piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 49

(Justin)
Czy mówiłem wam jak bardzo jestem szczęśliwy? Nie?  To teraz wam powiem....Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Mam wspaniałą dziewczynę i wszystko układa się jak najlepiej. Kocham ją....jest dla mnie najważniejsza i nic nas nie rozdzieli.
Dzisiejszego dnia wybraliśmy się pod to samo drzewo co zawsze. Uwielbialiśmy tam przebywać. Mogliśmy odpocząć i oderwać się od rzeczywistości.
-Kocham cię.-wyszeptałem w jej włosy i przytuliłem ją jeszcze mocniej.
-Ja ciebie też.-odpowiedziała i dalej wpatrywała się w niebo. To był lipiec, a na dworze było coraz goręcej. Niebo było czyste, a nasze twarze oświetlały promienie słońca. Nie musieliśmy nic mówić, a wiedzieliśmy co drugie myśli. Nie potrzebne nam były słowa, a wiedzieliśmy co drugie czuje.
-Wracamy?- spytałem całując ją w czoło.
-Tak, babcia powiedziała, żebyśmy wrócili na obiad.-powiedziała i wstała.
-To chodź tu księżniczko.-powiedziałem i przerzuciłem ją sobie przez ramie.
-Aaaa...-piszczała, śmiejąc się.- Justin, puść mnie!-mówiła, a ja klepnąłem ją w tyłek.- Aułł!-krzyknęła
-Cicho tam!-powiedziałem chichocząc i ruszyłem w stronę domu. Przez połowę drogi marudziła i prosiła bym ją postawił. Groziła nawet, że się obrazi i nigdy więcej się do mnie nie odezwie, ale wszyscy wiemy, że ona nie potrafi się na mnie gniewać, więc nie uległem.
-Jesteśmy!-krzyknąłem wchodząc do kuchni.
-O już jesteście...-zaczęła babcia Amy, a gdy nas zobaczyła zaczęła się śmiać- A tej co się stało, że nie może chodzić?- spytała, a ja postawiłem Amy.
-Ten głupek nie chciał mnie puścić.-powiedziała naburmuszona Amy i skrzyżowała ręce na piersi.
-Oj skarbie, ale wiesz, że cię kocham, prawda?- spytałem tłumiąc śmiech, ale ona się już nie odezwała.-Prawda?-powtórzyłem pytanie, ale znów odpowiedziała mi głucha cisza.
-Chyba się obraziła.-powiedziała starsza kobieta.
-Wiem, że udaje.-powiedziałem i dałem jej buziaka w policzek, a ona szybko się odsunęła.
-Pomóc ci w czymś babciu?-spytała Amy, nadal z grobową miną.
-Tak, jak możesz to obierz kilka ziemniaków.-odpowiedziała kobieta.
   Przez cały czas Amy udawała, że mnie nie widzi. Starałem się zwrócić jej uwagę, ale ona omijała mnie jak ognia. Już dawno się tak na mnie nie wkurzała. Jej babcia tylko się przygląda i chichoczę na to jak się zachowujemy.Boje się, że tym razem przegiąłem i nie odpuści mi tak szybko.
(Amanda)
Czy byłam zła na Justina? Nie..., ale chce żeby pocierpiał. Wiem, że zrobił to dla żartów i nie chciał nic złego, ale lubię się z nim droczyć, tak jak on ze mną. Widziałam jak starał się bym zwróciła na niego uwagę. Bym jakkolwiek zareagowała na jego zaczepki, ale byłam nie ugięta. Babcia śmiała się, bo wiedziała co kombinuje oraz widziała, że Justin cierpi.
W końcu chyba się poddał, bo poszedł z opuszczoną głową do innego pokoju.
-Długo zamierzasz go tak męczyć?- spytała babcia wskazując głową na drzwi, przez które sekundę temu wyszedł szatyn.
-Niech się trochę pomęczy.- powiedziałam i wrzuciłam ziemniaka do miski.
-Widzę, że nie macie się o co kłócić i czepiacie się byle błahostek. -powiedziała z uśmiechem babcia.
-Chyba masz rację, ale obydwoje wiemy, że się kochamy i nie rozstaniemy się z takiej głupoty. To że raz kiedyś on czy ja się obrażę to nic się nie stanie. Tym bardziej, że chwilami odpoczynek od siebie nam się przydaje.- powiedziałam zaczynając przekrajać ziemniaki na pół.
-Koteeeek....-usłyszeliśmy smutny głos Justina, po czym jego głowa wyłoniła się zza drzwi.
-Nadal jesteś na mnie zła?-spytał robiąc minę szczeniaczka. Nie odezwałam się, po prostu dalej robiłam swoje.-Skarbie..-nic.-Misiu...-nic-Kicia....-nic- Amy...-nic.-Myszko...-nic.-Słońce...-NIC! I tak samo jeszcze kilka razy. Mówił, że bardzo mnie przeprasza, że więcej tak nie będzie. Chciało mi się śmiać, a gdy pierwszy raz powiedział do mnie "skarbie", chciałam rzucić się mu na szyje i powiedzieć, że się nie gniewam. Jednak tego nie zrobiłam. Widok tego jak bardzo się starał bym cokolwiek powiedziała był bezcenny.
Gdy obiad był gotowy usiedliśmy do stołu i zapadła niezręczna cisza. Justin siedział ze spuszczoną głową, a ja z babcią wymieniałyśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami. Gdy zjadłam już połowę swojego dania, zobaczyłam, że Justin nic nie ruszył, tylko wciąż dłubał widelcem w jedzeniu.
-Justin nie smakuje ci?- nagle się odezwałam, a on momentalnie podniósł wzrok i szeroko się uśmiechnął.
-Odezwałaś się...-powiedział uradowany.
-Tak, tak, a teraz jedz.-powiedziałam, a on szybko zabrał się za jedzenie. Po obiedzie poszłam do siebie do pokoju, a zaraz za mną Justin.
-Skarbie, ja tak bardzo cię przepraszam... ja nie- nie zdążył nic powiedzieć bo złączyłam nasze usta.
-Nie gniewam się misiek.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-To dobrze, bo nie wytrzymałbym bez twojego głosu.-powiedział z ulgą i znów mnie pocałował.-Kocham cię.-powiedział w moje usta.
-Ja ciebie też.- powiedziałam i mocno go przytuliłam.
Wieczorem gdy leżeliśmy już w łóżku, zaczęłam się dziwnie czuć i cały czas kaszlałam.
-Wszystko w porządku kochanie?- spytał Justin pocierając moje plecy.
-Tak, to nic takiego. Pójdę się napić.-powiedziałam uspokajająco i zeszłam na dół. Z szafki wyjęłam szklankę i nalałam sobie wody. Napiłam się i wzięłam głęboki wdech. Gdy myślałam, że już wszystko w porządku, zakryłam ręką usta i pobiegłam do toalety. Tak, zwymiotowałam. Najdziwniejsze jest to, że krwią. Nigdy czegoś takiego nie miałam, ale pomyślałam, że coś złapałam po porostu i wkrótce mi przejdzie.
-Już lepiej?- spytał zaspany Justina.
-Tak, śpij.-powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę.
W nocy jeszcze kilka razy wstawałam i wymiotowałam. Justin spał i nic nie słyszał, ale czułam się fatalnie. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.
_______________________________________________________________
I mamy kolejny :P
Cieszcie się, że nawet taki krótki, bo napisałam go na szybkiego. Muszę się szykować do nowej szkoły i mam dużo do sprzątania i układania. Czekam na komentarze i zapraszam do mojego bloga o Justinie. http://bieberfever-blog.blogspot.com/

4 komentarze: