał. Spojrzałam na niego podejrzanie i wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś zły?- spytałam smutno.
Nie odezwał się przez chwilę.
-Nie, a czemu miałbym być?- spytał, ale wiedziałam, że coś go boli.-Rozumiem, że mi nie ufasz.- powiedział sucho nie parząc mi w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy na mnie spojrzał.
-To nie tak, że ci nie ufam...-powiedziałam.
-A jak?-spytał zdenerwowany.
-Po prostu nie jestem gotowa. Zrozum.-powiedziałam z żalem w oczach.
-Rozumiem, ale....-przerwał i usiadł drapiąc się po karku.- Kocham cię i chce ci to udowodnić w każdy możliwy sposób. Jesteśmy ze sobą tak długo, a ostatnio prawie cię straciłem...-znów przerwał patrząc mi w oczy.- Nie chce żeby było kiedyś tak, że któremuś z nas coś się stanie, a nie pokarzę ci jak bardzo cię kocham.-powiedział i przetarł mój policzek.
-Rozumiem.-opuściłam głowę.-Ale ja wiem jak bardzo mnie kochasz. Pokazujesz mi to każdego dnia. Też chce to z tobą zrobić, ale się boje. Ufam ci i wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, ale... nie wiem... po prostu nie potrafię się przełamać.- powiedziałam, a on musnął moje usta.
-Rozumiem.-powiedział-Poczekam, nie będę cie do niczego zmuszał.-powiedział i znów mnie pocałował. Tym razem namiętnie, jakby chciał pokazać przy tym wszystkie swoje uczucia, jakie w nim teraz są. Pragnęłam go i to bardzo, jednak nie chciałam jeszcze tego robić.
Gdy się od siebie odsunęliśmy, położyliśmy się i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
_____________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Wiem, ze długo mnie nie było, ale chyba mnie rozumiecie....wakacje dobiegają końca i staram się korzystać z wolnego.
Zapraszam do mojego bloga o Justinie i prosze o komentarze. http://bieberfever-blog.blogspot.com/

3 komentarze:

  1. Boże boski,musisz zrobić ich pierwszy raz :D czekam na kolejny <3333

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zwykle super! kocham cie i to opowiadanie czekam na nastepny rozdzial ;**!!

    OdpowiedzUsuń