Nic mi po takiej zmianie. Tylko ból głowy i nie przespana noc. Mam dość. Siedziałam na tych schodach jakąś godzinę, a on nawet nie wyszedł spytać się czy mi zimno. Robiło się chłodno, ale na szczęście miałam moją letnią jeansową kurtkę, którą zarzuciłam na ramiona. Wiedziałam, że skoro teraz nie wyszedł to nie wyjdzie wcale. Nie mogłam czekać w nieskończoność, bo musiałam wrócić jakoś do domu i przygotować się do zajęć. Wstałam i otrzepałam swoje ciuchy. Rozglądnęłam się w lewo, w prawo, ale nadal niczego znajomego nie widziałam. Mieszkam w tym mieście tyle lat, a tego miejsca w ogóle nie znam.
Z daleka zobaczyłam kobietę, postanowiłam do niej podbiec i spytać o drogę.
-Dzień dobry-powiedziałam próbując złapać oddech
-Dzień dobry, mogę w czymś pomóc?-spytała trochę przerażona.
-Wie pani w którą stronę na ulicę Wesley 24.?-spytałam patrząc z błaganiem w oczach, żeby wiedziała
-Tak, musisz iść cały czas prosto i przy sklepie pana Paula, skręć w prawo. Później będzie już prosta droga.
-Dziękuję pani bardzo.-powiedziałam i oddaliłam się od kobiety.
Szłam i szłam, a sklepu nie było widać. Byłam wykończona i zmarznięta. Wpatrywałam się w ziemię i głośno wzdychałam. Nagle usłyszałam pisk opon, a koło mnie zatrzymał się samochód.
-Wsiadaj.-krzyknął szatyn
-Nie dzięki.-powiedziałam wściekła na niego za to, że mnie tak potraktował
-No nie wygłupiaj się i wsiadaj.-otworzył mi drzwi, ale ja je zatrzasnęłam
-Nie! Daj mi spokój!-krzyknęłam i szłam przed siebie
Chwilę powoli za mną jechał trąbiąc, próbując mnie wkurzyć i sprowokować do tego, abym wsiadła
Byłam uparta i nie miałam ochoty na niego patrzeć. Po chwili Justin poddał się i odjechał. Ja z ledwo podniesioną głową szłam dalej, a moje oczy wypełniły się łzami. Byłam załamana.
Miałam już dosyć wszystkiego i wszystkich. Nagle ujrzałam sklep. Przez to że płakałam, nie zauważyłam, że to już nie daleko.
***************
-Już jestem.!-krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział.-Kurcze.-powiedziałam pod nosem widząc co miałam na sobie.
Byłam wciąż w ciuchach z imprezy i na szczęście w domu nikogo nie było, oprócz... mojego brata.
Jego cwany uśmieszek widziałam z końca korytarza. Jest taki mały, ale jest w nim diabeł. Potarł ręce i złośliwie się zaśmiał.
-Nawet o tym nie myśl!-powiedziałam machając palcem przed twarzą.
-Ale o czym siostrzyczko?-spytał udając, że nie wie o co chodzi.
-Ty wiesz o co chodzi. Nie mów nic rodzicom.-powiedziałam i podeszłam bliżej niego
-Bo co?-spytał, widząc, że coś za to dostanie.
-Boo...-przeciągnęłam szukając czegoś czym mogłabym go zastraszyć.
-Nic na mnie nie masz, kochana.-powiedział zadowolony z siebie.
-Proszę, nie mów rodzicom.-poddałam się i zaczęłam go błagać.
-Hymm...-udawał, że nad czymś myśli.-Będziesz odrabiać moje zadania domowe przez...2 miesiące-powiedział i poklepał mnie w ramię.
-2 tygodnie.
-Miesiąc
-Zgoda.-powiedziałam i podałam mu rękę.
Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Miałam dość, ale musiałam się ogarnąć i ruszyć do pracy. Wstałam i poszłam pod prysznic. Czując jak ciepła woda spływa po moim ciele zadrżałam. Po umyciu się, wyszłam i wytarłam włosy ręcznikiem. Ubrałam luźny dres i związałam włosy. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przeglądać zeszyty
***********
(Oczami Justina)
Wróciłem do siebie. Byłem wściekły. Jak ona mogła mnie tak potraktować? Co w nią wstąpiło? Ale może to też trochę moja wina, mogłem ją odwieźć i mieć spokój. Potraktowałem ją źle, ale miałem zły humor. Facet, z którym się spotkałem miał mi pomóc w sprzedaży domu, ale w ostatnim momencie się wymigał.
Przez niego pogorszyłem swoje stosunki z Amy. Czasem mnie wkurza, ale w niej coś jest... coś co przyciąga, jak narkotyk. Jutro ją przeproszę. To dla mnie bardzo ważne, bo przez nią nie mogę na niczym się skoncentrować. Wiem, że to głupio brzmi, ale tak jest. Co się ze mną dzieje? Co ona ze mną zrobiła? Przecież ona jest kujonem, a ja... ja jestem Justin Bieber i nie powinienem w ogóle się nią przejmować.
Spojrzałem na zegarek i poszedłem pod prysznic. W głowie wciąż miałem twarz Amy. Ta dziewczyna chyba nigdy nie da mi spokoju. Musiałem się wyluzować i oderwać od niej. Bo zwariuję.
Wyszedłem z łazienki owijając sobie ręcznik wokół bioder. Zszedłem po schodach i już miałem iść do kuchni, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. To była Stella. Moja "dziewczyna". Można tak powiedzieć, ale ja tego tak nie uznaję. To jest luźny związek i oboje o tym wiemy. Przyszła w odpowiednim momencie, bo musiałem pozbyć się zmartwień. Owinąłem się wokół jej tali i nachalnie ją pocałowałem.
Nie musieliśmy nic mówić, oboje wiedzieliśmy do czego i tak dojdzie, a gadanie to tylko przeszkoda.
Bez rozłączania naszych ust wniosłem ją na górę do mojego pokoju.
Cudownie całowała, chyba była w tym mistrzynią. Nigdy z dziewczynami nie spotykałem się więcej niż raz, ale z nią było inaczej za każdym razem, więc korzystałem ile mogłem.
Oww...
OdpowiedzUsuńJak słodkoo.. ;3
Czekamm ;)
Jeeejj...
OdpowiedzUsuńZakochał się *.*
A obiecał cośś...
ojoj nie dobry chłopak widać że się zakochał xd
OdpowiedzUsuńohohohoh ommm awww ♥ ;* Jeszcze !!!
OdpowiedzUsuńaaaaaaaaaaawwwww<333 kocham czekam czekam na next ;**
OdpowiedzUsuń