piątek, 5 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 3.

     (KILKA DNI PÓŹNIEJ)
       Tym razem przechytrzyłam mojego złośliwego brata i pierwsza zajęłam łazienkę. Wyszykowałam się tak jak zawsze i zeszłam na dół. Mama już przyszykowała na śniadanie jajecznicę,więc szybko zjadłam i pobiegłam na górę po telefon. Miałam jedną wiadomość: "Będę w autobusie- Bella"
Nie wiem czemu ale od razu się uśmiechnęłam. Przez ten czas co była chora nie miałam z kim pogadać i strasznie mi się nudziło. Dziś wraca do szkoły, więc będzie inaczej.
Wyszłam z domu i poszłam na przystanek. Gdy weszłam do autobusu, jak zwykle rzucali we mnie papierkami i wyśmiewali się z mojego ubioru, czego nie rozumiem, bo nie wyglądał moim zdaniem aż tak źle. Przyzwyczaiłam się do tego, ale w środku nadal krzyczałam jak opętana. Miałam ochotę zatrzymać się i wygarnąć im co o nich myślę, ale się powstrzymałam. Usiadłam na swoim miejscu, obok Belli i wzięłam głęboki oddech. Moje oczy momentalnie wypełniły się łzami.
-Co się dzieje?-spytała zmartwiona Bella
-Nic, zaraz mi przejdzie.-powiedziałam ocierając oczy
-Nie przejmuj się nimi. -powiedziała i podała mi chusteczkę.
-Wiem, już się przyzwyczaiłam, ale chciałabym choć raz wejść niezauważona, tak by nikt nic nie mówił.
-To boli mimo wszystko, ale ja jestem z tobą.
   Pokiwałam głową, a reszta drogi minęła nam bardzo szybko. Wysiadłam i odprowadziłam przyjaciółkę pod salę, po czym sama udałam się do swojej. Usiadłam w ławce, gdzie mnie przesadzono i wyciągnęłam książkę, by sobie powtórzyć. Tak się wczytałam, że nie zauważyłam kiedy wszyscy weszli do klasy. Nawet Justin się pojawił. Nie było go przez ostatnie dni, a gdy mnie zobaczył chyba miał ochotę wyjść i nie wracać. Poznałam to po jego minie, stanął obok ławki, wziął głęboki oddech i usiadł, ale z taką niechęcią, że postanowiłam nie zwracać na niego uwagi i się kawałek odsunęłam.
Słyszałam, że się zaśmiał, a ja, jak taka gaduła musiałam się odezwać
-Co cię tak bawi?-spytałam szeptem.
-Co?-spytał
-Nie nic, nie ważne.-odpowiedziałam chowając ręce pod ławkę i opuszczając głowę.
-Powtórz.-Zabrzmiało groźnie, więc powtórzyłam
-Spytałam co cię tak bawi?-ale nadal na niego nie patrzałam
-Ty.-odpowiedział
-Czemu? A dobra, nie ważne, nie odpowiadaj. Za dużo gadam, nie ważne.-zakłopotana zacisnęłam usta.
-Bawi mnie to jak się wszystkich boisz.
-Nie boję się ich, ale przez to jak mnie traktują to ich unikam. -podniosłam lekko głowę.
-Boisz się odezwać, nawet nic nie zrobiłem, a przestraszona odsunęłaś się.-powiedział nie odrywając wzroku od tablicy.
-Bo widziałam twoją reakcje gdy wszedłeś do sali i spojrzałeś na mnie. Wiedziałam, że nie masz ochoty tu ze mną siedzieć, więc ci to ułatwiłam i się odsunęłam
-Nie patrzyłem na ciebie, ale na tą ławkę. Nie chciało mi się dzisiaj przychodzić do szkoły, bo... mam zły humor, ale nie dla tego, że z tobą siedzę.-nagle poczułam ukucie w sercu, a moje oczy zabłyszczały.-Twoją obecność jakoś zniosę, nic nie mówisz, więc mnie nie wkur*****, ale nie powinnaś się mnie bać, bo nic ci nie zrobię. Mam gdzieś to kim jesteś.
   Moja mina zbladła i odwróciłam wzrok. Zrobiło mi się przykro, że tak o mnie myśli. Do końca lekcji nic nie mówiłam. Przed dzwonkiem pani powiedziała, że mamy zrobić projekt z osobą w ławce, obowiązkowo. Załamałam się, bo wiedziałam, że i tak on mi nie pomoże, ale pewnie nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zrobię to zadanie za niego. Chciałam tylko się przekonać i znowu jak głupia zaczęłam gadać.
- To kiedy możemy się spotkać i zrobić ten projekt?-spytałam
-My? Spotkać się? -spojrzał się na mnie wzrokiem "Nigdy w życiu", ale do rozmowy wtrąciła się nauczycielka
-Amanda, mam nadzieję, że nie zrobisz tego projektu sama. Justin ma ci pomóc, a ja będę wiedzieć czy to zrobił, bo nie umiesz kłamać. Macie się spotkać i razem to zrobić, po czym razem to przedstawicie. Justin tez musi o tym projekcie coś wiedzieć i powiedzieć.
Opuściłam wzrok, a Justin się odezwał.
-No dobra....-podniosłam wzrok, a szatyn przewrócił oczami.-Przyjadę do ciebie jutro, chce mieć to z głowy.
Nauczycielka uśmiechnięta odeszła, a Justin podszedł do mnie bliżej i szepnął do ucha.
-Ale nikomu ani słowa, nie chce, żeby ktokolwiek o tym wiedział. To jest jedno spotkanie i nic więcej. Rozumiesz?
Przestraszona pokiwałam głową. Szatyn lekko się uśmiechnął i wyszedł, ja przez chwilę stałam i nie wiedziałam co się właśnie stało. Wyszłam z sali i w końcu do mnie dotarło. Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić, cały czas myślałam o słowach Justina i o tym co się stanie, jak go nie posłucham
Przyznaję, że trochę się przestraszyłam. Wróciłam do domu i weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i poszłam coś zjeść. Siedziałam zamyślona, aż w końcu mama mnie szturchnęła i się otrząsnęłam
-Co się dzieje, skarbie?-spytała mama
-Nic.
-Przecież widzę, że coś cię gryzie.- oparła lewą rękę na biodrze.
-Nic, ale... jutro przyjdzie tu "kolega" i będziemy robić projekt.-odpowiedziałam
-Aha. Kolega mówisz?-spojrzała się na mnie jakby coś podejrzewała
-Mamo! Przestań.
-No, dobra.-przewróciła oczami i wróciła do sprzątania.
    Szybko zjadłam i weszłam do pokoju. Jak zwykle zaczęłam odrabiać lekcje, potem się uczyłam i tak mi codziennie mijają popołudnia.Kiedy inni wychodzą na imprezy i świetnie się bawią, ja jak jakaś oferma siedzie i się uczę. To jest do bani, ale takie już moje życie. Położyłam się na łóżku i nieświadomie zasnęłam.

3 komentarze: